Выбрать главу

Ewa ubrana była w króciutką sukienkę na cienkich ramiączkach, której jasnozielony kolor doskonale współgrał z letnią opalenizną, zaś krój podkreślał idealnie szczupłą figurę właścicielki.

Ewa zerknęła ze współczuciem na przyjaciółkę. Zlewające się w jedną bryłę zwały sadła wyzierały oskarży cielsko spod kremowej marynarki, która już nie dopinała się na brzuchu Marty. Pulchna masa łącząca biust z biodrami. Gdzieś tam głęboko pod nią ukrywała się talia.

Co się z nią zrobiło? – pomyślała Ewa. Przecież Marta miała dopiero dwadzieścia cztery lata. Strach było myśleć, co będzie, gdy przekroczy trzydziestkę.

Choć Ewa w ogóle nie czuła się ważniejsza czy lepsza od przyjaciółki, to jednak świadomość, że niejedna nastolatka czy kobieta po dwudziestce mogłaby pozazdrościć Ewie figury, przyjemnie łaskotała jej próżność.

Jak na ironię, waśnie Tomkowi i jego zdradzie Ewa zawdzięczała świetną linię bioder i płaski brzuch. Wolałaby jednak ważyć z dziesięć czy nawet dwadzieścia kilogramów więcej, niż poznać, co to ból i upokorzenie zdradzonej kobiety, a potem tyle bezsensownych znajomości i przygód.

Ale czy na pewno bezsensownych? Przecież dzięki nim nauczyła się czegoś. Prowadząc wielogodzinne rozmowy na gadu-gadu, dowiedziała się, co najbardziej boli mężczyzn w ich żonach – powszedniość i utyskiwania, a co w nich samych – najczęściej najzwyklejsza nuda. Zrozumiała, że kiedy uda jej się przegonić tę rutynę ze swego małżeństwa i zadbać o to, by jej mąż się przy niej nie nudził, ma realne szanse odbudować to, co obydwoje niechcący, a tak konsekwentnie usiłowali zniszczyć. Zwłaszcza, że na efekty nie musiała przecież długo czekać. Tomek był mądrym mężczyzną. Widział, że Ewa stara się dla niego, jak umie, i sam starał się dla niej po trzykroć.

Dzięki internetowym znajomościom Ewa odkryła coś jeszcze – swoją atrakcyjność. Zobaczyła, że może być obiektem męskich westchnień, budziła w nich pragnienia i żądze. Oprócz tego, że była matką, kucharką, gosposią w domu, a pracy doskonałym kierownikiem, była też kimś jeszcze, tylko w natłoku spraw i codziennych problemów na parę lat o tym zapomniała. Była kobietą. Piękną, zgrabną i inteligentną. Taką, o którą mogły toczyć się wojny i upadać mocarstwa. Na szczęście jej rycerz był na wyciągnięcie ręki i choć także zbłądził, to Ewa już wiedziała, że obydwoje z Tomkiem mają w sobie dość siły, by mocarstwo, jakim był ich związek, trwało wiecznie.

Bogatsza o całą tę wiedzę szła teraz z indeksem w torebce i z lekkim sercem. Problemy powoli odchodziły w przeszłość. Romans Tomka już tak nie bolał, jej wyrzuty sumienia wywołane jej własnymi przygodami powoli blakły. Świeciło piękne słońce, a przed ich małżeństwem rysowała się całkiem obiecująca przyszłość.

Tylko gdzieś w głębi serca odzywała się czasem jakaś tęskna nuta. Nadal brakowało jej Leszka. On jeden był wart grzechu. I chociaż Ewa starała się zepchnąć tę nostalgię w najciaśniejsze zakamarki duszy, to jednak powracała ona do niej w najmniej odpowiednich momentach. Zupełnie jak teraz, gdy przechodziły właśnie obok restauracji „Wiedeńska".

– Sorki, Ewuś, nie dam rady iść dalej – oznajmiła nagle Marta.

– Wejdźmy tutaj – zaproponowała Ewa. – Ten upał jest nie do zniesienia. Napiłabym się lodowatego piwa.

– I pizza! Tu jest pyszna pizza. Zamówimy sobie dużą – Marta aż zatarła pulchne dłonie z radości.

– Nie mam ochoty na pizzę – odparła Ewa wchodząc do restauracji.

– No to zjem sama. – Tym stwierdzeniem Marta wcale nie zaskoczyła przyjaciółki.

Gdy obie znalazły się w klimatyzowanym wnętrzu restauracji, w Ewie nagle ożyły wspomnienia. To tu spotkali się z Leszkiem po raz pierwszy. To tu patrzyła na jego słodkie namiętne usta, gdy opowiadał jej o sobie. To tu spędzili ostatnią randkę, na tydzień przed jego wyjazdem do Stanów.

