– Nie jesteś zmęczona? – zapytał. – Przecież rano musisz wstawać do pracy. – To była jej najczęstsza wymówka. Nie mógł sobie darować tej uszczypliwości.
– Muszę – odparła – ale najpierw chcę się nacieszyć tobą. No, chyba że ty jesteś zbyt zmęczony. – Z radosnym śmiechem usiadła mu na biodrach.
Dawno jej takiej nie widział. Radosnej i szczęśliwej. Niemal natychmiast całe zmęczenie i stres po nieudanej podróży znikły zupełnie. Przetoczył się nad żoną, przygniatając jej drobną postać swoim ciałem.
– Zaraz ci pokażę, do czego jestem zdolny – mruknął jej do ucha.
Obydwoje wiedzieli, że nie wyśpią się tej nocy.
– Witaj, Hotwoman – brzmiała kolejna wiadomość w poczcie elektronicznej Ewy. Pochodziła od Roberta z Chełma, trzydziestoletniego rozwodnika, przedstawiającego się jako właściciel firmy przewozowej – gdybyś miała ochotę popisać, a być może i spotkać się z mężczyzną, który oferuje humor i powagę, milczenie i rozmowę, polecam ci swoje towarzystwo. Wyglądasz na osobę, przy której znikają zmartwienia. Mam ich pod dostatkiem po burzliwym rozwodzie, dlatego mam nadzieję, że Klub Niesamotnych Serc będzie dla mnie jakąś odskocznią od mojego smutku. Mam nadzieję znaleźć tu ukojenie, a może także i miłość. A ty wydajesz mi się osobą godną zachodu.
– Ukojenie może i znajdziesz – Ewa nie mogła się powstrzymać od sprowadzenia faceta na ziemię – ale miłość? Wątpię. Klub Niesamotnych Serc to ostatnie miejsce, gdzie należy szukać normalnych osób, z którymi można planować jakąś przyszłość.
– Nie mam dużego doświadczenia w internetowych znajomościach – odpowiedział po pół godzinie Robert. – Może zechcesz mnie czegoś nauczyć?
Tego jej tylko brakowało! Zostać nauczycielką kolejnego samca nastawionego na poznawanie kobiet pragnących jak najszybciej znaleźć się w jego łóżku.
– Nie wiem, czy zauważyłeś, ale jestem mężatką. Nie nadaję się na nauczycielkę, ani tym bardziej pocieszycielkę w sprawach rozwodowych. A już z najwyższą pewnością nie będę obiektem twojej miłości.
– Więc może ja mógłbym coś zrobić dla ciebie? Gdybyś na przykład czuła się zagubiona czy zawiedziona swoim związkiem… Jeśli byś tylko zechciała, przyjadę do twego miasta. Często załatwiam tam interesy…
– Mam najszczęśliwszy, najbardziej udany związek pod słońcem! Nie szukam porad ani pocieszenia!
– Szczęśliwe osoby nie rejestrują się w portalach randkowych, nie sądzisz? Więc jak? Pojutrze będę w Lublinie. Znam taki fajny hotelik na peryferiach miasta. I bardzo chciałbym cię ujrzeć na żywo. Zaufaj mi i spotkaj się ze mną, a obiecuję, że spędzimy razem niezapomniane chwile.
– Nie trzeba ciebie uczyć, Robercie, jak wyrwać laskę za pomocą Internetu. Widzę, że świetnie się na tym znasz i dość szybko przechodzisz do rzeczy. Tylko że adres nie ten. A skoro tak szybko pogrywasz, to i ja szybko ci powiem, że nie zamierzam nikomu robić dobrze tylko dlatego, że rozszedł się z żoną, albo ma ją cały czas obok siebie, tylko już mu się z lekka znudziła! Powodzenia zatem w dalszym szukaniu. Polecam załamane życiowymi niepowodzeniami albo znudzone codzienną monotonią mężatki. Pełno tego tutaj.
Robert więcej się nie odezwał.
Co się ze mną dzieje? – pomyślała Ewa. W ciągu trzech godzin zdążyła poznać przez Internet faceta, wdać się z nim w dyskusję na temat doświadczeń w internetowych randkach, a na koniec nakrzyczeć na niego w imieniu wszystkich oszukanych przez netowych podrywaczy kobiet. I to wszystko za pomocą maili.
Po co w ogóle mu odpisywała? Nie rozumiała sama siebie.
