Dan westchnął.
– Więc to Palmer Boothe, nie rząd, finansował badania McCaffreya. W takim razie nie musimy się martwić, że FBI chce, aby Melanie ponownie zniknęła.
– Nie jestem tego taki pewien – sprzeciwił się Earl. – To prawda, że rząd nie dostarczał pieniędzy na opłacanie Hoffritza i McCaffreya ani na badania prowadzone w szarym pokoju. Ale teraz, kiedy widzieli to miejsce i mieli okazję przejrzeć papiery McCaffreya, mogą dojść do wniosku, że jego prace mają znaczenie dla bezpieczeństwa narodowego, więc przydałoby się dokładnie zbadać Melanie i popracować z nią dłużej… bez przeszkód.
– Po moim trupie – oświadczyła Laura.
– Więc ciągle jesteśmy zdani na siebie – doszedł do wniosku Dan.
Earl przytaknął.
– Poza tym Boothe widocznie znalazł dojście do Rossa Mondale’a, żeby posłużyć się wydziałem policji przeciwko nam…
– Nie całym wydziałem – sprostował Dan. – Tylko kilkoma zgniłymi jabłkami.
– Ale skąd wiadomo, czy on nie ma przyjaciół również w FBI? Bo jeśli rząd zabierze nam Melanie, będziemy mogli ją odzyskać, ale jeśli Boothe ją dorwie, pewnie już jej nigdy nie zobaczymy.
Przez kilka minut milczeli. Jedli lunch, a Laura próbowała nakarmić Melanie, chociaż bez większych sukcesów. Piosenka Whitney Houston z szafy grającej dobiegła końca i po kilku sekundach Bruce Springsteen zaczai śpiewać żałosny utwór o tym, jak wszystko umiera, ale niektóre rzeczy wracają, kochanie, to fakt.
W obecnej sytuacji tekst Bruce’a Springsteena brzmiał dla nich dość makabrycznie i niepokojąco.
Dan patrzył na deszcz i zastanawiał się, ile pomogły im te nowe informacje o Boothe’u. Wiedzieli teraz, że wróg jest potężny, lecz nie tak wszechpotężny, jak się obawiali. Cholernie pocieszająca wiedza. Poprawiła im samopoczucie. Lepiej mieć do czynienia z ultrabogatym megalomanem – z pojedynczym wrogiem, choćby nawet szalonym i ogromnie wpływowym – niż walczyć ze skamieniałą biurokracją, która dąży do celu za wszelką cenę, nawet jeśli ten cel oznacza szaleństwo. Wróg wciąż był olbrzymem, ale teraz mogli go powalić, gdyby tylko znaleźli odpowiednią procę i idealnie ukształtowany kamień.
I teraz Dan znał tożsamość „Tatusia”, siwowłosego i ach – jakże – dystyngowanego zboczeńca, który regularnie odwiedzał Reginę Savannah Hoffritz w tym domu na wzgórzach Hollywood, wahającym się pomiędzy stylem tudorowskim a hiszpańskim.
– A co z Przedsiębiorstwami Johna Wilkesa? – zapytał Earla. Zanim jeszcze dokończył zdanie, spostrzegł coś, co powinien był zauważyć wcześniej, i częściowo odpowiedział na własne pytanie: – Nie ma żadnego Johna Wilkesa. To wyłącznie nazwa korporacji, prawda? John Wilkes Boothe. Człowiek, który zastrzelił Lincolna, chociaż chyba nazywał się Booth, bez „e” na końcu. Więc to następna firma należąca do Palmera Boothe’a, który nazwał ją Przedsiębiorstwa Johna Wilkesa jako co?… jako żart? Earl kiwnął głową.
– Dla mnie brzmi jak prywatny żart, ale chyba musisz zapytać samego Boothe’a, jeśli chcesz to wyjaśnić. W każdym razie Paladyn sprawdził korporację dzisiaj rano. Żadnych mrocznych tajemnic, nic takiego. Boothe jest wymieniony jako jedyny akcjonariusz. Wykorzystuje Przedsiębiorstwa Johna Wilkesa do prowadzenia szeregu drobnych przedsięwzięć, które nie pasują do profilu jego innych korporacji czy fundacji, a jedno czy dwa nawet nie przynoszą zysków.
– Wydawnictwo John Wilkes Press – podsunął Dan. Earl uniósł brwi.
– Tak, to jedno z nich. Wydają tylko książki związane z okultyzmem i bankrutują co kilka lat, w inne lata tracą kilka dolarów. John Wilkes ma również mały ambitny teatr w Westwood, sieć trzech sklepów sprzedających czekoladki domowego wyrobu, jadłodajnie Burger King i parę innych rzeczy.
– Włącznie z domem, gdzie Boothe trzyma swoją kochankę – dorzuciła Laura.
