Laura chciała podejść do córki, objąć ją, utulić, ale dla dobra Melanie i własnego musiała zostać na miejscu.
W pokoju wyraźnie robiło się zimniej, coraz zimniej.
Laura przypomniała sobie, jak w kuchni pojawił się lodowaty ziąb tuż przedtem, nim radio zbudziło się do życia. I po raz drugi, zanim stwór z wiatru wyłamał drzwi i wtargnął do domu z ciemności…
– Czy w tej cholernej ruderze nie mają ogrzewania? – burknął Wexlersh.
– Gotowe! – oznajmił Manuello, który w końcu nakręcił tłumik na lufę pistoletu.
Zimniej…
Teraz, kiedy partner wreszcie przygotował broń, Wexlersh włożył własny rewolwer do kabury, potem złapał Melanie za ramię, odciągnął ją z drogi i zaczął cofać się w stronę drzwi wejściowych.
Zimniej…
Laura była zelektryzowana, naładowana napięciem i oczekiwaniem. Czuła, że coś się stanie. Coś dziwnego.
Manuello przysunął się bliżej do Earla, który obserwował go bardziej z pogardą niż ze strachem.
Temperatura w pokoju spadła gwałtownie, za plecami Wexlersha i Melanie drzwi mieszkania otwarły się z trzaskiem…
Lecz do środka nie wtargnęło nic nadnaturalnego, tylko Dan Haldane. Wpadł jak burza, zanim jeszcze do końca otworzył drzwi. Błyskawicznie zorientował się w sytuacji i wbił lufę swojego rewolweru w plecy Wexlersha, zanim ten zdążył odwrócić się do drzwi.
Manuello okręcił się na pięcie, ale Dan ostrzegł:
– Rzuć to! Rzuć to, draniu, albo cię rozwalę. Manuello zawahał się, raczej nie dlatego, że bał się o życie swojego partnera, ale ponieważ nie miał wątpliwości, że ciało Wexlersha zatrzyma pierwszą kulę przeznaczoną dla Dana, natomiast miał pewność, że nie zdąży wystrzelić ponownie i Dan rozwali mu głowę. Zerknął również na Melanie, jakby obliczał szansę pochwycenia dziewczynki, ale kiedy Dan krzyknął jeszcze raz: „Rzuć to!”, Manuello w końcu uznał swoją porażkę i upuścił pistolet z tłumikiem na podłogę.
– On ma broń Earla – ostrzegła Dana Laura.
– I własny rewolwer służbowy – dodał Earl. Trzymając mocno Wexlersha za marynarkę i wciąż wbijając mu rewolwer w plecy, Dan powiedział:
– Okay, Manuello, odłóż te dwie sztuki, powoli i spokojnie. Bez żadnych wygłupów.
Manuello wyjął i odłożył najpierw jeden rewolwer, potem drugi, wreszcie na rozkaz Dana cofnął się i stanął pod ścianą naprzeciwko.
Laura podeszła i zebrała trzy sztuki broni, a tymczasem Dan uwolnił Wexlersha od rewolweru służbowego.
– Dlaczego tu jest tak cholernie zimno? – zapytał. Lecz zanim jeszcze dokończył pytanie, powietrze nagle ociepliło się równie szybko, jak przedtem pochłodniało.
Niewiele brakowało, żeby coś się stało, pomyślała Laura. Coś podobnego jak wcześniej w mojej kuchni.
Ale nie przypuszczała, że mieli dostać następne ostrzeżenie. Nie tym razem. Nie, teraz byłoby gorzej. Dręczyło ją niepokojące uczucie, że To mogło się pojawić już za sekundę.
Dan przyglądał się jej dziwnie, jakby wiedział, że znała odpowiedź na jego pytanie.
Ale nie mogła mówić. Nie potrafiła tego ująć w słowa tak, żeby cokolwiek zrozumiał. Wiedziała tylko, że gdyby To nadeszło, urządziłoby znacznie gorszą jatkę niż dwaj skorumpowani detektywi. Gdyby To nadeszło, czy wszyscy skończyliby jak tamte poszarpane, okaleczone, zmasakrowane trupy w Studio City?
29
Na ostrym dyżurze w Centrum Medycznym UCLA natychmiast opatrzono Earlowi ranę na głowie i rozciętą wargę.
Laura i Melanie czekały w westybulu sąsiadującym z izbą przyjęć, a Dan poszedł do najbliższego automatu telefonicznego. Wybrał numer wydziału East Valley i kierunkowy do Rossa Mondale’a.
– Wyrabiasz nadgodziny, co, Ross?
– Haldane?
– Nie wiedziałem, że taki pracuś z ciebie.
– Czego chcesz, Haldane?
– Najbardziej to pokoju na świecie.
– Nie jestem w nastroju do…
– Ale chyba wystarczy mi rozwiązanie tej sprawy.