Podobnie jak w przypadku Mariusza z Lubartowa. Supermario – taki miał nick. Napisał o sobie, że jest kawalerem, który pragnie dać szczęście mężatce. Czy dla wszystkich, którzy do niej pisali, jej stan cywilny był taki istotny? I dlaczego jako mężatka miałaby od razu być nieszczęśliwa? Owszem, zdrada Tomka to żaden powód do chwały, jednak było jeszcze dziewięć lat wspólnego życia. Nie były to same różowe chwile, ale przecież pobrali się z miłości. Powiedziała o tym Mariuszowi, gdy spotkali się w malej kafejce tuż przy gmachu Sądu Wojewódzkiego.
Decydując się na spotkanie, Ewa miała nadzieję zdusić wciąż dręczący ją smutek z powodu rozstania z Leszkiem. Poza tym uważała, że nie ma nic zdrożnego w spotkaniu ze znajomym na małej kawie po pracy. Tyle że znajomego znała z trzech zaledwie maili, a od pierwszego z nich nie minęła jeszcze doba.
– Nie wierzę, byś do końca wybaczyła mężowi zdradę – mówił jej towarzysz, gdy zaszyli się w zaciszu klimatyzowanego wnętrza kawiarni.
Mariusz był starszy od niej o kilka lat, nie pytała o wiek, a w to, co pisali o sobie mężczyźni na stronach Klubu Niesamotnych Serc, już dawno przestała wierzyć. Był wysokim, muskularnym mężczyzną z lekko wydatnym brzuszkiem i łysiejącymi zakolami na czole. Supermario? Nie widziała w nim nic super, ale co ją to mogło obchodzić. Chciała tylko pogadać, miała wolne popołudnie, nie miała nic do stracenia. I należało wyrzucić z myśli Leszka.
– Stało się – wzruszyła ramionami. – Nie ma co rwać włosów z głowy, trzeba żyć jutrem, nie przeszłością.
– Ale to zawsze będzie w tobie siedzieć.
– Co?
– Tłamszony gniew. Nienawiść.
– Grunt to nie dać się ponieść emocjom. Gniew? Może i był, ale wierz mi, Mariusz, jutro też w końcu nadchodzi.
– A Klub Niesamotnych Serc? Pozwolił ci odnaleźć twoje jutro?
– Klub? Nie traktuję go jako narzędzia do podrywania facetów – skłamała. – Dzięki uczestnictwu w nim mogę po prostu poznawać ludzi.
– Nie żartuj. I nigdy nie myślałaś, żeby się z kimś umówić tak serio, na randkę?
– Nie. – Ewie nawet nie drgnęła powieka, gdy oznajmiała kolejną nieprawdę. Zaczynał ją drażnić ten temat, ale mogła się domyślić przyczyny, dla której jej towarzysz ciągle go poruszał. – Czasem wyjdę z kimś na kawę, jak teraz z tobą, ale to tylko takie pogaduchy po pracy. Nigdy nic innego. Lubię mieć duże grono znajomych i nie widzę w tym absolutnie nic złego. A ty? – zapytała w końcu – dlaczego spotkałeś się z mężatką? Wśród twoich znajomych brak ci odpowiedniego towarzystwa kobiet?
– Będę szczery, Ewo – popatrzył jej głęboko w oczy i Ewa jeszcze raz mogła się przekonać, że Mariusz kompletnie się jej nie podoba, ani z urody, ani z usposobienia. – Wolę towarzystwo doświadczonych mężatek niż nieopierzonych głupiutkich panienek, które lecą najczęściej na samochód niż na faceta. Dlatego zalogowałem się do Klubu. Tam łatwo spotkać pokrewną duszę.
– Nie sądzę, by Klub Niesamotnych Serc był odpowiednim miejscem do szukania swojej drugiej połowy, a już na pewno nie wśród mężatek – stwierdziła Ewa.
– Ależ ja nie szukam drugiej połowy – uśmiechnął się czarująco.
– Szukam kobiet, którym mógłbym pomóc. Zawiedzionych życiem, smutnych i zagubionych. Takich jak ty.
– W czym niby miałbyś im pomagać?
– Mógłbym je kochać, pieścić, wiesz – uniósł lewą brew w niedwuznacznym geście – robić dokładnie to, czego skrycie pragniecie, ale brakuje wam odwagi, by powiedzieć o swych marzeniach własnym mężom. Ja znam te marzenia. I gotów jestem stawić im czoła.
Ewę zmroziły te rewelacje. I pomyśleć, że miało to być zwykłe niezobowiązujące spotkanie przy kawie. Czy wszyscy faceci myślą tylko jednym, a mianowicie, jak zaciągnąć ją do łóżka?
– Nie wiem, jak inne twoje znajome – powiedziała z niesmakiem – ale ja realizuję swoje marzenia i fantazje z mężem i nie wstydzę się o nich mówić ani ich egzekwować.