Na szczęście Leszek miał teraz pewność, że jest dla Doroty tylko pionkiem, niezbędnym w jej drodze do pieniędzy stryja, a przy tym tak przydatnym ze względu na koneksje polityczne i biznesowe.
Dorota była wyrafinowaną wypieszczoną lalunią, przyzwyczajoną mieć wszystko na zawołanie, na jedno tupnięcie nogą, nie tak jak Ewa, twarda dziewczyna, mocno doświadczona przez los. Żal mu było tej kobiety, którą poznał zaledwie przed tygodniem. Z taką to dopiero byłoby fajnie dzielić życie. Ale Ewa była zajęta. I mocno zakochana w mężu, chociaż tak gorliwie temu zaprzeczała.
Następnego dnia przyszła pora, by Leszek zrewanżował się Ewie za przysługę.
– Cześć, Sylwia – powiedział wesoło do słuchawki.
– Cześć – odpowiedział mu młody kobiecy głos.
Sylwię zaskoczył ten telefon. Nie miała takiego numeru w książce telefonicznej swojej komórki, dlatego zdziwiła się mocno, bowiem ton głosu Leszka wskazywał, że znają się bardzo dobrze.
– No tak, nie poznajesz mnie – zauważył wesoło. – Jestem Leszek.
– Jakoś nie przypominam sobie…
– Poznaliśmy się wiosną na imprezie u… Jezu, nawet nie pamiętam jej imienia…
– Może… u Ulki?
– No nie wiem… – teraz on udał, że się mocno zastanawia. – może i u Ulki… W każdym razie dałaś mi swój numer telefonu i… zadzwoniłbym wcześniej, tylko nie chciałem wchodzić nikomu w paradę.
– Dlaczego? – zdziwiła się.
– No bo… często widziałem cię potem z takim starszym gościem. Dużo starszym od ciebie. I wyglądaliście na szczęśliwą parę. A teraz od jakiegoś czasu już was razem nie widuję i pomyślałem sobie… Może poszłabyś ze mną na imprezę? Jeśli, oczywiście, twój przyjaciel nie będzie miał nic przeciwko temu. Jak mu tam… Tomek?
– Nie mam już tamtego przyjaciela – powiedziała chłodno. – Skończyło się.
– O, no to mam szczęście. Jesteś wolna.
– Jestem.
– W takim razie zadzwonię do ciebie, jak tylko moi kumple potwierdzą tę imprezę.
– Będzie mi bardzo miło.
– Od tamtej pory dzwoniłem do Sylwii jeszcze kilka razy – mówił Leszek, rozkoszując się tym, jak Ewa przeczesywała jego gęste czarne włosy.
Leżał w jej pokoju w Warszawie i trzymał głowę na jej kolanach, trzymając rękę pod jej bluzką i bawiąc się jej prawą piersią. Ewa pozwalała mu na takie delikatne pieszczoty. Sprawiały jej przyjemność. Leszek nie krył przed nią, że liczy na więcej, jednak szanował to, że należała do kogoś innego. Nie zamierzał brać więcej, niż sama pragnęła mu dać.
Ewa pochyliła się nad nim i musnęła wargami jego usta. Uwielbiała to robić. Na samo wspomnienie ich pierwszego pocałunku przed jej blokiem, przechodził jej ciało niesamowity dreszcz. A gdy tylko była z Leszkiem, wykorzystywała każdą chwilę, każde zbliżenie, byle czuć znowu nieziemską rozkosz, jaką sprawiały jej jego usta.
Bała się myśleć o innych doznaniach, jakie Leszek mógłby jej dać, gdyby go do tego zachęciła. Z całej siły starała się nie przekroczyć więcej granicy, za którą stała zdrada. Jakiś zmysł podpowiadał jej, że gdyby to uczyniła, znajomość z tym nieziemsko przystojnym, tak namiętnie całującym mężczyzną, zamieniłaby się w przygodę na jedną noc. Tak jak w przypadku Maćka.
Ewa nie martwiła się bynajmniej, że mogłaby się niemiło rozczarować, tak jak podczas pierwszej zdrady, ale że mogłoby jej się to nadmiernie spodobać.
