Выбрать главу

Julie potrząsnęła głową.

– Napisał w liście, na co mają być przeznaczone te pieniądze – nie będę ich potrzebowała.

– Przykro mi, że nic więcej nie mogę zrobić – powiedział Matt łagodnym tonem. – Bardzo współczuję i tobie, i Zackowi.

Julie znów pokręciła głową.

– Byłeś wspaniały, dziękuję za poinformowanie mnie, czego dokonałeś.

Gdy wyszedł, by poczekać w samochodzie z O'Harą, podała Meredith ubranie, to przywiezione z Kolorado.

– Zauważyłam, że Matt jest tego samego wzrostu i budowy co Zack, a ja o dwa cale od ciebie niższa. Domyślam się, że to twoje… zgadłam? – Gdy Meredith skinęła głową, Julie mówiła dalej: – Musiałam je nosić, potem oddałam do pralni chemicznej. Zamierzałam przesłać je pocztą do tamtego domu, ale nie miałam skąd wziąć adresu.

– Zatrzymaj je – powiedziała wzruszona Meredith – dla wspomnień. Julie przytuliła szmatki do piersi.

– Dziękuję.

Meredith poczuła ucisk w sercu na widok tego wszystko mówiącego gestu.

– Masz rację, Zack na pewno bez chwili zwłoki skontaktuje się z Mattem. Ale czy ty jesteś pewna, że chcesz przechodzić przez to wszystko? Złamiesz prawo i od tej chwili znajdziesz się na liście poszukiwanych. Nawet jeżeli dopisze wam szczęście i tak przez resztę życia będziecie musieli się ukrywać.

– No to odpowiedz mi… – patrzyła Meredith prosto w oczy -…gdyby to Matt był gdzieś tam, daleko, opuszczony, ale pełen miłości do ciebie, gdyby to on napisał ten list, jak byś postąpiła? Powiedz szczerze – prosiła, czując, że jej nowa przyjaciółka może próbować wykręcić się od odpowiedzi.

Meredith oddychała pośpiesznie.

– Wsiadłabym do pierwszego samolotu, na statek, do samochodu, choćby ciężarówki, byle znaleźć się przy nim. – Objęła Julie mocno i szepnęła: – Nawet skłamałabym, że jestem w ciąży, by pozwolił mi do siebie przyjechać.

Julie zaniepokoiła się.

– Skąd przyszło ci do głowy, że nie spodziewam się dziecka?

– Z wyrazu twojej twarzy, gdy Matt spytał o to. Zresztą, zanim zdążyłaś się powstrzymać, zaprzeczyłaś ruchem głowy.

– Nie powiesz Mattowi, prawda?

– Nie mogę – rzekła z westchnieniem Meredith. – Nigdy nie miałam przed nim tajemnic, ale jeżeli powiem, on poinformuje Zacka. Zrobi to, by chronić was oboje. Mimo że świetnie to ukrywa, strasznie się boi skutków tego, co zamierzasz. Ja także.

– No to dlaczego mi pomagasz?

– Bo nie wyobrażam sobie, jak moglibyście spędzić życie z dala od siebie- powiedziała Meredith z prostotą. – A także – dodała z uroczym uśmiechem – bo wierzę, że na moim miejscu zrobiłabyś to samo.

Julie z werandy pomachała im na pożegnanie i wróciła do domu. Wzięła do rąk list Zacka. Usiadła i przeczytała go ponownie, pozwalając, by słowa natchnęły ją entuzjazmem i odwagą.

Kocham Cię, Julie. Chryste, jak bardzo. Oddałbym całe życie za jeden rok z Tobą. Za sześć miesięcy, za trzy. Za chwilę… Zanim Cię spotkałem, nie myślałem o stosunku seksualnym jako o „kochaniu się”… Ten list jest ostatni, więc nie oczekuj następnych. Sprawiłyby, że zaczęlibyśmy mieć nadzieję, odżyłyby marzenia, a wtedy umarłbym chyba z tęsknoty za Tobą.

Znów pomyślała o jego słowach tam, w Kolorado, o okazanym jej pogardliwym rozbawieniu, gdy wyznała mu miłość: „Nie kochasz mnie, Julie, nie potrafisz odróżnić dobrego seksu od prawdziwej miłości. Teraz bądź grzeczną dziewczynką i wracaj do domu, gdzie twoje miejsce”. Potem porównała je z uczuciami wyrażonymi w liście.

Kocham Cię, Julie! Kochałem Cię w Kolorado, kocham Cię tu… gdzie jestem. Będę Cię kochał zawsze, wszędzie.

Z podziwem potrząsnęła głową.

