Położyłam odbłyśnik przy koszyku z szyciem.
– Joe.
– Co? – spytał.
Przedtem wyśmiewał się ze wszystkich, którzy przejawiali najmniejsze zainteresowanie zaćmieniem, ale teraz, kiedy się zaczęło, niemal nie potrafił oderwać oczu od nieba. Głowę miał odchyloną do tyłu, więc oglądacz, przez który patrzył, rzucał na jego twarz dziwny, jakby wyblakły cień.
– Czas na niespodziankę – oznajmiłam.
– Jaką niespodziankę?
Opuścił oglądacz – dwie szybki specjalnego, polaryzacyjnego szkła w oprawce – i kiedy na mnie spojrzał, nagle spostrzegłam, że wcale nie jest tak zafascynowany zaćmieniem, jak mi się zdawało. Był po prostu na najlepszej drodze do zalania się w trupa i tak niewiele mu brakowało, że aż się przeraziłam. Bo gdyby nie zrozumiał, co do niego mówię, mój plan spaliłby na panewce. I co wtedy? Nie miałam zielonego pojęcia. Ale wiedziałam jedno i to mnie przeraziło jeszcze bardziej: że nie zamierzam zrezygnować. Bez względu na to, jaki obrót przyjmą sprawy i co się później wydarzy, nie zrezygnuję z zabicia Joego.
Wyciągnął rękę, chwycił mnie mocno za ramię i potrząsnął.
– O czym ty do licha bredzisz, kobieto?
– O pieniądzach na książeczkach oszczędnościowych dzieci.
Oczy Joego zwęziły się w szparki; zrozumiałam, że jednak nie jest tak pijany, jak sądziłam. Zrozumiałam jeszcze coś: jeden pocałunek niczego nie zmienia. W końcu każdy każdego może pocałować: właśnie pocałunkiem Judasz wskazał Rzymianom Jezusa.
– Co takiego?
– Wziąłeś je.
– Nie gadaj głupot!
– Wziąłeś! – powtórzyłam. – Kiedy się dowiedziałam, że próbujesz dobrać się do Seleny, udałam się do banku w Jonesport. Chciałam podjąć pieniądze i wyjechać z dziećmi. Zostawić cię.
Szczęka mu opadła i przez kilka chwil gapił się na mnie bez słowa. Potem zaczął się śmiać – odchylił się w fotelu i śmiał się do rozpuku, podczas gdy wszystko dookoła stawało się coraz ciemniejsze.
– Ale cię wykiwałem, co? – Łyknął szkockiej i znów spojrzał w niebo przez oglądacz. Tym razem na jego twarzy nie było widać cienia. – Połowa już zniknęła, Dolores. Połowa, może więcej!
Podniosłam do oczu odbłyśnik i przekonałam się, że ma rację; widziałam tylko pół jasnej półdolarówki, po chwili jeszcze mniej.
– Tak – potwierdziłam. – Rzeczywiście połowa zniknęła. Ale co się tyczy pieniędzy, Joe…
– Nie przejmuj się. Nie łam sobie głowy. Prawie ich nie uszczknąłem.
– Nie tym się przejmuję – oświadczyłam. – Bynajmniej. Wiesz, co nie daje mi spokoju? To, że tak ci się udało mnie nabrać.
Skinął głową, z powagą i rozmysłem, jakby chciał mi pokazać, że rozumie, lecz nie potrafił długo zachować powagi, i znów parsknął śmiechem, jak dzieciak, który nie boi się łajającej go nauczycielki. Śmiał się tak, że kropelki śliny tryskały mu z ust.
– Przepraszam, Dolores, że tak się rechoczę – powiedział, kiedy wreszcie był w stanie mówić. – Ale niezły wyciąłem ci numer, co?
– Owszem – przyznałam. Bądź co bądź to była prawda.
– Zrobiłem cię na szaro! – zawołał, ponownie zanosząc się śmiechem i potrząsając głową, jakby usłyszał świetny kawał.
– Fakt. Ale wiesz, co mówią.
– Nie. – Położył oglądacz na kolanach i obrócił się w moją stronę. Śmiał się tak mocno, że jego małe świńskie oczka zwilgotniały od łez. – To ty, Dolores, znasz powiedzenia na wszystkie okazje. Co mówi mądrość ludowa o mężach, którym wreszcie udaje się utrzeć nosa przemądrzałym żonom?
– Dasz się nabrać raz, zmądrzeć szybko czas, dasz się nabrać dwa razy, jesteś cymbał bez skazy – odparłam. – Nabrałeś mnie raz, dobierając się do Seleny, i nabrałeś mnie znów, dobierając się do forsy, ale w końcu przejrzałam na oczy.
