Выбрать главу

– Wujek Nick! – Timmy wbiegł do pokoju i wskoczył mu na ramiona. Nick od razu poczuł skutki swojej drzemki na fotelu. Plecy dały mu ostro do zrozumienia, żeby natychmiast postawił chłopca na ziemię, ale on przesunął Timmy’ego do przodu i przytulił go mocno, po wariacku. Meblom i bibelotom zaczęło grozić poważne niebezpieczeństwo.

– Chłopaki! – zawołała Christine, stając w drzwiach. Potem zwróciła się do Maggie. – Całkiem jakbym miała w domu dwoje dzieci.

Nick postawił Timmy’ego i wyszczerzył zęby w uśmiechu, prostując się z bólem, który zaatakował cały jego kręgosłup. Jezu, jak on nie znosił, kiedy ciało przypominało mu, że się starzeje!

– Maggie, to mój syn Timmy. Timmy, to agentka specjalna Maggie O’Dell.

– To pani jest z FBI, jak agent Mulder i agentka Scully z „Archiwum X”?

– Tak, tylko że ja nie uganiam się za UFO. Chociaż niektórzy ludzie, których poszukuję, są bardzo niebezpieczni.

Nicka zawsze wprawiało w zdumienie, jak dzieci działają na kobiety. Maggie założyła włosy za uszy, uśmiechała się. Oczy jej błyszczały. Cała jej twarz stała się nagle świeża i wypoczęta.

– Mam w pokoju plakaty „Archiwum X”. Chce pani je zobaczyć?

– Timmy, teraz będziemy jeść.

– Zdążymy? – spytała Maggie Christine.

Timmy spojrzał na mamę, która powiedziała:

– Pewnie.

Wtedy energicznie wziął Maggie za rękę i pociągnął do przedpokoju.

Nick nie odezwał się do chwili, kiedy uznał, że go nie usłyszą.

– Miło widzieć, że uczy się od mistrza. Naprawdę jest dobry. „Chce pani zobaczyć plakaty?”, i fruu! porywa ją do pokoju. Ja praktykowałem muzykę i albumy, ale jak widać, dobre są też plakaty.

Christine przewróciła oczami i rzuciła w niego ścierką.

– Pomóż mi lepiej. I przynieś kieliszek wina.

ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY

Maggie niechętnie przyznała, że nigdy nie oglądała „Archiwum X”, tylko coś tam słyszała o tym serialu. Z powodu pracy niewiele miała czasu na telewizję czy kino. Timmy wcale się tym nie przejął. Kiedy znaleźli się w jego pokoju, pochwalił się wszystkimi swoimi skarbami, pokazał modele statków kosmicznych i kolekcję skamielin, wśród których, jak twierdził, znajdował się ząb dinozaura.

W małym pokoju panował cudowny rozgardiasz. Rękawica baseballowa wisiała na oparciu łóżka. Pościel ze scenami z „Parku Jurajskiego” była niedbale rzucona na łóżko. Na półce w rogu stary mikroskop stał na egzemplarzach „Króla Artura”, „Atlasu astronomicznego” i „Encyklopedii kolekcjonera kart baseballowych”. Ściany zniknęły za plakatami „Archiwum X”, drużyny Nebraska Cornhuskers, „Gwiezdnych wojen”, „Parku Jurajskiego” i „Batmana”. Obejmowała to wszystko wzrokiem nie jak agentka FBI, ale jak dwunastolatka, której takich atrakcji poskąpiono.

Nagle przypomniała sobie rozmowę z Gregiem. Napięcie było zbyt wielkie, by łatwo było się go pozbyć. Oskarżał ją tym razem o lekceważenie matki. Przypomniała mu, że to ona ma dyplom z psychologii.

Zbył to pogardliwym mruknięciem. Był wściekły, że zepsuła ich rocznicę, i rzucał jej tę wściekłość niczym jakieś trofeum. Jak to możliwe, że kiedyś się dogadywali?

Timmy chwycił ją za rękę, podprowadził do szafki i pokazał pustą skorupę kraba.

– Dziadek mi to przywiózł z Florydy. Dużo podróżują z babcią. Może pani dotknąć, jak pani chce.

Przesunęła palcem po gładkiej muszli. Za nią spostrzegła fotografię. Ze dwudziestu chłopców w identycznych podkoszulkach i spodenkach stało w kajaku i na nabrzeżu. Rozpoznała chłopca, który stał na przodzie, i pochyliła się, żeby spojrzeć z bliska. Tętno jej przyspieszyło. Ostrożnie, żeby nie poruszyć muszli, podniosła zdjęcie. Tym chłopcem był Danny Alverez.

