Выбрать главу

Znalazł adres wydawnictwa na stronie z copyrightem. Biura znajdowały się na Doheny Drive w Beverly Hills. Zanotował to, żeby porównać z adresem centrali zarządu Przedsiębiorstw Johna Wilkesa, jedną z rzeczy, które Earl Benton miał sprawdzić dzisiaj rano.

Następnie przewertował wszystkie siedem tomów, przeczytał dedykacje i podziękowania w nadziei, że natrafi na znajome nazwisko, które jeszcze bliżej powiąże Uhlandera z konspiracją McCaffreya – Hoffritza albo zdradzi innych, jeszcze nieujawnionych konspiratorów, lecz nie znalazł nic wartościowego.

Popatrzył ponownie na książki i wybrał jedną do dokładniejszego przejrzenia. Na pierwszy rzut oka ten właśnie tom mógł zawierać potwierdzenie okropnej teorii, która przyszła Danowi do głowy, kiedy obserwował sesję terapii hipnozy regresyjnej z Melanie. Przeczytał trzydzieści stron, zanim Laura wzięła prysznic, wykąpała Melanie i oznajmiła, że gotowa jest rozpocząć dzień; rzeczywiście na tych kartkach znalazł pożywkę dla swoich najgorszych lęków.

Mgła rozpływała się i odsłaniała zarysy tajemnicy. Dan czuł, że stoi na krawędzi zrozumienia, które wytłumaczy wypadki z ostatnich dwóch dni: szary pokój, ohydnie pokiereszowane zwłoki, fakt, że mężczyźni w Studio City nie mogli się obronić, cudowną ucieczkę Melanie z tej jatki, śmierć Josepha Scaldonego w zamkniętym pokoju i inne nadnaturalne zjawiska.

To było szaleństwo.

A jednak… miało sens.

I przerażało go jak diabli.

Chciał podzielić się swoim pomysłem z Laurą, zasięgnąć jej opinii jako psychiatry. Lecz proponowane wyjaśnienie było tak szokujące, straszne i beznadziejne, że postanowił jeszcze to przemyśleć. Musiał sprawdzić każde ogniwo w łańcuchu rozumowania, zanim poruszy ten temat. Jeśli jego podejrzenia okażą się słuszne, Laura będzie musiała zmobilizować wszystkie fizyczne, psychiczne i emocjonalne siły, żeby wytrzymać ten cios.

Wyszli z motelu i wsiedli do samochodu. Laura usiadła z tyłu obok Melanie, ponieważ chciała przez cały czas tulić, pieścić i pocieszać dziecko, a terminal komputerowy z przodu zostawiał miejsce tylko dla dwóch osób.

Dan zamierzał wpaść na krótko do swojego mieszkania, żeby się przebrać. Koszulę, spodnie i marynarkę miał wygniecione i nieświeże, ponieważ spał w ubraniu. Teraz jednak, odkąd uwierzył, że zbliża się do przełomu w śledztwie, przestał się przejmować swoim niechlujnym wyglądem. Wolał jak najszybciej odnaleźć Howarda Renseveera, Sheldona Tolbecka i innych uczestników konspiracji. Pragnął przedstawić im pomysł, na który wpadł przed paroma godzinami, i obserwować ich reakcję.

Zanim wyjechał z motelowego parkingu, obrócił się i popatrzył na Melanie.

Opierała się bezwładnie o matkę.

Oczy miała otwarte, lecz puste.

Czy mam rację, mała? – pomyślał. Czy To jest tym, o czym myślę?

Na wpół spodziewał się, że Melanie usłyszy niewypowiedziane pytanie i popatrzy na niego, ale nie popatrzyła.

Mam nadzieję, że się mylę, pomyślał. Bo jeśli właśnie To zabija tych wszystkich ludzi i jeśli przyjdzie po ciebie, kiedy wszyscy inni zginą, to nie ma dla ciebie ucieczki, prawda, kochanie? Nie przed czymś takim. Nie ukryjesz się nigdzie na całym świecie.

Zadrżał.

Uruchomił silnik i wyjechał z parkingu.

Mgła z poprzedniej nocy wciąż wisiała nad miastem. Znowu zaczął padać deszcz. Każda zimna kropla uderzała twardo w przednią szybę, a każdy lodowaty wstrząs przenikał przez szkło, przez ubranie Dana, przez ciało i kości aż do samego wnętrza duszy.