– Może tak, może nie. Ale jeśli boisz się, że przepuściłem forsę, to możesz przestać się martwić, bo…
– Wcale się nie martwię – przerwałam mu. – Już ci to mówiłam. Wcale, a wcale.
Popatrzył na mnie twardo, Andy, i uśmiech powoli zaczął mu spełzać z ust.
– Masz taką minę, jakbyś pozjadała wszystkie rozumy – rzekł. – Nie podoba mi się.
– Gówno mnie to obchodzi.
Przyglądał mi się długo, usiłując odgadnąć, co wymyśliłam, lecz było to dla niego kompletną zagadką. Po chwili wysunął dolną wargę i westchnął tak mocno, że wydmuchane z ust powietrze poruszyło włosami, które opadły mu na czoło.
– Kobiety nie znają się na pieniądzach i pod tym względem nie jesteś żadnym wyjątkiem, Dolores. Po prostu umieściłem całą forsę na jednym koncie, to wszystko… w ten sposób jest wyżej oprocentowana. Nic ci nie mówiłem, bo nie chciałem wysłuchiwać jakichś głupich bredni. I tak uszy mi puchną od twojego gadania.
Uniósł do oczu oglądacz, jakby chciał mi pokazać, że temat został wyczerpany.
– Na jednym koncie, ale twoim, tak? – zapytałam.
– Co z tego?
Było ciemno, jakby nastał głęboki zmierzch; przestaliśmy nawet widzieć kontury drzew na tle nieba. Słyszałam za domem śpiew lelka, a z oddali niósł się głos puszczyka. Temperatura też zaczęła spadać. Miałam przedziwne uczucie, że znajduję się we śnie… który w jakiś niesamowity sposób obrócił się w rzeczywistość.
– Zresztą dlaczego forsa ma nie być na moim koncie? Przecież jestem ich ojcem!
– Mają twoją krew. Jeśli to wystarczy, to istotnie jesteś ich ojcem.
Widziałam, że zastanawia się, czy podjąć wątek i wdawać się ze mną w sprzeczkę, ale w końcu uznał, że nie warto.
– Nie chcę więcej o tym mówić, Dolores – oznajmił. – Ostrzegam cię.
– No, może jednak pomówmy chwilę dłużej – powiedziałam, uśmiechając się. – Bo widzisz, całkiem zapomniałeś o mojej niespodziance.
Spojrzał na mnie podejrzliwie.
– O czym ty, kurwa, pieprzysz, Dolores?
– Wiesz, wybrałam się do osoby, która w Coastal Northern Bank w Jonesport zajmuje się wszystkimi rachunkami oszczędnościowymi. To pan Pease, wyjątkowo miły człowiek. Bardzo się przejął, kiedy wyjaśniłam mu, co się stało. A już zwłaszcza wtedy, gdy pokazałam mu książeczki oszczędnościowe, które wbrew temu, co mówiłeś, wcale nie zaginęły.
W tym momencie Joe do reszty stracił swoje i tak niewielkie zainteresowanie zaćmieniem. Znieruchomiał na tym zasranym fotelu na biegunach, wybałuszał gały, nachmurzył gniewnie czoło – wyglądał niemal jak burza gradowa – i tak mocno zacisnął wargi, że tworzyły wąską białą krechę podobną do blizny. Opuścił oglądacz na kolana i na zmianę to zwijał dłonie w pięści, to prostował palce, bardzo, bardzo powoli.
– Celowo oszukałeś bank, a tego nie wolno robić. Pan Pease sprawdził, czy pieniądze nadal się u nich znajdują. Kiedy okazało się, że tak, oboje odetchnęliśmy z ulgą. Spytał mnie, czy chcę, żeby wezwał gliny i powiedział im, co się stało. Ale widziałam po jego minie, że wolałby uniknąć kłopotów. Więc zapytałam, czy może wypłacić mi te pieniądze. Sprawdził w papierach i okazało się, że tak. Więc oświadczyłam: „Proszę to zatem uczynić”. I posłuchał. Dlatego nie martwię się, Joe, o pieniądze dzieci. Teraz ja je mam, nie ty. Prawda, że to znakomita niespodzianka?
– Kłamiesz! – krzyknął i poderwał się na nogi, o mało nie wywracając fotela.
Oglądacz spadł mu z kolan i połamał się na kawałki. Żałuję, że nie mam zdjęcia Joego tak, jak wtedy wyglądał; naprawdę udało mi się dopiec mu do żywego. Mina tego skurwysyna była dla mnie niemal dostateczną nagrodą za wszystko, co się wycierpiałam od czasu rozmowy z Seleną na promie.
– Kurwa, nie mogą tego zrobić! – wrzasnął. – Nie mogą ci dać ani centa z tej forsy! Nie mogą ci nawet podać stanu mojego konta…