Выбрать главу

— Myślę, że na to i tak już jest za późno, nawet, gdybym chciał. Dokonał jakiejś niewielkiej naprawy w zabawce.

— Moim prawdziwym zadaniem jest chronienie cię przed szaleństwem.

— Jak to?

— Oczywiście. Psychoza jest chorobą zawodową wszystkich głów państwa. Moi przodkowie, ci, którzy królowali naprawdę, wszyscy byli nieco stuknięci. A spójrz na twoich amerykańskich prezydentów: praca dość często zabijała ich w kwiecie wieku. Ale ja nie muszę niczym rządzić. Mam fachowca, takiego jak ty, który robi to za mnie. Nad tobą też nie wisi groźba morderstwa, bo ty i tobie podobni możecie zawsze zrezygnować, jeśli sprawy zajdą za daleko w złym kierunku… A stary imperator… Ten prawie zawsze jest stary, bo zwykle wstępujemy na tron w wieku, w którym inni ludzie idą na emeryturę… więc imperator jest zawsze na miejscu, utrzymując ciągłość, zachowując symbol stanu, wy zaś, zawodowcy, opracowujecie nowe przymierza — zamrugał poważnie powiekami. — Mój zawód może nie jest imponujący, ale z pewnością użyteczny.

Dał mi wreszcie spokój z tymi dziecinnymi pociągami i wróciliśmy do gabinetu. Już myślałem, że zostanę odprawiony. Właściwie powiedział nawet:

— Powinienem pozwolić ci stąd odejść. Ciężką miałeś podróż?

— Nie bardzo. Spędziłem ją przy pracy.

— Tak właśnie mi się zdawało. A tak przy okazji: kim jesteś?

Dotknięcie dłoni policjanta na ramieniu, wstrząs, kiedy stwierdzasz, że górny stopień nie istnieje, upadek z łóżka, nieoczekiwany powrót męża kochanki do domu… Wybrałbym dowolną kombinację tych wrażeń, żeby nie usłyszeć pytania, które właśnie padło. Postarzałem się wewnątrz tak, że pasowałem teraz do mojego wyglądu, a nawet bardziej.

— Sir?

— Daj spokój — rzucił niecierpliwie. — Moja praca chyba daje jakieś przywileje. Powiedz mi tylko całą prawdą. Od co najmniej godziny wiem, że nie jesteś Josephem Bonforte’em, choć nabrałbyś pewnie jego własną matkę. Jesteś nawet tak samo zmanierowany. Ale kimże jesteś?

— Nazywam się Lawrence Smith, Wasza wysokość — odrzekłem omdlewającym głosem.

— Weź się w garść, człowieku! Mogłem wezwać straże już dawno temu, gdybym miał zamiar to zrobić. Przysłali cię, żebyś mnie zamordował?

— Nie, sir… Jestem… lojalny wobec Waszej wysokości.

— Masz dziwny sposób demonstrowania tego. No cóż, nalej sobie drugiego drinka, siadaj i opowiedz mi wszystko.

Opowiedziałem, z najdrobniejszymi detalami. Zajęło mi to więcej czasu niż jeden drink, i od razu poczułem się lepiej. Wydawał się wściekły, kiedy mówiłem o porwaniu, ale kiedy zdałem mu sprawę z tego, co uczynili z umysłem Bonforte’ a, twarz Imperatora pociemniała od Jowiszowego gniewu.

Wreszcie odezwał się cicho:

— Czy to znaczy, że jego powrót do zdrowia jest kwestią dni?

— Tak twierdzi doktor Capek.

— Niech nie wraca do pracy, dopóki całkiem nie wydobrzeje. To cenny człowiek. Zresztą ty o tym doskonale wiesz, prawda? Zastępuj go jeszcze przez jakiś czas, aż wyzdrowieje. Imperium go potrzebuje.

— Tak, sir.

— Odwal się z tym „sir”. Skoro go udajesz, nazywaj mnie Willemem, tak samo, jak on. Czy wiesz, że w ten sposób się zdradziłeś? |

— Nie, si… nie, Willemie.

— Nazywał mnie Willemem od dwudziestu lat. Uznałem to za bardzo dziwne, że przestał mnie tak nazywać prywatnie, tylko dlatego, że widział mnie podczas wykonywania obowiązków służbowych. No, ale nic nie podejrzewałem, naprawdę nic. Twoja rola, aczkolwiek doskonała, dała mi jednak do myślenia. Dopiero kiedy poszliśmy obejrzeć pociągi, zrozumiałem, co się stało.

— Przepraszam, ale jak?

