Выбрать главу

Przyśniła mu się. Śnił, że weszła do jego pokoju, świeża i pachnąca, ubrana jedynie w krótką prześwitującą koszulkę, zupełnie taka samą, jaką zakładała teraz jego Ewa. Ania położyła się obok niego i musnęła palcami jego usta, potem przesunęła drobną dłoń niżej, do torsu, jeszcze niżej, zacisnęła rękę na budzącej się podnieceniem męskości. Gdy jej ręka zaczęła wykonywać leniwe posuwiste ruchy, Tomek zadrżał na całym ciele. A kiedy przerwała na moment zajęcie, westchnął z rozpaczą. Pragnął tego dotyku. Dlaczego przestała? Ania przetoczyła się na mężczyznę, siadła na nim okrakiem i wsunęła jego członek w siebie, wydając przy tym przeciągły jęk rozkoszy.

To go zbudziło.

Podniecenie, jakie czuł jeszcze przed ułamkiem sekundy, zamieniło się w przerażenie. Anka rzeczywiście siedziała na nim i wbita na jego członek zaczynała wykonywać biodrami taniec miłości. Jednym ruchem ramion zerwał kobietę z siebie i pchnął na łóżko.

– Co ty wyprawiasz?! – zawołał z obrzydzeniem, szczelnie okrywając kołdrą swoją męskość, która jednak niewiele reagowała na rozsądek i nadal prężyła się niezaspokojona, żądna kobiecego ciała, ciepła i wilgoci.

Dziewczyna wpatrywała się w niego wielkimi ze strachu oczami.

– Nie podoba ci się? – zapytała z rozbrajającym zdziwieniem. – Jesteś gejem, czy jak? Przecież podobno masz żonę, więc…

– Nie jestem gejem! I owszem, mam żonę. Dlatego właśnie powinnaś wyjść z mojego łóżka i wrócić do swego faceta.

Anka roześmiała mu się w twarz.

– Faceta? Te pijane zwłoki nazywasz facetem? Nachlał się jak świnia. Żaden z niego pożytek. Pomyślałam więc, że skoro obydwoje jesteśmy tacy samotni…

– Ty nie myśl, lalo, tylko rób, co ci każę.

– Chyba nie wierzysz w to, co mówisz? – Nie dawała za wygraną. – Przecież kutas stoi ci jak maszt. Nie ukryjesz tego. Aż szkoda nie skorzystać. Całą drogę widziałam, że masz na mnie ochotę. Jak w samochodzie robiłam Arturowi laskę, omal oczy ci nie wyszły z zazdrości.

– Jesteś chora – syknął. – Wynoś się, bo obudzę Artura!

– Nie obudzisz – odparła z przekonaniem. – A jeśli nawet, to powiem, że sam mnie tu zwabiłeś. Podobno lubisz młode dupy.

Za co mnie to spotyka? – pomyślał z rozpaczą Tomek, po czym wstał z łóżka i nie zwracając już uwagi na swoją nagość, wziął dziewczynę za ramię i bez pardonu wypchnął za drzwi.

– Tu draniu! – usłyszał z korytarza jej krzyk.

– Jeszcze jedno słowo – odpowiedział chłodno – a sprzedam cię do tutejszego burdelu.

Chwilę stał z uchem przyklejonym do drzwi, a gdy usłyszał skrzypnięcie łóżka w pokoju obok, świadczące o tym, że jego niedoszła kochanka położyła się obok Artura, ponownie wszedł do łazienki.

Był zły jak sto diabłów. Głupia małolata! O dziwo, Tomek nie czuł żadnej dumy ani satysfakcji, że wzbudził w młodej dziewczynie takie pożądanie. Pomijał fakt, że dość luźnych obyczajów musiała to być dziewczyna, skoro zostawiła pijanego chłopaka i przyszła do niego. Jeszcze pół roku temu z najwyższą rozkoszą przyjąłby ten swoisty gwałt na swojej osobie. Młoda dupeczka lecąca na jego wdzięki. Kto w jego wieku nie marzył o czymś takim? Dziś napawało go to obrzydzeniem. Nie w stosunku do Anki. Czuł obrzydzenie do samego siebie.

Bardzo długo i dokładnie zmywał z siebie wilgoć i zapach Anki. Gdyby tak samo można było zmyć z siebie bolesne i wstydliwe wspomnienia.

Lipcowe popołudnie w Kazimierzu było upalne i słoneczne. Żar lał się z nieba strumieniami, jedynie chłód Wisły płynącej nieopodal tarasu restauracji dawał złudzenie orzeźwienia. Siedząca na tarasie przy jednym ze stolików para wolała jednak pozostać na upale, niż czerpać przyjemność z klimatyzowanego wnętrza restauracji „Kazimierzanka". Obydwoje lubili letnie ciepło, tak przynajmniej deklarowali sobie w elektronicznej korespondencji, zanim wreszcie poznali się w realnym świecie.

