– Że też masz tupet mnie rozliczać – uśmiechnęła się słodko do Tomka i pogładziła go po twarzy. Jej oczy były zimne jak lód.
Odtrącił jej rękę i krzyknął:
– Nie zachowuj się jak dziwka! Z kim się prowadzasz po kawiarniach?!
– Po kawiarniach? – roześmiała się mu w twarz. – Na pewno nie z tobą. Ty nigdy nie chciałeś nigdzie ze mną wyjść. Wolałeś atrakcyjniejsze towarzystwo. Ale wiedz – wstała znowu i zaczęła nerwowo przechadzać się po pokoju – że ja też mogę być atrakcyjna i bez trudu, powtarzam, bez trudu mogłabym na kiwnięcie palcem znaleźć sobie kochanka, nawet wielu kochanków.
– Co zapewne uczyniłaś – syknął.
Znowu roześmiała się jakimś niezdrowym śmiechem.
– Może tak, może nie – powiedziała bezczelnie.
Zerwał się z posłania i jednym susem był przy niej. Złapał ją za łokcie i zmusił, by się zatrzymała.
– Kto to jest?! Kim jest ten fagas, z którym przyprawiasz mi rogi? A może masz ich kilku?
– Wyobrażaj sobie, co tylko chcesz – wzruszyła ramionami. – I cierp. Tak, jak ja cierpiałam.
– Powiedz to, Ewo – rozkazał. – Powiedz, że mnie zdradziłaś!
– Już ci o tym mówiłam – powiedziała gniewnie, stojąc tak blisko męża, że ich usta niemal się dotykały. – Nigdy się nie dowiesz. Najgorszą dla ciebie karą, najgorszą męką, choć z pewnością nie tak dotkliwą jak ta, którą przeżywałam odkrywszy twoje podwójne życie, będzie dla ciebie niepewność. Niepewność, Tomku. Czy zostałam ci wierna, w skrytości ducha roztrząsając mój smutek, czy też z premedytacją oddałam się innemu, w nadziei, że to choć trochę ukoi ból, jaki czułam po twojej zdradzie, ty nigdy się o tym nie dowiesz. Żyj teraz w tej niepewności, bo ona będzie dla ciebie gorsza niż najgorsza prawda! W pełni sobie na taką karę zasłużyłeś!
Zostawiła go na środku pokoju, z otwartymi z bezsilności ustami, przerażonego jej postawą oraz tym, co usłyszał. Jakiż był naiwny sądząc, że wszystko między nimi układa się tak pomyślnie i że Ewa tak gładko mu wybaczyła. Jego żona była dotąd jak drzemiący wulkan, w którym ból po jego zdradzie tak naprawdę nigdy do końca nie wygasł, bo też wygasnąć nie potrafił.
– Jeśli tylko po to przejechałeś tysiące kilometrów, by dochodzić mojej wierności, doprawdy szkoda było twojej fatygi – rzuciła mu na odchodne i wyszła z dziećmi z mieszkania.
W drodze do pracy Ewa przeklinała swój los. Dręczące ją z powodu tych wszystkich internetowych znajomości wyrzuty sumienia znów dały o sobie znać. Odegrała się na Tomku, owszem, ale przecież nie o to jej chodziło, przynajmniej na początku. Miała tylko przestać go kochać. Teraz wiedziała, że jej się nie udało.
Ewę niewiele obchodziło, dlaczego zaczął ją podejrzewać. Wiedziała, że były to bardziej uderzenia w ciemno, gdy zgadywał scenariusze jej ewentualnego podwójnego życia. Nigdy przecież i tak nie odkryje prawdy. Bo i prawda była niewiele warta. Nie było jej żal męża. To dobrze, że czegoś się domyśla. Może dotrze do niego, że jego żona jest nadal atrakcyjna i może tak samo, jak on, poszukać łatwej odskoczni od codziennych problemów. Może nareszcie zda sobie sprawę, że trzeba dbać o swój związek, bo pozostawiony sam sobie ma niewielkie szanse na przetrwanie.
Dlaczego musiała teraz cierpieć? Wcale nie było jej lżej, że również dopuściła się zdrady. Uważała, że to niesprawiedliwe. To nie ona zdradziła pierwsza! Nie szukała kochanka, nigdy nie obejrzała się za żadnym facetem. Nigdy, do czasu, aż Tomek nie sprawił jej tego strasznego bólu, kiedy odkryła jego romans.
Nie tak dawno była taka szczęśliwa u boku ukochanego męża. Teraz jej także przyszło ponieść karę. Dla Ewy karą były wyrzuty sumienia. Rozgrzeszenie miało nigdy nie nadejść.
Wybaczyła Tomkowi. Samej sobie wybaczyć nie potrafiła.
W samotności niepewność dopadła Tomka ze zdwojoną siłą. Tysiące bolesnych ukłuć w samą duszę. Najgorsze było to, iż wiedział, że ta niepewność pozostanie z nim na zawsze.
