– Ale co było libertariańskiego w tym projekcie? – zapytała Laura.
– Pewnie nic – odparł Earl. – Libertariańska etykietka stanowiła jedynie wygodną przykrywkę. Do tego wniosku doszła w końcu Mary O’Hara.
– Przykrywkę dla czego?
– Nie wiedziała.
Kelnerka wróciła z trzema filiżankami kawy i jedną pepsi.
– Państwa lunch będzie gotowy za chwilę – oznajmiła. Przyjrzała się pokiereszowanej twarzy Earla i bandażowi na głowie, zerknęła na siniec na czole Dana i zagadnęła:
– Mieliście jakiś wypadek?
– Schodziłem ze schodów bez spadochronu.
– Bez spadochronu?
– Cztery piętra – dorzucił Earl.
– Aha, nabieracie mnie. Wyszczerzyli do niej zęby.
Uśmiechnięta kelnerka pospieszyła przyjąć zamówienia przy następnym stoliku.
Laura odpakowała słomkę, włożyła do pepsi i próbowała napoić Melanie, a Dan zwrócił się do Earla:
– Pani O’Hara wygląda na osobę, która powinna zrobić coś więcej w takiej sprawie, nie tylko odejść. Spodziewałbym się po niej, że napisze do Federalnej Komisji Wyborczej i doprowadzi do rozwiązania tej organizacji.
– Napisała do nich – odparł Earl. – Dwukrotnie. – No i?
– Bez odpowiedzi.
Dan poprawił się na ławce, jakby zrobiło mu się niewygodnie.
– Twierdzisz, że ludzie, którzy stoją za Teraz Wolność, mają haka na Federalną Komisję Wyborczą?
– Powiedzmy raczej, że mają jakieś wpływy.
– Co znaczy, że to tajny projekt rządowy – podsumował Dan. – 1 mądrze zrobiliśmy, że zwialiśmy przed FBI.
– Niekoniecznie.
– Ale tylko rząd mógłby wyciszyć dochodzenie prowadzone przez komisję elekcyjną, i też miałby kłopoty.
– Cierpliwości – poprosił Earl, podnosząc filiżankę.
– Ty coś wiesz – oskarżył go Dan.
– Ja zawsze coś wiem. – Earl uśmiechnął się i łyknął kawy. Dan zobaczył, że Melanie wypiła trochę pepsi, chociaż nie bez trudności. Laura zużyła już jedną serwetkę, żeby wytrzeć brązowe krople z brody dziewczynki.
– Po pierwsze – podjął Earl – muszę cofnąć się i wyjaśnić, skąd Teraz Wolność bierze pieniądze. Pani O’Hara była tylko sekretarzem, ale kiedy poczuła, że coś tu śmierdzi, sprawdziła rachunki skarbnika za plecami Coopera i Hoffritza. Dziewięćdziesiąt dziewięć procent funduszy komitet otrzymał jako granty od trzech innych komitetów: Uczciwość w Polityce, Obywatele o Oświecony Rząd i Grupa Dwudziestego Pierwszego Wieku. Co więcej, kiedy przyjrzała się tym organizacjom, odkryła, że Cooper i Hoffritz pełnili funkcje we wszystkich i że te trzy komitety czerpały główne fundusze nie ze składek zwykłych obywateli, jak należało się spodziewać, tylko z dwóch innych instytucji nie nastawionych na zysk, z dwóch fundacji charytatywnych.
– Fundacje charytatywne? Czy wolno im wtrącać się do polityki?
Earl kiwnął głową.
– Tak, dopóki postępują bardzo ostrożnie i jeżeli zgodnie ze statutem mają wspierać „służby publiczne i programy poprawy rządów”, jak te dwie fundacje.
– A skąd te fundacje biorą pieniądze?
– Zabawne, że pytasz. Pani O’Hara nie grzebała głębiej, ale zadzwoniłem od niej do Paladyna i kazałem kilku naszym ludziom rozpocząć śledztwo. Obie fundacje są finansowane przez inną, większą instytucję charytatywną.
– Mój Boże, całkiem jak chińskie pudełko – łamigłówka! – odezwała się Laura.
– Chciałbym podsumować – zabrał głos Dan. – Ta większa dobroczynność finansowała dwie niniejsze, a te dwie mniejsze finansowały trzy komitety polityczne… Uczciwość w Polityce, ee, Obywatele o Oświecony Rząd i Grupa Dwudziestego Pierwszego Wieku… a z kolei te komitety przekazywały fundusze na Teraz Wolność, która praktycznie przeznaczała wszystkie pieniądze na finansowanie pracy Dylana McCaffreya w Studio City.
– Zgadza się – przyznał Earl. – Stworzono ten skomplikowany system prania pieniędzy, żeby starannie odizolować prawdziwych sponsorów od Dylana McCaffreya, na wypadek gdyby coś poszło źle i władze wykryły, że facet przeprowadza serię okrutnych i karygodnych eksperymentów na własnym dziecku.