– Jakże się różnimy! Nic dziwnego – szepnęła czule – że zdobyłeś Nagrodę Akademii. – Wstała, pogasiła w salonie światła, ale list, by móc go czytać bez końca, zabrała do sypialni. – Zadzwoń, Zack – prosiła całym sercem – wydobądź nas z dna rozpaczy. Zadzwoń szybko, kochanie.

W domu obok bliźniaczki Eldridge wciąż jeszcze, co o tak późnej porze było dla nich niezwykłe, nie kładły się spać.

– Mówił, by do niego zatelefonować – przekonywała Ada Eldridge siostrę.- Pan Richardson nalegał, by dzwonić do niego do Dallas, niezależnie od pory dnia i nocy, gdybyśmy zauważyły obcych lub coś niezwykłego w domu Julie Mathison. A teraz daj mi kartkę z numerem rejestracyjnym samochodu, zaparkowanego tam przez pół nocy, bym mogła mu podać.

– Ależ, Ado – zaprotestowała Flossie, ukrywając w dłoni kawałek papieru.- Nie sądzę, byśmy powinny szpiegować Julie. Nawet dla FBI.

– Nie szpiegujemy! – Ada obeszła Flossie i wyrwała jej z ręki karteluszek.- Pomagamy tylko chronić Julie przed… tym nikczemnym potworem, który ją porwał. Te jego obrzydliwe filmy! – dodała. Podniosła słuchawkę.

– Wcale nie są obrzydliwe! To dobre filmy i uważam, że Zachary Benedict jest niewinny. Julie też tak sądzi. Powiedziała mi to w zeszłym tygodniu, w telewizji też tak mówiła. Nie zrobił jej nic złego, więc nie widzę powodu, dlaczego miałby próbować teraz. Myślę – zauważyła Flossie – że Julie jest w nim zakochana.

Ada na chwilę przestała wystukiwać numer kierunkowy do Dallas.

– Jeżeli tak – powiedziała z niesmakiem – to jest taką samą romantyczną idiotką jak ty. Zmarnuje życie dla takiego nic niewartego aktora filmowego, tak jak ty dla tego beznadziejnego Hermana Henklemana, który nie jest wart nawet godziny twojego czasu. Nigdy nie był!

ROZDZIAŁ 52

Cztery dni późnej, w miejscu zupełnie niespodziewanym, Julie odebrała telefon, na który z takim utęsknieniem czekała.

– Och, Julie -zawołała sekretarka dyrektora, gdy dziewczyna pod koniec dnia weszła do gabinetu z dziennikami. – Jakiś pan Stanhope dzwonił do ciebie dzisiaj po południu. – Julie zastanowiła się przez ułamek sekundy, zanim skojarzyła nazwisko z osobą, wtedy zamarła.

– Co powiedział? – zapytała, przerażona rozpaczą we własnym głosie.

– Wspomniał, że chce zapisać syna do twojej klasy dla dzieci kalekich. Zakomunikowałam mu, że już nie mamy wolnych miejsc.

– Dlaczego, na Boga, powiedziałaś mu coś takiego?

– Bo słyszałam, Jak pan Duncan wspominał o przeładowaniu klas. W każdym razie pan Stanhope oświadczył, że sprawa jest pilna, dlatego zadzwoni do ciebie dzisiaj, o siódmej wieczorem. Przekonywałam go, że to nie ma sensu, bo nasi nauczyciele nie pracują o tak późnej porze, ale on się uparł.

Zack najwyraźniej obawiał się dzwonić do niej do domu, bo telefon mógł być na podsłuchu, dlatego próbował złapać ją tutaj, w szkole. Po nieudanej próbie może już więcej nie zadzwonić! Z trudem udało jej się zapanować nad wybuchem gniewu na tę leniwą, wścibską babę.

– Jeżeli powiedział, że to pilne – rzuciła z niezwykłą dla niej gwałtownością – dlaczego mnie nie zawołałaś?

– Nauczycielom nie wolno prowadzić prywatnych rozmów w godzinach lekcji. Zarządzenie pana Duncana. Jak podkreślał, bardzo zależy mu na jego przestrzeganiu.

– Przecież to nie była sprawa osobista – powiedziała Julie. Zacisnęła dłonie, paznokcie wbiły się w ciało. – Czy mówił, gdzie zadzwoni, tutaj czy do domu?

– Nie.

O szóstej czterdzieści pięć Julie siedziała w sekretariacie szkoły. Wszyscy poszli już do domu. Wpatrywała się w aparat na biurku, na którym, w przypadku połączenia, zaświeciłby się sygnalizator. Jeżeli zadzwoni do niej do domu, a nie tutaj… wolała się nad tym nie zastanawiać. Może pomyśleć, że zmieniła zdanie i więcej nie zadzwonić. Na zewnątrz szklanych ścian, otaczających sekretariat, korytarze były ciemne i puste. Gdy w drzwiach ukazała się twarz woźnego, skoczyła jak oparzona.