Выбрать главу

– Uch… uch… uch… uch… uch…

Earl przykucnął przed nią i powiedział:

– Już dobrze, dzieciaku.

– Uch… uch… uch… uch…

– Wszystko okay. Naprawdę. Wszystko okay, Melanie. Zaopiekuję się tobą.

– D – d – drzwi – wyjąkała Melanie. – Drzwi. Nie pozwól ich otworzyć!

– Są zamknięte – pospiesznie rzuciła Laura i uklękła przed córką. – Drzwi są zamknięte na klucz, skarbie.

– Zamknij je!

– Nie pamiętasz, kochanie? Na drzwiach jest nowy, wielki, ciężki zamek – powiedziała Laura. – Nie pamiętasz?

Earl zerknął na Laurę, wyraźnie zaskoczony.

– Drzwi są zamknięte – ciągnęła Laura. – Zamknięte na trzy spusty. Zabite gwoździami. Nikt ich nie otworzy, maleńka. Nikt.

Wielkie Izy wezbrały w oczach dziecka i potoczyły się po policzkach.

– Zaopiekuję się tobą – powtórzył uspokajająco Earl.

– Kochanie, jesteś tutaj bezpieczna. Nikt ci nie zrobi krzywdy.

Melanie westchnęła i strach odpłynął z jej twarzy.

– Nic ci nie grozi. Jesteś zupełnie bezpieczna. Melanie podniosła bladą rączkę do głowy i zaczęła kręcić w palcach pasmo włosów roztargnionym gestem, jak każda zwykła dziewczynka bawiąca się swoimi włosami, kiedy rozmyśla o chłopcach, koniach, prywatkach czy innych rzeczach, które zaprzątają głowy dziewczynek w tym wieku. W porównaniu z jej dotychczasowym dziwacznym zachowaniem, oscylującym pomiędzy skrajnościami – od histerii do katatonii, widok tej zabawy włosami jednocześnie wzruszał i dodawał otuchy, ponieważ to był taki zwyczajny gest – drobiazg, żaden przełom, nawet nie szczelina w twardej skorupie jej autyzmu, ale normalny gest.

Wykorzystując tę chwilę, Laura powiedziała:

– Chciałabyś pójść ze mną do salonu piękności, kochanie? Co? Nigdy nie byłaś w prawdziwym salonie kosmetycznym. Pójdziemy razem do fryzjera. Co ty na to?

Chociaż oczy Melanie pozostały nieco szkliste, brwi zmarszczyły się, jakby dziewczynka rozważała propozycję.

– Boże drogi, koniecznie trzeba coś zrobić z twoimi włosami – ciągnęła Laura, gorączkowo próbując zatrzymać ten moment, rozciągnąć go w czasie, pogłębić i poszerzyć ten niespodziewany kontakt z córką zamkniętą w autystycznej zbroi. – Obetniemy je i ułożymy. Może zakręcimy. Chciałabyś sobie zakręcić włosy, skarbie? Och, wyglądałabyś ślicznie z całą masą loczków.

Twarz dziewczynki złagodniała, cień uśmiechu musnął jej wargi.

– A po fryzjerze pójdziemy na zakupy. Co ty na to, skarbie? Kupimy mnóstwo nowych sukienek. Sukienek i sweterków. Nawet taką błyszczącą kurtkę, jakie teraz noszą dzieciaki. Spodoba ci się, na pewno.

Nie uformowany do końca uśmiech Melanie zgasł. Chociaż Laura dalej mówiła, nastrój zniknął tak nagle, jak się pojawił. Pogodny wyraz twarzy dziewczynki ustąpił miejsca odrazie, jakby w swoim prywatnym świecie zobaczyła coś strasznego i wstrętnego.

Potem zrobiła zdumiewającą, szokującą rzecz: uderzyła się małymi piąstkami we własne kolana i uda, mocno, z głośnym plaśnięciem, potem wymierzyła cios w klatkę piersiową…

– Melanie!

…i zamachnęła się jednocześnie obiema pięściami, tłukła we własne wątłe bicepsy i przedramiona, okładała się z całej siły, z niezrozumiałą furią, jakby próbowała się zranić.

– Przestań! Melanie!

Laura była wstrząśnięta i przerażona nagłym autodestrukcyjnym szałem córki.

Melanie trzasnęła się w twarz.

– Mam ją! – krzyknął Earl.

Dziewczynka ugryzła go, kiedy próbował ją poskromić. Wyrwała jedną rękę i rozdrapała własną pierś tak mocno, że popłynęła krew.

– Jezu! – jęknął Earl, kiedy kopnęła go bosymi stopami i znowu się wyrwała.

Dan spojrzał na Marge i zmarszczył brwi.

