– Mam problem, Ewo. On wybrał dla mnie taką laskę z Wrocławia, z którą kiedyś byłem na weselu. To córka jednego z dawnych partyjnych dygnitarzy, kumpla mego starego. I oni obaj, ci nasi starzy, chcą nas związać węzłem małżeńskim. Wiesz, takie połączenie dwóch królestw. A ja nienawidzę tej dziwki. Puszcza się z takim jednym, Hubercikiem, to niech się z nim żeni. Ale ona wybrała ponoć mnie. Jej stary kazał jej wyjść za mąż, bo wtedy, jako mężatka, dostanie jakąś kasę po bajecznie bogatym stryju, a jeśli nie, to kasa przypadnie jej kuzynowi, trochę to skomplikowane, takie tam sprawy spadkowe. Z kolei mój stary umyślił sobie w Polsce wielki biznes za te pieniądze. Chodzi o rynek farmaceutyczny. Sam nie chce wracać do kraju. Boi się wymiaru sprawiedliwości. Więc chce obsadzić mnie na tym tronie.
– No to się nie żeń. – powiedziała Ewa. – Powiedz to ojcu i…
– O nie, mała, nie znasz mego ojca. On sobie zamyślił ten mariaż, bo tak jest lepiej dla jego interesów. Inaczej wydziedziczy mnie i będzie problem.
– Zupełnie nie wiem, co mam ci poradzić.
– Pomożesz mi zdemaskować tę dziwkę. Jak znajdę dowód, że się puszcza, zmuszę ją, by odstąpiła ode mnie jako kandydata do jej kurewskiej ręki.
– Jeśli tylko będę umiała.
– A ja w zamian zrobię coś dla ciebie.
– Och, nie musisz, pomogę ci i tak. A… co masz na myśli?
– Zaczaruję dziwkę twego starego, tak, że wyśpiewa mi, co ich naprawdę łączyło.
– Zgoda. – Ewa wcale nie miała pewności, czy chce się tego dowiedzieć.
Przez kilka dni nie wracali do rozmowy o planowanym ślubie Leszka. Ewa nie wzięła tego na poważnie, niemal zapomniała, o co ją prosił. Rozmawiali często przez telefon, zawsze będąc w pracy i często wieczorami, gdy jej męża nie było w domu.
Uwielbiała, gdy Leszek do niej dzwonił. Gdy tylko czuła się samotna czy przygnębiona, albo gdy Tomek znowu przyprawiał ją o mordercze myśli, wystarczyło puścić strzałeczkę do przyjaciela, a on niemal natychmiast do niej dzwonił. Umiał słuchać i umiał pocieszyć. Już nie tylko go lubiła. Stał się dla niej po prostu niezbędny.
W niedzielę zadzwonił sam, w środku dnia, nie czekając na strzałeczkę od niej. Przestraszyła się widząc, kto dzwoni. Tomek był w domu, akurat siedzieli przy stole jedząc obiad.
– Musisz mi pomóc – usłyszała.
– Poczekaj – odparła wychodząc do sypialni i starannie zamykając za sobą drzwi.
– Kto to był? – zapytał Tomek, gdy po kwadransie wróciła do jadalni.
– Nikt.
– Nikt by do ciebie nie zadzwonił. Pytam, kto to był?
– Mówiłam ci, nikt – powtórzyła ze stoickim spokojem.
Z ironią popatrzyła, jak Tomek bierze jej komórkę i zaczyna w niej szperać. Nie miała w niej nic do ukrycia. Dokładnie pilnowała, by usuwać wszelkie rozmowy i sms-y z pamięci telefonu. A kilka potrzebnych jej numerów znała na pamięć.
– Nie widzę numeru, spod którego właśnie do ciebie dzwoniono – powiedział ze zdenerwowaniem.
– I co? – wzruszyła ramionami.
– Kto to był?! – zapytał tym razem z krzykiem.
– Mówiłam ci już – odpowiedziała słodko. – Nikt.
– Ewa!
– Nie denerwuj się, mój drogi, to ktoś w interesach – ciągnęła niezrażona.
– A może to kochanek do ciebie?!
– Może.
– Pytam, kto to jest, do jasnej cholery?!
– Nikt. Ktoś w interesach. Kochanek. Czy to nie wszystko jedno?
– Wzruszyła ramionami i wyszła do pokoju.
Tomka przerażał ten cyniczny chłód u swojej żony. Niby wszystko wróciło do normy. Byli ze sobą, sypiali razem. Chodzili na zakupy, przygotowywali posiłki, zajmowali się dziećmi. Na powrót stali się normalnym małżeństwem.
Nie rozmawiali ze sobą. O tym, co czują, czego pragną. Zdał sobie sprawę, że tylko on sam uwierzył w to, że Ewa mu wybaczyła. Prawda była inna. Ona żyła przy nim jakby na pozór, a tak naprawdę była gdzieś daleko. Nie ciałem. Myślami.
Poszedł za nią do pokoju.
– Chciałbym, by było, jak dawniej – powiedział cicho. Cała jego złość gdzieś się ulotniła.
