– To miło, że jestem jednym z nich – ucieszył się. – A co z szukaniem? Udało się znaleźć miłość czy przygodę?
– Bo ja wiem? Na pewno jakieś grono znajomych, z którymi można pogadać o różnych sprawach. A miłość? Miałam ją cały czas w domu. Tylko na jakiś czas nie zauważaliśmy tego z mężem.
Adam zrobił poważną minę.
– Myślałem… – zawahał się na moment, ale jednak wydusił z siebie: – myślałem, że mogę liczyć na jakiś romans…
Ewa natychmiast stała się czujna. Obiecała sobie, że nie wpakuje się w nic więcej. Każda kolejna miłostka kosztowała ją zbyt wiele. Zbyt wiele jej własnej duszy. Ewa bała się, że z czasem roztrwoni swą miłość na drobne. A przecież miała na powrót nauczyć się kochać swego męża.
– Nie – powiedziała zdecydowanie. – Mam udane małżeństwo, między nami już wszystko gra.
– Tak ci się tylko wydaje.
– Nie sądzę. Ale przecież nie muszę ci niczego udowadniać.
– Nie mam zatem szans na romans z tobą?
– A po co ci romans, Adamie? Nie wolałbyś pogodzić się z żoną?
– Nie kłóciłem się z nią. Jesteśmy ciągle razem.
– No wiesz, po prostu dogadać się, dojść do porozumienia. Tak jak ja i Tomek.
– Nie – zaśmiał się pobłażliwie.
– Dlaczego? – zapytała naiwnie. – Przecież to twoja żona. To z nią masz dzieci, z nią mieszkasz…
– Na nią zarejestrowałem firmę i dwa samochody. Ale nie o to chodzi. Po prostu nie chce mi się.
– Jak to?
– Zwyczajnie. Znudziło mi się. Nie kłócę się z żoną i jesteśmy razem. Ale nuda, jaką odczuwam w tym całym cholernym życiu, jest nie do zniesienia. Dlatego myślałem, że ty… że my… – nie dokończył, ale i tak domyśliła się, co chciał powiedzieć.
– Nie, Adamie, fajnie nam się rozmawia i ta cała wycieczka jest bardzo fajna, ale nie. Naprawdę jestem szczęśliwa z moim mężem. I życzę tobie, byś…
– Przestań – przerwał jej ze śmiechem. – Twoje życzenia niczego nie zmienią. Pozostaje mi tylko żałować, że nie spotkałem się z tobą wcześniej, gdy ty i twój mąż byliście, że tak powiem, na stopie wojennej.
– Było, minęło – westchnęła. Ona także żałowała, że pierwszym mężczyzną na jej drodze swawoli i zdrady był Maciek, który zapewne nawet wcale nie miał tak na imię. Jakby się wszystko potoczyło, gdyby to na przykład był Leszek? Gdyby zamiast wstydu i rozczarowania doznała wówczas rozkoszy i zadowolenia? Ze złością odrzuciła od siebie niesforne myśli, które z upokarzającego wspomnienia starały się uczynić palące marzenie.
Przez chwilę jedli w milczeniu.
– Mogę cię o coś spytać? – odezwał się Adam.
– Spytać możesz – odparła – nie wiem tylko, czy będę umiała ci odpowiedzieć.
– Ok. Jeśli to nie tajemnica… miałaś już romans? No wiesz, z kimś z netu, czy tak w ogóle, w realu?
– Nie – skłamała szybko. – A ty?
– Ja… – najwyraźniej czuł potrzebę zwierzeń. – Tak. Raz. Trwało to dwa lata. Było cudownie.
– I?
– Ona wyjechała.
Ewa westchnęła. Zupełnie jak ona i Leszek, tylko że to Leszek wyjechał. Boże, ileż by dała, by to on siedział tu przed nią zamiast Adama. Nie prowadziłaby wtedy takich gładkich sztywnych gadek. Przy Leszku mogła otworzyć się zupełnie, poczuć luz, wygadać się z problemów i całkiem błahych spraw. Mogła się do niego przytulić, poczuć smak jego ust. Ale Leszek był tysiące kilometrów stąd.
– Zamyśliłaś się – zwrócił jej uwagę towarzysz.
– A – machnęła ręką – przypomniałam sobie, że jutro z samego rana muszę jechać do Warszawy. Mam tam indeks do odebrania.
– Mogę cię zawieźć – zaproponował.
– Nie, dzięki, pojadę swoim autem.
