Выбрать главу

Abby miała wielką ochotę zadzwonić i powiedzieć mu, jak bardzo się myli, choć zapewne w głębi duszy sam o tym wiedział. Chodziło mu głównie o to, by zdobyć jak najliczniejsze grono słuchaczy i ani on, ani stacja radiowa, dla której pracował, nie dbali o to, czy ci słuchacze go lubią, czy nienawidzą, czy po prostu fascynują ich jego obrazoburcze opinie.

Abby zrobiło się niedobrze. Tak, najwyższy czas pojechać do Nowego Orleanu, gdzie czekały na nią jeszcze pewne niezałatwione sprawy. A potem musi się stąd wynieść.

– Na przykład moja była żona to niezły numer – mówił Nick z udawanym zdumieniem. – Przy niej Mata Hari sprawia wrażenie Najświętszej Panienki.

Głośny wybuch śmiechu w studiu.

– Ale ty jesteś dowcipny – mruknęła Abby, zaciskając palce na kierownicy z taką siłą, że aż zbielały jej kostki. Jak to możliwe, że kiedyś kochała tego drania?

– Po rozwodzie puściła mnie w skarpetkach, a teraz ma jeszcze czelność narzekać! O co jej chodzi? Dziewięćdziesiąt procent majątku to chyba dość?

– Chciałaby ci odebrać wszystko – wtrącił się asystent Nicka, Maury.

Abby spojrzała na torebkę, w której miała telefon komórkowy. Zawsze umiała wyjść obronną ręką ze słownych przepychanek z Nickiem, a teraz chętnie stanęłaby w obronie siebie samej i wszystkich innych oczernianych rozwodników i rozwódek na całym świecie.

Koła hondy zatańczyły na mokrym asfalcie, kiedy trochę za szybko weszła w zakręt.

– …wiecie – ciągnął Nick – chyba wszyscy ludzie świrują po rozwodzie. A kobietom odbija bardziej niż facetom. Niektóre, jak moja była, dostają paranoi i żyją w fikcyjnym świecie.

Idiota Maury wybuchnął śmiechem.

– Nie uwierzycie, co zrobiła.

Teraz! Abby zacisnęła zęby.

– Pozbyła się wszystkiego, co miało dla mnie jakakolwiek wartość. Rozumiecie, męskie sprawy. Moje narty, rossignole, a jakże, kije golfowe, ręcznej roboty hawajską deskę surfingową… Dała to wszystko Armii Zbawienia.

– Nie! – zawołał Maury ze zgrozą. Abby była pewna, że teatralnym gestem położył przy tym dłoń na sercu.

– Tak. I wiecie co, to mi się bardzo nie podoba.

Na pewno, pomyślała Abby i już chciała zmienić stację, kiedy Nick dodał:

– Nie zrozumcie mnie źle. To piękna kobieta. Seksowna jak diabli. Inteligentna. Ale czasem myślę, że ma nierówno pod sufitem.

– W końcu wyszła za ciebie, prawda? – rzucił wesoło Maury.

– Idioci – rzuciła przez zęby Abby, dodając gazu.

Nick zaśmiał się swobodnie.

– No tak, ale tu chodzi o coś więcej. Jej matka była chora psychicznie, poważnie.

– Ty cholerny draniu. – Abby się zdenerwowała. To było naprawdę niskie.

– Jeśli komuś z was była żona robi takie numery, dzwońcie i opowiedzcie nam o tym. Ja zadzwoniłem do swojej wczoraj, żeby złożyć jej życzenia urodzinowe i powiedzieć, że zamierzam przyjechać po moje rzeczy… Właśnie wtedy mi powiedziała, że oddała wszystko Armii Zbawienia. Łącznie z nartami. A doskonale wiedziała, że w zimie wybieram się na narty. Czy ktoś słyszał o takiej mściwości?

– O rany. – Maury był w swoim żywiole. – Czy wybierasz się na te narty ze swoją dziewczyną?

– Oczywiście.

– A czy ona nie jest jakieś dwadzieścia lat młodsza od twojej byłej żony?

– Piętnaście.

– Noooo!

Abby zacisnęła znowu palce na kierownicy.

– Umówiliśmy się – ciągnął Nick – że przechowa moje rzeczy, łącznie z nartami, do czasu, aż znajdę sobie większe mieszkanie, bo po rozwodzie to ona dostała dom, studia, samochód… Prawie wszystko, co posiadaliśmy.

– Ty zakłamany sukinsynu – wycedziła Abby przez zaciśnięte zęby. Spłaciła połowę domu i studia, a samochód, mała honda, zawsze należał do niej. Nick jeździł lexusem. Wszystko zostało podzielone na pół.