– Nie jestem pewien, czy uważają za kochankę – odparł Dan z widocznym niesmakiem. – Raczej za domowe zwierzątko… ładną małą samiczkę, którą wyuczono różnych zmyślnych sztuczek.
Dokończyli lunch. Deszcz siekł o szyby.
Melanie wciąż milczała, zagubiona, z pustym spojrzeniem.
– Co teraz? – odezwała się wreszcie Laura.
– Teraz pójdę porozmawiać z Palmerem Boothe’em – oświadczył Dan. – Jeśli nie uciekł jak wszystkie inne szczury.
35
Zanim zapłacili rachunek i wyszli z restauracji, zdecydowali, że Earl zabierze Laurę i Melanie do kina. Dziewczynka potrzebowała kryjówki na kilka godzin, dopóki Dan nie zdoła porozumieć się z Palmerem Boothe’em osobiście lub telefonicznie, a szukanie schronienia w kolejnym pokoju motelowym stanowiło zbyt przygnębiającą perspektywę. Ani FBI, ani policja – ani nawet zausznicy Boothe’a – nie szukaliby ich w anonimowym multipleksie w centrum handlowym, nie było również praktycznie żadnych szans, że ktoś dostrzeże ich przypadkowo na ciemnej widowni. W dodatku Laura zasugerowała, że odpowiedni film może posłużyć za terapię dla Melanie: czterdziestostopowe obrazy, nienaturalnie jaskrawe kolory i ogłuszający hałas filmu czasami przykuwały uwagę autystycznego dziecka, kiedy nic innego nie pomagało.
Przed restauracją stały automaty z gazetami. Dan zanurkował w deszcz, żeby kupić „Journal” z programem kinowym. Wszyscy zauważyli, jaką ironią było korzystanie z publikacji Palmera Boothe’a, żeby ukryć się przed nim. Wybrali przygodowe fantasy Stevena Spielberga i kino w Westwood. Był to multipleks pokazujący drugi film odpowiedni dla Melanie, więc po filmie Spielberga mogli obejrzeć następny seans i spędzić tam resztę popołudnia oraz wczesny wieczór w razie konieczności. Zamierzali zostać w kinie, dopóki Dan nie znajdzie Boothe’a albo nie zrezygnuje z poszukiwań, po czym miał do nich wrócić i zwolnić Earla.
Wsiedli do samochodu Earla, a Dan wsunął się za nimi na chwilę, bo deszcz wciąż padał z szarego zachmurzonego nieba. Dan powiedział do Laury:
– Musisz coś dla mnie zrobić. Kiedy będziecie w kinie, chcę, żebyś obserwowała Melanie jeszcze uważniej niż dotąd. W żadnym wypadku nie pozwól jej zasnąć. Jeśli zamknie oczy dłużej niż na mgnienie, potrząśnij nią, uszczypnij, zrób wszystko, żeby ją obudzić.
Laura zmarszczyła brwi.
– Dlaczego?
Nie odpowiedział na pytanie, tylko ciągnął:
– A nawet jeśli pozornie nie śpi, tylko jakby zapada w coraz głębszą katatonię, zrób coś, żeby ją sprowadzić do rzeczywistości. Mów do niej, dotykaj jej, zmuś ją, żeby zwróciła na ciebie uwagę. Wiem, że proszę o niełatwą rzecz. Biedne dziecko już i tak jest półprzytomne, więc trudno będzie ocenić, czy odpłynęło trochę dalej, zwłaszcza w ciemnym kinie, ale postaraj się.
– Ty coś wiesz, prawda? – zapytał Earl.
– Może – przyznał Dan.
– Wiesz, co się działo w szarym pokoju.
– Nie wiem. Ale mam pewne… niejasne podejrzenia.
– Co? – Laura wychyliła się z tylnego siedzenia z żałosnym pośpiechem, rozpaczliwie pragnąc zrozumieć sytuację, gorączkowo szukając wiedzy, która rzuci światło na ciężki stan córki, i nawet nie przyszło jej do głowy, że czasami lepiej jest nie wiedzieć niż wiedzieć, że wiedza bywa znacznie okropniejsza od tajemnicy. – Co podejrzewasz? Dlaczego to takie ważne, żeby nie zasnęła, żeby pozostała przytomna?
– Za długo trzeba by wyjaśniać – skłamał Dan. Nie miał pewności, że domyślił się prawdy, więc nie chciał niepotrzebnie martwić Laury. Czuł, że gdyby jej powiedział o swoich podejrzeniach, wpadłaby w jeszcze większą rozpacz. – Muszę jak najszybciej sprawdzić, czy Boothe jest jeszcze w mieście. Ty tylko postaraj się, żeby Melanie była przytomna i rozbudzona.