Выбрать главу

– Należę do Towarzystwa Strzeleckiego – wyjaśnił David. – On też.

– Naprawdę? Zaraz, zaraz… David Riggs… Jesteś synem Bobby’ego Riggsa?

David skinął głową. Detektyw rozpromienił się w uśmiechu.

– Jasna cholera, ależ się cieszę, że cię poznałem! Uwielbiam Bobby’ego. Jest niesamowity. Przekaż mu ode mnie pozdrowienia, dobra? A, i powiedz, że chcę mu podrzucić moją spluwę. Ta cholerna szczerbinka doprowadza mnie do szału.

– Powiem mu. Kiedy będziecie mieli wstępne wyniki?

– Może za czterdzieści osiem godzin. Będę ich poganiał, ale mamy sporo roboty. Na wiosnę zaczyna się sezon.

– Domyślacie się, kto go zabił? – odezwała się Melanie. Czuła narastające mdłości.

– Nie ma żadnych świadków, jeśli o to pani pyta. Ciągle szukamy, ale na razie nie widać efektów. Prawdopodobnie zginął gdzie indziej. Może w laboratorium znajdą coś na jego butach czy ubraniu, dzięki czemu łatwiej znajdziemy miejsce morderstwa. Niesamowite, ile może dokonać paru dobrych chemików.

– Zabrał notatki Diggera. Co z nimi?

– Nic. Zero papierów. Podejrzewam, że pojawił się na spotkaniu z klientem, dostarczył towar i spodziewał się, że dostanie zapłatę. Ale albo zleceniodawca nie był zadowolony, że narobił takiego zamieszania, albo transakcja nie była zakończona. Więc przypieczętował ją paroma kulkami. Złodzieje nie mają honoru.

– Więc tak naprawdę jeszcze nic nie wiemy – szepnęła. – Ten tutaj nie żyje, ale klient mógł zaangażować kogoś innego. A potem jeszcze jednego, i jeszcze… – W jej głosie dźwięczały nutki histerii. Jednak pękła.

David i detektyw patrzyli na nią uważnie. Wzięła głęboki oddech i skupiła się na znajomym, ciepłym dotyku dłoni Davida. Skinęła głową. Obaj odetchnęli z ulgą.

– I jak, zaczęliście to wyjaśniać? – spytał detektyw. – Czy mam czekać do następnych zwłok?

– Nie wiem. Kiedy zamierzacie znaleźć następne zwłoki?

– O Jezu, jak ja nie lubię agentów – wymamrotał Jax przez wykałaczkę. – Słuchaj, człowieku, robię co mogę. Nie mam takich możliwości jak FBI, ale w końcu wydaje mi się, że i my, biedni gliniarze, na coś się przydajemy. Zechcesz mnie naprowadzić na jakiś trop, czy mam się kręcić jak pies za własnym ogonem?

– Larry Digger powiedział, że ma dowód na to, kim są moi prawdziwi rodzice – odezwała się Melanie. – Ktoś chyba nie chce, żebym się tego dowiedziała.

– Dlaczego? Ostatnio wszyscy szukają swoich prawdziwym rodziców. To jakaś epidemia.

– Może dlatego, że mój ojciec był seryjnym mordercą. I może moja rodzina woli nie ujawniać, że świadomie zaadoptowała dziecko kogoś takiego.

Detektyw Jax wreszcie zwrócił na nią uwagę.

– O kurczę, to ci dopiero. Więc ten cały Larry Digger twierdził, że ma na to dowód?

– Tak powiedział. Nigdy nam go nie pokazał, ale usłyszeliśmy część jego historii.

– I twierdził, że pani rodzice adoptowali panią świadomie? Tacy są dobrzy, czy jak? Nie sądziłem, że arystokracja jest taka postępowa. Panno Stokes, może jestem głupi, ale wydaje mi się, że to bez sensu. Jeśli mam pomóc, niech mi pani powie prawdę. Zobaczę, co mogę zrobić. Witam w szkole sprawiedliwości Jaksa.

– Nie muszę dodawać – wtrącił David bez nacisku – że prowadzimy dochodzenie w tej sprawie. Jeśli chce pan pomóc, proszę bardzo. Nasz zabójca nie żyje, ale ciągle nie wiadomo, kto go wynajął. A ponieważ nie wypełnił warunków umowy, całkiem możliwe, że ktoś inny już dostał zlecenie zabicia Melanie. Jeśli się czegoś dowiecie…

– Na pewno damy znać. – Jax zwrócił się do Melanie, kręcąc głową. – Dam z siebie wszystko, a pani ma tego dzielnego agenta, ale te rzeczy wymagają czasu. Pierwszego raportu możemy się spodziewać dopiero za parę dni, a i to zakładając, że pierwsze analizy dadzą jakieś wyniki. Nie można szybciej, jeśli ciało leżało w wodzie. Już teraz wiem, że pociski były z miękkiego ołowiu, więc nie będą miały bruzd. A to znaczy, że określenie rodzaju broni będzie trwało dłużej. Prawdę mówiąc, nie spodziewam się poważnych wyników wcześniej niż za parę tygodni, a zważywszy, że jest pani w niebezpieczeństwie…

– On ma rację – poparł go David. – Wrócimy do hotelu. Kupię ci jakieś ubrania, wymyślimy bajeczkę dla rodziców. Możesz im powiedzieć, że potrzebujesz czasu, żeby się nad sobą zastanowić. To mniej więcej prawda. I na pewno w ten sposób będziesz bezpieczniejsza…

– Nie.