34

Dan i Laura prawie nic nie osiągnęli tego ranka, chociaż nie brakowało im dobrych chęci. Przeszkodziła im kolejna ulewa, ponieważ spowolniła miejski ruch do ślimaczego tempa. Pogoda nie dopisała, jednak prawdziwy kłopot polegał na tym, że wszystkie szczury, które mogły udzielić odpowiedzi, opuszczały tonący okręt. Ani Renseveera, ani Tolbecka nie znaleźli w domu i w pracy. Dan stracił mnóstwo czasu na tropienie obu mężczyzn, zanim w końcu doszedł do wniosku, że uciekli z miasta w nieznanym kierunku.

O pierwszej spotkali się z Earlem Bentonem w kawiarni w Van Nuys, jak umówili się poprzedniej nocy. Na szczęście rana głowy, którą zadał mu Wexlersh, nie osłabiła sprawności ochroniarza i jego poranek okazał się bardziej owocny od poranka Dana i Laury. Cała czwórka usiadła w boksie w głębi restauracji, jak najdalej od szafy grającej muzykę country. Zajęli miejsce przy dużej panoramicznej szybie, po której spływały szare falujące strugi deszczu i zamazywały świat na zewnątrz. Restauracja przyjemnie pachniała świeżymi frytkami, skwierczącymi hamburgerami, zupą fasolową, bekonem i kawą. Kelnerka była pogodna i zręczna, a kiedy przyjęła zamówienia i odeszła, Earl opowiedział Danowi i Laurze o swoich odkryciach.

Z samego rana zadzwonił do Mary Katherine O’Hary, sekretarza organizacji Teraz Wolność, i umówił się z nią na dziesiątą. Mieszkała w schludnym małym bungalowie w Bur – bank, do połowy przesłoniętym bugenwillami, tak typowym dla architektury lat trzydziestych i tak dobrze utrzymanym, że Earl niemal spodziewał się zobaczyć packarda zaparkowanego na podjeździe.

– Pani O’Hara ma po sześćdziesiątce – oznajmił – i jest prawie tak dobrze utrzymana jak jej dom. Bardzo przystojna kobieta, za młodu musiała być wystrzałową dziewczyną.

Emerytowana pośredniczka w handlu nieruchomościami. Chociaż nie jest bogata, powiedziałbym, że prowadzi wygodne życie. Dom jest bardzo ładnie umeblowany, z kilkoma wspaniałymi antykami art deco.

– Czy niechętnie rozmawiała o Teraz Wolność? – zapytał Dan.

– Przeciwnie. Paliła się do rozmowy. Widzisz, wasz policyjny plik o organizacji jest nieaktualny. Ona już nie należy do zarządu. Zrezygnowała ze wstrętem kilka miesięcy temu.

– O?

– Ona jest gorliwą libertarianką, członkinią dziesięciu rozmaitych organizacji i kiedy Ernest Cooper zaprosił ją do odegrania głównej roli w libertariańskim komitecie politycznym, który utworzył, z radością poświęciła swój czas. Cooper jednak widocznie potrzebował jej nazwiska, żeby zalegalizować swój komitet, i spodziewał się nią manipulować. Ale manipulowanie panią O’Hara jest równie łatwe jak gra w futbol żywym jeżozwierzem bez skaleczenia.

Dan zdziwił się i ucieszył, słysząc śmiech Laury. Przez ostatnie kilka dni tak mało się śmiała, że już zapomniał, jak silnie działa na niego jej radość.

– Twarda sztuka – zauważyła Laura.

– I bystra – uzupełnił Earl. – Przypomina mi ciebie.

– Mnie? Ja mam być twarda?

– Twardsza niż ci się zdaje – zapewnił ją Dan z takim samym podziwem, jakim widocznie darzył ją Earl.

Na zewnątrz grzmot przetoczył się po niebie niczym wielkie popękane koła z kamienia. Deszcz, pędzony porywistym wiatrem, bębnił w okna coraz mocniej.

– Pani O’Hara – ciągnął Earl – była członkinią prawie przez rok, ale wreszcie odeszła, podobnie jak kilku autentycznych libertarian przed nią, ponieważ odkryła, że organizacja nie zajmuje się tym, do czego została rzekomo powołana. Zebrała dużo pieniędzy, ale nie wspierała w szerokim zakresie libertariańskich kandydatów czy programów. Większość funduszy szła na rzekomo libertariański projekt badawczy kierowany przez Dylana McCaffreya.

– Szary pokój – powiedział Dan. Earl przytaknął.