Nie chciała wykorzystywać znajomości z Adamem. Jeszcze gotów był pomyśleć, że może mieć u niej szansę. Nic bardziej mylnego. Nawet jeśli idąc na spotkanie z Adamem gdzieś w podświadomości brała pod uwagę bardziej zażyłą znajomość, teraz tylko utwierdziła się w przekonaniu, że każdy kolejny poznany w Internecie facet, jest tylko zwykłym samcem, nastawionym na zaspokajanie swych własnych rządź, takim, któremu z nudów nie chciało się naprawiać podupadającego związku. A już na pewno nie miała szans spotkać więcej kogoś takiego jak Leszek.
– I co? To już koniec studiów?
– Ach, nie – zaśmiała się – Został mi jeszcze rok.
Jeden rok – powtórzyła w myślach. – Może przez ten rok Leszek wróci ze Stanów i uda nam się jeszcze powtórzyć to, co nas łączyło?
Jeszcze bardziej Ewa zapragnęła przeżyć z nim to, co tak bardzo się bała uczynić, gdy jeszcze był z nią. Ale do tego wstydziła się przyznać nawet we własnej podświadomości.
Upał nie zelżał od wczoraj, co wcale nie martwiło Ewy, lubiła bowiem taką pogodę. Jednak dla mocno otyłej Marty żar spływający z nieba stawał się nie do zniesienia. Sapała ciężko, stąpając po chodniku w szpilkach na wysokim obcasie, zaś jej makijaż niemal spłynął już z pulchnej twarzy razem ze strugami potu. Wypisz wymaluj – świnka Pigi z Muppetów.
Szły obie jedną z warszawskich uliczek, bogatsze o indeksy, które zawierały wreszcie wszystkie wpisy i pieczęć dziekana, mówiącą o tym, że obie panie zaliczyły drugi rok studiów.
– To już naprawdę ostatni facet poznany przez Internet – Ewa zapewniała przyjaciółkę.
– No nie wiem – Marta nie wydawała się ani trochę nie wierzyć w postanowienie Ewy – skoro od paru tygodni tak ci się świetnie układa z Tomkiem, to naprawdę nie rozumiem, dlaczego ty ciągle dążysz do tych szemranych znajomości. Co ci one dają?
– Bo ja wiem? – Ewa sama nie miała pojęcia, dlaczego ciągle tkwi w wirtualnym świecie randek. – Przecież ja na tych spotkaniach nie robię nic złego. Tomek nie ma ani czasu ani ochoty gdzieś ze mną wyjść, choćby na głupią kawę do kafejki, nie mówiąc już, żebyśmy spędzili tydzień poza domem. Już słyszę jego narzekanie, że szkoda czasu i pieniędzy. Zresztą, telewizja w każdym zakątku Polski nadaje to samo. Co za różnica, czy oglądałby Wiadomości w domu, czy w ośrodku wczasowym. A tak, mogę sama, to znaczy z kimś poznanym przez Internet, spędzić chociaż godzinę w jakimś ciekawym lokalu, odreagować. A już ten wczorajszy wyjazd do Kazimierza z Adamem, no mówię ci, rewelacja. Zresztą Adam to bardzo miły facet, dżentelmen w każdym calu. Posiedzieliśmy, pogadaliśmy, wróciłam do Lublina, ot, cała historia. Tomek nigdy nie zgodziłby się na taki wyjazd. Marudziłby i znalazłby setki powodów, by nie pojechać, a jeszcze przy okazji wpędzić mnie w poczucie winy. A tak i wilk jest syty i koza cała.
– Wilk może tak – sarkastycznie powiedziała Marta – ale co do kozy, nie byłabym już taka pewna. Rozdrabniasz się na do niczego nie prowadzące znajomości, a w dodatku narażasz się, że ktoś mógłby cię zobaczyć z jakimś facetem.
– Już zobaczył – zaśmiała się Ewa. – Nie wiem, co prawda, kto, ale Tomek dowiedział się, że się z kimś spotkałam.
– I co?
– Nic. To znaczy zrobił mi burę, ale to nawet lepiej, że wie. Może przynajmniej dotrze do niego, że sam powinien bardziej uważać, że ja też jestem w stanie poszukać sobie innej znajomości. W życiu, Marto, nie wystarczy kogoś posiadać. Trzeba też co nieco dać z siebie.
– A mówiłaś mu, że pragniesz czasem gdzieś wyjść, zabawić się?
– Setki razy. Za każdym razem to samo: nie mam czasu, jestem zmęczony, muszę pomyśleć nad interesami.
Szły jakiś czas w milczeniu. Zostawiły swe auta przed blokiem, w którym wynajmowały pokój, postanowiły bowiem przespacerować się na uczelnię, by jak najdłużej odwlec chwilę wakacyjnego rozstania. Teraz jednak obie zaczynały żałować tej decyzji.