Było to trudne, zważywszy, że sam był jakby zawieszony w próżni, straciwszy pewność, czy ta, której zaufanie i miłość starał się odzyskać, sama jest godna jego zaufania.
Odkąd usłyszał od Andrzeja, że ten widział Ewę w kawiarni z jakimś nieznajomym facetem, opętał go przerażający strach o ich małżeństwo. Tak, to możliwe, że jego żona mogła kogoś mieć. Czyż nie zachowywała się niedawno tak, jakby szła na pierwszą randkę? Stała przed lustrem długie kwadranse, przymierzała całe szafy ubrań, zawsze wtedy, gdy wyjeżdżała na studia. A jeśli w Lublinie była z kimś widziana, to co mogła robić w tej cholernej Warszawie?!
Nasuwające się ewentualne sceny zdejmowały Tomkowi sen z oczu. Stał się też w stosunku do Ewy bardzo podejrzliwy. Zaczął nawet grzebać w jej rzeczach, korzystając z okazji, gdy spała, przeglądał torebkę, sprawdzał sms-y i spis połączeń z komórki. Przestał to robić, gdy pewnego razu przyłapała go na tym.
– Zupełnie jak ja wiosną – usłyszał którejś nocy za plecami, a komórka żony omal nie wypadła mu z ręki, gdy drgnął gwałtownie.
Odwrócił się. Stała za nim, zaspana, oparta o framugę kuchennych drzwi. I to jej bezczelne spojrzenie…
– Na próżno, kochanie – dodała z ironicznym uśmieszkiem. – Nie jestem taka roztargniona, jak ty. Nic tam nie znajdziesz. – Po czym spokojnie położyła się z powrotem do łóżka.
Tomek musiał skapitulować. Ignorancja żony doprowadzała go do szaleństwa. Kara, jaką świadomie czy też nie, mu zadała, była niezwykle trafiona. Dawała do myślenia, zmuszała go do dogłębnej analizy jego dotychczasowego życia, jego postępowania wobec żony. Wreszcie sprawiła, że poprzysiągł sobie solennie, iż nie będzie już wystawiał na próbę trwałości ich małżeństwa. Jeśli miałby się przesiąść z konia, to na lepszego. Wiedział dobrze, że lepszej żony od Ewy nigdy nie znajdzie.
Wkrótce miał się przekonać, na ile jego postanowienie wierności jest prawdziwe.
Nieznośny upal, jaki tego lipcowego dnia panował na dworze, stawał się nie do zniesienia, zwłaszcza dla kogoś, kto od ośmiu godzin smażył się za kółkiem kierownicy. Właśnie tego dnia w bmw Tomka wysiadła klimatyzacja, jednak mężczyzna nie miał czasu jej naprawić. Obaj z Arturem byli umówieni w Hanowerze na jutrzejszy ranek i Tomek dociskał teraz pedał gazu, byle tylko zdążyć na spotkanie. Poza tym taka usterka nie stanowiła istotnej przeszkody w ich podróży, podróży, która, gdyby się powiodła, przyniosłaby im obu znaczne korzyści finansowe.
Po raz kolejny otarł rękawem pot z czoła.
– Jeszcze chwila, a zupełnie się rozpłynę – rzucił w kierunku tylnego siedzenia, które zajmował Artur wraz ze swoją nową dziewczyną, Anią. Można było o niej powiedzieć, że jest bardzo młoda i bardzo ładna. Czy była jednocześnie inteligentna, trudno było stwierdzić, jako że przez całą dotychczasową drogę siedząca z tyłu para oddawała się całowaniu i namiętnym pieszczotom.
– To zatrzymaj się na jakiejś stacji paliw, weźmie się zimny prysznic.
Niebawem Tomek skręcił na Statoil.
– Że też sam o tym nie pomyślałem – powiedział do Artura, wyszedłszy z kabiny prysznica. – Jaki przyjemny chłód. Musimy koniecznie naprawić klimatyzację przed drogą powrotną. Bo inaczej nie jadę. Ty to co innego – zaśmiał się – nie masz czasu zauważyć, że jest gorąco. Siedzisz sobie tylko ze swoją panią i się migdalicie, a ja, biedaczek, muszę lusterko wsteczne na dach samochodu wykręcać.
– Przecież ci mówiłem, że możemy zabrać w podróż koleżankę Ani. Wtedy i tobie czas upływałby równie przyjemnie. – Artur mrugnął oczkiem do kolegi.