– Zaprogramował je, żeby były promiskuityczne i masochistyczne? Czy coś takiego jest możliwe?

Przytaknęła.

– Jeśli psycholog zgłębił nowoczesne techniki prania mózgu i jest pozbawiony skrupułów, i jeśli ma do dyspozycji ochotnika lub osobę, którą może zniewolić fizycznie i kontrolować przez dłuższy czas… wtedy jest to możliwe. Zwykle jednak potrzeba długiego czasu, wiele cierpliwości i uporu. W tej sprawie najbardziej zadziwiający i niepokojący jest fakt, że Hoffritz jakimś sposobem zdołał zaprogramować te dziewczyny w ciągu kilku tygodni, pracując z nimi tylko godzinę lub dwie dziennie, trzy, cztery razy w tygodniu. Widocznie opracował jakieś nowe i cholernie skuteczne metody psychologicznego warunkowania. Ale z pierwszą czwórką to nie trwało długo, najwyżej kilka tygodni lub miesięcy. W końcu pierwotna osobowość każdej dziewczyny dochodziła do głosu. Najpierw dziewczyna miała wyrzuty sumienia na tle swoich seksualnych akrobacji z Hoffritzem, ale nadal odnajdywała perwersyjną przyjemność w bólu i upokorzeniach wynikających z masochistycznej roli. Potem stopniowo ogarniał ją strach i pogarda dla sadomasochistycznych aspektów tego związku. Każda z nich mówiła, że kiedy wreszcie zapragnęła uwolnić się od Hoffritza, to było jak przebudzenie się ze snu. Wszystkie cztery dziewczyny w końcu zdobyły się na dostateczną siłę woli, żeby zerwać.

– Dobry Boże – mruknął Dan.

– Wierzę, że jest dobry, ale czasami zastanawiam się, dlaczego pozwala chodzić po ziemi ludziom takim jak Hoffritz.

– Dlaczego te dziewczyny nie doniosły na niego policji… albo przynajmniej władzom uniwersytetu?

– Za bardzo się wstydziły. Dopóki ich nie znaleźliśmy i nie przesłuchaliśmy, wcale nie podejrzewały, że ich psychologiczne aberracje były dziełem Hoffritza. Wszystkie myślały, że te zboczone żądze tkwiły w nich samych.

– Ale to zadziwiające. Przecież wiedziały, że biorą udział w eksperymentach modyfikacji behawioralnej. Więc kiedy zaczęły zachowywać się inaczej niż przedtem…

Marge podniosła rękę, żeby go uciszyć.

– Hoffritz prawdopodobnie zaszczepił w nich posthipnotyczne rozkazy, które nie pozwalały im dopuszczać możliwości, że to on odpowiada za ich nowe zachowanie.

Przestraszyła Dana myśl, że mózg tak bardzo przypomina idiotę, którym tak łatwo można manipulować.

Melanie przemknęła obok Earla, skoczyła na równe nogi i zrobiła dwa niezręczne kroki na środek sypialni, gdzie zatrzymała się, zachwiała i prawie upadła. Ponownie zaczęła się bić, okładać pięściami, jakby chciała wymierzyć sobie karę albo jakby próbowała wypędzić złego ducha ze swego zdradliwego ciała.

Laura podeszła bliżej, jęknęła pod ciosami małych piąstek, objęła córkę, przytuliła ją mocno i próbowała przycisnąć jej ramiona do boków.

Nawet z unieruchomionymi rękami Melanie nie chciała się uspokoić. Kopała i wrzeszczała.

Earl Benton stanął za nią i zamknął ją jak w kleszczach pomiędzy sobą a Laurą, tak że wcale nie mogła się ruszyć. Mogła tylko krzyczeć, szlochać i naprężać mięśnie w daremnej próbie ucieczki. Stali tak we trójkę przez minutę lub dwie, a Laura ciągle mówiła do córki i starała sieją uspokoić. Wreszcie Melanie przestała walczyć. Zwisła bezwładnie między dorosłymi.

– Skończyła? – zapytał Earl.

– Chyba tak – odpowiedziała Laura.

– Biedne dziecko.

Melanie wydawała się wyczerpana. Earl cofnął się.

Melanie potulnie pozwoliła, żeby Laura zaprowadziła ją do łóżka.

Usiadła na brzegu. Ciągle łkała.

– Kochanie? – zapytała Laura. – Co ci jest?

Ze szklistym wzrokiem dziewczynka odpowiedziała:

– Otwarły się. Znowu się otwarły, na całą szerokość. Zadygotała ze wstrętu.

– Piąta dziewczyna – powiedział Dan. – Ta, którą pobił i która wylądowała w szpitalu. Jak się nazywa?