Выбрать главу

– Był świrem – oświadczyła Marge.

Dwaj nowi agenci Paladyna odeszli od podejrzanej furgonetki towarzystwa telefonicznego i ruszyli prosto do frontowych drzwi domu Laury. Earl Benton ich wpuścił.

Jeden był wysoki, drugi niski. Wysoki był chudy, z szarą twarzą. Niski był pulchny, z piegami na nosie i na obu policzkach. Nie chcieli usiąść ani napić się kawy. Earl zwracał się do niskiego „Flash”, po nazwisku lub przezwisku, Laura nie mogła odgadnąć.

Flash mówił za obu, podczas gdy wysoki stał obok niego z twarzą bez wyrazu.

– Wkurzyli się, żeśmy im spalili kamuflaż – oznajmił.

– Jeśli nie chcą się sypnąć, powinni być bardziej subtelni – stwierdził Earl.

– To samo im powiedziałem – przytaknął Flash.

– Kim oni są?

– Pokazali legitymacje FBI.

– Spisałeś ich nazwiska?

– Nazwiska i numery legitymacji.

– Czy legitymacje wyglądały na prawdziwe?

– Tak – potwierdził Flash.

– A ludzie? Według ciebie wyglądali na typki z Biura?

– Tak – przyznał Flash. – Odstawieni. Bardzo spoko, cicho mówią, uprzejmi nawet w gniewie, ale ta podskórna arogancja. Wiesz, jak to u nich.

– Wiem – mruknął Earl. Flash powiedział:

– Wracamy do biura, sprawdzimy ich, zobaczymy, czy FBI zatrudnia agentów o takich nazwiskach.

– Znajdziecie nazwiska, nawet jeśli ci goście się podszywają – ostrzegł Earl. – Musicie zdobyć fotografie prawdziwych agentów i sprawdzić, czy wyglądają jak tamci.

– Właśnie to zamierzamy zrobić – odparł Flash.

– Odezwijcie się do mnie jak najszybciej – powiedział Earl i dwaj mężczyźni ruszyli do drzwi.

– Zaczekajcie – odezwała się Laura.

Wszyscy spojrzeli na nią.

– Co oni wam powiedzieli? – zapytała. – Jaki podali powód obserwowania mojego domu?

– Biuro nie tłumaczy się ze swoich spraw, jeśli nie ma ochoty – wyjaśnił Earl.

– A ci goście nie mieli ochoty – dodał Flash. – Prędzej nas pocałują i poproszą do tańca, niż ujawnią powód obserwacji.

Wysoki kiwnął głową. Laura powiedziała:

– Gdyby przyjechali chronić Melanie i mnie, powiedzieliby nam, prawda? Więc to znaczy, że chcą ją znowu porwać.

– Niekoniecznie – sprzeciwił się Flash.

Earl włożył rewolwer z powrotem do kabury na ramieniu.

– Widzi pani, sytuacja może być równie niejasna i zagmatwana dla Biura, jak dla nas. Na przykład załóżmy, że pani mąż pracował nad ważnym projektem Pentagonu, kiedy znikł z Melanie. Załóżmy, że FBI go szukało od tamtego czasu. Teraz wypłynął, martwy, w tajemniczych okolicznościach. Może to nie nasz rząd finansował go przez ostatnie sześć lat, a w takim razie będą chcieli wiedzieć, skąd brał pieniądze.

Laura ponownie doznała uczucia, że podłoga ucieka jej spod nóg, że rzeczywisty świat zmienia się w iluzję. Zupełnie jakby prawdziwa rzeczywistość stała się koszmarnym snem paranoika, pełnym niewidzialnych wrogów i zawikłanych spisków.

– Więc mówicie – podjęła – że oni siedzą tam w tej furgonetce i obserwują mój dom, bo myślą, że ktoś inny może przyjść po Melanie, i chcą go przyłapać na gorącym uczynku? Ale wciąż nie rozumiem, dlaczego nie przyszli do mnie i nie uprzedzili o tej obserwacji.

– Oni pani nie ufają – powiedział Flash.

– Wściekali się na nas za ujawnienie ich obecności nie tylko przed jakimiś postronnymi osobami – dodał Earl – ale także przed panią.

– Dlaczego? – spytała zaskoczona Laura. Earl zrobił niewyraźną minę.

– Ponieważ, o ile im wiadomo, pani mogła od początku współdziałać z mężem.

– On mi ukradł Melanie.

Earl odchrząknął z zakłopotaniem, jakby te wyjaśnienia sprawiały mu trudność.

– Z punktu widzenia Biura pani mogła pozwolić mężowi, żeby zabrał córkę i eksperymentował na niej bez wiedzy rodziny i przyjaciół, bez żadnych przeszkód z ich strony.

