Jak mogła być tak głupia i pozwolić, by jej uczucia wymknęły jej się spod kontroli? Chciała odkochać się w mężu i to się jej prawie udało. Była całkiem blisko. Jednocześnie zaczęła czuć coś do Leszka, coś, co kiedyś w młodości zwykła nazywać początkiem miłości. Tyle że w jej przypadku była to miłość zakazana i niemożliwa do spełnienia.
Jakże Ewa cierpiała z tego powodu. Póki co jednak postanowiła cieszyć się ostatnimi chwilami spędzonymi w towarzystwie mężczyzny, który nigdy miał nie stać się jej kochankiem, choć z każdą sekundą pragnęła tego coraz bardziej.
Sobotni wieczór zaczęli od kolacji w „Wiedeńskiej".
– Tu się wszystko zaczęło – powiedziała Ewa z nostalgią – i tu się skończy.
– No co ty – zaoponował – już chcesz do domku? Myślałem, że zrobimy maraton po kilku dyskotekach, nażłopiemy się piwska, no wiesz, jak zwykle.
– Powiedziałam to w przenośni – uśmiechnęła się. – Oczywiście, że nie chcę do żadnego domu!
Chciała do domu. Chciała zamknąć się z Leszkiem w czterech ścianach i nie wychodzić nigdy z łóżka.
– A propos domu – zagadnął po chwili – ze starym już ok?
– Żebyś wiedział. Szkoda, że nie widziałeś jego miny, gdy wrócił spod Zamku do mieszkania i czekał na lincz z mojej strony.
– Widzisz, mała, trochę manipulacji i wszystko wraca na swoje tory. Szkoda, że nie jesteś facetem. Gdybyś nim była, wtedy zamiast wylewać potoki łez, po prostu próbowałabyś rozprawić się z problemem.
– Jeśli to ma wyglądać tak, że gdybym miała problem z żoną, poszukałabym sobie kochanki, to dzięki. Wolę babskie rozwiązania.
– A ja nie – uśmiechnął się, choć dostrzegła w tym uśmiechu jakiś smutek. – Przez twoje babskie rozwiązania spotykamy się już tyle weekendów i ani razu nie zaciągnąłem cię do łóżka.
– Może to twoje rozwiązania zawodzą? – przekomarzała się.
– Skoro tak, dziś cię zgwałcę.
– Trzymam za słowo – błysnęła spojrzeniem.
Leszek nie wiedział, jak ma to rozumieć. Tyle razy o tym rozmawiali. Ewa tyle razy jasno stawiała zasady ich znajomości. A brzmiały one niezmiennie: żadnego seksu.
I on to szanował. Czyżby była aż tak perfidna, że przed samą sobą ukrywała swe pragnienia? Czyżby na darmo darzył ją aż takim szacunkiem z powodu jej wierności, gdy tymczasem mogła być zwykłą dziwką, która spała z każdym, a tylko przed nim odgrywała wierną żonę? Odegnał od siebie takie myśli. Ewa nie miałaby czasu na znajomości z kimkolwiek innym poza nim.
Nagle, nie wiedzieć czemu, zasmuciło go to. Polubił tę dziewczynę. Czuł, że stanie się powodem jej cierpienia. Widział, że był dla niej kimś ważnym. Nie to, żeby mu to nie imponowało, fajnie było być przedmiotem niewieścich westchnień, tylko szkoda, że nie udało mu się namówić jej na seks. Po raz kolejny popatrzył z uznaniem na jej ciało, na doskonałe warunki, wyobraził sobie, jaka też musi być w łóżku.
– Nie patrz tak na mnie – żachnęła się. – Twoja dziewczyna, jak jej tam, Beatka, nie byłaby zachwycona, że spędzasz ze mną ten wieczór.
– O, ktoś tu jest zazdrosny? Jak coś, to już prędzej ja powinienem, to ty sypiasz ze swoim mężem, czyli, delikatnie mówiąc, zdradzasz mnie z nim.
– Oj, Leszek, ja mówię poważnie. Nie wolałbyś spędzić z Beatką…
– Już się z nią nie spotykam – przerwał jej wesoło.
– Przedwczoraj mówiłeś, że to twoja nowa dziewczyna…
– Przedwczoraj? Ech, dawne czasy. Dziś mam na oku barmankę z tej dyskoteki, do której zaraz pójdziemy. Poznałem ją wczoraj, skończyliśmy wieczór w łóżku i zaufaj mi, jest lepsza od Beatki – zachichotał. – A dziś jest w pracy, w dyskotece, czyli spokojnie mogę z tobą poszaleć. Jak widzisz, jestem dość rozchwytywany. Żałuj, że nie chcesz ze mną…
– Chcę – powiedziała stanowczo, aż uniósł brew ze zdziwienia – ale nie mogę.
