Выбрать главу

Ale teraz Ewa miała Leszka.

Każdą wolną chwilę, jeśli tylko przebywała w Warszawie, Ewa spędzała z Leszkiem. Nieraz odczuwała wyrzuty z powodu, iż tak niewiele mu z siebie dawała. Ciągle bała się przekroczyć wytyczoną granicę w ich relacjach, choć coraz większą miała ochotę, by to uczynić.

Leszek nie miałby nic przeciwko temu. Nie ustawał w namawianiu jej na pieszczoty, czy po prostu seks. Całował ją i pieścił, doprowadzając ją niemal do szaleństwa. Przytulał Ewę w taki sposób, że niejednokrotnie miała okazję się przekonać, jak silnie na niego działała, bardzo dokładnie czując jego olbrzymie podniecenie przez cienki materiał spodni. Był przy tym taki piękny i przystojny, otwarty i spontaniczny, że Ewie trudno było uwierzyć, że nadal mogła mu się opierać.

– Nie ścierpiałbym – mawiał czasem – gdybyś oprócz mnie i swego męża miała jeszcze jakiegoś faceta.

– Coś ty! – oburzała się. Nie wyobrażała sobie, by mogła trafić w Internecie na drugiego takiego faceta, jak Leszek.

Mijały kolejne dni ich znajomości, a ona łapała się na tym, że coraz rzadziej zaglądała do swojej skrzynki poczty elektronicznej, a jeszcze rzadziej odpowiadała na maile i zaczepki wirtualnych mężczyzn. Przestały ją interesować wszelkie znajomości. Wszelkie poza tą jedyną.

Coraz też trudniej było jej wracać z Warszawy do Lublina. Z ciężkim sercem przekraczała próg własnego mieszkania i całowała na powitanie męża, choć czyniła to bez przekonania. Za to każdy kolejny zjazd witała z olbrzymią radością i mknęła do Warszawy jak na skrzydłach.

Przedostatniego zjazdu roku akademickiego Leszek zakomunikował nieoczekiwanie:

– Wyjeżdżam, mała. Za dwa tygodnie lecę do Stanów. I to prawdopodobnie na kilka lat. Ojciec ma tam dla mnie jakąś super posadkę, nie bez tego też, żeby nie czekała na mnie jakaś super laseczka, o ile znam mego ojca – zaśmiał się rubasznie.

Ewie łzy napłynęły do oczu.

– Moje gratulacje – szepnęła cicho.

– Coś ty – Leszek przytulił ją i mocno pocałował. – Nie chcesz chyba powiedzieć, że będziesz tęsknić.

Uśmiechnęła się słabo.

– Właśnie tak, Leszku.

– Masz przecież męża – stwierdził, jakby to była najoczywistsza rzecz pod słońcem.

– Tak, ale… to z tobą czuję się naprawdę dobrze.

– Nie mów tak, mała, przecież jesteśmy tylko przyjaciółmi, znajomymi z Internetu. Pamiętasz? Koleżanka i kolega, Ewa i Leszek. Jesteś z mężem. Nas nic nie łączy. Nie przekroczyłaś tej swojej granicy i za to szanuję cię jak nikogo na świecie. Jesteś jedyną kobietą, która mi się oparła, ba! Z którą spałem na jednym łóżku i nie przeleciałem.

Jesteś wielka, Ewuniu. Zazdroszczę twemu mężowi. Gdybym miał żonę, chciałbym, by była taka jak ty. Piękna i wierna.

Zawstydziła się na te słowa i zrobiło jej się jeszcze bardziej przykro. Gdyby wiedział, jak bardzo się mylił, gdyby wiedział, co miała ochotę z nim zrobić…

– Mimo wszystko dziękuję – szepnęła.

– Za co? – pogładził ją po twarzy.

– Za to, że mi tak bardzo pomogłeś. Gdy potrzebowałam tej pomocy.

– Ale ja nic nie zrobiłem.

– Byłeś, Leszku. Po prostu byłeś.

– Będzie mi ciebie brakowało, mała – powiedział, znów całując ją czule.

Oboje wiedzieli, że dalsza znajomość nie ma sensu. Między nimi nie istniała przyjaźń, ale raczej pożądanie, skrzętnie przez obojga kamuflowane.

– Spoko – zaśmiała się, choć bardziej jej było do płaczu. – Wyjedziesz, wpadniesz w wir innego życia, życia – o jakim – zdaje się, marzyłeś.

– A ty wrócisz w ramiona męża – stwierdził bez żalu.