– Go to za zdjęcie, Timmy?

– Z obozu z kościoła. Mama mnie wysłała. Myślałem, że mi zepsuje wakacje, ale było fajnie.

– Ten chłopiec to Danny Alverez, prawda? – Wskazała palcem, a Timmy przyjrzał się bliżej.

– Taa, to on.

– Znałeś go?

– Nie bardzo. On nie mieszkał w tej okolicy, tylko na dole, w Red Robin.

– Nie chodziliście razem do kościoła? – Przypatrywała się innym twarzom.

– Nie. On pewnie chodził do szkoły i do kościoła obok bazy lotniczej. Pokazać pani moją kolekcję kart baseballowych? – Zaczął grzebać w szufladach nocnego stolika.

Jednak Maggie chciała dowiedzieć się czegoś więcej o tym obozie.

– Dużo chłopców tam było?

– Dużo. – Położył na łóżku drewniane pudełko i zaczął wyjmować karty. – Z różnych miejsc, z różnych kościołów.

– To był obóz tylko dla chłopców?

– Nie, dziewczyny też były, ale po drugiej stronie jeziora. Mam tu gdzieś Darryla Strawberry, to jest gość! – Szukał w rozrzuconych na łóżku kartach.

Na zdjęciu były też dwie dorosłe osoby. Jedną z nich był Ray Howard, kościelny ze św. Małgorzaty. Drugi był wysokim, przystojnym mężczyzną z ciemnymi kręconymi włosami i chłopięcą twarzą. Obaj, nieznajomy i Howard, mieli na sobie podkoszulki z imieniem kościoła św. Małgorzaty wypisanym na przodzie.

– Timmy, kto to jest ten pan?

– Ksiądz Keller. Jest super. Jestem jednym z jego ministrantów. Nie każdy może być ministrantem, bo ksiądz jest wybredny.

– Co to znaczy? – Starała się z całych sił, żeby nie było w jej głosie strachu, tylko ciekawość.

– No, nie wiem. Sprawdza, czy może komuś zaufać. Traktuje nas specjalnie, nagradza za to, że jesteśmy dobrymi ministrantami.

– Na czym polega to specjalne traktowanie?

– Zabiera nas na wycieczkę w ten czwartek i piątek. Czasem gra z nami w nogę. I wymienia się kartami. Kiedyś dałem mu Boba Gibsona za Joego DiMaggia.

Odkładała już zdjęcie na miejsce, kiedy jej uwagę przyciągnęła jeszcze jedna twarz. Tym razem o mało nie wypuściła oprawionej fotografii z ręki. Serce zaczęło jej walić. Na nabrzeżu, schowana częściowo za wyższymi chłopcami, widniała drobna piegowata twarzyczka Matthew Tannera.

– Timmy, mogę sobie pożyczyć to zdjęcie na kilka dni? Obiecuję, że ci je oddam.

– Dobra. Nosi pani broń?

– Tak, noszę. – Usiłowała mówić spokojnie. Ostrożnie wyjęła zdjęcie zza szkła, zauważając, że ręce lekko jej się trzęsą.

– Ma pani przy sobie?

– Tak.

– Pokaże mi pani?

– Timmy – przerwała im Christine. – Czas do stołu. Umyj ręce. – Przytrzymała drzwi i klepnęła go ścierką, kiedy ją mijał.

Maggie wsunęła zdjęcie do kieszeni żakietu, tak żeby Christine nic nie zauważyła.

ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY PIERWSZY

Po kolacji Nick uparł się, że razem z Timmym wymyją naczynia. Christine wiedziała, że robi to z powodu Maggie, ale postanowiła wykorzystać rzadki u młodszego brata uprzejmy odruch.

Kobiety przeniosły się do saloniku, gdzie docierały do nich tylko przytłumione fragmenty dyskusji na temat futbolu w Nebrasce. Christine postawiła filiżanki na szklanym blacie stołu, mając nadzieję, że Maggie zrelaksuje się chociaż przez moment. Że na kilka minut zapomni, iż jest agentką specjalną FBI. W czasie kolacji Maggie była bardzo niespokojna, teraz też nie usiadła. Wydawało się, że roznosi ją energia, chociaż tak naprawdę była wykończona. Cienie pod oczami niezdarnie pokrywał makijaż. Była rozkojarzona.

– Usiądź tu – odezwała się w końcu Christine, klepnąwszy miejsce na kanapie obok siebie. – Myślałam, że to ja nie potrafię usiedzieć, ale ty mnie kładziesz na łopatki.