Выбрать главу

– Nie dzisiaj – odparł Dan. – Zabrałem stamtąd Laurę i Melanie i na razie zatrzymam je przy sobie, dobrze ukryte. Wiem, że przykro ci to słyszeć. One byłyby takim łatwym celem dla snajpera, prawda? Ale nikomu nie powiem, gdzie je ukryłem. Nie pozwolę im spotkać się z żadnymi glinami z żadnego wydziału, ani żeby złożyć zeznania, ani żeby zidentyfikować Wexlersha i Manuella. Nikomu już nie wierzę.

– Nie mówisz jak odpowiedzialny gliniarz, Dan.

– Bo taki nicpoń ze mnie.

– Na litość boską, nie możesz brać osobistej odpowiedzialności za te McCaffrey.

– Zobaczymy.

– Jeśli potrzebują ochrony, musisz to załatwić przez wydział, tak jak ja próbowałem, kiedy wysłałem tam Wexlersha i Manuella. Nie możesz tego załatwiać na własną rękę. Boże drogi, to nie są twoje krewne, sam wiesz. Nie możesz po prostu przejąć opieki nad nimi, jakbyś miał do tego prawo.

– Mogę, jeśli one tego sobie życzą. Nie są moimi krewnymi… racja, ale mimo wszystko… mam w tym swój interes.

– O czym ty mówisz?

– Sam tak powiedziałeś dzisiaj wieczorem w Znaku Pentagramu. To nie jest dla mnie zwykła sprawa. Dlatego tak głęboko wsiąkłem. Podoba mi się Laura. I żałuję tej dziewczynki. Rzeczywiście zależy mi na nich bardziej niż na innych ofiarach, więc pamiętaj o tym, Ross.

– Właśnie podałeś mi wystarczający powód, żeby wyłączyć cię z tego śledztwa. Nie jesteś już bezstronnym przedstawicielem prawa.

– Pierdol się.

– To wyjaśnia twoją wrogość, histeryczne oskarżenia i te wszystkie paranoidalne teorie spisku.

– To nie paranoja. To rzeczywistość i sam o tym wiesz.

– Teraz rozumiem. Jesteś rozstrojony.

– Ostrzegam cię, Ross, wycofaj się. Dlatego właśnie do ciebie dzwonię. Dwa stówa: wycofaj się. – Mondale nie odpowiedział, więc Dan dodał: – Ta kobieta i to dziecko są dla mnie ważne.

Mondale oddychał cicho w słuchawce, ale niczego nie obiecał.

– Przysięgam na Boga, że zniszczę każdego, kto spróbuje je skrzywdzić. Każdego – oświadczył Dan.

Milczenie.

– Możesz zamknąć gęby Wexlershowi i Manuellowi – podjął Dan. – Możesz nawet znaleźć sposób, żeby umorzyć zarzuty i wyciszyć całą sprawę. Ale jeśli dalej będziesz polował na obie McCaffrey, powyrywam ci nogi z dupy. Przysięgam, Ross.

Wreszcie Mondale odezwał się trochę nie na temat, jakby nie słyszał pogróżek Dana.

– No, jeśli nie pozwolisz pani McCaffrey złożyć zeznania, nie możemy aresztować Wexlersha i Manuella.

– Owszem, możecie. Earl Benton złoży zeznanie. Został uderzony pistoletem. Przez Wexlersha. Earl jest w szpitalu, właśnie go łatają.

– W którym szpitalu?

– Bądź poważny, Ross.

W końcu z czystej frustracji Ross ujawnił odrobinę swoich prawdziwych uczuć. Tama nie pękła, lecz powstała w niej cienka jak włos szczelina.

– Ty draniu. Mam dość ciebie i twoich gróźb, nie mogę już wytrzymać, że wisisz nade mną jak jakiś cholerny miecz.

– Bardzo dobrze. Wyrzuć to z siebie, Ross. Zrzuć ciężar z serca.

Mondale znowu umilkł.

– W każdym razie – ciągnął Dan – jeśli Earla wypuszczą ze szpitala, wróci do tamtego mieszkania, żeby pogadać z mundurowymi, których wezwałem, złożyć zeznanie i dopilnować, żeby Wexlersha i Manuella zapudłowali pod zarzutem napaści i pobicia oraz napadu z zamiarem zabójstwa.

Mondale odzyskał panowanie nad sobą. Nie zamierzał ponownie go tracić.

– A jeśli lekarze zatrzymają go na noc na obserwację, policjanci z tego oddziału przyjadą tutaj po zeznanie. Tak czy owak Wexlersh i Manuello nie wywiną się z tego… chyba że osobiście ich wyciągniesz. Pewnie będziesz musiał to jakoś załatwić, żeby zamknąć im gęby.

Brak odpowiedzi. Tylko ciężki oddech.

