Выбрать главу

– Dobrze. Do zobaczenia, Roarke.

– Myśl o mnie, Ewo.

Gdy zakończył nadawanie, długo siedział samotnie, wpatrując się w zamyśleniu w zgaszony monitor. Coś było w jej oczach, pomyślał. Teraz je znał, potrafił dostrzec uczucia, jakie skrywały.

Coś ją martwiło.

Przekręciwszy krzesło, popatrzył na gwiazdy wypełniające przestrzeń międzyplanetarną. Przebywała tak daleko od niego, że mógł o niej tylko myśleć.

I jeszcze raz zadać sobie pytanie, dlaczego tak bardzo mu na niej zależy.

13

Ewa była zawiedziona po przejrzeniu raportu z poszukiwań bankowej skrytki Sharon DeBlass. Nie figuruje w rejestrze, nie figuruje w rejestrze, nie figuruje w rejestrze.

Niczego nie znaleziono w Nowym Jorku, New Jersey, Connecticut. Ani we Wschodnim Waszyngtonie czy Wirginii.

Gdzieś musiała ją wynająć, pomyślała Ewa. Miała pamiętniki i trzymała je schowane w miejscu, do którego miała szybki i bezpieczny dostęp.

Ewa była przekonana, że w tych pamiętnikach kryje się motyw morderstwa.

Nie chcąc wciągać Feeneya w kolejne, zakrojone na dużą skalę poszukiwania, sama się nimi zajęła, zaczynając od Pensylwanii, przesuwając się coraz bardziej na północny zachód w kierunku granicy kanadyjskiej. Zajęło jej to co prawda dwa razy mniej czasu niż Feeneyowi, ale niczego nie znalazła.

Zmieniła więc kierunek na południowy, doszła do Maryland i Florydy. Maszyna zaczęła głośno sapać z przepracowania. Ewa rzuciła jej burkliwe ostrzeżenie i walnęła w pulpit. Przysięgła, że zaryzykuje złożenie zamówienia na nowe urządzenie, jeśli to wytrzyma do końca poszukiwań.

Powodowana raczej uporem niż nadzieją, przejrzała banki na Środkowym Zachodzie, kierując się w stronę Gór Skalistych.

Byłaś za sprytna, pomyślała Ewa, gdy błysnęły negatywne rezultaty. Za sprytna dla własnego dobra. Nie wyjechałabyś z kraju ani nie przeniosłabyś się na inną planetę, gdyż przy każdej podróży musiałabyś się poddać kontroli celnej. Po co jeździć daleko, narażać się na konieczność korzystania ze środków transportu i dworców? Pewnie chciałaś mieć nieograniczony dostęp do swoich skarbów.

Jeśli twoja matka wiedziała, że przechowujesz pamiętniki, inni też mogli to wiedzieć. Ciągle się nimi przechwalałaś, bo lubiłaś denerwować ludzi. I wiedziałaś, że są dobrze ukryte.

Ale blisko, cholera, pomyślała Ewa, zamykając oczy, by całkowicie się skoncentrować na kobiecie, którą już tak dobrze znała. Wystarczająco blisko, byś czuła się silna, wykorzystywała swoją władzę, bawiła się ludźmi.

Nie było to na tyle proste, by ktoś je wykrył, zyskał do nich dostęp, zepsuł ci zabawę. Wynajęłaś skrytkę pod fałszywym nazwiskiem – tak na wszelki wypadek. A jeśli byłaś wystarczająco mądra, by występować pod przybranym nazwiskiem, to na pewno pod takim, które było ci znajome. Które by ci się nie myliło.

To takie proste, pomyślała Ewa, wystukując nazwisko Sharon Banister. Takie proste, że oboje z Feneeyem to przeoczyli.

Strzałem w dziesiątkę okazał się Brinkstone International Bank i Finance w Newark w stanie New Jersey.

Sharon Banister miała tam nie tylko skrytkę depozytową, ale także rachunek w biurze maklerskim opiewający na sumę 326,000.85 dolarów.

Spoglądając z szerokim uśmiechem na ekran, połączyła się z biurem pełnomocnika.

– Potrzebne mi upoważnienie – oświadczyła.

Trzy godziny później wróciła do biura komendanta Whitneya, starając się nie zgrzytać zębami.

– Ma gdzieś jeszcze jedną skrytkę – upierała się Ewa. – I w niej są pamiętniki.

– Nikt ci nie zabrania jej szukać, Dallas.

– Dobrze, bardzo dobrze. – Kręciła się jak fryga po pokoju. Rozpierała ją energia, czuła potrzebę działania. – Co z tym zrobimy?

