Выбрать главу

Zapragnęła, by ranek nigdy nie nadszedł.

– Wydajesz się być całkiem w porządku – powiedział nieoczekiwanie Leszek, gdy kilka godzin później wracali z dyskoteki.

Ewa nie pamiętała, by kiedykolwiek bawiła się równie wspaniale, co tej nocy. Przyjaciele Leszka przyjęli ją niezwykle serdecznie, nie wnikając, skąd się wzięła, co zresztą bardzo jej odpowiadało, nie bardzo bowiem wiedziała, jak miałaby wytłumaczyć tę znajomość.

Teraz zaś wsparta na ramieniu mężczyzny, ledwie kuśtykała na zbolałych od tańca nogach. Leszek nalegał, by wzięli taksówkę, ona jednak zachęcona ciepłem nocy, za nic nie mogła pozwolić, by rozstali się zbyt szybko. Na szczęście jej stancja była już niedaleko.

– Nie pasujesz mi do reszty lasek w Internecie.

– Dlaczego?

– Ponieważ… – Leszek przez chwilę szukał odpowiednich słów – przy tobie człowiek czuje się, jakbyśmy znali się wiele lat. Fajnie tańczysz, umiesz porozmawiać, nie jesteś nudna…

– O, dzięki – roześmiała się.

– To nie bajer, Ewo, ja tylko mówię, jak jest. Bardzo dobrze spędziło mi się z tobą wieczór. A… tobie?

Zatrzymała się i zadarła wysoko głowę, by zajrzeć mu w oczy.

– Bardzo się cieszę – powiedziała z jakąś melancholią w głosie – że mogłam cię poznać. Ten wieczór, ta noc, będzie dla mnie niezapomniana.

– Hej, mała, czyżbym wyczuwał jakiś smuteczek? – uśmiechnął się wesoło, a w jego czarnych oczach zagrały radosne ogniki. – Nie chcesz powtórzyć tego za parę dni?

– Ja… Nie zrozum mnie źle… Naprawdę jestem pod wrażeniem dyskoteki i w ogóle, twego towarzystwa, też jesteś całkiem w porządku…

– Tylko? – pomógł jej.

– Tylko nie wiem, gdzie powinna być granica tej znajomości.

– Na pewno tam, gdzie zechcesz ją wytyczyć Ruszyła przed siebie. Posłusznie podążył za nią.

– A czego oczekujesz po naszej znajomości? – zapytał po jakimś czasie.

– No wiesz – zawahała się – na początku, opowiadałam ci, chciałam odpłacić mężowi pięknym za nadobne, potem jednak dotarło do mnie, że przecież to nic nie da. W międzyczasie poznałam ciebie i doszło do tego spotkania. Bardzo miłego spotkania. Ot i cała historia. Miałam zamiar zrobić dużo głupot, teraz wiem, że to nie takie proste. Zwłaszcza, że nie chcę, byś czuł się jakimś narzędziem w mojej zemście na mężu. Jesteś pierwszym facetem poznanym w Klubie Niesamotnych Serc, z którym się spotkałam – skłamała – i zapewnie ostatnim. Te randki to trochę nie moja bajka.

– Ja nie szukałem w serwisie Klubu kobiety na całe życie, ani takiej na jeden numerek. Zalogowałem się tam dla żartów, wiesz, kiedyś byłem u kumpla i on tam szperał, potem zalogował mnie. Tak to było – objął ją ramieniem.

– Aż tu nagle poznałeś załamaną mężatkę z Lublina – zaśmiała się. – I zabrałeś ją na randkę.

– Ewo, to chyba nie jest randka – zauważył. – Randki kończą się w łóżku, a ty przecież zaznaczyłaś, że nie będziesz wykraczać poza pewne ramy.

– Powiedziałam, że nie wiem, gdzie powinnam się zatrzymać.

– W każdym razie służę pomocą, gdybyś chciała przekroczyć tę granicę, o której nie wiesz, gdzie jest, ale doskonale będziesz wiedziała, gdy już znajdziesz się po drugiej stronie.

Zmieszała się z lekka. Już przecież przekroczyła tę granicę. Dokładnie tydzień temu. I bardzo tego żałowała, a najbardziej była na siebie wściekła za to, że tak nieprzemyślanie pozwoliła przelecieć się pierwszemu facetowi, jaki tego zapragnął. Z drugiej strony, skoro to zrobiła i świat przy tym nie zawalił jej się na głowę, to co by się stało, gdyby pozwoliła sobie na zdradę raz jeszcze? Zwłaszcza, że ten obecny potencjalny kochanek wypadał o niebo lepiej od poprzedniego. Ale uraz po nieudanej nocy sprzed tygodnia pozostał. Gdyby nie to, Ewa sama zaciągnęłaby szalenie przystojnego Leszka do łóżka w wynajętym przez siebie pokoju. Ale kto zagwarantowałby jej, że z nim byłoby jej dobrze? Po raz pierwszy tego wieczora pomyślała o mężu, o tym, jak wspaniale umie pieścić jej ciało, jak zna każdy jej czuły punkt, jak umie rozpalić do szaleństwa jej zmysły… Jednak Tomek nie potrafił dać Ewie takiego luzu, jaki przeżyła z poznanym kilka godzin wcześniej mężczyzną, nie zabierał jej do dyskoteki, izolował od swych znajomych.