– Kiedy ty i ja wreszcie wszystko wygładzimy, Ross, może przekonasz szefa Kelseya, że razem z Wexlershem i Manuellem nie brałeś udziału w próbie porwania dziewczynki i zabicia jej matki, ale prasa zacznie coś podejrzewać i już nigdy więcej nie będzie ci wierzyła. Reporterzy będą węszyć wokół ciebie do końca twojej kariery i czyhać na twoje potknięcie.

Milczenie.

– Słyszysz, co mówię, Ross? Milczenie.

– W najlepszym razie zatrzymasz gwiazdki kapitana, ale burmistrz skreśli cię z elitarnej listy kandydatów na stanowisko szefa policji. Na zawsze. Widzisz, to jest ostrzeżenie, Ross. Dlatego do ciebie zadzwoniłem. Słuchaj dobrze. Słuchaj uważnie. Jeśli dalej będziesz polował na obie McCaffrey, zostaniesz całkowicie zniszczony. Dopilnuję tego. Gwarantuję ci to osobiście. Już jesteś w połowie zniszczony, ale jeżeli dalej będziesz je ścigał, nawet nie zostaniesz kapitanem. Zepchnę cię na samo dno. Nieważne, kto cię do tego namówił, nieważne, jaki jest potężny i wpływowy, nie uratuje twojego tyłka, jeśli jeszcze raz spróbujesz chociaż tknąć obie McCaffrey. Nie uratuje cię przede mną. Załapałeś?

Milczenie. Ale teraz milczenie nabrało emocjonalnego wyrazu, zionęło nienawiścią. Dan podjął:

– Ciągle muszę martwić się o FBI i o tych, którzy finansowali Dylana McCaffreya i Willy’ego Hoffritza, bo ktoś tam bardzo chce dostać tę dziewczynkę, ale przynajmniej tobą przestanę się martwić, Ross. Dzisiaj wieczorem zrzekniesz się stanowiska w jednostce specjalnej i przekażesz całą sprawę komuś innemu, dopóki nie rozwiejesz tej chmury podejrzeń ciążącej nad Wexlershem i Manuellem. Zrozumiano? Ja ci tego nie proponuję, Ross. Ja rozkazuję.

– Ty palancie.

– Bzdury. Słuchaj uważnie. Jeśli nie powiesz tego, co chcę usłyszeć, Ross, odkładam słuchawkę, a kiedy odłożę słuchawkę, będzie już za późno, żebyś zmienił zdanie.

Milczenie.

– No to… żegnaj, Ross.

– Czekaj.

– Przepraszam, muszę lecieć.

– No dobrze, dobrze, zgadzam się.

– Na co?

– Na to, czego chciałeś.

– Mów wyraźniej.

– Wycofam się z tej sprawy.

– Bardzo rozsądnie.

– Nawet wezmę tydzień zwolnienia lekarskiego.

– Ach, źle się czujesz?

– Wycofam się z tego, zostawię to, ale chcę czegoś od ciebie – ciągnął Mondale.

– Czego?

– Nie chcę, żeby Benton, ty czy ta McCaffrey składali jakieś zeznania przeciwko Wexlershowi i Manuellowi.

– Marne szansę.

– Mówię poważnie.

– Nonsens. Mamy na ciebie haka tylko wtedy, jeśli oskarżymy tych dwóch gnojków o usiłowanie morderstwa.

– Okay. Niech Benton złoży zeznanie. Ale za kilka dni, kiedy już zapewnisz bezpieczeństwo tym McCaffrey, niech Benton wycofa zarzuty.

– Wyjdzie na durnia.

– Wcale nie. Może powiedzieć, że kto inny go pobił i uderzył mocno w głowę, że był oszołomiony i niesłusznie oskarżył Wexlersha i Manuella. Za kilka dni powie, że przejaśniło mu się w głowie i dopiero wtedy przypomniał sobie, co zaszło naprawdę. Powie, że jakiś inny bandzior go pobił, a Wexlersh i Manuello właściwie uratowali mu tyłek.

– W twojej sytuacji nie możesz niczego ode mnie żądać, Ross.

– Cholera jasna, jeśli nie zostawisz mi żadnego wyjścia, żadnego promyka nadziei, to nie mam powodu grać w twoją grę.

– Możliwe. Ale skoro się targujemy, ja też chcę czegoś więcej. Chcę nazwiska człowieka, który zwrócił się do ciebie, Ross.

– Nie.

– Kto chce dziewczynki, Ross? Powiedz mi i dobijamy targu.

– Nie.

– Kto cię namówił, żebyś użył Wexlersha i Manuella w taki sposób?

– Niemożliwe. Powiem ci i naprawdę jestem skończony. Jestem trup. Wolę już zginąć teraz w walce, niż kogoś zakapować i może skończyć jak te zwłoki w Studio City… albo gorzej. Daję ci te McCaffrey, a za kilka dni ty dasz mi Wexlersha i Manuella. Taka jest umowa.