Выбрать главу

Earl również wstał i tym razem wyciągnął rewolwer z podramiennej kabury.

Melanie wydała cienki, żałosny okrzyk, lecz nie otwarła oczu.

Laura chwyciła ją, potrząsnęła.

– Dziecinko, zbudź się! Zbudź się!

Fala niespokojnych szeptów przepłynęła przez salę, kiedy inni widzowie komentowali nie zachowanie Laury, lecz coraz bardziej dotkliwe zimno. Potem wstrząśnięty tłum zamilkł na krótką chwilę, ponieważ olbrzymi ekran kinowy rozdarł się od góry do dołu z przeraźliwym trzaskiem, jakby sam Bóg rozrywał tkaninę niebios. Poszarpana linia czerni pojawiła się na środku wyświetlanego obrazu, ekranowe postacie zafalowały, twarze i ciała ulegały groteskowym zniekształceniom, kiedy srebrzysta powierzchnia, na której istniały, zaczęła marszczyć się, wydymać i obwisać.

Melanie rzuciła się na fotelu i uderzyła pięściami w powietrze. Ciosy trafiły w Laurę, która usiłowała obudzić dziewczynkę.

Zaledwie rozdarty ekran uciszył publiczność, gdy ciężkie kotary wiszące po obu stronach zostały wyrwane z szyn w suficie. Załopotały w powietrzu niczym olbrzymie skrzydła, jakby sam diabeł wleciał do kina i unosił się nad salą; potem opadły z przeciągłym fuuusz! i utworzyły wielkie stosy martwej materii.

Tego było już za wiele dla widzów. Przerażeni i oszołomieni ludzie wstawali z miejsc.

Laura zainkasowała kilka bolesnych ciosów w ramiona i twarz, zanim schwytała i unieruchomiła nadgarstki Melanie. Obejrzała się przez ramię w stronę przedniej części sali.

Operator nie wyłączył jeszcze sprzętu, więc zniszczony ekran wciąż rozsiewał upiorną poświatę, a pod ścianami lampy awaryjne w kształcie pochodni rzucały nikły bursztynowy blask. Światła akurat wystarczyło, żeby wszyscy zobaczyli, co stało się potem. Puste fotele w pierwszym rzędzie oderwały się od podłogi, do której były przyśrubowane, wystrzeliły w górę i uderzyły w wielki ekran. Przebiły tkaninę na wylot.

Ludzie zaczęli krzyczeć, kilka osób pobiegło w stronę wyjść na końcu sali.

– Trzęsienie ziemi! – ktoś wrzasnął.

Oczywiście trzęsienie ziemi nie tłumaczyło tych zjawisk i nikt nie dałby wiary takim wyjaśnieniom. Lecz te słowa, straszące w Kalifornii od czasu wstrząsu w Northridge, wywołały panikę. Więcej foteli – w drugim rzędzie – wyskoczyło z podłogi: śruby pękły, metal trzasnął, beton sypnął okruchami.

Zupełnie, pomyślała Laura, jakby jakaś gigantyczna niewidzialna bestia weszła do kina z przodu i zbliżała się do nich, niszcząc wszystko na swojej drodze.

– Uciekajmy stąd – krzyknął Earl, chociaż wiedział równie dobrze jak ona, że nie uciekną przed tym stworem.

Melanie przestała walczyć. Zwiotczała jak szmaciana lalka, opadła na fotel bezwładnie jak martwa.

Operator wyłączył projektor i zapalił górne światła. Wszyscy oprócz Laury, Earla i Melanie ruszyli ławą do wyjścia, połowa publiczności już opuściła salę.

Z sercem walącym jak młot Laura wzięła Melanie na ręce i chwiejnie przeszła między fotelami do przejścia. Earl trzymał się tuż za nią.

Teraz fotele wylatywały w powietrze z czwartego rzędu i rozbijały się z hukiem o zdemolowany ekran. Lecz najgorszy dźwięk dochodził z drzwi awaryjnych po obu stronach ekranu. Otwierały się i zatrzaskiwały raz po raz, waliły o ścianę i framugę z tak potężną siłą, że pneumatyczne amortyzatory, które miały zapewnić ciche zamykanie, nie wytrzymywały impetu.

Laura nie widziała drzwi, tylko kłapiące paszcze, głodne paszcze, i wiedziała, że gdyby jak głupia próbowała uciekać tymi drzwiami, zamiast na parking przed kinem weszłaby do gardzieli jakiejś niewyobrażalnie ohydnej bestii. Wariacka myśl. Obłęd. Laura balansowała na granicy bezmyślnej paniki.