Westchnęła. Jej związek z Leszkiem był pusty i bez przyszłości, jednak dalsze życie bez Leszka, który był zawsze wtedy, gdy go potrzebowała, wydało jej się jeszcze bardziej puste.

– Wrócę, tylko co z tego?

– Jak to? Wybaczysz mu i będzie ekstra.

– Nie ufam mu.

– A powinnaś.

– No co ty? Po tym, co mi zrobił?

– Ewo, faceci czasem robią różne dziwne rzeczy, ale skoro wróciliście do siebie i fizycznie jesteście razem, to pora, byście powrócili do siebie także duchowo.

– Łatwo ci mówić.

– Jesteś wrażliwą kobietą, stworzoną do tego, by kochać. Jeśli będziesz dusić w sobie to uczucie, to umrzesz. Znam cię krótko, ale zauważyłem, że taka właśnie jesteś. Nawet przez jakiś czas miałem wrażenie, że podkochujesz się we mnie.

– Przesadzasz! – roześmiała się, choć w duchu była przerażona. To było aż tak widać?

– Myślę, że mam rację, a ty możesz mówić, co chcesz. Tylko że ty masz już kogo kochać. Pora naprawić to, co sama tak bardzo próbujesz zniszczyć.

– Nie wierzę, że może się udać. Za bardzo mnie zranił.

Leszek przeciągnął ręką pod bluzkę Ewy i rozpiąwszy jej biustonosz wpił się chciwie ustami w jej piersi. Jęknęła z rozkoszy, a po chwili jeszcze raz, z rozczarowania, gdy przestał ją pieścić i zaczął szykować się do wyjścia.

– Uda się – powiedział rozbawiony jej miną. – Pomogę ci. Jeszcze ten jeden raz.

Czwartkowego popołudnia ostatniego tygodnia maja na parkingu Zamku Lubelskiego było jak zwykle tłoczno od autokarów i aut osobowych o numerach rejestracyjnych z różnych stron kraju i zagranicy. Ewa zaparkowała swoje audi obok czarnej skody octavii. Z miejsca, które udało jej się zająć, widziała wyraźnie wysoką sylwetkę młodej dziewczyny o blond włosach do ramion, ubranej w dżins, schowanej pod kolorową parasolką i nerwowo przechadzającej się po kostkach parkingu. Dziewczyna najwidoczniej na kogoś czekała.

Ewa także czekała. Co jakiś czas przekręcała kluczyk by uruchomić wycieraczki wozu, bo padająca mżawka ograniczała jej widoczność. Na dworze było ciepło, ale deszcz zacinał nieco z ukosa, co nie należało do przyjemności. Na szczęście Ewa siedziała w suchym i bezpiecznym aucie, podczas gdy znienawidzona przez nią kobieta mokła na deszczu, zdradzając przy tym coraz bardziej widoczne zniecierpliwienie.

Ewa uśmiechnęła się pod nosem. Leszek przeszedł samego siebie, wymyślając tę intrygę. Dużo kosztowało Ewę, by przystać na ten dziwny plan, który w skutkach mógł przynieść ukojenie dla jej zbolałej duszy albo zaprzepaścić zupełnie szansę na dalsze istnienie jej małżeństwa.

Gdy pół godziny temu Leszek oznajmił Ewie, że ma natychmiast zjawić się na parkingu Zamku, nie bardzo wiedziała, co ma o tym sądzić. Musiała zwolnić się z pracy, zmyśliła więc na poczekaniu historyjkę o chorej córce, a teraz modliła się w duchu, by przypadkiem do jej biura nie zadzwonił Tomek. Zdziwiłby się i zaniepokoił, że któraś z ich córek nagle zachorowała.

Ewa zerknęła na zegarek. Kobieta z parasolką uczyniła tak samo. Ewa widziała, jak przyczyna jej cierpień sięga do torebki, najprawdopodobniej po telefon komórkowy. Otworzyła szybę. Sylwia była na tyle blisko, że do uszu Ewy doleciały strzępki rozmowy.

– Gdzie ty, u diabła, jesteś? – zapytała do słuchawki. – Czekam już kwadrans. – Słuchała chwilkę, po czym znów się odezwała: – Dobra, Leszku, masz jeszcze dziesięć minut. Wolałabym, abyś tym razem mówił prawdę.

Teraz z kolei Ewa wybrała znany jej na pamięć numer telefonu.

– Co ty odstawiasz, Leszku? – zapytała cicho.

W słuchawce usłyszała rozbawiony głos przyjaciela.

– Hej, mała, jak tam, jesteś już na parkingu?

– Tak, przed chwilą przyjechałam. I zgadnij, kogo widzę przez szybę samochodu?