Выбрать главу

Z czasem ich kłótnie, choć nadal nieraz się pojawiały, nie trwały już tak intensywnie. Co więcej, podczas nich Tomek nie wychodził już ostentacyjnie z domu, Ewa zaś nie płakała w poduszkę. Obydwojgu też udawało się osiągać w tych sprzeczkach obopólny kompromis. Poczuli, że jest im ze sobą naprawdę dobrze.

Niedawne wydarzenia powoli odchodziły w niepamięć. Im bardziej stawały się odleglejsze, tym małżonkowie stawali się dla siebie bardziej oddani. Ewa uczyła się na powrót kochać własnego męża. Internetowe randki to była już tylko przeszłość. Tomek zwariował na punkcie żony, odkrył, że nigdy nie przestała być dla niego piękna i atrakcyjna. Był z niej dumny, najbardziej zaś z tego, że okazała się na tyle mądra, że wybaczyła mu jego występek.

Pod koniec czerwca Tomek dowiedział się, że Ewa się z kimś spotyka.

Znowu wybrał się w podróż do Niemiec. Tym razem jednak wcale nie miał ochoty na wyjazd. Brakowało mu Ewy, jej uroczej paplaniny, ciepła jej ciała. Jak mógł zapomnieć, że jest taka kochana?

Prowadził auto szybko i pewnie, choć przyczepka doczepiona z tyłu lekko ściągała na prawo. Na szczęście przekroczyli już niemiecką granicę i pozostała im zaledwie trzecia część drogi.

Postanowił zadzwonić do żony.

– Cześć, skarbie – powiedział wesoło do słuchawki.

– Cześć – usłyszał obok siebie radosny głos, choć dzieliło ich niemal tysiąc kilometrów. – Jak podróż?

– Spoko. Chłopaki śpią jak susły. Na razie prowadzę całą drogę sam. I chyba dojadę do końca. Dobrze się jedzie. Piękna pogoda. A co u ciebie?

– Nic szczególnego. Kolejny dzień pracy. Mam dzisiaj trochę młyn, ekipa kończy remontować nowe biuro. Zaraz tam idę, ponoć brakuje jakiejś bardzo istotnej części potrzebnej do prawidłowej instalacji sprzętu elektronicznego. Gongo zmyje mi głowę, jeśli nie doprowadzę do przeprowadzki z końcem czerwca.

– Masz tylko kilka dni. Ale wierzę, ze sobie poradzisz.

Kilkuminutowa rozmowa była nieco sztywna, ale dla nich to i tak był sukces. Wymieniali zdania, opowiadali sobie wzajemnie o głupstwach, nie zaś o niezapłaconych rachunkach czy zakupach do załatwienia. Zupełnie jak za dawnych czasów, kiedy oboje nie byli jeszcze małżeństwem. Ewa za wszelką cenę starała się nie myśleć, że jej mąż w podobny sposób dzwonił jeszcze tak niedawno do kochanki.

– Pa, najdroższa – powiedział czule. Wieczorem, jak dojedziemy na miejsce, zadzwonię.

– Będę czekać – powiedziała szczerze.

Podróżujący z nim koledzy wyspali się, gdy przejeżdżał Polskę i teraz, obudzeni rozmową, stroili sobie z niego żarty.

– Byłeś dziwkarzem i ogierem – żartował Andrzej – a zamieniłeś się w niezłego pantofla.

– Przecież tak mi zarzucaliście to, że mam laskę na boku – zaśmiał się. – Nie mówiąc już o zazdrości. Szlag was trafiał, że wyrwałem sobie panienkę, w dodatku taką małolatkę. Który z was pochwali się takim osiągnięciem?

– I co z nią robiłeś? – zapytał Artur, ten sam, z którym Tomek wyjeżdżał na Zachód najczęściej i który razem z Tomkiem podłączał u Sylwii dvd… – Układaliście puzzle?

– Z malinek na jej tyłku – zaśmiał się Tomek.

– Taka młodziutka musi mięć jędrną dupcię – rozmarzył się Andrzej. Tym razem i on uczestniczył w wyprawie po używany sprzęt AGD.

– Nie wiem. To było tak dawno… A ty co się tak dopytujesz? Sam na mnie naskakiwałeś, jak mogę zdradzać żonę. Że jest taka wspaniała i cudowna.

– Bo jest – odparł spokojnie Andrzej. – Tym bardziej, że udało jej się ciebie tak oślepić, że nie zauważasz nic dookoła.

– Nie zaślepiła mnie. Po prostu się zmieniła. Stała się bardziej do życia. Normalna. Ja też…

– Faktycznie, gdy jakieś dwa tygodnie temu widziałem ją w kawiarni z jakimś łysawym fagasem, wyglądała na całkiem normalną. Ciekawe, czy laskę też mu obciąga normalnie, od czubka do nasady, czy odwrotnie.

