Выбрать главу

Uruchomiła komputer i zwyczajowo sprawdziła pocztę elektroniczną. Nic nowego – trzy maile od członków Klubu Niesamotnych Serc. Pisali nadal, choć ilość i natężenie tej korespondencji znacząco zmalały. Nie miała ochoty teraz na nie odpowiadać. Zamknęła skrzynkę i wyszła przed biuro na papierosa.

Miała piekielną ochotę zadzwonić do Leszka, zapytać, czy już wypoczął po sobotniej nocy, opowiedzieć o wczorajszych zaliczenia. Czuła jednak, że nie ma prawa tego ciągnąć. Przecież to była znajomość, która nie miała przyszłości. Westchnęła ciężko, po raz setny chyba tego ranka. Koledzy zjawiali się w firmie kolejno, a ona ledwie mogła kiwnąć im głową na powitanie. Zupełnie uleciała z niej energia. I jak tu przepracować cały dzień?

I jak tu przeżyć całe życie?

Zdusiła niedopałek w popielniczce. Jak mogła tego nie przewidzieć? Tak skrzętnie ułożyła sobie plan, w jaki sposób odkocha się w mężu, a wszystko po to, by nie dać mu się więcej zranić. Nie przewidziała, że przy okazji wzbudzi w sobie uczucie do innego mężczyzny. I znów będzie cierpieć. Czy jednak – zastanowiła się mocno – cierpię dlatego, że się rozstaliśmy, czy też, że nigdy tak naprawdę nie byliśmy z Leszkiem razem? Nie potrafiła sama przed sobą odpowiedzieć na to pytanie.

Jedno za to stało się dla niej jasne. Przez pochopne miłostki zatracała po drodze samą siebie. Tak bardzo pragnęła być zimna i cyniczna, a przecież w jej piersi wciąż biło gorące serce, zdolne do wielkiej miłości Po co rozmieniać tę miłość na drobne – pomyślała – na nic nie warte i przelotne romanse? Jeśli już miała darzyć kogoś uczuciem, wolała je ulokować w kimś namacalnym, realnym, kto – choć czasem zrani – to jednak zawsze będzie obok. W mężu.

Pozostawało teraz jedynie zrobić coś z tą nieustannie towarzyszącą jej nostalgią i smutkiem po rozstaniu z Leszkiem. Ale Ewa dobrze wiedziała, co powinna zrobić.

Powróciła przed komputer i zalogowała się w serwisie Klubu. To nic, że bywający tam faceci okazywali się przeważnie kłamliwymi napalonymi samcami. Jej to wystarczało do kolejnego zamierzenia. Ani myślała się więcej z kimkolwiek spotykać, na takiego mężczyznę, jak Leszek, z pewnością już nie trafi w Internecie. Musiała jednak pogadać. Zrzucić z siebie swój żal. Odsunąć myśli od dręczących ją problemów i rzucić się w wir rozmów o wszystkim i o niczym. Byle tylko nie myśleć o Leszku.

– Dawno cię nie było na gadu-gadu – napisał do niej Zbyszek z Kielc, ten sam, który zapewniał ją niedawno, że to nic złego rozmawiać przez Internet z wirtualnymi znajomymi.

– Wiesz, jak to jest – odpowiedziała – praca, obowiązki.

– Jak tam sprawy z mężem? Jesteście jeszcze razem?

– Jesteśmy – napisała. – Nie sądziłam, że pamiętasz.

– I jak wam się teraz układa?

– Sama nie wiem.

– On dalej się spotyka z kochanką?

– Nie, już to zakończył.

– I ty mu wierzysz?

Zaczynała ją drażnić ta rozmowa.

– Wierzę. A co u ciebie?

– Ja bym na twoim miejscu mu nie ufał. Kiedy facet raz spróbuje, to już nie przestanie. Wierz mi.

– Oho, mam nie wierzyć mężowi, tylko tobie? – Rozzłościła się na całego. – Przecież wcale cię nie znam. Ani ty mnie. Jak zatem możesz mi doradzać, skoro nie znasz układów?

– Ale znam facetów. Jestem jednym z nich.

– Czyżby coś się zmieniło podczas mojej nieobecności na gadu-gadu? Kiedyś twierdziłeś, że masz cudowną i wspaniałą żonę, że bywacie razem w różnych lokalach, że się wam dobrze układa.

– Dalej tak jest, co nie znaczy, że każde z nas nie ma pewnej swobody.

– Zdradę małżeńską nazywasz swobodą?

– Ładniej brzmi.

– A więc jacy jeszcze są faceci? – zapytała. – Zwłaszcza ci żonaci? Czy potrzebują czegoś, czego nie znajdują w swych małżonkach?

– Bo ja wiem? Akurat moja żona jest rzeczywiście najwspanialszą kobietą na ziemi. Ale ogólnie uwielbiam kobiety i wszystkie inne też są wspaniałe. Po prostu lubię wasze towarzystwo.

