Krępa psycholog odsunęła się od ciemniejącego okna, wróciła za biurko i opadła na fotel, jakby te nieprzyjemne wspomnienia wymęczyły ją bardziej niż cały dzień ciężkiej pracy.
– Nie wiem, czy powinnam ci powiedzieć.
– Chyba musisz.
– Naruszenie prywatności i tak dalej.
– Policyjne śledztwo i tak dalej.
– Tajemnica lekarska i tak dalej – odparła.
– Och? Ta piąta dziewczyna była twoją pacjentką?
– Odwiedziłam ją kilka razy w szpitalu.
– Nie wystarczy, Marge. Zręcznie sformułowane, ale to nie wystarczy. Odwiedzałem tatę codziennie w szpitalu, kiedy mu robili potrójny by – pass na sercu, ale nie wyobrażam sobie, żebym dzięki codziennym wizytom stał się jego lekarzem.
Marge westchnęła.
– Po prostu ta biedna dziewczyna tyle wycierpiała, i teraz odgrzebywać to znowu po czterech latach…
– Nie zamierzam odgrzebywać jej przeszłości przed nowym mężem czy rodzicami – zapewnił Dan. – Może wyglądam na wielkiego tępego brutala, ale w rzeczywistości potrafię być wrażliwy i dyskretny.
– Nie wyglądasz na tępaka ani na brutala.
– Dzięki.
– Ale wyglądasz niebezpiecznie.
– Kultywuję ten wizerunek. Pomaga mi w pracy. Wahała się jeszcze przez chwilę, wreszcie wzruszyła ramionami.
– Nazywa się Regina Savannah.
– Żartujesz.
– Czy Irmatruda Gelkenshettle mogłaby żartować z cudzego nazwiska?
– Przepraszam. – Zapisał „Regina Savannah” w swoim notesiku. – Wiesz, gdzie ona mieszka?
– No, wtedy kiedy to się wydarzyło, Regina studiowała na pierwszym roku. Wynajmowała duże mieszkanie w Westwood poza kampusem razem z trzema innymi dziewczętami. Ale na pewno już dawno stamtąd się wyprowadziła.
– Co zrobiła po wyjściu ze szpitala? Rzuciła naukę?
– Nie. Skończyła studia, otrzymała dyplom, chociaż niektórzy żałowali, że się nie przeniosła. Część osób uważała jej obecność za żenującą.
Zaskoczyło go takie postawienie sprawy.
– Żenującą? Chyba wszyscy powinni się cieszyć, że doszła do siebie – fizycznie i psychicznie – na tyle, żeby prowadzić normalne życie.
– Tylko że nadal spotykała się z Hoffritzem.
– Co?
– Zdumiewające, hę?
– Dalej spotykała się z nim po tym, jak ją posłał do szpitala?
– Zgadza się. Gorzej, Regina napisała do mnie list, jako do kierowniczki wydziału, w obronie Hoffritza.
– Dobry Boże.
– Pisała listy do rektora i do kilku innych członków wydziałowej komisji dyscyplinarnej. Zrobiła wszystko, co w jej mocy, żeby uchronić Willy’ego Hoffritza przed wyrzuceniem z pracy.
Niesamowite uczucie ponownie ogarnęło Dana. Nie miał wrodzonych skłonności do dramatyzowania, ale z jakiegoś powodu sama rozmowa o Hoffritzu przyprawiała go o zimne dreszcze. Jeśli Hoffritz zdobył taką władzę nad Reginą, jakich przełomowych odkryć mógł dokonać wspólnie z Dylanem McCaffreyem, odkąd połączyli swoje demoniczne talenty? W jakim celu niemal zmienili Melanie w warzywo?
Dan nie mógł dłużej usiedzieć spokojnie. Wstał. Ale gabinet był mały, a on był dużym mężczyzną i nie miał gdzie spacerować. Więc tylko stanął przy swoim krześle z rękami w kieszeniach.
– Myślałem raczej, że po tym pobiciu Regina będzie mogła wyrwać się spod jego kontroli – powiedział.
Marge potrząsnęła głową.
– Kiedy Willy Hoffritz wyleciał z wydziału, Regina kilkakrotnie przyprowadzała go na kampusowe imprezy jako osobę towarzyszącą.
Dan wytrzeszczył na nią oczy.
– I był jej jedynym gościem na wręczeniu dyplomów – dodała Marge.
– Boże wielki.
– Oboje uwielbiali grać nam na nerwach.
– Ta dziewczyna potrzebowała pomocy psychiatrycznej. – Tak.
– Odwarunkowania.
Smutek zagościł na łagodnej twarzy psycholog. Zdjęła okulary, jakby nagle zrobiły się znacznie cięższe, nieznośnie ciężkie. Potarła zmęczone oczy.