Doszli w końcu do drzwi bloku, w którym Ewa wynajmowała pokój.

– Zaprosiłabym cię na górę – powiedziała – ale nie mieszkam sama.

– Nie musisz się tłumaczyć. Nawet jeśli tam, na górze, nikogo nie ma, to nie powinnaś mnie zapraszać, jeśli tego nie chcesz. I mnie nic do tego.

Jakże cieszyła się, że nie nalegał, że ją rozumiał. Jakże pragnęła, by to, co przeżyli dzisiaj, powtórzyło się jeszcze kiedyś. Leszek jakby odgadł jej myśli.

– Fajnie byłoby się jeszcze spotkać – powiedział. – Bardzo miło spędziłem z tobą czas i… normalna z ciebie laska, zupełnie nie jak mężatka.

Oboje wybuchli gromkim śmiechem.

– Możemy się spotkać za dwa tygodnie, mam wtedy kolejny zjazd.

Ewa już miała wejść na klatkę schodową, zawahała się jednak, odwróciła się do Leszka i spoważniała, patrząc na niego wyczekująco. On odgadł jej myśli i pochylił się nad nią. Kiedy dotknął wargami jej ust, aż jęknęła z rozkoszy. Już wiedziała to, nad czym zastanawiała się całą noc. Jego usta smakowały jak najprzedniejszy nektar. Poddała się naciskowi jego warg, ale nie padli sobie namiętnie w ramiona. Ich pocałunek był nieśmiały, delikatny i jakby niewinny. Długo obydwoje delektowali się nim, nim wreszcie niechętnie rozłączyli swe usta. Stali teraz naprzeciw siebie, w milczeniu, jakby bali się spłoszyć to, co wydarzyło się między nimi.

Wreszcie Leszek pogładził ją po policzku.

– Umrę z tęsknoty przez te dwa tygodnie – powiedział głosem zmienionym pożądaniem. – Już nie mogę się doczekać. A jutro zadzwonię. Fajna jesteś, Ewo.

Ewa wróciła do pustego pokoju cała w skowronkach. Marta tego weekendu nie mogła przyjechać na studia. Szkoda – pomyślała – nawet nie mam komu się zwierzyć ze swej radości.

Długo nie mogła zasnąć, tak była podekscytowana nową znajomością. Leszek bardzo jej się spodobał. Przy nim czuła się wartościowa, potrzebna, piękna i taka młoda… i te jego pięknie wykrojone usta. Widziała je, gdy tylko zamykała oczy. Szkoda, że mieszkał i pracował tak daleko od Lublina. Gdyby nie to, chętnie spotykałaby się z nim częściej.

Ani przez moment nie przyszło jej do głowy, że przecież tak naprawdę nie ma mu nic do zaoferowania.

Tak jak obiecał, zadzwonił w poniedziałek z samego rana.

– Cześć, mała, jak tam studia? A co w domu?

Opowiedziała Leszkowi z radością, jak zaliczyła wczoraj jeden z trudniejszych egzaminów, mimo że niewiele się przygotowała, woląc ten czas poświęcić na ich specyficzną randkę. Potem usłyszał od niej historię, jak to wróciła z pracy i zastała młodszą córeczkę Ewelinę z grzywką wyciętą do zera. Ot, dziecko ćwiczyło posługiwanie się nożyczkami. Potem z kolei on opowiedział jej, jak zjawili się u niego kontrolerzy i odkryli cztery palety słodyczy, które nie były zewidencjonowane w podlegającym mu magazynie, jednym słowem, został przyłapany na szwindlu. Nagle powiedział:

– Mój ojciec znowu chce mnie ożenić.

Podczas ich spotkania dużo mówił jej o sobie, wiedziała, że ma ojca w Stanach, że to były pracownik bezpieki, który wyemigrował do Ameryki tuż po obaleniu komunizmu. Leszek wychowywał się z matką i młodszą siostrą. Ojciec niedawno ożenił się z młodą Jamajką i żyło im się szczęśliwie na Long Island w Nowym Jorku.

– Ty to masz ciekawe życie – roześmiała się Ewa.