– To ty, że tak powiem, zdradzasz żonę z nudów?

– Może. W każdym razie gdy się coś dzieje, życie jest ciekawsze.

– A inni? Jakie są ich powody?

– Wyolbrzymione wyobrażenie o dobrej żonie, zniechęcenie, monotonia pożycia seksualnego, brak tego pożycia, wreszcie sama proza życia codziennego sprawia, że mężczyzna zaczyna poszukiwać odmiany. Zresztą z wami, kobietami, jest podobnie.

– O, na tym też się znasz?

– Z obserwacji kobiet w Klubie Niesamotnych Serc.

– I jak wypadamy?

– Pół na pół. Jedna połowa to znudzone życiem, poszukujące przygód o zabarwieniu erotycznym, beztroskie panie, zainteresowane na ogół spotkaniami w celach seksualnych. Druga połowa, to zagubione, zrozpaczone i nierzadko zupełnie załamane kobiety, oszukane przez mężów, zdradzone, poszukujące nowej drogi w smutku i bólu, pragnące zwierzeń i rozmowy.

– Coś jak ja.

– Chyba tak. Powiem ci w tajemnicy, że takie łatwiej nawet idzie zbajerować, niż te pierwsze.

– Wiesz, faceci też trafiają się zupełnie normalni. – Miała na myśli Leszka. – Choć z drugiej strony nikt normalny nie rejestruje się w tego typu serwisach randkowych. Każdy z nas ma swoją własną, prywatną ryskę na psychice.

– O, jakież spostrzeżenia!

– I każdy z nas – ciągnęła – musi sobie radzić w życiu sam. Nie pomogą porady wirtualnych znajomych, dyskusje ani zwierzenia. Jeśli ma się problem, to on nie zniknie, gdy przeniesiemy go do sieci. Zniknie dopiero wtedy, gdy rozprawimy się z nim w realnym świecie.

– Muszę kończyć, Ewuniu. Porozmawiamy jeszcze innym razem.

Akurat! – pomyślała. – Zanudziłam kolejnego rozmówcę. O dziwo, wcale nie zrobiło jej się z tego powodu przykro. Z niewielką energią, by nie powiedzieć zapałem, zabrała się za stos zalegających jej biurko papierzysk.

I już nieco mniej dokuczliwie czuła stratę Leszka.

– Wybieram się wieczorem do kina – oznajmiła pod koniec dnia pracy Zosia. – Niezły film z Leonardo grają. Mam jeszcze jeden bilet.

– Nie lubię tego aktora – odezwała się Eliza.

– Za to ja uwielbiam Britney Spears – powiedział z najwyższą powagą Michał.

Mirek parsknął śmiechem, po chwili wtórowała mu reszta biura. Wszystkim było jasne, że Eliza nie była dla Zosi wymarzonym towarzystwem na wieczór.

– Co robisz wieczorem, Ewa? – spytała koleżankę Zosia.

– Rozumiem, że to zaproszenie – odpowiedziała Ewa – ale jakoś tak mi niekinowo ostatnio.

– Zauważyłam – stwierdziła Zosia. – Ale może właśnie dlatego powinnaś gdzieś wyjść.

– Muszę odpocząć po zjazdowym weekendzie. Ostatnio mało spałam.

Jakiś czas potem, gdy obie przyjaciółki zrobiły przerwę na papierosa, Zosia powróciła do tej rozmowy.

– Dawno nie wychodziłyśmy razem. Nie gadałyśmy o starych Polakach. Chciałabym miło spędzić ostatni tydzień w kraju.

– Jak to? – szczerze zdziwiła się Ewa.

– No co ty? Zapomniałaś, że w piątek odlatuję do Londynu? Aż tak odjechałaś w Internecie…?

– To ty też? Faktycznie. Zapomniałam.

– Jak to ja też? – teraz to Zosia była zdziwiona. – A kto jeszcze?

– Nikt… A właściwie… mój dobry przyjaciel… Wyjeżdża do Stanów. Tyle że w sobotę. Będę tęsknić za wami obojgiem.

– Nie wiedziałam, że masz przyjaciela, zwłaszcza takiego, który wyjeżdża do Stanów. To ten od telefonów?

– Jeden z nich. – Ewa zrozumiała, że palnęła za dużo.

– O! To aż tak? Widać było, że coś się święci, ale…

– Zosiu, jak ty nic nie rozumiesz. To naprawdę tylko koledzy.

– Skoro aż tak się tłumaczysz, niech ci będzie. Nie będę wścibska, ale chcę, żebyś wiedziała, że ci zazdroszczę. Zmieniłaś się ostatnio, na lepsze. Kwitniesz dosłownie. – Zosia zasmuciła się. – Chciałabym, żeby i po mnie ktoś tęsknił tu, w Polsce.