Выбрать главу

Gwałtowny rumieniec wypłynął na policzki Rafaela.

Mieszkająca po drugiej stronie korytarza Danielle również została obudzona przez jakieś hałasy, ale nie wiedziała, co to takiego. Czy ktoś wykonuje ćwiczenia gimnastyczne w środku nocy? Skacze na łóżku, czy robi coś podobnego? Słyszała rytmiczne skrzypienie, a potem przeciągły jęk. Odgłosy wydały jej się obrzydliwe, ale tamtych zdawało się to radować.

Po chwili wszystko ucichło i zmęczona Danielle ponownie zasnęła.

Rafael czul głuchą złość i smutek. Czy nikt w tym domu nie cierpi z powodu śmierci kapitanowej? Próbował sobie przypomnieć twarz z portretu. Artysta musiał być świetnym psychologiem. Nadal jej wyraz niezadowolenia zgodny przecież z tym, co okazywała jedna z jej sióstr. jeśli nawet żona kapitana była od niej ładniejsza, to na pewno nie była sympatyczniejsza ani bardziej radosna. Ale wiedziało tym tak niewiele, nie jego rzeczą było sądzić.

Cóż za odpychająca rodzina! Próbował sobie przypomnieć, kto mieszka w pokoju obok niego. W każdym razie nie Wirginia, wieczorem poszła dalej korytarzem, nie miał zresztą pojęcia, które są jej drzwi, bo zniknęła mu za zakrętem. Obok niego nie mógł mieszkać ani stary von Blancke, ani kapitan, ich pokoje znajdowały się w skrzydle za schodami. Chyba więc jedna z sióstr, Lilly lub Milly, tylko tego mógł się spodziewać.

Sąsiednie drzwi otworzyły się ostrożnie. Ktoś wyszedł na korytarz.

Rafael zerwał się z łóżka i uchylił swoje drzwi. Zdążył jednak zobaczyć tylko jakąś męską postać znikającą za zakrętem, oddalającą się w stronę schodów. Dokąd ów mężczyzna udał się potem, nie mógł już zobaczyć.

Zegar w hallu na dole wybijał swoje uderzenia, których nikt nie słuchał. Wybił godzinę pierwszą. Potem drugą. I trzecią. Nastała godzina wilka, którą w różnych okolicach wiąże się z różnymi porami. Niektórzy mówią, że wypada ona między trzecią a czwartą nad ranem, inni, że między czwartą a piątą, jeszcze inni, że między piątą a szóstą rano. W każdym razie jest to ta pora doby, kiedy ludzie są najsłabsi i kiedy światem rządzą złe moce.

Danielle, na wpół uśpiona, miała wrażenie, że znowu coś słyszy. Była zbyt zmęczona, by się obudzić, ale zdawało jej się, jakby ktoś się nad nią pochylał i przyglądał się jej. Trudno jej było rozstrzygnąć, czy śpi, czy czuwa, myśli jej się mąciły.

Ale czuła gniew. Więc pewnie był to koszmarny sen.

Z takim przekonaniem ponownie zapadła w sen.

Nie zdążyła jednak zasnąć głęboko. Wielokrotnie na wpół się budziła. Na koniec ocknęła się ostatecznie z nieprzyjemnym uczuciem, że natychmiast musi odwiedzić. toaletę.

Danielle należała do tej licznej grupy kobiet, które cierpią z powodu wrażliwego na przeziębienia pęcherza. Zawsze tak było, żeby nie wiem, gdzie się znajdowała, w kościele, z wizytą, w podróży, gdzie załatwianie takich spraw wydawało się niemal niemożliwe, ona musiała koniecznie i bezzwłocznie udać się do toalety.

Dlatego tak bardzo nie lubiła nocować w obcych domach. I pierwsze, co robiła w nowym miejscu, to ustalała możliwości «wiadomej sprawie.

I teraz właśnie „musiała”, co do tego nie było najmniejszych wątpliwości. A to oznaczało, że trzeba wyjść na podwórze. W środku nocy. Nie, chyba już dniało, przez niewielkie mansardowe okno wpadał blady brzask, więc na dworze nie powinno być całkiem ciemno.

Ale co będzie, jeśli kogoś spotka? Poza tym na dworze pewnie jest zimno, a ona w samej nocnej koszuli…

Może powinna się ubrać? Nie, nie zdąży, czas zaczynał naglić!

Naturalnie, w pokoju musiał się znajdować nocnik, może pod łóżkiem albo pod umywalką czy w jakimś innym miejscu, we wszystkich domach wystawiało się przecież te naczynia na noc. Ale tym by się później musiały zająć służące, a Danielle była bardzo młoda i wstydliwa.