Ewa korespondowała z Adamem niemal od początku swego uczestnictwa w Klubie Niesamotnych Serc, jednak ich kontakty ograniczały się zaledwie do wymiany uprzejmych zdawkowych wypowiedzi. Dziś jednak spotkali się na żywo i ani ona ani Adam nie żałowali tej decyzji. Dla Adama, trzydziestopięcioletniego żonatego mężczyzny, przedsiębiorcy z Zamościa, była to możliwość wyrwania się z szarej monotonii załatwiania codziennych interesów, niekończących się spraw i biznesowych spotkań. Dla Ewy spotkanie stanowiło swoiste wyzwanie, nie wobec świata, ale wobec niej samej. Bardzo potrzebowała sprawdzić się w swoim postanowieniu, że da radę spotkać się z kimś bez poruszania strony erotycznej znajomości. Jeśli chciała być warta swego męża, musiała mieć pewność, że nie zatraciła w sieci swej godności, ani zdolności do miłości. Poza tym Adam był bardzo fajnym facetem, przynajmniej dotąd, gdy znali się jedynie poprzez maile i rozmowy telefoniczne.

– Bardzo chciałbym cię zobaczyć na żywo – powiedział jej któregoś dnia podczas jednej z takich rozmów.

– Jak bardzo? – zaśmiała się zalotnie.

Od jakiegoś czasu nie mogła pozbyć się tego dziwnego tonu podczas rozmów z mężczyznami. Obojętnie, czy były toczone na żywo, czy też przez telefon. Za każdym razem, gdy tylko Ewa otwierała usta, aby odpowiedzieć mężczyźnie, jej głos nabierał tego charakterystycznego kokieteryjnego tonu. Ewa nie poznawała sama siebie.

– Bardzo, bardzo, bardzo, bardzo – usłyszała błagalny głos Adama.

– Cóż – westchnęła kusicielsko – może mam dla ciebie dobrą wiadomość. Mój mąż wyjeżdża na kilka dni do Niemiec. Ma tam do załatwienia jakieś bardzo ważne interesy. Mógłbyś w tym czasie wpaść do Lublina i…

– Skoro tak – wszedł jej w słowo Adam – mam lepszy pomysł. Co byś powiedziała na małą wycieczkę do Kazimierza nad Wisłą? To podobno przepiękna okolica, a ja nigdy tam nie byłem. Moglibyśmy wyskoczyć tam na cały dzień, o ile nie miałabyś nic przeciwko temu.

Nie miała.

Siedzieli teraz od godziny na tarasie restauracji Kazimierzanka, który był tak przemyślnie skonstruowany, że połowa jego powierzchni była zawieszona wprost nad nurtem Wisły. Jeśli siedziało się tyłem do brzegu i patrzyło na rwącą toń wody, można było odnieść wrażenie, że płynie się statkiem.

Szybko okazało się także, że i w realu Adam był miłym kompanem, przystojnym, elokwentnym i z poczuciem humoru.

Podczas ich spotkania Ewę prześladowało mgliste poczucie winy. Chociaż spotkanie było czysto towarzyskie, bez cienia podtekstów erotycznych,. Ewa czuła, że robi źle. Nie potrafiła odciąć się jednoznacznie od znajomości zawieranych za pośrednictwem Internetu i to zaczynało ją martwić coraz bardziej. Dobrze wiedziała, że przez takie roztrwanianie emocji oddala się od męża. Zamiast na powrót nauczyć się pokładać w nim zaufanie, traciła zaufanie do samej siebie.

Widok z tarasu Kazimierzanki był imponujący – niesamowita soczysta zieleń nabrzeżnej roślinności przeglądała się w niespokojnej tafli wody. Przyroda pachniała silnie, a popołudniowe promienie słońca i ciepło lata dodawało krajobrazowi życia i smaku.

– Zauważyłem, że usunęłaś z Klubu Niesamotnych Serc swoje konto – powiedział Adam, gdy skończyli jeść obiad.

– A, tak – powiedziała od niechcenia.

– Dlaczego? Znudziło ci się, czy może znalazłaś już to, czego szukałaś?

– Raczej to pierwsze. Poza tym nie mam czasu na obszerną korespondencję. A tam ciągle pojawiał się ktoś nowy. Pozostawiłam zatem tylko parę kontaktów, między innymi ciebie, bo niektórzy tam poznani ludzie są naprawdę fajni.