– No, ona nie zachowuje się normalnie – odparł Manuello.
– Och, czyżby? – warknęła Laura. – Jezu. To dziecko jest bardzo chore. Co pan ma na swoje usprawiedliwienie?
Kiedy Laura ubierała Melanie, Earlowi kazano usiąść na sofie. Przysiadł na krawędzi. Ręce miał skute za plecami.
Laura skończyła zapinać płaszcz deszczowy córki i sięgnęła po własny.
– Mniejsza z tym – powiedział Wexlersh. – Niech pani usiądzie na sofie obok Bentona.
– Ale…
– Siadaj! – rozkazał Wexlersh i machnął w stronę sofy rewolwerem.
Nic nie dawało się wyczytać z jego lodowato szarych oczu.
Czy może Laura nie chciała odczytać w nich tego, co było wyraźnie widoczne.
Spojrzała na detektywa Manuello. Uśmiechał się złośliwie.
Odwróciła się do Earla po wyjaśnienie i zobaczyła, że wydawał się jeszcze bardziej zaniepokojony.
– Siadaj – powtórzył Wexlersh tym razem bez nacisku, niemal szeptem, a jednak w jakiś sposób tym łagodnym głosem wyraził większą groźbę – i łatwiej wymusił posłuszeństwo – niż wtedy, kiedy mówił bardziej szorstko.
Żołądek Laury skręcił się w supeł. Wezbrała w niej mdląca fala strachu.
Kiedy Laura usiadła, Wexlersh podszedł do Melanie, wziął ją za rękę, odprowadził od sofy i ustawił między sobą a Manuellem.
– Nie – zaprotestowała żałośnie Laura, lecz dwaj detektywi nie zwrócili na to uwagi.
Manuello spojrzał na Wexlersha i zapytał:
– Teraz?
– Teraz – potwierdził Wexlersh.
Manuello sięgnął pod marynarkę i wyciągnął pistolet. Nie była to broń, którą odebrał Earlowi, ani też służbowa broń detektywa, pomyślała Laura, która doskonale wiedziała, że policjanci zwykle używali rewolwerów. Właśnie coś takiego trzymał Wexlersh: rewolwer. Jak tylko zobaczyła pistolet w dłoni Manuella, ogarnęło ją przejmujące przeczucie, że czegoś brakuje.
Potem Manuello wyjął z kieszeni osmaloną metalową rurkę i zaczął ją przykręcać do lufy pistoletu. To był tłumik.
– Co wy wyprawiacie, do cholery? – zapytał Earl. Ani Wexlersh, ani Manuello nie odpowiedzieli.
– Jezu Chryste! – zawołał Earl, wstrząśnięty i przerażony, kiedy nagle zaświtało mu okropne wyjaśnienie.
– Nie krzycz – ostrzegł Wexlersh. – Nie wrzeszcz.
Earl zerwał się z sofy i daremnie próbował uwolnić się z kajdanków.
Wexlersh doskoczył do niego i rąbnął go rewolwerem, raz w ramię i drugi raz w twarz.
Earl upadł z powrotem na sofę.
Manuello nie ustawił gwintu na tłumiku równo z gwintowaniem lufy pistoletu, więc musiał odkręcić tłumik i zacząć od początku.
Wexlersh, wciąż pochylony nad Earlem, spojrzał na partnera i warknął:
– Pospiesz się, dobrze?
– Próbuję, próbuję – zasapał Manuello, szarpiąc oporny tłumik.
– Wy dranie, chcecie nas pozabijać – rzucił Earl przez rozbite, krwawiące wargi.
Laura nie zdziwiła się, kiedy usłyszała wyrok zawarty w tych brutalnych słowach. Podświadomie od początku wiedziała, na co się zanosi, wyczuła to, jak tylko detektywi weszli do pokoju, poczuła to jeszcze silniej, kiedy zakuli w kajdanki Earla, i nabrała całkowitej pewności, kiedy Wexlersh zabrał od niej Melanie, ale nie chciała pogodzić się z prawdą.
Manuello znowu źle nakręcił tłumik.
– Co za kupa gówna.
– Będzie pasował, jeśli od początku ustawisz prawidłowo – poradził Wexlersh.
Laura rozumiała, że nie chcieli użyć własnych rewolwerów z obawy, żeby nie przypisano im zabójstwa. I woleli nie strzelać z pistoletu bez tłumika, ponieważ huk przyciągnie do okien sąsiadów z innych mieszkań i ktoś zobaczy, jak wychodzą z Melanie.
Melanie. Stała obok Manuella, pojękując cicho. Oczy miała zamknięte, głowę spuszczoną i co jakiś czas wydawała żałosne kwilenie. Czy wiedziała, co się stanie w tym pokoju, czy zdawała sobie sprawę, że jej matka zginie, czy też opłakiwała coś innego, coś ze swojego prywatnego świata fantazji?
