Oczy Joego zwęziły się w szparki.
– Lepiej ze mną nie zaczynaj – powiedział. – Raz wygrałaś, ale nie pozwolę ci ciągle włazić mi na głowę.
Trochę wcześniej sama o tym myślałam, tylko że to nie był odpowiedni moment, by przyznawać mu rację.
– Możesz zgrywać ważniaka przed swoimi kumplami, Joe, ale kiedy do ciebie mówię, masz milczeć i słuchać – oznajmiłam. – I dobrze zapamiętaj każde słowo, bo wcale nie żartuję. Jeśli jeszcze raz tkniesz Selenę, dopilnuję, żebyś wylądował w pierdlu. Za gwałt na nieletniej albo za kazirodztwo; zależy, za Co wsadzają na dłużej.
Moje słowa zbiły go z pantałyku. Rozdziawił gębę i przez chwilę siedział bez ruchu, gapiąc się na mnie.
– Nie odważysz się… – zaczął i urwał, bo zdał sobie sprawę, że się odważę. Zrobił obrażoną minę, wysuwając dolną wargę jeszcze bardziej niż zwykle. – We wszystko jej uwierzyłaś, tak? Nawet nie spytałaś, jak to wygląda od mojej strony!
– A jak ma wyglądać? – warknęłam. – Jeśli facet, któremu za cztery lata stuknie czterdziestka, mówi czternastoletniej córce, żeby zdjęła majtki, bo chce zobaczyć, ile włosów jej wyrosło na cipce, to czego mi jeszcze trzeba, co?
– Za miesiąc skończy piętnaście – oświadczył takim tonem, jakby to wszystko zmieniało. Ale był z niego kawał sukinsyna!
– Zastanów się, co wygadujesz! Jak ci nie wstyd!
Przez chwilę wpatrywał się we mnie, po czym schylił się i podniósł z podłogi gazetę.
– Zostaw mnie w spokoju, Dolores – powiedział smętnym, obrażonym tonem. – Chcę doczytać artykuł.
Miałam ochotę wyrwać mu tę cholerną gazetę, zmiąć i cisnąć w pysk, wiedziałam jednak, że wtedy rzucilibyśmy się na siebie i krew lałaby się strumieniami, a nie chciałam, aby dzieci – zwłaszcza Selena – były świadkami bijatyki, gdyby nagle wróciły. Więc wyciągnęłam rękę, zahaczyłam łagodnie kciuk o brzeg gazety i opuściłam ją w dół.
– Najpierw obiecaj, że więcej nie tkniesz Seleny – powiedziałam. – Dopiero wtedy będziemy mogli zapomnieć raz na zawsze o tej obrzydliwej sprawie. Obiecaj, że już nigdy w życiu nie zbliżysz do niej łapy.
– Dolores, co ci… – zaczął.
– Obiecaj, Joe, bo zamienię twoje życie w piekło.
– Myślisz, że się boję? – ryknął. – Ty suko, już piętnaście lat temu zamieniłaś moje życie w piekło! Twoja ohydna gęba to jeszcze nic w porównaniu z twoim charakterem! Jeśli ci się nie podoba moje zachowanie, wiedz, że sama jesteś temu winna!
– Nawet nie masz pojęcia, co to jest piekło, Joe. Ale jeśli nie obiecasz, że zostawisz Selenę w spokoju, ręczę ci, że wnet się przekonasz.
– Dobra, dobra! – wrzasnął. – Dobra, obiecuję! Już, już! Jesteś zadowolona?
– Tak – oświadczyłam, chociaż nie było to zgodne z prawdą; Joe niczym nie był w stanie mnie zadowolić. Nawet gdyby dokonał cudownego pomnożenia ryb i chleba. Postanowiłam, że albo do końca roku wyniosę się z dziećmi z domu, albo Joe zginie. Nie robiło mi wielkiej różnicy, jak się wszystko zakończy, ale oczywiście nie zamierzałam Joemu nic wcześniej zdradzać, bo mógłby mi przeszkodzić.
– Dobra. Więc cała ta sprawa jest już za nami, tak, Dolores? – Spojrzał na mnie z dziwnym błyskiem w oku, który wydał mi się mocno podejrzany. – Myślisz, że taka jesteś mądra, co?
– Nie wiem. Kiedyś sądziłam, że jestem niegłupia, ale gdyby tak było, nie wylądowałabym z tobą.
– Och, nie udawaj! – zawołał. Wciąż patrzył na mnie z tym dziwnym, przebiegłym błyskiem w ślepiach. – Uważasz się za taką mądralę, że kiedy siadasz na kiblu, oglądasz się przez ramię, żeby sprawdzić, czy ci olej dupą nie wycieka. Ale nie wiesz wszystkiego.
– Co masz na myśli?