– Słuchaj, Haldane, jestem zajęty i…
– Będziesz jeszcze bardziej zajęty, bo musisz ostro główkować, żeby wymyślić alibi.
– O czym ty mówisz?
– Wexlersh i Manuello. Mondale milczał.
– Ross, dlaczego wysłałeś ich do Westwood? – zapytał
Dan.
– Pewnie nie wiesz, że postanowiłem przydzielić tym McCaffrey ochronę policyjną.
– Nawet przy obecnym braku personelu?
– No, biorąc pod uwagę dzisiejsze zabójstwo Scaldonego i wyjątkową brutalność tych morderstw, uznałem za wskazane…
– Wsadź to sobie gdzieś, sukinsynu.
– Co?
– Wiem, że chcieli zabić Earla i Laurę…
– Co ty wygadujesz?
– …i porwać Melanie…
– Piłeś dzisiaj, Haldane?
– …a potem wrócić i zameldować, że kiedy przyjechali na miejsce, Earl i Laura już nie żyli.
– Nic z tego nie rozumiem.
– Twoje zdumienie wydaje się niemal szczere.
– To są poważne oskarżenia, Haldane.
– Och, jak ty ładnie mówisz, Ross.
– Tutaj chodzi o kolegów policjantów. Oni…
– Komu się sprzedałeś, Ross?
– Haldane, dobrze ci radzę…
– I za co się sprzedałeś? Oto wielkie pytanie. Czekaj, czekaj, nie odkładaj słuchawki, wytrzymaj jeszcze trochę, posłuchaj mojej teorii, okay? Nie sprzedałbyś się wyłącznie za pieniądze. Nie postawiłbyś na kartę całej kariery tylko dla pieniędzy. Chyba że dla kilku milionów, ale nikt nie wyłoży takiej kasy za taką robotę. Dwadzieścia pięć tysięcy, góra. Raczej piętnaście. Pewnie tylko tyle. No, mogę uwierzyć, że Wexlersh i Manuello zrobiliby to za takie pieniądze, może nawet za mniejsze, ale żaden z nich nie rozwaliłby Earla i Laury bez twojej zgody, bez gwarancji twojej ochrony. Więc moim zdaniem oni dostali pieniądze, a ty dostałeś coś innego. Co takiego mogłeś dostać, Ross? Sprzedałbyś się za władzę, za naprawdę duży awans, za stanowisko szefa, może nawet nominację na burmistrza. Więc ten, kto cię kupił, kieruje polityczną maszynerią. Ciepło, ciepło, co, Ross? Czy sprzedałeś Laurę i Melanie McCaffrey za takie obietnice? Mondale milczał.
– Sprzedałeś, Ross?
– To jest gorsze niż pijackie brednie, Dan. To wariactwo. Brałeś prochy czy jak?
– Sprzedałeś, Ross?
– Gdzie jesteś, Dan? Dan zignorował pytanie.
– Manuello i Wexlersh są teraz w tym mieszkaniu w Westwood – oznajmił – zakneblowani i związani, jeden na komodzie, drugi w wannie. Spuściłbym obu w klozecie, gdyby się zmieścili.
– Rany boskie, ty naprawdę się naćpałeś!
– Nie wysilaj się, Ross. Paladyn wysyła tam kilku ludzi, żeby niańczyli twoich chłopaczków, a ja już zawiadomiłem reportera z „Timesa” i drugiego z „Journala”. Zadzwoniłem też do wydziału, przedstawiłem się i zgłosiłem usiłowanie morderstwa, żeby po drodze włożyli mundury. Będzie niezły cyrk.
Po kolejnej chwili milczenia Mondale zapytał:
– Czy pani McCaffrey zamierza oskarżyć Wexlersha i Manuella o usiłowanie morderstwa?
– Zaczynasz pękać, Ross?
– To są moi oficerowie – oświadczył Mondale. – Jestem za nich odpowiedzialny. Jeżeli naprawdę zrobili to, co mówisz, chcę mieć absolutną pewność, że zostaną osądzeni i skazani. Nie życzę sobie żadnych cholernych zgniłych jabłek w moim koszyku. Nie zamierzam kryć moich ludzi w imię jakiejś fałszywie pojętej policyjnej solidarności.
– Co jest, Ross? Myślisz, że nagrywam tę rozmowę? Myślisz, że ktoś nas podsłuchuje? Spoko, nikt nie podsłuchuje, nie ma taśmy, więc przestań się zgrywać.
– Nie rozumiem twojej postawy, Dan.
– Nikt nie rozumie.
– Nie wiem, dlaczego podejrzewasz mnie o współudział. – Mondale był marnym aktorem; nieszczerość przebijała z jego głosu równie wyraźnie jak jąkanie czy seplenienie. – 1 nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Czy pani McCaffrey zamierza oskarżyć Wexlersha i Manuella o usiłowanie morderstwa, czy nie zamierza?