– W porządku – pocałował ją – do niczego cię przecież nie namawiam. Już dawno zobaczyłem, jaka twarda z ciebie sztuka. Już ci mówiłem, że cholernie cię za to szanuję?
– Taaaa – westchnęła. To było trudniejsze, niż myślała. Teraz, gdy się prawie zdecydowała na pójście z nim do łóżka, on najwyraźniej się od tego odżegnywał. A ona był zbyt dumna i wstydliwa zarazem, by oznajmić mu to wprost.
Z chwilowego zamyślenia wyrwał Ewę dzwonek jej komórki. Przerażona zobaczyła, że to Tomek. Zerwała się od stolika i wybiegła na korytarz.
– Halo! – zawołała do słuchawki przestraszona, jak gdyby jej mąż osobiście przyłapał ją na gorącym uczynku.
– Co słychać, kochanie? – zapytał Tomek.
– A… nic.
– Co porabiasz?
– Ja… szykuję się do snu – skłamała. – Jutro są wpisy do indeksu, może będą mnie jeszcze odpytywać, nie wiem. Muszę wypocząć.
– Dlaczego jesteś zdenerwowana? – pytał głosem czułym nie do zniesienia.
– No przecież mówię. Martwię się jutrzejszym dniem.
Ewa poczuła czyjeś dłonie, jak objęły ją od tyłu, sięgnęły pod bluzkę i ujęły obie jej piersi. Leszek pocierał delikatnie jej sutki, a ona mówiła dalej do męża:
– A co u ciebie?
– Czuję się samotny bez ciebie. Dziewczynki już śpią, a ja zatęskniłem strasznie za moją piękną żoną.
– Tylko za nią? – nie mogła powstrzymać się od uszczypliwego pytania.
– Tylko za nią – powtórzył łagodnie. – Chciałem powiedzieć ci dobranoc oraz to, że cię kocham.
Palce Leszka zataczały koła wokół jej sutków, które nagle stały się twarde jak kamyczki.
– Dobranoc – odpowiedziała mężowi.
– A ty? – zapytał.
– Co ja?
– Kochasz mnie?
– Tomek, przestań! – rozkazała.
Odnosiło się wrażenie, że to drugie słowo było skierowane do mężczyzny przytulonego do jej pleców. Leszek zaśmiał się cichutko i zagłębił rękę pod jej spódnicę.
– Kochasz? – dopytywał się Tomek.
– Przestań – Ewa wpadła w popłoch. To było co najmniej nienormalne. Rozmawiała z mężem, a pozwalała się dotykać innemu mężczyźnie. – Muszę kończyć. Dobranoc. Do jutra.
Kiedy przerwała połączenie, naskoczyła na Leszka ze złością:
– Co ty wyprawiasz?!
– Oj, mała, jeszcze wiele musisz się nauczyć – roześmiał się jej w twarz.
– Może nie mam takiej potrzeby – parsknęła gniewnie, powracając do stolika. Wziąwszy torebkę, odezwała się znowu: – Chodźmy do dyskoteki. Niech no obejrzę twój najnowszy nabytek. Jak jej tam na imię?
– Wiesz… w zasadzie nie pamiętam.
Wyszli przed restaurację spleceni uściskiem ramion. Po chwili zniknęli za rogiem. Za nimi długo jeszcze unosił się ich szczery śmiech.
Czas płynął nieubłaganie. Smutki nie tonęły wcale w piwie. Wszystko działo się naprawdę i ani na moment nie chciało się zatrzymać.
Ewa przeklinała w duchu czas. Coś się kończyło, coś pięknego i niepowtarzalnego. Kończyło się, zanim tak naprawdę się zaczęło.
To prawda, że zaczynała czuć do Leszka coś na kształt miłości. Bała się jego wyjazdu. Wiedziała, że nigdy więcej się nie zobaczą. Ta noc była ostatnia.
Just one last dance - Tylko jeden ostatni taniec - zaśpiewała z głośników dyskoteki Sarah Connor, a Ewie omal serce nie pękło z żalu.
Uśmiechała się sztucznie do swego partnera, w duszy zaś przeżywała potworne męki.
Po cholerę mi to było? – przeklinała w duchu członkostwo w Klubie Niesamotnych Serc, by po chwili błogosławić to, że się tam zarejestrowała. Inaczej nie poznałaby Leszka, nie dostałaby nauczki z Maćkiem. Być może cierpiałaby nadal, jako zdradzona żona. Teraz nabrała siły i pewności siebie.