– Tak.

– Nie! Wiem, kim jestem. Mam dwadzieścia dziewięć lat. Przez ostatnie dwadzieścia lat mieszkałam ze Stokesami i tam jest moje miejsce…

– Nic z tego. Oni chcą cię zabić.

– Tego nie wiesz na pewno. Nie mamy ani strzępu dowodu, nic, z wyjątkiem teorii. Nie zamierzam uciekać. Zresztą jeśli wrócę do domu, może się wydarzyć coś, co posunie dochodzenie naprzód.

– Nie zaryzykuję twojego życia dla głupiego dochodzenia!

– To moja decyzja, nie twoja. Wracam do domu!

Obróciła się na pięcie i zrobiła krok w stronę samochodu. David chwycił ją za ramię.

– Nie narażaj się!

– Nic mi nie grozi – oznajmiła uparcie. – Nie zrobią mi krzywdy.

– Jesteś ślepa i głucha, jeśli chodzi o twoich rodziców. Tak wierzysz w te romantyczne historie o rodzinie, że dasz się dla nich zabić!

– Bardzo ci dziękuję, ja także wierzę w twoją inteligencję i zdrowy rozsądek.

Wyszarpnęła mu się i pobiegła do auta. Detektyw Jax gwizdnął cicho.

– Chyba się wkurzyła.

– Ona nic nie rozumie.

– Ta kobieta przed chwilą obejrzała sobie trupa. Zdaje się, że rozumie bardzo dużo.

– Nie, nie rozumie. Pan też jej nie rozumie. Kiedyś rodzice ją porzucili. Przez to ma zakłóconą ocenę sytuacji. Jej rodzina jest idealna, jej rodzina jej potrzebuje. To piękne marzenie, zupełnie zrozumiałe. Ale przez to marzenie może zginąć.

Policjant wzruszył ramionami.

– A jakby to była pańska rodzina? Gdybyśmy mówili o pańskim ojcu? Kto by się wtedy zachowywał jak naiwniak?

David warknął coś niecenzuralnego i poszedł za Melanie. Wracali do miasta w ciężkim milczeniu. David bębnił palcami w kierownicę. Melanie nie odrywała wzroku od okna.

– Jesteś głupia – powiedział w końcu.

Uśmiechnęła się z przymusem.

– To cecha rodzinna.

Przejechali jeszcze pół kilometra. W końcu David nie wytrzymał.

– Do diabła, nie możesz udawać, że wszystko w porządku! Ktoś chciał cię zabić!

– Wiem.

– Wchodzisz prosto w paszczę lwa!

– Nieprawda! Wracam do domu. Mam prawo. Pocałuję matkę w policzek, uścisnę ojca, dopadnę brata i porozmawiam z nim poważnie, a potem przycisnę mojego chrzestnego ojca.

– I myślisz, że od razu ci wszystko powiedzą? Przez dwadzieścia pięć lat ukrywali to, co się stało z Meagan. Teraz ktoś się zagalopował i wynajął płatnego zabójcę. Naprawdę, jakoś mi się nie wydaje, żeby zechcieli ci wyjawić prawdę.

Melanie zamrugała.

– Nie są potworami.

– Nie dałbym głowy. Cholera! – uderzył dłonią w kierownicę. – Mam ci to powiedzieć? Zmuszasz mnie?

– Może.

– Jestem z FBI. To zabronione.

– Więc nie zamieszczę tego w aktach.

Nie zamierzała mu odpuścić. Aż do tej chwili nie zdawała sobie sprawy, ile to dla niej znaczy. Pochyliła się ku niemu i spojrzała z napięciem. Pragnęła go jeszcze bardziej niż się jej zdawało. Chciała usłyszeć, że i ona nie jest mu obojętna. Że ostatnie dni nie były kolejnym przywidzeniem.

– Zależy mi na tobie, cholera! – rzucił niechętnie. – Jesteś dla mnie ważna bardziej niż powinnaś i nie chcę, żeby ktoś ci zrobił krzywdę.

– Wiem.

– Współczuję ci, rozumiesz? To twoja rodzina, a chociaż sam nie jestem najlepszym synem na świecie, dla mnie rodzina też jest ważna. Gdyby chodziło o mojego ojca czy brata, chyba bym się nie zachował inaczej.