– Nigdy nie będzie, jak dawniej – odparła. – Liczysz na coś, co jest całkowicie nierealne.
– Myślałem, że mi wybaczyłaś.
– Bo wybaczyłam. – Ewie przemknęło przez myśl, że to jej własna zdrada pchnęła ją na powrót w ramiona męża. Przecież to, że znów znaleźli się we wspólnym łóżku, tak naprawdę niczego nie załatwiało. Tomek cały czas utrzymywał, że nic go z tamtą kobietą nie łączyło, a jeśli nawet, to Ewa nie miała znikąd pewności, że się skończyło.
– Więc dlaczego jesteś tak daleko ode mnie? – spytał.
– A czego się spodziewałeś? Nie potrafię ci już ufać jak kiedyś.
– Ja cię kocham, Ewo – wyznał szczerze. Przytulił mocno żonę, a gdy milczała, zapytał: – A ty?
– Co ja?
– No… czy ty mnie jeszcze kochasz?
Spojrzała mu głęboko w jego cudne zielone oczy. A potem powiedziała coś, co z taką determinacją starała się wdrożyć od tygodni.
– Nie kocham ciebie, Tomku.
Jakże pragnęła, by to była prawda.
Późnym wieczorem Ewa wymknęła się z sypialni i zamknęła w łazience. Miała szczęście. Tomek spał od dobrej godziny.
Usiadła na wannie, ściskając w dłoni swój telefon komórkowy. Czekała na znak. Nie czuła się dobrze w roli detektywa, jaką przypisał jej Leszek. Mimo wszystko jednak pragnęła z całego serca mu pomóc. Była mu wdzięczna za to, że on starał się pomagać jej. Mogła na niego liczyć w każdej chwili. Był na jedno skinienie, na jedną telefoniczną strzałeczkę. Dzwonił do niej zawsze, gdy chciała z nim rozmawiać, a potem wysłuchiwał cierpliwie jej rozterek i zmartwień. Po raz kolejny Ewa pożałowała, że są od siebie tak daleko.
Telefon w jej dłoni zawibrował tak gwałtownie, że aż podskoczyła przerażona. Ktoś puścił do niej strzałkę. Spojrzała na wyświetlacz, widniał na nim znajomy numer. Nareszcie. Wykasowała to połączenie, nie chciała zostawiać w swoim telefonie żadnych śladów swoich netowych znajomości. A potem zadzwoniła do Wrocławia.
– Cześć – powiedziała wesoło, gdy usłyszała w słuchawce męski głos.
– Cześć – z lekkim wahaniem odpowiedział jej rozmówca.
– Dzwonię, tak jak się umawialiśmy – skłamała. – Dziś niedziela – dodała tajemniczo.
– A z kim mam przyjemność?
– Coś ty! Nie pamiętasz? Tu Anka, poznaliśmy się w dyskotece dwa tygodnie temu. Dałeś mi swój numer i powiedziałeś, że najlepiej zadzwonić do ciebie w niedzielę…
– Nie pamiętam – odparł niezrażony. – Czy możesz mi jakoś przybliżyć… – Ewa usłyszała, jak gdzieś w pobliżu jej rozmówcy zadzwonił inny telefon -… nieco dokładniej okoliczności naszej znajomości?
Ewa ze wszystkich sił przycisnęła słuchawkę do ucha i wytężyła słuch.
– Naprawdę nie pamiętasz? – powiedziała by zyskać na czasie.
W tym momencie w słuchawce usłyszała drwiący kobiecy głos:
– Halo? A, cześć kochanie. Co tam, Lesiu, u ciebie? Kupiłeś już obrączki na nasz ślub? Co? Nic nie robię, jestem u koleżanki…
– Nie pamiętam – mówił do Ewy Hubert.
Ewa przerwała połączenie.
Nie minęła minuta, gdy jej telefon znów zadzwonił.
– I co? – dopytywał się gorączkowo Leszek. – Słyszałaś coś w tle?
– Niezła suka z tej twojej wybranki serca – powiedziała Ewa. – A swoją drogą masz już te obrączki, czy nie?
Leszek zacisnął ręce w pięści. Więc jednak przeczucie go nie myliło. Dorota ciągała się z Hubertem we Wrocławiu i liczyła na to, że wyjdzie za Leszka. Co kłuło się w jej chorej główce, Bóg raczył wiedzieć. Kiedyś, gdy ją poznał i poszli razem na wesele, miło spędzili imprezę w swoim towarzystwie. Były tańce, wesoła zabawa, a potem seks przez trzy dni. Na wieść od ojca, że to z nią ma się ożenić, Leszek myślał nawet przez moment, że dziewczyna się w nim zakochała. Ale wywiedział się tu i ówdzie o jej chłopaku Hubercie i zgłupiał zupełnie. Jego męska duma nie pozwalała mu wziąć żony, która pieprzy się ukradkiem z kochankiem. Dorota chciała przyprawić mu rogi, nim jeszcze stała się jego żoną. Gdyby nie to, sam byłby zadowolony z bogatej dziewczyny, jaką ojciec wybrał mu za żonę.