– Wszystko mi wyśpiewała – ciągnął Leszek. – W każdym razie nie jest już z twoim mężem i to od kilku tygodni. Zostawił ją, a ona jest z tego powodu nieco załamana. Dlatego z taką łatwością udało mi się z niej wyciągnąć to i owo. Ona się nieźle podkochiwała w twoim mężu. Opowiedziała mi, że łączyło ich…
Ewa znów go pocałowała, tym razem długo i namiętnie. Gdy niechętnie rozłączyli swe usta, powiedziała:
– Dzięki za to, co dla mnie zrobiłeś, ale oszczędź mi szczegółów. Najważniejsze, że już nie są razem. Nie chcę znać konkretów, zwłaszcza teraz, gdy jestem na najlepszej drodze do wybaczenia mojemu mężowi. Gdybyś mi powiedział, ciężej by mi było.
Zadarł jej bluzkę i pociągnął językiem po naprężonym sutku. Zadrżała pod wpływem tej pieszczoty.
– Może gdybyś poznała szczegóły, łatwiej by ci było zrobić to samo ze mną? – zapytał, a w jego oczach zagrały te jego wesołe ogniki.
– Tym bardziej wolę nie – odpowiedziała ze śmiechem, spychając jego głowę z kolan. – Chodźmy wreszcie na miasto.
Starała się ukryć, jak bardzo Leszek na nią działał. Bała się, że jeszcze kilka chwil, a sama zdarłaby z niego ubranie.
W drodze do dyskoteki Leszek opowiedział Ewie jak udało mu się wybrnąć od niechcianego ślubu.
– Dorota uwierzyła – mówił – że ją śledziłem we Wrocławiu i stąd miałem pewność, że spotyka się z Hubertem. Zagroziłem, że powiem o wszystkim jej staremu. Rozpłakała się, kurewka jedna, i przysięgła, że nie będzie więcej mnie nękać zamążpójściem. Trochę szkoda, bo ładna sztuka i lubi seks, nie można się z nią nudzić w łóżku, w dodatku bogata jak cholera, ale nie chcę żony, która jeszcze przed ślubem doprawia mi rogi.
– No tak – odparła Ewa. Ona bynajmniej nie wyobrażała sobie ślubu bez miłości.
Leszkowi jednak najwyraźniej było w tej kwestii wszystko jedno. Podchodził do życia rzeczowo, kalkulując zyski i straty. I choć ten wymyślony przez Dorotę i planowany przez ojca Leszka związek mógł przynieść młodemu mężczyźnie olbrzymie korzyści, to jednak pozostawał na przeszkodzie jeden drobny szczegół – męska duma – rzecz, z którą nie sposób było walczyć.
Ewa z rozkoszą wślizgnęła się pod ramię idącego obok mężczyzny, a ten przytulił ją szczerze. Nie ważne, jakie miał podejście do osobistych problemów. Ważne, że był ciągle przy niej, gdy go potrzebowała, że pomagał jej naprawiać jej własne sprawy. Za to zaczynała go lubić coraz bardziej.
Czy tylko lubić? Nie zamierzała się nad tym zastanawiać.
Gdy znudzili się dyskoteką, przenieśli się do zacisznego baru niedaleko jej stancji. Również i tam Leszek spotkał wielu swych kumpli. Ciągle jednak to Ewa była na pierwszym miejscu. Ani przez moment nie pozwalał, by się nudziła. Wymarzony chłopak do towarzystwa.
Wymarzony facet do łóżka.
Ewie coraz trudniej było odganiać kuszące myśli.
Tak samo trudno jej było powracać z Warszawy do codzienności. Jeszcze kilka dni po zjeździe żyła wspomnieniami. Często uśmiechała się do własnych myśli. Coraz częściej Tomek dostrzegał rozmarzony wyraz twarzy żony. Próbował nawet łudzić się, że to ich pogodzenie się jest tego przyczyną. Jednak na niewiele się to zdawało. Nietrudno było zauważyć, że Ewa żyje w jakimś odległym własnym świecie. Nawet gdy była z mężem, była jakby nieobecna. Im bardziej próbował się do niej zbliżyć, tym bardziej tracił z nią kontakt. Był wściekły na samego siebie, zdawał bowiem sobie sprawę, że to jego wybryki tak nadszarpnęły zaufanie żony, ale był też zdania, że wszystko powinno mieć swoje granice i że skoro zerwał swój pozamałżeński związek, to Ewa powinna przestać chodzić z głową w chmurach. Przeszkadzało mu kiedyś, że płakała po kątach, teraz jeszcze dotkliwiej dokuczała mu jej ignorancja. Nie rozumiał, że rana, którą jej zadał, była zbyt głęboka, by kiedykolwiek mogła się zagoić. Chciał, by znów było między nimi jak dawniej, by jego żona go kochała.