Выбрать главу

Czy te okropne wspomnienia mogły ją zabić, jeśli będzie musiała wyciągnąć je na światło, zanim stanie się gotowa?

Nie. Na pewno nie. Laura nigdy nie słyszała, żeby terapia regresji hipnotycznej zagroziła fizycznemu zdrowiu pacjenta.

A jednak… powrót do szarego pokoju, rozkaz opisania krzesła, na którym poddano ją elektrowstrząsowej terapii awersyjnej, ponowne zamknięcie w komorze deprywacji sensorycznej… to wszystko jakby wysysało życie z dziewczynki. Jeśli wspomnienia czasami zmieniają się w wampiry, właśnie teraz wampiry piły jej krew.

– Melanie?

– Mmmmmm?

– Gdzie teraz jesteś?

– Płynę.

– W zbiorniku?

– Płynę.

– Co czujesz?

– Wodę. Ale…

– Ale co?

– Ale to też zanika…

– Co jeszcze czujesz? – Nic.

– Co widzisz?

– Ciemność.

– Co słyszysz?

– Moje… serce… bije, bije… ale… to też zanika.

– Czego oni chcą od ciebie?

Dziewczynka milczała.

– Melanie? Nic.

Z nagłym naciskiem Laura powiedziała:

– Melanie, nie odpływaj ode mnie. Zostań ze mną. Dziewczynka poruszyła się i odetchnęła płytko, zupełnie jakby powróciła z odległego, bezgwiezdnego brzegu ciemnej rzeki, która płynęła pomiędzy tym światem a następnym.

– Mmmmmm.

– Jesteś ze mną?

– Tak – potwierdziła dziewczynka, ale tak cicho, że wypowiedziane słowo stanowiło zaledwie cień myśli.

– Jesteś w zbiorniku – oznajmiła Laura. – W zbiorniku jest tak jak zawsze… tylko że tym razem jestem z tobą: lina bezpieczeństwa, wyciągnięta ręka. Rozumiesz? Teraz… pływasz. Nic nie czujesz, nic nie widzisz, nic nie słyszysz… ale dlaczego tam jesteś?

– Zęby nauczyć się…

– Czego?

– …wypuścić.

– Co wypuścić?

– Wszystko.

– Nie rozumiem, skarbie.

– Wypuścić. Wszystko. Mnie.

– Chcą, żebyś nauczyła się wypuszczać siebie? Co to dokładnie znaczy?

– Wyjść poza.

– Gdzie poza?

– Daleko… daleko… daleko…

Laura westchnęła rozczarowana i spróbowała innej taktyki.

– Co myślisz?

Jeszcze zimniejsza i bardziej niesamowita nuta zabrzmiała w głosie dziecka.

– Drzwi…

– Drzwi do grudnia? – Tak.

– Czym są drzwi do grudnia?

– Nie pozwól ich otworzyć! Trzymaj je zamknięte! – krzyknęła dziewczynka.

– Są zamknięte, skarbie.

– Nie, nie, nie! One się otworzą. Nienawidzę tego! Och, proszę, proszę, pomóż mi, Jezu, mamo, pomóż mi, tato, pomóż mi, nie rób tego, proszę, pomóż mi, nienawidzę, kiedy się otwierają, nienawidzę!

Melanie teraz krzyczała, mięśnie jej szyi napięły się, żyły na skroniach nabrzmiały i pulsowały. Pomimo silnego podniecenia nie odzyskała kolorów; przeciwnie, zbladła jeszcze bardziej.

Dziecko śmiertelnie bało się czegoś, co leży za drzwiami, i przekazało swój strach matce. Laura poczuła zimny dreszcz przebiegający od karku wzdłuż całego kręgosłupa.

Ze sporym podziwem Dan patrzył, jak Laura ucisza i uspokaja przerażoną dziewczynkę.

Sesja tak mocno go zdenerwowała, że czuł się jak samo – niszczący mechanizm zegarowy, który zaraz eksploduje.

Laura zwróciła się do Melanie:

– Okay. Teraz… opowiedz mi o drzwiach do grudnia. Dziewczynka wzbraniała się przed odpowiedzią.

– O co chodzi, Melanie? Wytłumacz mi. No, skarbie. Zduszonym głosem dziewczynka powiedziała:

– To jak… okno do wczoraj.

– Nie rozumiem. Wytłumacz.

– To jak… schody… które prowadzą tylko na boki… ani w górę, ani w dół…

Laura spojrzała na Dana. Wzruszył ramionami.

– Powiedz mi więcej – zażądała Laura od dziewczynki.