– O czym ty, kurwa, mówisz? – Twarz Tomka stała się nagle szara.

– Że musiałeś nieźle wkurwić swoją żoneczkę, skoro jednak zdecydowała się na ripostę. Kiedy cię przed tym ostrzegałem, powiedziałeś, że to tylko taka jej gra. Jak widać twoja inteligentna żona gra w ostre karty…

Samochodem z doczepioną przyczepką zarzuciło, gdy Tomek zahamował bmw z piskiem opon. Odwrócił się do tylnego siedzenia, które zajmował Andrzej i złapawszy przyjaciela za klapy koszuli, przyciągnął go do siebie gwałtownym ruchem. Materiał nie wytrzymał szarpnięcia i już po sekundzie strzęp letniej bawełnianej koszuli Andrzeja zwisał z pięści Tomka.

– Gadaj, kurwa, co wiesz! – wrzasnął Tomek.

– Wiem, że jesteś skończony durniem. – Mimo wzburzenia Tomka, Andrzej pozostawał spokojny. – Miałeś skarb i go straciłeś, a teraz silisz się na tanie gadki o powrocie na łono małżeństwa. Mdli mnie od twoich frajerskich gadek o tym, jak to miałeś młodą kochankę i rzuciłeś ją dla Ewy, tak jak i o tym, że Ewa ci to wszystko wybaczyła. Za dobrze cię znam i dlatego nie wierzę ani jednemu twojemu słowu. Zresztą, gdybym nie zobaczył cię kiedyś z Sylwią, a potem nie widział łez twojej żony, nie uwierzyłbym także i w ten dziwny romans.

– Ale co wiesz o Ewie? Jakie spotkanie? Jaka kawiarnia?

– No właśnie – Andrzej wyswobodził się z uścisku Tomka i oparł się na tylnym siedzeniu, starając się wygładzić porwaną koszulę.

– Odkupisz mi w Niemczech – wskazał na oderwany kołnierzyk.

– A co do Ewy, to naprawdę ją rozumiem. Szkoda tylko, że nie znalazła sobie kogoś przystojniejszego.

Nieoczekiwanie dla kolegów Tomasz zawrócił bmw.

– Co ty robisz, do diabła? – zdenerwował się Artur.

– Milcz, kurwa – powiedział grobowym głosem – jeśli nie chcesz wracać stąd pieszo. – A potem oszalały z zazdrości pognał z powrotem w kierunku Lublina.

Malarze uwijali się z robotą najszybciej, jak mogli. Nowe biuro Pro-Wapu zostało zaprojektowane przez Mirka i Zosię. Miało być wizytówką projektowej działalności firmy. Posiadało o wiele więcej przestrzeni, niż dotychczasowe pomieszczenia, było ustawne i funkcjonalne, zaś wystrój wnętrz był dziełem mających zająć poszczególne pokoje pracowników.

Sekretariat, w którym miała urzędować Ewa, został już pomalowany, i to zgodnie z jej własnym projektem – górne części ścian na żółto, dolne zaś na pomarańczowo, a obydwa kolory stykały się w połowie wysokości w żółto-pomarańczowe poprzeczne zygzaki.

Kierowniczka ciągle jednak pozostawała niezadowolona – administrator budynku nadal nie kupił elektrycznej puszki przypodłogowej, z której miał być zasilany zestaw komputerowy Ewy.

– Nie prosiliśmy o wiele – mówiła przez słuchawkę swojego telefonu komórkowego, nerwowo przechadzając się po cementowej podłodze nowego biura – tylko zwykłą puszkę. Co mi pan tu o kosztach gada? Przecież wiedzieliście, że takie urządzenie było zamieszczone w projekcie. Ja przez tę cholerną puszkę mam opóźnioną przeprowadzkę firmy! Co mi pan obiecywał? Że już w zeszłym miesiącu… – słuchała chwilę, po czym dalej ciągnęła jałową dyskusję z kierownikiem budowy. – Wiem, rozumiem, że fundusze okrojone, ale proszę sprawdzić w umowie, rozliczymy się w czynszu za najbliższe pół roku… Że co? Dowie się pan i za chwilę od dzwoni? W porządku. Tylko niech to nie będzie czcza gadanina.

Rozłączyła rozmowę i zapaliła papierosa. Dym dotarł do płuc, dając złudne poczucie ukojenia nerwów. Telefon znowu zadzwonił. Prędko spojrzała na wyświetlacz. Niestety, to nie był kierownik budowy, tylko jej mąż. Odrzuciła rozmowę. Nie mogła odebrać, w każdej chwili mógł zadzwonić kierownik budowy.