Carl! Masz cudowną, słodką Sarę. Uwielbiała Cię, odkąd poszliście do szkoły podstawowej – nie jestem pewna, czy zdajesz sobie sprawę z jej przywiązania. Latami czekała, byś zwrócił na nią uwagę. Potem, w szkole średniej, robiła najdziwniejsze rzeczy, byś tylko ją zauważył: zeskakiwała z drzewa, jak akurat obok przejeżdżałeś, upuszczała podręczniki u twoich stóp. Sara i ja uczyłyśmy się razem tego wieczora, gdy zaprosiłeś Jenny Stone na twój bal promocyjny. Zraniłeś ją bardzo, płakała, teraz ja zadam ci ból, odchodząc z Zackiem. A Sara kochała Cię mimo wszystko… gdy już rana się zabliźni, znajdź dla mnie w sercu trochę ciepła, przynajmniej spróbuj.
Ted! Myślę, że Ty najbardziej rozzłościsz się na mnie za to, co zrobiłam. Upłynie sporo czasu, nim mi darujesz ten „wybryk”. Sam jeszcze nie rozgrzeszyłeś się z odwrócenia się od swego małżeństwa, Katherine też nie chcesz wybaczyć. Nie możesz wybaczyć, nie potrafisz zapomnieć, zaplątałeś się we własne sieci. A najzabawniejsze, że z nas wszystkich właśnie Ty i ja kochamy jak szaleni, bez umiaru, pozwalamy miłości kierować każdą chwilą naszego życia. Kochasz mnie, wiem o tym. Powiedziałeś, że dla mnie poszedłbyś do samego piekła, a teraz przeze mnie przejdziesz przez nie – nienawidzę się za to. Ale nie mam wyboru. Nie mogę przecież postąpić tak, jak Ty z Katherine – odwrócić się od Zacka, który kocha i potrzebuje mnie, i spędzić resztę życia w nienawiści do siebie za to, czego nie zrobiłam.
Po moim wyjeździe usłyszycie o Zacku mnóstwo okropnych plotek i mściwych wymysłów. Dziennikarze, ludzie, którzy nigdy go nie znali, a nawet policja, będą prześcigać się w wygłaszaniu o nim najrozmaitszych głupstw. Tak bardzo żałuję, że go nie poznaliście! Ponieważ to niemożliwe, zostawiam list, który choć trochę pozwoli Wam zrozumieć, jakim jest człowiekiem, kopię bardzo intymnego listu do mnie. Niewielki fragment zamażę, nie zawiera nic, co mogłoby zmienić Wasze nastawienie, a tylko wzmiankę o osobie, która zrobiła dla nas obojga wiele dobrego. Po przeczytaniu słów Zacka zrozumiecie, że mężczyzna, który je napisał, będzie mnie kochał, opiekował się mną. Pobierzemy się, jak tylko się spotkamy.
Tyle napisała do tej pory i wciąż wydawało jej się mało. Ujęła pióro i nasłuchując dochodzącego z telewizora głosu spikera, zaczęła:
Carl, chciałabym, byście wzięli z Sarą ode mnie wszystko, co przyda Wam się w nowym domu. Podlewając moje roślinki, pomyślcie czasem o mnie.
Ted! W górnej szufladzie mojej komody znajdziesz obrączkę, która należy do Ciebie. Rozpoznasz ją. Rzuciłeś nią w chwili rozstania z Katherine. Powinna znajdować się na Twoim palcu, mój kochany, niemądry Braciszku. Przymierz… choćby w imię dawnych czasów. Niech będzie, dla mnie. W żadnej innej nie poczujesz się tak dobrze, wiesz o tym. Was dwoje razem, znowu raniących się słowem przy każdej okazji! Ale uwierz, żyjąc bez siebie, będziecie cierpieli o wiele bardziej. I…
Julie uniosła głowę, bo spiker właśnie mówił: „Przerywamy nasz reportaż o Chinach, by poinformować o przebiegu obławy na Zacka Benedicta. Według policji w Orange County, w Kalifornii, Benedict, który uciekł z więzienia stanowego w Amarillo, gdzie odbywał karę czterdziestu pięciu lat więzienia za zamordowanie żony, był widziany w Los Angeles przez dawnego znajomego. Człowiek ten – jego tożsamości nie podano – powiedział, że nie ma wątpliwości, iż widział Benedicta. Po tej informacji, jak i wiadomości, że w dniu dzisiejszym Benedict dzwonił do członków ekipy pracującej przy filmie «Przeznaczenie» na planie w dniu zabójstwa jego żony i groził im śmiercią, wzmożono poszukiwania. Policja z Orange County ostrzega wszystkich, którzy przebywali na planie «Przeznaczenia», by podjęli wszelkie możliwe środki ostrożności, bo jak wiadomo, Benedict jest uzbrojonym, niebezpiecznym przestępcą”.