Tonem częściowo niedowierzania, lecz głównie furii, Earl rzucił:
– Jesteście z policji, na litość boską.
– Zamknij się i siedź cicho – nakazał Wexlersh.
Laura zatrzymała wzrok na ciężkiej szklanej popielniczce na stoliku do kawy. Gdyby ją chwyciła, rzuciła w Wexlersha i trafiła go w głowę, mógł stracić przytomność albo przynajmniej wypuścić z ręki broń, a gdyby upuścił broń, Laura mogłaby ją złapać, zanim on czy Manuello zdążyliby zareagować. Ale potrzebowała dywersji. Rozpaczliwie próbowała wymyślić coś, żeby przyciągnąć uwagę Wexlersha, a tymczasem Earl widocznie zdecydował, że nie mają nic do stracenia; odwrócił uwagę obu detektywów dokładnie w odpowiedniej chwili.
Manuello wciąż walczył ze źle dopasowanym tłumikiem. Earl spojrzał na Wexlersha i powiedział:
– Nieważne, co zrobimy, nieważne, jak głośno będziemy krzyczeć, i tak nie użyjecie własnej broni ani mojej.
Potem, ze wszystkich sił wzywając pomocy, Earl rzucił się na Wexlersha i walnął go głową w brzuch.
Wexlersh zatoczył się dwa kroki do tyłu, kiedy Earl zaatakował go bykiem. Ale detektyw nie upadł; po chwili zadał cios bronią i powalił ochroniarza na podłogę, co zakończyło napaść i krzyki.
Podczas krótkiego zamieszania Laura zdążyła chwycić popielniczkę, zanim jeszcze Wexlersh uderzył Earla. Manuello zobaczył to i zawołał: „Hej!”, kiedy celowała ciężkim przedmiotem w Wexlersha. Ostrzeżenie wystarczyło, żeby detektyw uchylił się przed pociskiem. Popielniczka przeleciała obok niego, rąbnęła w ścianę i z hukiem upadła na podłogę.
Wexlersh wymierzył służbowy rewolwer prosto w Laurę. W wylocie lufy zobaczyła czerń tak głęboką, jakiej nie widziała nigdy w życiu.
– Słuchaj, ty dziwko, jeśli nie usiądziesz grzecznie z zamkniętą jadaczką, zrobimy wam dużo więcej przykrości niż to konieczne.
Melanie teraz skomlała cicho w narastającej rozpaczy. Głowę wciąż miała pochyloną, oczy zamknięte, szczęka jej opadła, z rozwartych ust wydobywały się żałosne dźwięki.
Earl przekręcił się na plecy, podciągnął się i oparł o sofę. Obficie broczył krwią z rany na czaszce. Łypnął na Wexlersha.
– Taak? Co ty powiesz? Zrobicie nam więcej przykrości? A co może być gorsze od waszych zamiarów, do cholery?
Wexlersh rozciągnął bezkrwiste usta w uśmiechu, który wyglądał wręcz koszmarnie na jego księżycowe bladej twarzy.
– Możemy zakleić ci usta taśmą i trochę cię potorturować. Potem zaczniemy torturować tę dziwkę.
Drżąca Laura odwróciła wzrok od tych szarych oczu. Pokój wydawał się zimny, zimniejszy niż wcześniej.
– Ładny kawałek dupy – zauważył Manuello.
– Tak, możemy ją zerżnąć – zgodził się Wexlersh.
– Małą też zerżniemy – ciągnął Manuello.
– Taak – przyświadczył Wexlersh, wciąż z uśmiechem. – Małą też zerżniemy.
– Nawet jeśli jest zapóźniona – dodał Manuello, po czym sklął pistolet i tłumik, które nie chciały się dopasować.
– Więc jeśli nie będziecie siedzieć spokojnie – podjął Wexlersh – zakleimy wam usta taśmą i zerżniemy małą tutaj na waszych oczach… a potem i tak was zabijemy.
Dławiąc się torsjami, które podeszły jej do gardła, Laura opadła z powrotem na sofę, pokonana przez tę najstraszniejszą groźbę.
Earl również umilkł.
– Dobrze – pochwalił Wexlersh i jedną ręką rozmasował sobie brzuch w miejscu, gdzie Earl go uderzył. – Znacznie lepiej.
Skomlenie Melanie zabrzmiało głośniej, pojawiły się pojedyncze słowa punktowane przez drżące, głębokie westchnienia:
– …otwierają się… drzwi… otwierają… nie…
– Zamknij się, mała – rzucił Wexlersh i lekko trzepnął ją po twarzy.