– Zgadnij – rzekł, podnosząc gazetę takim gestem, jakby był milionerem, który chce się upewnić, czy posiadane przez niego akcje przypadkiem nie spadły. – Dla takiej cwaniary jak ty to przecież pestka.
Nie spodobały mi się jego słowa, ale nic nie powiedziałam. Częściowo dlatego, że nierozsądnie jest bez potrzeby dźgać patykiem gniazdo os, ale nie tylko dlatego. Rzeczywiście uważałam, że jestem cwana, a przynajmniej mądrzejsza od męża; to był główny powód. Uważałam, że przejrzę go od razu, jeśli będzie chciał wyciąć mi jakiś numer, żeby się odegrać. Innymi słowy, kierowała mną duma, zwyczajna duma; nawet nie przyszło mi do głowy, że już udało mu się mnie wyrolować.
Kiedy dzieci wróciły ze sklepu, kazałam chłopcom wejść do środka, a sama poszłam z Seleną za dom. Rośnie tam plątanina jeżyn, które o tej porze roku nie miały już liści. Łodygi uderzały o siebie na wietrze. Grzechot, jaki się rozlegał, był tak ponury, że ciarki przechodziły mi po grzbiecie. Tuż obok sterczy z ziemi wielki biały kamień; usiadłyśmy na nim. Nad Wschodnim Cyplem unosił się sierp księżyca; kiedy Selena ujęła mnie za rękę, jej palce był zimne jak jego blask.
– Boję się wejść do domu, mamusiu – powiedziała drżącym głosem. – Pójdę do Tanyi, dobrze? Mogę?
– Już nie musisz się bać, kochanie – odparłam. – Wszystko załatwiłam.
– Nie wierzę – szepnęła, choć po jej minie widziałam, jak bardzo chce mi wierzyć; niczego na świecie nie pragnęła tak silnie.
– Naprawdę. Obiecał, że zostawi cię w spokoju. Nie zawsze dotrzymuje obietnic, ale tej dotrzyma, skoro wie, że mam go na oku i nie może dłużej liczyć na twoje milczenie. Poza tym piekielnie się boi.
– Piekielnie się… dlaczego?
– Bo zagroziłam, że dopilnuję, by trafił do więzienia, jeśli kiedykolwiek jeszcze cię tknie.
Wciągnęła gwałtownie powietrze i mocno ścisnęła moje dłonie.
– Zagroziłaś mu? Serio?
– Tak, i wcale nie żartowałam – oznajmiłam. – Lepiej, żebyś o tym wiedziała, Seleno. I na twoim miejscu zbytnio bym się nie martwiła. Przez następne cztery lata Joe na pewno będzie się trzymał od ciebie na odległość… a potem wyjedziesz na studia. On o nic się tak bardzo nie troszczy, jak o własną skórę.
Powoli zwolniła uścisk i puściła moje ręce. Widziałam, jak na jej twarzy pojawia się nadzieja, a także coś jeszcze: młodość; i dopiero wtedy, siedząc z nią w blasku księżyca obok krzaków jeżyn, zdałam sobie sprawę, jak staro wyglądała tej jesieni.
– Nie zbije mnie pasem ani nic? – upewniła się.
– Nie – odparłam. – Sprawa jest zamknięta.
Wreszcie mi uwierzyła; oparła głowę o moje ramię i zaczęła płakać. Płakała z ulgi. Wiedząc, że to Joe jest winien jej łez, znienawidziłam go jeszcze bardziej.
Myślę, że przez następnych kilka nocy moja córka spała lepiej niż przez ostatnie trzy miesiące lub dłużej… za to ja nie mogłam zmrużyć oka. Słuchałam, jak Joe chrapie koło mnie, patrzyłam na niego wewnętrznym okiem i miałam ochotę przekręcić się i przegryźć mu grdykę. Lecz nie było już we mnie tego obłędu co wtedy, gdy o mało nie roztrzaskałam mu głowy polanem. Wcześniej, nawet myśląc o dzieciach i o tym, co je czeka, jeśli zostanę skazana za morderstwo, nie potrafiłam zapanować nad wewnętrznym okiem, ale kiedy już zapewniłam Selenę, że nic jej nie grozi i kiedy sama nieco ochłonęłam, zyskałam nad nim władzę. Wiedziałam jednak, że to, czego córka pragnie najbardziej – żeby wszystko było jak dawniej, zanim ojciec zaczął się do niej dobierać – nie jest możliwe. Nie byłoby możliwe, nawet gdyby dotrzymał obietnicy i nigdy jej więcej nie dotknął… a mimo tego, co mówiłam Selenie, wcale nie byłam przekonana, czy Joe dotrzyma słowa. Faceci jego pokroju prędzej czy później dochodzą do wniosku, że tym razem na pewno im się uda, że jeśli będą tylko trochę ostrożniejsi, mogą mieć wszystko, czego zapragną.