Pogodna młoda kelnerka przyniosła zamówione dania, a oni wymieniali nieobowiązujące uwagi o pogodzie, kiedy stawiała jedzenie na stole.
Kiedy odeszła, nikt nie tknął lunchu.
– Jak się nazywa instytucja charytatywna w samym środku tego chińskiego pudełka? – zwrócił się Dan do Earla.
– Trzymaj się mocno, bo spadniesz z krzesła.
– Nie siedzę na krześle.
– Fundacja Boothe’a.
– A niech mnie szlag.
– Ta sama, która wspiera sierocińce, grupy opieki społecznej nad dziećmi i program pomocy dla emerytów? – wtrąciła Laura.
– Ta sama – potwierdził Earl.
Dan pogrzebał w kieszeni marynarki i wyciągnął komputerowy wydruk wysyłkowej listy klientów ze Znaku Pentagramu. Przekartkował do strony trzeciej i pokazał im: Palmer Boothe, dziedzic fortuny Boothe’ów, obecnie głowa rodziny, właściciel i wydawca „Los Angeles Journal”, jeden z najwybitniejszych obywateli miasta, kierujący Fundacją Boothe’a.
– Znalazłem to wczoraj wieczorem, w biurze Josepha Scaldonego, na zapleczu tego cudacznego okultystycznego sklepu. Zdziwiło mnie, że twardogłowy biznesmen w rodzaju Boothe’a interesuje się nadprzyrodzonymi zjawiskami. Oczywiście nawet najtwardsze głowy mają słabe punkty. Wszyscy mamy jakieś słabostki, jakieś głupie skłonności. Ale reputacja Boothe’a, jego racjonalny wizerunek… cholera, nigdy nie przyszło mi do głowy, że mógł być zamieszany w coś takiego.
– Diabeł ma adwokatów w najmniej prawdopodobnych miejscach – oznajmił Earl.
Z szafy grającej popłynął głos Eltona Johna. Dan spojrzał na szary, zacinający deszcz za oknem.
– Dwa dni temu nawet nie wierzyłem w diabła – wyznał.
– Aż do teraz?
– Aż do teraz.
Laura kroiła cheeseburgera Melanie na małe kawałeczki, takie na jeden kęs, które można łatwo zdjąć z widelca. Dziewczynka wpatrywała się w falujące wzory deszczu na szybie – albo w coś odległego o całe lata świetlne.
W innej części restauracji pomywacz albo kelnerka upuścili stos naczyń; głośny szczęk został nagrodzony wybuchem śmiechu.
– Zresztą – powiedział Earl – pamiętasz te dwa listy, które Mary O’Hara wysłała do Federalnej Komisji Wyborczej?
No więc dlaczego nie nadano biegu sprawie, to żadna tajemnica. Palmer Boothe hojnie wspiera obie partie polityczne, zawsze trochę więcej daje na partię będącą akurat u władzy, ale o drugiej też nie zapomina. I oto kilka lat temu, kiedy komitety polityczne po raz pierwszy weszły w modę i Boothe zobaczył, jak mogą się przydać na przykład do zakamuflowanego finansowania operacji w rodzaju badań Dylana McCaffreya, postanowił umieścić jednego czy dwóch swoich ludzi w komisji nadzorującej te komitety.
Laura skończyła krojenie cheeseburgera i powiedziała:
– Słuchajcie, niewiele wiem o Federalnej Komisji Wyborczej, ale wydaje mi się, że jej członkowie nie są mianowani przez polityków.
– Nie są – zgodził się Earl. – Nie bezpośrednio. Ale ludzie zarządzający biurokracją, która zarządza komisją wyborczą, są mianowani przez polityków. Więc jeśli chcesz umieścić tam swoją wtyczkę, jeśli chcesz tego dostatecznie mocno i nie brakuje ci pieniędzy, możesz to załatwić okrężną drogą. Oczywiście nie możesz sobie pozwolić na całkowite skorumpowanie komisji, na skandaliczne nadużycia, ponieważ obie partie polityczne uważnie patrzą jej na ręce. Ale jeśli masz skromne potrzeby… powiedzmy, powstrzymanie komisji od zbyt dokładnego sprawdzania kilku komitetów politycznych, które założyłaś dla niezbyt legalnych celów… wtedy nikt niczego nie zauważy albo nie będzie się przejmował. A jeśli jesteś równie sprytna jak Palmer Boothe, nie wykorzystasz zwykłych zauszników; posłużysz się szanowanymi, zaangażowanymi społecznie działaczami jednej z największych krajowych instytucji charytatywnych, żeby zaproponować ich usługi Federalnej Komisji Wyborczej, i wszyscy się ucieszą, że tacy wykształceni, prawomyślni obywatele bezinteresownie ofiarują rządowi swój czas i energię.