Dan doskonale sobie wyobrażał, jak ona się czuje. Kochała swój zawód, była dobrym lekarzem i przestrzegała norm moralnych. Miała skrupuły i ideały. Wrażliwe sumienie na pewno kazało jej wierzyć, że człowiek taki jak Hoffritz skompromitował nie tylko swój zawód, lecz również wszystkich znajomych i współpracowników.
– Próbowaliśmy zapewnić Reginie pomoc, której potrzebowała – powiedziała. – Ale odmówiła.
Na dworze włączyły się latarnie sodowe, ale ich światło nie przegnało nocy.
– W takim razie widocznie Regina nie wystąpiła przeciwko Hoffritzowi, ponieważ lubiła, kiedy ją bił – powiedział Dan.
– Widocznie.
– Zaprogramował ją, żeby to lubiła.
– Widocznie.
– Nauczył się na czterech pierwszych dziewczynach. – Tak.
– Stracił nad nimi kontrolę, ale uczył się na błędach. Zanim zabrał się do Reginy, nauczył się utrzymywać żelazny chwyt. – Dan musiał się ruszyć, wyładować trochę energii. Przeszedł pięć kroków do biblioteczki, zawrócił do krzesła i położył ręce na oparciu. – Będzie mnie mdliło za każdym razem, kiedy usłyszę słowa „modyfikacja behawioralna”.
Marge odparła obronnym tonem:
– To uzasadniona dziedzina badań, szacowna gałąź psychologii. Modyfikacja behawioralna pomoże nam znaleźć metody łatwiejszego nauczania dzieci i sprawić, że na dłużej zapamiętają to, czego się nauczyły. Pomoże nam zredukować poziom przestępczości, wyleczyć chorych i może nawet stworzyć spokojniejszy świat.
Podczas gdy Dan coraz bardziej rwał się do czynu, przez kontrast Marge wydawała się zapadać w letarg. Osunęła się jeszcze niżej w fotelu. Była typem przywódcy, silną kobietą, zdolną sprostać każdemu wyzwaniu, ale nie mogła poradzić sobie z potworem takim jak Hoffritz. A kiedy natrafiała na coś, czego nie mogła zrozumieć i kontrolować, nie wyglądała już jak przebojowy oficer z WAC, tylko jak babunia tęskniąca do bujanego fotela i filiżanki herbaty z miodem. Dan polubił ją jeszcze bardziej za tę bezradność.
Odezwała się zmęczonym głosem:
– Modyfikacja behawioralna i pranie mózgu wcale nie są tym samym. Pranie mózgu to bękarcia odrośl modyfikacji behawioralnej, jej perwersyjne wypaczenie, podobnie jak Hoffritz nie był normalnym człowiekiem ani normalnym naukowcem, tylko wypaczeniem obydwóch.
– Czy Regina ciągle z nim jest?
– Nie wiem. Ostatnio widziałam ją ponad dwa lata temu, a wtedy jeszcze z nim była.
– Jeśli nie rzuciła go po tym pobiciu, to chyba żaden jego postępek nie skłoni jej do odejścia. Więc pewnie dalej się spotykają.
– Chyba że mu się znudziła – podsunęła Marge.
– Z tego, co o nim słyszałem, nigdy nie znudzi mu się osoba, którą może zdominować i zastraszyć.
Marge przytaknęła ponuro.
Zerknąwszy na zegarek, spiesząc się do wyjścia, Dan powiedział:
– Mówiłaś, że Dylan McCaffrey był bystry, genialny. Możesz to samo powiedzieć o Hoffritzu?
– Chyba tak. Owszem, tak. Ale jego geniusz był bardziej mroczny, zboczony, wypaczony.
– Tak jak McCaffreya.
– Nawet w połowie nie tak zboczony jak Hoffritza – zaprzeczyła.
– Ale jeśli zaczęli pracować razem, z pokaźnymi, może nawet nieograniczonymi funduszami, z ludzkim podmiotem badań, bez absolutnie żadnych legalnych czy moralnych ograniczeń, stworzyli chyba niebezpieczną kombinację?
– Tak – przyświadczyła. Po chwili dodała: – Piekielną. W ustach Marge określenie „piekielna” zabrzmiało dość nietypowo, ale Dan wiedział, że wybrała je świadomie.
– Piekielną – powtórzyła, nie pozostawiając mu żadnych wątpliwości co do rozmiarów swojej obawy.
W łazience w holu Laura za pomocą jodyny i dużego plastra opatrzyła niewielką rankę na dłoni Earla Bentona, gdzie ugryzła go Melanie podczas szamotaniny.