– W dodatku pozbyła się wszystkiego, nawet rewolweru, który był pamiątką rodzinną. Powiedziała, że oddała to na cele dobroczynne.

– Na cele dobroczynne? – wtrącił Maury z niedowierzaniem.

Debil!

– Jakoś nie mogę uwierzyć, żeby jakakolwiek organizacja dobroczynna przyjmowała broń palną. Jestem pewien, że to kłamstwo. Ale rozumiecie chyba, jak się czuję, wiedząc, że moja nie całkiem zdrowa na umyśle była żona ma rewolwer?

– Lepiej zmień adres.

– Tak, zmienię albo sam kupię broń – odparł Nick, co Maury skwitował kolejnym wybuchem śmiechu.

Abby poczuła, że nie wytrzyma tego ani chwili dłużej. Sięgnęła do torebki, wyjęła telefon i szybko wystukała numer stacji.

– KSLJ. Program Nicka Giermana – poinformował ją uprzejmy damski głos.

W ostatniej chwili Abby zreflektowała się i szybko przerwała połączenie. Nie daj mu tej satysfakcji. Nie słuchaj dłużej tych żałosnych, kłamliwych wynurzeń. W przeciwnym wypadku to on wygra.

Z niesmakiem wyłączyła radio i zorientowała się, że minęła zjazd z autostrady i spóźniła na spotkanie w sprawie zdjęć ślubnych. Chwyciła leżące na tylnym siedzeniu portfolio i kuląc się w strugach deszczu, pobiegła spotkać się z panem młodym, panną młodą i zapewne jej matką.

Co za ironia, pomyślała. Fotografuje dziesiątki nowożeńców, a własne zdjęcia ślubne wrzuciła do ognia.

Kto powiedział, że Bóg nie ma poczucia humoru?

Dokąd on ją zabiera?

Mary LaBelle, związana, zakneblowana, z opaską na oczach, zaczęła się modlić.

O pomoc.

O ratunek.

O zbawienie.

Było ciemno. Nic nie widziała. Czuła, że jest w jakimś samochodzie, najprawdopodobniej furgonetce, sądząc z odgłosu silnika. Nie widziała tej furgonetki, tak szybko wepchnięto ją na tylne siedzenie, pokryte szeleszczącą plastykową folią. Kierowca, mężczyzna, który zaszedł ją od tyłu, kiedy poszła pobiegać po kampusie, pojawił się znikąd. Najprawdopodobniej krył się za żywopłotem. Mary, która wracała już do akademika, nie zdołała dojrzeć jego twarzy. Czuła tylko siłę, kiedy chwycił ją od tyłu, naciągnął jej worek na głowę i wykręcił rękę, tak że upadła na kolana. Chciała krzyczeć, ale przyłożył jej rewolwer do głowy. Zamknęła więc usta i pogodziła się z losem.

Bóg ją uratuje.

A jeśli nie, to znaczy, że już wzywa ją do domu. Wiara doda jej sił… A jednak słuchając miarowego szumu silnika i dźwięków bryzgającej spod kół wody, czuła się jak skazaniec.

Pomyślała o rodzicach i poczuła łzy pod powiekami. Tak bardzo ich kocha! Nie może umrzeć! Nie! Musi walczyć o życie. Była drobna, ale silna i wysportowana, w szkole średniej uprawiała tenis i dbała o kondycję. Dlatego właśnie biegała wieczorami.

Ale w miarę upływu czasu zaczynała tracić nadzieję.

Nie była tak naiwna, by nie domyślać się, co chce zrobić ten człowiek. Chce ją zgwałcić, a potem zabić. Nie może na to pozwolić. Gdyby udało jej się uwolnić z więzów, może zdołałaby sięgnąć nad zagłówkiem i udusić go taśmą, którą skrępował jej ręce.

Ale morderstwo to grzech, pamiętaj o tym. Mary. Poza tym może wtedy stracić panowanie nad kierownicą, dojdzie do wypadku i tobie także coś się stanie.

Gdyby nawet doszło do wypadku, to co z tego? A gdyby zabiła człowieka w samoobronie, Bóg na pewno by jej wybaczył. Proszę, Jezu, proszę…

Nawet wypadek byłby lepszy od tego, co zapewne planuje ten szaleniec.

Mary była tego pewna.

Ale nie potrafiła uwolnić rąk, bez względu na to, jak się starała.

Ogarnęła ją panika.

Mamo, kocham cię. Chciałam, żebyś była dumna z tego, że postanowiłam wstąpić do zakonu.