Pióro i papier upadły na podłogę, Julie zerwała się, wpatrzona w ekran telewizora. Starała się zapanować nad sobą, odrzuciła z czoła włosy. Podniosła z ziemi list. Mistyfikacja, powtarzała, oszustwo! Jakiś maniak podaje się za Zacka, by trafić do wiadomości.
Mistyfikacja, pomyślała trochę uspokojona. Zgasiła telewizor i poszła do łóżka.
Ale gdy wreszcie usnęła, sen zapełniły kryjące się w mroku postacie bez twarzy, miotające na przemian ostrzeżenia i groźby.
Gdy przebudziła się, słońce stało już wysoko. Bojąc się na nowo zasnąć, wstała, poszła do kuchni i nalała sobie do szklanki soku pomarańczowego. Wypiła, nie czując smaku, potem, z opuszczoną głową, wsparła dłonie na ladzie.
– Och, Zack – szepnęła – co teraz robisz? Zadzwoń i powiedz, że to kłamstwa. Proszę… nie skazuj mnie na taką torturę.
Zamierzała pójść do kościoła, a resztę dnia spędzić w szkole, na papierkowej robocie, na wypadek gdyby Zack postanowił zadzwonić i wszystko wyjaśnić. Do domu nie mógł telefonować, na pewno spróbuje złapać ją w szkole. Domyśli się, że jeżeli coś się wydarzy, czeka tam na wiadomość od niego, nawet w niedzielę.
ROZDZIAŁ 57
– Julie, kochanie, wszystko w porządku? – Flossie Eldridge zastukała w przednią szybę samochodu. – Od prawie pół godziny siedzisz tu po ciemku, z włączonym silnikiem.
Julie spojrzała na pulchną, zatroskaną twarz i sięgnęła do stacyjki. Pośpiesznie wysiadła.
– Nic mi nie jest, panno Flossie, naprawdę. Rozmyślałam o szkolnych sprawach i zupełnie zapomniałam, gdzie jestem.
Drżąc z zimna pośród mroźnej nocy, Flossie ciaśniej otuliła się płaszczem.
– Przeziębisz się na śmierć!
Julie zmartwiła aż tak mocna utrata poczucia rzeczywistości. Wzięła teczkę z tylnego siedzenia i spróbowała uśmiechnąć się do starszej sąsiadki.
– Miałam włączone ogrzewanie – tłumaczyła się, ale tak naprawdę nie była tego pewna.
– Nic podobnego – oburzyła się Flossie. – Spójrz, szyba jest zamarznięta. Strasznie długo pracujesz, do tego w niedzielę! – Wskazała wzrokiem na aktówkę.
– W szkole jest zawsze mnóstwo pracy – powiedziała Julie. – Odprowadzę panią. – Wzięła pannę Flossie pod rękę i powoli przeszły przez trawnik oddzielający ich domy. – Ostrożnie, w tych ciemnościach nic nie widać, nie chcę, by się pani pośliznęła.
– Julie – Flossie wchodziła w żółty krąg światła padającego z werandy – czy wszystko w porządku? Wyglądasz na bardzo czymś poruszoną. Możesz powiedzieć mi prawdę, nie powtórzę Adzie. Tęsknisz za Zacharym Benedictem?
Stan letargicznego roztargnienia, w jakim Julie znajdowała się przez cały dzień, na dźwięk imienia Zacka w jednej chwili przemienił się w czujność.
– Skąd przyszło pani coś podobnego do głowy? – zapytała ze śmiechem, który nawet w jej uszach zabrzmiał sztucznie.
– Ponieważ – powiedziała Flossie takim tonem, jakby uważała odpowiedź za oczywistą – siedziałaś w samochodzie na podjeździe, ze wzrokiem utkwionym w pustkę. Gdy byłam młodą dziewczyną i umierałam z tęsknoty za Her… za kimś, robiłam to samo.
– To znaczy – Julie próbowała obrócić słowa Flossie w żart – wjeżdżała pani na podjazd przed domem i siedziała w aucie przez pół godziny?