Выбрать главу

Po minucie zadzwonił sam dyrektor administracyjny biurowca.

– Pani Ewo, niepotrzebne nerwy – powiedział tonem dobrotliwego wujaszka. – Będzie pani miała tę swoją puszką najdalej za dwa, trzy dni. Jest już w hurtowni, a my nie możemy jej odebrać, bo wysłaliśmy naszego kierowcę do Warszawy po…

– Panie Pawle – przerwała mu – jest koniec czerwca, a Pro-Wap miał się wprowadzić do nowych pomieszczeń na początku tego miesiąca. Zgodnie z tym zresztą zapłaciliśmy pierwszy czynsz, od pierwszego czerwca. Rozumiem, że hurtownia elektryczna, w której się zaopatrujecie, jest dwie ulice dalej, ale żeby aż z Warszawy gnać kierowcę… – zrobiła znaczącą pauzę. – Jeśli tylko to jest problemem, sama przywiozę tę puszkę. Niech mnie pan zrozumie, ja m u s z ę dopiąć wszystko z ostatnim dniem czerwca. Mam nad sobą szefów, którym nie wiem już co wymyślać na temat opóźnienia kierownika budowy.

– Pierwszego lipca będzie się pani mogła przeprowadzać – obiecał jej pan Paweł. – Ma pani moje słowo. Swoją drogą, energiczna z pani kobieta.

– Staram się – zaśmiała się wdzięcznie do słuchawki.

– Czy poza biurem też emanuje pani taką siłą?

Nie mogła w to uwierzyć. Ten stary pryk ją podrywał!

– Niech mi pan wierzy, nie chciałby się pan przekonać.

– A może jednak. Mam niedaleko Lublina małą stadninę w przepięknej okolicy. Wybieram się tam w weekend. Może gdyby pani…

– Panie Pawle – powiedziała już najzupełniej poważnie – ja i mój mąż ten weekend mamy już zaplanowany. Jednak w przyszłości nie omieszkamy skorzystać. Tylko wcześniej chciałabym skonsultować się z pańską małżonką, wie pan, na temat stroju, takie tam. Słyszałam, że to przeurocza kobieta.

– Hm, tak, no… właściwie… tak – bąkał mężczyzna. – Cóż… zdzwonimy się…

– I proszę pamiętać o obietnicy!

– Słucham? Jakiej? – był już kompletnie przerażony. Chciał poderwać pociągającą kierowniczkę Pro-Wapu, tymczasem rozprawiła się z nim jak z gówniarzem i jeszcze wciskała towarzystwo męża.

– Jak to? Puszka! A pierwszego lipca przeprowadzka.

– A… tak. Tak. Obiecuję. Do widzenia, pani Ewo.

Rozłączył się szybko, a Ewa wiedziała już, w jaki sposób naciskać opornego szefa administracji budynku, gdyby coś dalej szło nie tak. Wystarczyło postraszyć go telefonem do jego żony, czego oczywiście nigdy by nie uczyniła. Nieźle by się małżonka pana Pawła zdziwiła, słysząc, że zaprosił na wieś nieznaną, młodszą pewnie o jakieś trzydzieści lat kobietę. A swoją drogą – pomyślała Ewa – nikt nigdy przedtem nie czynił mi takich propozycji. Coś się ze mną stało? Wyglądam inaczej przez te moje netowe randki? Wydzielam jakieś hormony, czy co?

Z zadumy wyrwał ją dźwięk przychodzącego sms-a. Odebrała wiadomość od Tomka.

– Wracam – napisał. – Musimy poważnie porozmawiać. Przywdziej swój fałsz i ukryj kochanków. Jeśli, rzecz jasna, jeszcze będziesz w naszym domu. I jeśli kiedyś skończysz z nimi gadać przez telefon!

– Co? – powiedziała na głos zupełnie zaskoczona tonem tego sms-a.

Wybrała na klawiaturze numer męża.

– Abonent czasowo niedostępny – usłyszała głos automatu.

Wzruszyła ramionami. Skoro wracał i chciał z nią pogadać, nie widziała problemu. Ona też miała mu coś do powiedzenia. Ewelince ruszał się pierwszy ząbek.

Gdy Ewa wróciła do starego biura, była pełna entuzjazmu. Nareszcie mogła pochwalić się przed dyrektorem.

– Pierwszego lipca mają nam oddać pomieszczenia do użytku.

– A puszka przypodłogowa? – zapytał Gongiewicz.

– Załatwione – powiedziała wesoło, a przynajmniej miała taką nadzieję.

– Dzwonił twój mąż – powiedział jeszcze dyrektor, po czym zaszył się w swoim ciasnym gabinecie.