— Byłeś uprzejmy, człowieku! Próbowałem zmusić go do oglądania moich pociągów w przeszłości, a on w odwecie był dla mnie tak nieprzyjemny, jak się tylko dało, i wypominał mi, co to za strata czasu dla dorosłego człowieka. Była to mała gra, w którą zawsze graliśmy i obu nam bardzo się ona podobała.

— O, nie wiedziałem.

— A skąd miałbyś wiedzieć?

Pomyślałem, że to powinno być w tych cholernych aktach… Dopiero później zrozumiałem, że to nie teczka była niekompletna, lecz zgodnie z teorią, jakiej służyła, miała przypominać sławnemu człowiekowi o innych, mniej sławnych ludziach. A tym właśnie Imperator nie był — to znaczy, nie był mniej sławny.

Oczywiście, że Bonforte nie potrzebował osobistych notatek na temat Willema! Chyba nawet nie uznałby za stosowne wprowadzać informacji na temat panującego władcy do dokumentacji, którą miewali w rękach jego urzędnicy.

Przeoczyłem sprawę oczywistą… Co nie znaczy, że wiem, jak mógłbym tego uniknąć, nawet gdybym wiedział, że dokumentacja nie zawiera wszystkiego.

Imperator mówił jednak dalej:

— Wspaniale się spisałeś… Po tym, jak zaryzykowałeś życiem w gnieździe Marsjan, nie dziwię ci się, że zdecydowałeś się spróbować i ze mną. Powiedz, czy mogłem cię kiedyś widzieć w stereowizji albo gdzie indziej?

Oczywiście, kiedy Imperator zapytał mnie o nazwisko, podałem prawdziwe. Teraz wstydliwie wymieniłem mój zawodowy pseudonim. Spojrzał na mnie, podniósł obie ręce i wybuchnął śmiechem.

Podniosłem na niego nieco urażony wzrok.

— Eee… słyszałeś o mnie?

— Słyszeć o tobie? Przecież jestem jednym z twoich najzagorzalszych fanów. — Przyjrzał mi się bardzo, bardzo uważnie. — Ale i tak cały czas wyglądasz jak Joe Bonforte. Nie masz w sobie nic z Lorenza.

— Ale nim jestem.

— Och, wierzę ci, wierzę. Pamiętasz tę sztuczkę, gdzie grasz włóczęgę? Najpierw próbujesz wydoić krowę… bez skutku. Wreszcie rzucasz się na kocią miskę, ale nawet kot cię przegania?

Skinąłem głową.

— Prawie zajechałem na śmierć tę taśmę. Śmieję się i płaczę na przemian, kiedy to oglądam.

— Bo tak miało być… — Zawahałem się i przyznałem, że w roli „Słabego Williego” w stodole naśladowałem wielkiego artystą sprzed wielu stuleci. — Wolę jednak role dramatyczne.

— Takie jak ta?

— Niekoniecznie. Jeśli chodzi o tę rolę, jeden raz wystarczy i więcej chyba bym nie chciał.

— Też tak sądzę. Wiesz co, powiedz Rogerowi Cliftonowi… Nie, nie mów mu nic, Lorenzo. Chyba nic nie zyskamy, jeśli ktokolwiek dowie się o naszej rozmowie w ciągu ostatniej godziny. Jeśli powiesz Cliftonowi, zacznie się denerwować, nawet gdy mu przy okazji powtórzysz, że ja powiedziałem, iż nie ma czym. A ma dużo roboty do zrobienia. Utrzymamy to zatem w tajemnicy, zgoda?

— Jak sobie życzy mój Imperator.

— Daj już spokój, proszę. Przemilczymy to, bo tak będzie najlepiej. Szkoda, że nie mogą odwiedzić chorego Wujka Joe. I tak bym mu nie pomógł, choć podobno dotknięcie królewskiej dłoni czyni cuda. Udawajmy zatem, że nic się nie stało i wszystko jest w porządku, a ja nic nie zwęszyłem.

— Dobrze… Willemie.

— Chyba lepiej będzie, jeśli teraz sobie pójdziesz. Długo cię tu zatrzymywałem.

— Cokolwiek sobie życzysz.

— Powiem Pateelowi, żeby cię odprowadził… A może sam trafisz? Czekaj chwilę… — Zaczął grzebać w zawartości biurka, mrucząc do siebie: — Ta dziewczyna chyba znów tu sprzątała… Nie… Jest.

Wyjął niewielką księżeczkę.

— Pewnie już nigdy się nie zobaczymy… Czy mógłbyś dać mi swój autograf?

9

Znalazłem Roga i Billa w górnym salonie Bonforte’a. Gryźli palce z nerwów. Zaledwie się pojawiłem, Corpsman rzucił się w moim kierunku.