– Zwariowałeś? – zawstydził się Tomek. – Mam żonę. Poza tym, która by ze mną zechciała? – Zaśmiał się, by zamaskować zażenowanie. – Jestem stary i brzydki.
– Jolka by zechciała – oświadczyła beznamiętnym głosem Ania, przeżuwając jednocześnie gumę orbit. – Ona cię zna, widziała cię kiedyś gdzieś tam i mówiła, że jesteś spoko. Ja zresztą też tak myślę.
– Widzisz – zarechotał Artur – obie na ciebie lecą. – Pomasował piersi dziewczyny przez cienki materiał bluzki. – I obie mają wielki temperament. Żałuj, że nie wzięliśmy Jolki.
Tomek zawstydził się jeszcze bardziej. Młody jędrny biust Anki i ten gest Artura przypomniały mu inne piersi, również młode i piękne, które pieścił i całował jeszcze nie tak dawno. Odpędził od siebie to wspomnienie.
– Co ja bym robił z takim dzieckiem, jak ta Jolka, czy ty, Aniu? – powiedział za odchodzącą w stronę kabiny prysznica parą.
Odwróciwszy się, dziewczyna obrzuciła go spojrzeniem, od którego aż się wzdrygnął.
– Jeszcze byś się zdziwił! – krzyknęła, a jej biodra zakołysały się zalotnie.
Nie było to niewinne spojrzenie młodej kobiety. Anka zwyczajnie go otaksowała. Jak samca. Niczym najwytrawniejsza kurwa.
Rozmowy w Hanowerze potoczyły się zgodnie z oczekiwaniami Tomka i Artura. Zakupili dwa używane auta i wręczyli zaliczkę na kolejnych sześć. Wystarczyło jedynie przywieźć samochody do Polski, a i z tym nie powinni mieć większych problemów. Teraz mężczyźni świętowali w pokoju taniego motelu udany interes.
– Nie spodziewałem się – mówił mocno już wstawiony Artur, polewając kolejną kolejkę wódki – że uda nam się je wydrzeć tak tanio.
– No, trzeba przyznać, że cena jest dobra, zwłaszcza że towar jest rewelacyjny, jak na te roczniki. Volwiaka sprzedamy od ręki, bez robienia, ale opla omegę trzeba będzie lekko prysnąć lakierem.
– Widziałeś te silniki? Pierwsza klasa. W ogóle nie zajeżdżone. Pij, koleżko, należy nam się.
– Nie chcę już – Tomek odmówił kolejki. – Jeśli mam jutro prowadzić, to ćwiarteczka wystarczy. Tobie też już nie radzę.
– To ty, Anka, walnij sobie setę – Artur zaproponował swojej dziewczynie.
– Nie – odparła stanowczo. – Nie chcę mieszać tego gówna z amfą.
– Nie zauważyłem, kiedy brałaś.
– Rano, ale czuję, że trzyma do tej pory.
– Dla mnie – wtrącił się do rozmowy Tomek – to amfa jest białym gównem. Nie pojmuję, jak można to brać.
Anka zaśmiała się tylko.
– Może faktycznie jesteś za stary? – powiedziała z niewinną minką.
Tomek westchnął tylko, nie było sensu umoralniać tej najwyraźniej mocno już zdeprawowanej panienki.
– Idę spać – powiedział wstając. – A ty, Artur, nie pij więcej.
– Nie truj! – zaśmiał się kolega i wychyliwszy kolejną setkę, powalił się na swoją dziewczynę zadzierając jej sukienkę i wsadzając rękę za majtki.
Nie czekając na dalszy rozwój wydarzeń, Tomek wyszedł do pokoju obok.
Zimny prysznic trochę go orzeźwił, choć i tak czuł, że dzisiejsza udana transakcja długo nie pozwoli mu zasnąć. Skupił się jednak na tym, by usnąć za wszelką cenę. Przecież jutro miał do zrobienia półtora tysiąca kilometrów. A ten idiota, Artur, zamiast być pod ręką w razie przemęczenia Tomka, nachlał się jak świnia. I ta jego panienka. Ania z bożej łaski. Była równie młoda, co Sylwia, ale gdzie tam jej było do niedawnej kochanki. Ciało miała wspaniałe, owszem, ale intelektu nie było za grosz pod piękną buźką. Czując jak sen spływa na jego powieki, Tomek uśmiechnął się do siebie. Co tam intelekt – pomyślał – kiedy pod palcami pręży się ciałko takiej młodej kocicy.