Chcę wracać do domu, myślała rozżalona. Do bezpiecznego Theresenhof.

Leżała jeszcze chwilę czekając, że może się niedługo rozwidni.

Nie, to na nic, jeśli nadal będzie zwlekać, to naprawdę dojdzie do katastrofy. Opanowała wstyd i postanowiła zajrzeć pod łóżko.

Pochyliła głowę tak mocno, że włosami dotykała podłogi.

Pod łóżkiem jednak stały tylko jej własne buty.

Ale nagle poczuła, że o coś zaczepiła włosami, potrząsnęła mocno głową, szarpnęła, aż zabolało, i zdołała się uwolnić.

Przyjrzała się uważnie, co by to mogło być.

Cala podłoga pod łóżkiem i jeszcze kawałek poza nim w stronę drzwi została jakby czymś posypana.

Niczego takiego tu nie było wcześniej, kiedy kładła się spać.

Co to jest?

Nie zastanawiając się, chwyciła to coś w rękę i natychmiast puścili.

Kolce?

Kolce dzikiej róży albo berberysu, albo jeszcze czegoś innego, po ciemku nie umiała określić. Ich koniuszki zdawały się kleić do rąk.

Danielle zapaliła stojącą na nocnym stoliku lampkę i oświetliła podłogę.

Tych dziwnych kolców było mniej, niż początkowo sądziła, lecz zostały tak ułożone, by absolutnie nie mogła ich wyminąć i musiała na nie nastąpić bosymi nogami.

I wszystkie zostały ustawione czubkami do góry.

Dlaczego? Dlaczego ktoś robi coś takiego? Dlaczego ustawia kolce na sztorc?

Z gardła przestraszonej dziewczyny wydobyło się stłumione wołanie o pomoc:

– Dolg! Rafael! Villemann! Ratunku!

Ponieważ Villemann mieszkał dokładnie na wprost jej pokoju po przeciwnie] stronie korytarza, on usłyszał pierwszy i natychmiast pobiegł, nakładając po drodze spodnie, potknął się o nie, lecz zaraz znowu stanął na nogi. Tuż za nim zjawił się Rafael, który zajmował sąsiedni pokój.

Dolga jednak nie było.

Obaj chłopcy otworzyli drzwi do pokoju Danielle.

– Nie, nie wchodźcie – wyjąkała. – Na podłodze pełno jest kłujących kolców. Spróbujcie wydostać mnie stąd przez okno.

– Kolców? – zapytał Rafael zdumiony. – Ale przecież kolce nie są niebezpieczne.

– One zostały w czymś zanurzone. Nie dotykajcie ich!

– Co ty wygadujesz? Ja wprawdzie nie widzę wyraźnie, co jest na podłodze, ale przecież…

– Chodź – przerwał mu Villemann. – Musimy wydostać stąd Danielle inną drogą.

– Którędy? Przez dach?

Danielle szepnęła zdyszana:

– Za moim oknem nie ma dachu, tylko wąskie przejście.

– Balkon?

– Nie, raczej coś w rodzaju gzymsu. Moglibyście na to wejść?

– Postaramy się – odparł Villemann.

Zniknęli obaj, Danielle natomiast wpatrywała się lękliwie w drzwi. A gdyby tak ktoś teraz wszedł? Ktoś, kto chciałby jej wyrządzić krzywdę.

Nie wychodząc z łóżka przysunęła do siebie krzesło, po czym włożyła majtki, pończochy i buty. Więcej nie zdążyła, bo rozległo się ciche pukanie w szybę. Zaniepokojona, że musi bardzo dziwnie wyglądać w nocnej koszuli i w butach, wzięła sukienkę i resztę ubrania pod pachę i stanęła na łóżku. Z wielkim wysiłkiem dotarła do okna. Wyglądało na to, że nikt go od bardzo dawna nie otwierał, bo ramy sprawiały wrażenie sklejonych.

Okienko było nieduże i umieszczone wysoko. Ale życzliwe ręce pozwoliły jej się wydostać na zewnątrz.

O mało nie pacnęła całym ciężarem i niezbyt pięknie na szeroki gzyms pod oknem, ale Villemann był bardzo ostrożny i delikatny, tak że wyszła elegancko i z godnością. Dach był z tej strony w dużej części porośnięty dzikim winem. Danielle wpadła w objęcia Villemanna, a on podtrzymywał ją delikatnie i cicho pocieszał.

Nie miała serca, żeby go odepchnąć, zresztą wcale też nie miała na to ochoty.

– Powinniśmy byli zabrać jeden z tych kolców – powiedział Rafael. – Jakoś o tym nie pomyślałem.