Ewa jeszcze raz wybrała z komórki numer Tomka, także i tym razem jej mąż był poza zasięgiem. Czego on chciał? Co było na tyle pilne, że tak się zachowywał? Najpierw ten sms, że wraca i że muszą porozmawiać, teraz telefon do biura. I o co mogło mu chodzić z tymi kochankami? Ewa zaczęła niepokoić się o męża. A jeśli ma jakieś kłopoty? Nie mogła doczekać się jego powrotu.

Była druga w nocy, gdy zmęczony do granic dotarł do mieszkania. Poprzednia wściekłość zamieniła się w potworne obawy. Żona spała smacznie. Nie starczyło mu energii, by ją obudzić. Obmył ciało pod strumieniem chłodnej wody, po czym wślizgnął się pod kołdrę obok smacznie śpiącej Ewy. Po chwili namysłu otoczył ją ramieniem. Przeciągnęła się słodko i wtuliwszy się w jego tors, ani myślała się obudzić.

Tomek nie dał rady z nią dziś rozmawiać. Postanowił odłożyć to do jutra. Zdawał sobie sprawę, że dla żadnego z nich nie będzie to rozmowa przyjemna.

Emocje, jakich doznał, usłyszawszy drwiny Andrzeja, opadły gdzieś w okolicy Poznania, gdy mijał Warszawę, jeszcze odczuwał złość, ale w Lublinie myślał tylko o jednym: jak najdłużej odwlec moment konfrontacji rewelacji Andrzeja z wersją Ewy. Bał się myśleć, co będzie, gdy Ewa bez ogródek przyzna się do winy. Co zrobi jego żona, gdy się dowie, że on o wszystkim wie? Co zrobi on sam? I o czym, do cholery, tak naprawdę wiedział?!

Wreszcie wyczerpanie kilkunastogodzinną jazdą samochodem wzięło górę. Zmęczone powieki same zaczęły się zamykać.

Jeśli to prawda, co mówił Andrzej, zasłużyłem sobie na to – pomyślał, nim sen przyniósł ukojenie jego udręczonej duszy.

O siódmej rano budzik wyrwał ze snu ich oboje. Tomek, jeszcze półprzytomny po podróży, ujrzał nad sobą pochyloną promienną twarz żony.

– Cześć – powiedziała radośnie i pocałowała go w ustach. – Śpij dalej. Porozmawiamy, gdy wrócę z pracy. – Mrugnęła oczkiem. – O czym tylko zechcesz.

Sen odszedł od niego w ułamku sekundy. Usiadł na łóżku i posadził żonę obok siebie.

– Zdradzasz mnie? – spytał po prostu. Setki scenariuszy, jakie układał sobie w głowie od niemieckiej granicy, wzięły właśnie w łeb. W tym momencie nie potrafił wymyślić nic innego. – Zdradzasz mnie? – powtórzył, gdy za pierwszym razem nie doczekał się odpowiedzi.

– Skąd to pytanie? – odpowiedziała wreszcie, poważniejąc i z uwagą zaglądając mu w oczy.

– Odpowiedz, Ewa. Zrewanżowałaś mi się tym samym? Znalazłaś odskocznię od swoich problemów w ramionach innego? Ktoś cię widział, jak siedziałaś z fagasem w kawiarni. Nie zaprzeczysz, że kogoś masz. Byłaś tam z nim przed czy po tym, jak uprawialiście seks?

Ewa milczała nadal. Jej twarz wyglądała jak posąg. Nie drgnął żaden jej mięsień.

– Odpłaciłaś mi pięknym za nadobne? – spokojny ton głosu Tomka nie wróżył nic dobrego.

Ewa czuła, że lada moment jej mąż wpadnie w szał. Zadziwiające, jak niewiele ją to obeszło. Wstała i podeszła do okna. Przez jego uchylone skrzydło dostawał się do sypialni powiew ciepłego poranka. Dzień zapowiadał się piękny i słoneczny. Dusza Ewy była mroczna jak czeluści piekieł.

– Nigdy się o tym nie dowiesz. – Spojrzała na niego przez długość pokoju, piękna i wyniosła.

Tomek nie wiedział, co go w niej przeraża bardziej, jej spokój, czy to, co od niej usłyszał.

– Jeżeli powiesz, że mnie zdradziłaś – był zaszokowany własnymi słowami – nie będę cię potępiał. Byłaś załamana, zarzuciłaś mnie podejrzeniami o zdradę, bezpodstawnymi podejrzeniami… Sprawiłem ci tyle bólu… Tylko powiedz, Ewo, a nigdy więcej nie będę do tego wracał. Zdradziłaś mnie, czy nie?

– Sprawiłeś mi tyle bólu… – Na samo wspomnienie tego, żal ścisnął Ewę za gardło. – Tyle żalu i łez… upokorzenie i rozpacz, oto, co mi zaoferowałeś. – Na powrót podeszła do łóżka i usiadła przy mężu.

Odzyskała już pewność siebie. Jej twarz była pełna bezczelności.