Rozdział 10
Milczenie – oto, jaką maskę przybrało obydwoje małżonków. Nie było tłumaczeń ani przekonywania, dociekań czy roztrząsania przeszłości. Zupełnie, jakby między nimi nigdy nie było napięć ni sporów.
Cisza i spokój. Lekarstwo na ich zranione dusze.
Nie poranili się wzajemnie. Każde z nich sobie samemu zadało ból i teraz cierpiało na własne życzenie. Tak jak na własną rękę każde próbowało znaleźć drogę mającą wyprowadzić ich z szarości życia. Nie udało się. Bo też i dróg było wiele.
Ewa i Tomek wiele lat nie mogli zrozumieć, że tylko idąc przez życie razem, ramię w ramię, mają szansę nie zabłądzić w labiryncie życia. I nawet gdyby zabłądzili, to przecież razem łatwiej było znaleźć z niego wyjście. Długo nie docierało do nich, że mają coś tak cennego – siebie nawzajem, toteż żyli obok siebie, budując własne światy, niemal nie zauważając się wzajemnie.
Zadziwiające, że aby zrozumieć, jacy są dla siebie ważni, musieli się od siebie oddalić, posmakować innych dróg, innych miłości i ciał. Oddalili się zatem. I wrócili. Bogatsi w doświadczenia, wiedzę o innych, lecz także o sobie samych.
O ile kiedyś nie zauważali, że się krzywdzili wzajemnie, raniącym słowem, uszczypliwą uwagą, tak teraz skrupulatnie unikali tego, co im samym sprawiało przykrość. Wręcz przeciwnie, teraz jedno z nich starało się uczynić radość drugiemu, dosłownie prześcigając się w uprzejmościach.
Tomek nie wrócił więcej do tematu wierności Ewy. Ona także przestała mu wypominać romans z Sylwią. Owszem, byli czujni, każde z nich wyostrzyło zmysły na najdrobniejszy znak, sms, strzałkę wysłaną z zastrzeżonego numeru, spóźnienie z pracy, słowem to wszystko, co w jakikolwiek sposób mogłoby sugerować, że któreś z nich ma nieczyste sumienie. Jednak tym razem żadne z nich nie miało nic do ukrycia.
Uczyli się na powrót sobie ufać.
Ewa bardzo pragnęła wrócić do czasów ich wielkiej miłości i namiętności. Już wiedziała, co robiła źle. Widziała też doskonale, że jej mąż także się dla niej stara.
Tomkowi ciężko przychodziło zatrzymać cisnące się na język zarzuty wobec Ewy, obiecał sobie jednak nie prowokować kolejnych kłótni. Nie mógł ścierpieć lekceważącego tonu i tego swoistego bezczelnego spojrzenia żony, które pojawiało się zawsze wtedy, ilekroć pytał o jej wierność. Zresztą sam nie był bez winy. Poza tym, cokolwiek złego uczyniła jego żona, on i jego kochanka byli z całą pewnością tego przyczyną.
Każde z małżonków przechodziło jakąś swoistą wewnętrzną metamorfozę. To nie była ta sama para sprzed pół roku. Problemy, które się między nimi pojawiały, przy wspólnej rozmowie nie wydawały się już takie straszne i bez wyjścia. Ze wszech miar starali się przypomnieć sobie, że się nawzajem kochają.
Lecz w skrytości ducha nadal tęsknili za zakazanym światem, którego obydwoje spróbowali. Z taką tęsknotą uporać się było niemal nie sposób.
Niewiedzę na temat wierności żony Tomek traktował jako osobistą porażkę. Sam był sobie winien, doprowadzając do kryzysu w ich małżeństwie. I chociaż od kilku tygodni niby wszystko układało się miedzy nimi na powrót jak należy, to jednak ze słów codziennego użytku Ewy znikły takie zwroty jak „kocham cię", „tęskniłam za tobą" i jeszcze kilka innych, zarezerwowanych niegdyś wyłącznie dla niego. Czy mówiła tak do kogoś innego? Zraniona męska duma bolała tak bardzo.
A jednak Tomek musiał przyznać, że coś między nimi zmieniło się na lepsze. Nie mógł nie zauważyć miłej uprzejmości żony, którą od pewnego czasu przejawiała wobec niego. Przestała traktować go jako maszynkę do zarabiania pieniędzy i tragarza do zakupów, a zaczynała widzieć w nim partnera, przyjaciela, zwierzała mu się i pytała o radę. Na początku obawiał się wyrachowanego podstępu, jednak z czasem zaczęło mu się to podobać tak bardzo, że przeszedł nad tym do porządku dziennego. Nie pozostał przy tym dłużny żonie, zmieniając się w kochającego i troskliwego męża i ojca. Dodatkowo nie opuszczające go bez przerwy wyrzuty sumienia z powodu niedawnego romansu uświadomiły mu, jak delikatna jest miłość drugiej osoby i jak łatwo zburzyć czyjeś zaufanie. Teraz ze wszech miar pragnął w Ewie to zaufanie odbudować.