Leszek. To już pewnie z miesiąc, odkąd wyjechał. Tydzień temu odebrała od niego maila z Florydy. Pisał, że wraca dopiero za rok. Szkoda. Ewa uśmiechnęła się do swych wspomnień. Pewnie wypoczywał teraz na plażach Long Island, albo obracał panienki w nocnych barach.

Nagle zakręciło jej się w głowie, a całe ciało przeszedł prąd.

Leszek siedział przy stoliku pośrodku kawiarni i trzymał za ręką młodziutką długowłosą blondynkę, siedzącą naprzeciw niego.

Gdy minęło pierwsze uderzenie zaskoczenia, Ewa poczuła potworną wściekłość, jednak starannie ukryła swe emocje pod maską obojętności. Z głową podniesioną wysoko i z oczami utkwionymi w barmankę, dumnie przeparadowała przez środek restauracji. Nie miała pojęcia, jak jej się to udaje; zupełnie nie czuła nóg, tylko dwa ołowiane słupy. Przechodząc obok Leszka, miała wrażenie, że zemdleje. Nikt jednak patrząc z boku nie mógłby się domyślić, jak silnie przeżyła to niespodziewane spotkanie.

– Dawno tu z tobą nie byłam – docierający zza pleców szczebiot Marty przywrócił Ewę do rzeczywistości.

– Faktycznie – odparła już swobodnym i pewnym siebie głosem. – Dwa żywce i dużą pizzę meksykańską – rzuciła lekko do barmanki.

W lustrzanym wykończeniu wnętrza widziała dokładnie piękne czarne oczy Leszka i te jego cudne usta rozwarte w geście najwyższego zdziwienia.

Nie wstał z miejsca. Nie podszedł się przywitać. Powrócił do rozmowy z towarzyszką, ani na moment nie cofając ręki z jej dłoni. Niewątpliwie kolejna zdobycz Leszka uśmiechała się do niego romantycznie.

Teraz to ona całowała te śliczne usta. Ewa poczuła ukłucie zazdrości.

Zajęły z Martą stolik w samym końcu sali. Ewa celowo siadła tyłem do reszty gości. Nie chciała, nie mogła patrzeć na tego mężczyznę, którego aż do tej chwili uważała za przyjaciela. Chciało jej się śmiać i płakać z własnej głupoty. Nowy Jork? Internetowa przyjaźń? Jak mogła być tak naiwna!

Piwo tego popołudnia miało dla Ewy wyjątkowo gorzki smak.

Zasiedziały się z Martą w „Wiedeńskiej". Teraz czekała je rozłąka. Kolejny rok akademicki zaczynał się za trzy miesiące.

– Musisz koniecznie mnie odwiedzić – zaproponowała Marta, gdy niechętnie zaczęły zbierać się do wyjścia.

– Może w sierpniu. Nie wiem, czy dostanę urlop.

– Ty nie dostaniesz? Poumierają bez ciebie w tej twojej pracy przez parę dni?

– Nie wiem, Marto, realizujemy teraz dość trudny projekt. Zosia, jedna z projektantek porzuciła pracę i wyjechała do Londynu, szukać szczęścia na własną rękę. Poza tym to przecież sezon urlopów, a moi szefowie, wiedząc, że nigdzie nie wyjeżdżam, sami poczynili już plany. Nic nie mogę obiecać, ale dzięki za zaproszenie.

Podnosząc się z fotela Ewa zerknęła na salę. I znów poczuła to uderzenie gorąca. Leszek i jego panienka ciągle tam byli.

Gdy zmierzała ku wyjściu, mijając stolik, przy którym siedzieli, usłyszała:

– Poczekaj, kochanie – mówił Leszek do swej towarzyszki – wyjdę na chwilę na zewnątrz. Zobaczyłem przez okno kumpla, który…

Kobiety wyszły już przed „Wiedeńską", wprost w lecący z nieba żar, gdy usłyszały wołanie:

– Ewa! Ewa, poczekaj!

Rozpoznałaby ten głos chyba w piekle. Miała dziką ochotę zatkać dłońmi uszy i pobiec przed siebie jak najdalej stąd. Zamiast tego odwróciła się.

– Tak? – odpowiedziała beznamiętnym tonem.

– Ty go znasz? – zdziwiła się Marta.

– Cześć, dziewczyny – wypalił Leszek. Widać było, że jest zdenerwowany. – Nie mogłem podejść do was tam w środku, bo Alicja jest taka zazdrosna…

– Twoja nowa dziewczyna? – z chłodnym uśmiechem odparła Ewa.

– Prawie – wyszczerzył zęby w uśmiechu. Widać miał spore szanse. Ale czyż znalazła się kiedyś jakaś laska, która mogłaby się oprzeć jego wdziękom? Tak. Raz. I była to Ewa. Leszek nigdy do końca nie przełknął porażki, jaką poniosły jego próżność i męska duma.