– Machnęła ręką w kierunku pliku papierów, który leżał na jego biurku. – Ma pan dyskietkę, którą zabrałam ze skrytki depozytowej, oraz zrobiony przeze mnie wydruk. Wszystko tu jest, panie komendancie. Lista szantażowanych osób: nazwiska oraz wpłacane przez nich sumy. Nazwisko Simpsona – zapisane starannie w kolejności alfabetycznej – też na niej figuruje.

– Umiem czytać, Dallas. – Stłumił chęć rozmasowania zesztywniałego karku. – Szef nie jest jedynym człowiekiem w mieście, a tym bardziej w kraju, noszącym nazwisko Simpson.

– To on. – Pieniła się z wściekłości, a nie miała się gdzie wyładować. – Oboje o tym wiemy. Na tej liście jest też parę innych ciekawych nazwisk. Senator, biskup katolicki, szanowany przywódca Organizacji Kobiet, dwóch wysoko postawionych gliniarzy i były wiceprezes…

– Widzę, co to za nazwiska – przerwał jej Whitney. – Zdajesz sobie sprawę ze swej sytuacji, Dallas, i z ewentualnych konsekwencji?

– Podniósł rękę, by ją uciszyć. – Kilka kolumn nazwisk i cyfr nic nie znaczy. Jeśli te informacje wydostaną się z tego biura, to będziesz skończona. Śledztwo także zostanie zamknięte. Tego chcesz?

– Nie, sir.

– Zdobądź pamiętniki, znajdź związek między Sharon DeBlass i Lola Starr, a wtedy zobaczymy, co z tym wszystkim zrobić.

– Simpson jest nieuczciwy. – Pochyliła się nad biurkiem. – Znał Sharon DeBlass; był szantażowany. I staje na głowie, by zakwestionować wiarygodność śledztwa.

– Zatem będziemy musieli bliżej mu się przyjrzeć, nieprawdaż?

– Whitney włożył dyskietkę i wydruk do zamykanej na klucz skrzynki. – Nikt nie wie, co tu mamy, Dallas. Nawet Feeney. Czy to jasne?

– Tak, sir. – Wiedząc, że to musi jej wystarczyć, ruszyła w stronę drzwi. – Panie komendancie, chciałam zauważyć, że na tej liście brakuje wielu nazwisk. Nie ma na niej Roarke'a.

Whitney poszukał wzrokiem jej oczu i kiwnął głową.

– Jak powiedziałem, Dallas, umiem czytać.

Kiedy wróciła do swego biura, lampka sygnalizująca nowe wiadomości świeciła przerywanym światłem. Gdy sprawdziła swoją pocztę internetową, okazało się, że były do niej dwa telefony od lekarza sądowego. Nie zwlekając oddzwoniła do niego.

– Zrobiłem już wszystkie badania zwłok twojego sąsiada, Dallas. Trafiłaś w dziesiątkę.

– Do diabła! – Przebiegła palcami po twarzy. – Prześlij mi wyniki.

Gdy Hetta Finestein otworzyła drzwi, rozszedł się zapach saszetki z lawendą oraz pieczonego chleba.

– Porucznik Dallas.

Uśmiechnęła się swoim cichym uśmiechem i cofnęła się zapraszając Ewę do środka. W mieszkaniu telewizor był nastawiony na swobodny talk – show, podczas którego osoby oglądające go w domu mogły się włączyć i przekazać do studia obrazy holograficzne swoich postaci, by wzajemne oddziaływanie było pełniejsze. Tematem dyskusji była chyba podwyżka pensji dla zawodowych matek. Właśnie w tym momencie na ekranie widać było tłumy dzieci i kobiet w różnym wieku, wyrażających różne opinie.

– Jak to miło, że pani mnie odwiedziła. Mam dzisiaj tak wielu gości. To dla mnie prawdziwa pociecha. Poczęstuje się pani ciasteczkiem?

– Chętnie – odrzekła Ewa i poczuła się jak ostatnia świnia. – Prowadziła pani z mężem cukiernię?

– Och, tak. – Jej głos dobiegł z kuchni wraz z odgłosami krzątaniny. – Zrezygnowaliśmy z tego zaledwie parę lat temu. Dobrze nam szło. Wie pani, ludzie lubią prawdziwe domowe wypieki. A umiem piec dobre placki i ciastka, jeśli mogę tak o sobie powiedzieć.

– Dużo pani piecze w domu?

Hetta weszła z tacą złocistych ciasteczek.

– To jedno z moich ulubionych zajęć. Zbyt wiele osób nigdy nie rozkoszowało się smakiem upieczonego w domu ciasta. Tyle dzieci nigdy nie spróbowało prawdziwego cukru. Domowe wypieki.są potwornie kosztowne, ale warte tych pieniędzy. Ewa skosztowała ciasteczko i musiała przyznać gospodyni rację.