Gdyby wcześniej nie doświadczyła zjawiska poltergeista na mniejszą skalę we własnej kuchni, ten widok mógłby doprowadzić ją do szaleństwa. Co to było? Co To było? I dlaczego, do cholery, chciało dopaść Melanie?

Dan wiedział. Przynajmniej częściowo.

Ale nieważne, ile wiedział, teraz i tak nie mógł im pomóc. Laura zwątpiła, czy jeszcze kiedyś go zobaczy.

Zważywszy na fakt, że znajdowała się w stanie emocjonalnego wzburzenia graniczącym z histerią, myśl, że już nie zobaczy Dana, zabolała ją niespodziewanie mocno.

Zanim jeszcze dotarła do przejścia, kolana ugięły się pod nią od ciężaru Melanie połączonego z ciężarem strachu. Earl wepchnął rewolwer z powrotem do kabury i wziął dziewczynkę z ramion matki.

Przy drzwiach do westybulu zostało tylko parę osób i napierało na tych z przodu. Niektórzy rozszerzonymi oczami oglądali się za siebie, na niepojęty chaos.

Laura i Earl zrobili zaledwie kilka kroków po tej samej wyłożonej chodnikiem drodze ucieczki, kiedy fotele przestały wylatywać w powietrze za nimi – i poderwały się z rzędów przed nimi. Po krótkim, niezdarnym powietrznym balecie sponiewierane fotele runęły na chodnik i zablokowały przejście.

Melanie nie pozwolono wyjść.

Trzymając dziewczynkę w ramionach, Earl rozejrzał się dookoła, niepewny, co ma robić.

Potem coś go popchnęło. Zatoczył się do tyłu. Coś wyrwało Melanie z jego objęć. Dziewczynka potoczyła się po chodniku i uderzyła o rząd foteli.

Laura z krzykiem podbiegła do córki, przewróciła ją na wznak, przyłożyła rękę do jej szyi. Wyczuła puls.

– Laura!

Na dźwięk swojego imienia podniosła wzrok i z ogromną ulgą zobaczyła Dana Haldane’a. Przepchnął się przez tłum wychodzący z sali. Pobiegł przejściem w ich stronę.

Przeskoczył przez zwalone fotele, które niewidzialny wróg spiętrzył w przejściu, i zbliżając się zawołał:

– Właśnie tak! Trzymaj ją w objęciach, chroń ją. Dotarł do Laury i uklęknął obok.

– Zasłoń ją własnym ciałem, bo myślę, że To cię nie skrzywdzi.

– Dlaczego?

– Później wyjaśnię. – Odwrócił się do Earla, który podniósł się na czworaki. – Z tobą okay?

– Aha. Tylko parę guzów. Dan wstał.

Laura leżała w przejściu, wśród rozsypanej prażonej kukurydzy, zgniecionych papierowych kubków i innych śmieci, obejmując Melanie, owinięta całym ciałem wokół dziecka. Uświadomiła sobie, że w kinie zapadła cisza, że niewidzialna bestia przestała się miotać. Lecz powietrze nadal było zimne, lodowate.

To nie odeszło.

Dan powoli obracał się dookoła, czekając, aż coś się stanie.

Kiedy cisza trwała, powiedział:

– Nie możesz się zabić, dopóki nie zabijesz swojej matki. Nie pozwoli ci tego zrobić, chyba że najpierw ją zabijesz.

Laura podniosła na niego wzrok.

– Do kogo mówisz? – Potem krzyknęła i przywarła mocniej do córki. – Coś mnie ciągnie! Dan, coś próbuje oderwać mnie od niej!

– Walcz z tym.

Ścisnęła mocno Melanie i przez chwilę wyglądała jak epileptyczka, miotająca się w drgawkach na podłodze. Lecz atak skończył się i Laura przestała walczyć.

– Odeszło? – zapytał Dan.

– Tak – przyznała ze zdumieniem.

Dan przemówił w pustkę, ponieważ wyczuwał, że ciało astralne unosi się gdzieś na sali:

– Ona nie pozwoli ci się odepchnąć, żebyś mogła rozszarpać się na strzępy. Ona cię kocha. Jeśli będzie musiała, odda życie w twojej obronie.

Po drugiej stronie sali trzy fotele wyrwały się z zamocowań i wzleciały w powietrze. Przez pół minuty obracały się i zderzały ze sobą, zanim z powrotem spadły na podłogę.

– Bez względu na to, co myślisz – mówił Dan do psychogeista – nie zasługujesz na śmierć. Zrobiłaś straszną rzecz, ale musiałaś.

Milczenie. Cisza.