– To obłęd! – zawołała zaszokowana Laura. – Widział pan, co zrobiono z Melanie. Jak mogłam w tym pomagać?

– Ludzie robią dziwne rzeczy.

– Kocham ją. To moja córeczka. Dylan miał zaburzenia, może zwariował, okay, więc był zbyt niezrównoważony, żeby widzieć, jak ją rani i niszczy, żeby się tym przejmować. Aleja nie jestem niezrównoważona! Nie jestem taka jak Dylan.

– Wiem – uspokajał ją Earl. – Wiem, że pani nie jest taka. Zobaczyła, że Earl Benton jej wierzy, zobaczyła w jego oczach zaufanie i współczucie, ale kiedy spojrzała na tamtych dwóch, dojrzała wątpliwości i podejrzenia.

Pracowali dla niej, ale nie całkiem wierzyli, że powiedziała im prawdę.

Szaleństwo.

Pochwycił ją wir i wciągał coraz głębiej w koszmarny świat kłamstwa, fałszu i przemocy, w obcy pejzaż, gdzie nic nie było takie, jakie się wydawało.

– Świr? – powtórzył zdziwiony Dan. – Nie wiedziałem, że psycholodzy używają takich słów.

Marge uśmiechnęła się przepraszająco.

– No, nie w sali wykładowej i nie w publikacjach, i z pewnością nie w sądzie, jeśli mamy zaświadczyć o poczytalności. Ale to jest prywatna rozmowa, między prawie obcymi ludźmi, i mówię ci, Dan, że to był świr. Nie chory umysłowo, nic takiego, uważasz. Ale więcej niż zwykły ekscentryk. Główną dziedziną jego badań miał być rozwój i zastosowanie technik modyfikacji behawioralnej, które zreformują przestępczą osobowość. Ale on ciągle zbaczał w innych kierunkach, zawsze miał jakiegoś dziwacznego konika. Regularnie ogłaszał głębokie zaangażowanie… lepiej pasuje słowo „obsesja”… w jakiś nowy kierunek badań, ale najwyżej po sześciu miesiącach kompletnie tracił zapał.

– A jakie były te jego koniki?

Marge odchyliła się do tyłu w fotelu i skrzyżowała ramiona na piersiach.

– Przez jakiś czas koniecznie chciał opracować terapię lękową, która zwalczy uzależnienie od nikotyny. Według ciebie to brzmi rozsądnie? Pomagać palaczom w rzuceniu papierosów, wciągając ich w narkotyki? Akurat. Potem przez pewien czas głosił pogląd, że subliminalna sugestia, podświadome warunkowanie pomoże nam odrzucić uprzedzenia wobec wiary w zjawiska nadprzyrodzone i otworzy nasze umysły na doświadczenia parapsychiczne, dzięki czemu będziemy mogli widzieć duchy tak wyraźnie jak siebie nawzajem.; – Duchy? Mówisz o duchach zmarłych?

– Owszem. A raczej on mówił.

– Nigdy bym nie pomyślał, że psycholog może wierzyć w duchy.

– Rozmawiasz z takim, który nie wierzy. McCaffrey wierzył.

– Pamiętam książki, które znaleźliśmy w jego domu. Niektóre dotyczyły okultyzmu.

– Pewnie połowa jego koników o to zahaczała – przytaknęła Marge. – Takie czy inne zjawiska okultystyczne.

– Kto opłacał badania tego rodzaju?

– Musiałabym zajrzeć do akt. Podejrzewam, że te okultystyczne historie prowadził na własną rękę, bez funduszy, albo sprytnie defraudował fundusze przeznaczone na inne prace.

– Można tak bezczelnie defraudować fundusze? Nie są wymagane rozliczenia?

– Stosunkowo łatwo jest naciągnąć rząd, jeśli ktoś jest nieuczciwy. Czasami złodziejowi najłatwiej okraść innego złodzieja, ponieważ nigdy nie postrzegają siebie jako ofiary, tylko jako sprawców.

– Kto finansował jego podstawowe badania?

– Otrzymał część pieniędzy z funduszu trustu założonego przez absolwentów dla celów badawczych. I oczywiście granty korporacji. No i jak mówiłam, rząd.

– Większość od rządu?

– Moim zdaniem tak. Dan zmarszczył brwi.

– No, jeśli Dylan McCaffrey był świrem, dlaczego rząd go popierał?

– Owszem, był świrem, a jego okultystyczne zainteresowania były równie dziwaczne jak denerwujące, ale był bystry. Muszę mu to przyznać. Przy bardziej stabilnej osobowości jego intelekt mógł go daleko zaprowadzić. Zdobyłby sławę w swojej dziedzinie, może nawet na skalę krajową.