Głosem, który wznosił się i opadał w niesamowitym rytmie, nigdy zbyt głośnym, często zbyt cichym, dziecko powiedziało:

– To jak… kot… głodny kot, który zjadł samego siebie. Głoduje. Nie ma nic do jedzenia. Więc… zaczyna obgryzać koniuszek własnego ogona. Zaczyna zjadać swój ogon… gryzie wyżej… wyżej i szybciej… aż cały ogon znika. Potem… potem zjada swój tył, a potem środek. Je dalej i dalej, pożera samego siebie… aż wreszcie zjada się do ostatniego kawałeczka… zjada nawet własne zęby… i wtedy po prostu… znika. Widziałaś, jak znika? Jak mógł zniknąć? Jak zęby mogły zjeść same siebie? Czy nie zostałby przynajmniej jeden ząb? Ale nie został. Ani jeden ząb.

Tonem, w którym odbijało się zdumienie widoczne na twarzy Dana, Laura zapytała:

– To właśnie każą ci myśleć, kiedy jesteś w zbiorniku?

– W niektóre dni tak. W inne dni każą mi myśleć o oknie do wczoraj, nic, tylko okno do wczoraj, przez całe godziny… tylko skupiać się na tym oknie… widzieć je… wierzyć w nie… Ale zawsze najlepiej działają drzwi.

– Do grudnia. – Tak.

– Opowiedz mi o nich, skarbie.

– Jest lato… lipiec…

– Mów dalej.

– Gorący i upalny. Tak mi gorąco… Tobie nie jest gorąco?

– Bardzo gorąco – zgodziła się Laura.

– Dałabym wszystko za… trochę chłodnego powietrza. Więc otwieram frontowe drzwi domu… a za tymi drzwiami jest mroźny zimowy dzień. Pada śnieg. Sople zwisają z dachu na ganku. Robię krok do tyłu i wyglądam przez okna po obu stronach drzwi… i przez okna widzę, że naprawdę jest lipiec… i wiem, że jest lipiec… ciepło… wszędzie jest lipiec… tylko nie za tymi drzwiami… po drugiej stronie tych drzwi… drzwi do grudnia. I wtedy…

– Co wtedy? – ponagliła Laura.

– Przechodzę przez…

– Przechodzisz przez drzwi? – upewniła się Laura. Melanie nagle otwarła oczy, zerwała się z krzesła i ku zdumieniu Dana zaczęła okładać się pięściami z całej siły. Małe dłonie wymierzyły serię gwałtownych ciosów w wątłą pierś, biły po bokach, uderzały w biodra.

– Nie, nie, nie, nie! – krzyczało dziecko.

– Powstrzymaj ją! – zawołała Laura.

Dan już zerwał się łóżka i biegł do dziewczynki. Chwycił ją za ręce, ale uwolniła się z łatwością, która go zaskoczyła. Skąd miała tyle siły?

– Nienawidzę! – wrzasnęła Melanie i uderzyła się mocno w twarz.

Dan znowu próbował ją złapać. Wykonała unik.

– Nienawidzę!

Chwyciła garść własnych włosów i próbowała je wyrwać z czaszki.

– Melanie, skarbie, przestań!

Dan złapał dziewczynkę za nadgarstki i trzymał mocno. Składała się chyba z samych kości i bał się, że zrobi jej krzywdę. Ale gdyby ją wypuścił, zrobiłaby sobie krzywdę.

– Nienawidzę! – zaskrzeczała i bryznęła śliną. Laura podeszła ostrożnie.

Melanie puściła własne włosy i próbowała podrapać Dana, żeby uwolnić się z jego uścisku. W końcu udało mu się przycisnąć jej ręce do boków, ale wciąż miotała się w prawo i w lewo, kopała go po kostkach i powtarzała:

– Nienawidzę, nienawidzę, nienawidzę!

Laura ujęła twarz córki w obie dłonie i przytrzymała jej głowę, żeby zmusić ją do słuchania.

– Skarbie, co to jest? Czego tak bardzo nienawidzisz?

– Nienawidzę!

– Czego tak bardzo nienawidzisz?

– Przechodzić przez drzwi.

– Nienawidzisz przechodzić przez te drzwi?

– Ich też.

– Kim oni są?

– Nienawidzę ich, nienawidzę ich!

– Kogo?

– Każą mi… myśleć o tych drzwiach, i każą mi wierzyć w te drzwi, a potem każą mi… przechodzić przez te drzwi i nienawidzę ich!

– Nienawidzisz swojego taty? – Tak!

– Bo każe ci przechodzić przez drzwi do grudnia?

– Nienawidzę tego! – zaskomlała dziewczynka z furią i udręką.