Выбрать главу

2. Znowu w akcji

Drogi Ido,

wiem, że minęło wiele czasu od mojego ostatniego listu, i jest mi wstyd. Naprawdę Cię przepraszam. Nie zasługujesz na podobne traktowanie z mojej strony. Wiele się wydarzyło, i to rzeczy niemiłych, i właśnie dlatego przestałem się odzywać. Tarik odszedł.

Wiesz dobrze, że już od dłuższego czasu moje stosunki z synem nie były dobre, ale zawsze sądziłem, że przyczyna tkwi w jego wieku: to jeszcze chłopak, a wszyscy chłopcy nienawidzą swoich ojców… Poza tym miałem nadzieję, że i tak będzie mnie kochał, że nasz wspólny ból i nasze więzy krwi przeważą nad wszystkimi naszymi głupimi różnicami zdań. Myliłem się. Tu nie chodzi o zwykłe kłótnie pomiędzy ojcem a synem. On mnie nienawidzi, czuję to; nigdy nie przebaczył mi tego, co się stało, i rozumiem go: jak mógłby mi przebaczyć, skoro ja sam nie jestem w stanie zaznać spokoju? Prawda jest taka, że po śmierci Nihal ja i on po prostu egzystowaliśmy w smutku, zadowalając się oddychaniem i jedzeniem. To tak, jakbym i ja z nią umarł, i w ten sposób nie potrafiłem być dla mojego syna przewodnikiem, nie udało mi się uleczyć tej ogromnej rany, jaką nosi w sercu. Chowałem go jak roślinę trzymaną w ciemnościach, a on mnie porzucił. Jakie to tragiczne, że zdajemy sobie sprawę z prawdy dopiero wtedy, kiedy już jest za późno, nie sądzisz? Stoję w obliczu mojej porażki, rozmyślam nad nią, siedząc przy tym stole, z listem przed oczami, a na zewnątrz puszcza osaczona przez noc.

Ido, czuję się taki samotny. Gdyby żyła Nihal, to wszystko by się nie wydarzyło. Wracam myślą do lat, które tutaj spędziliśmy — my i Tarik — i jacy byliśmy szczęśliwi. A jednak powinienem był wiedzieć, że ludzie tacy jak my nie mają prawa do odpoczynku ani do pokoju. Nihal często to powtarzała w latach, które przeżyliśmy w Świecie Wynurzonym.

Odbiegłem od tematu. Czuję się jak łódka pozostawiona na pastwę przeciwnych prądów, a dziś wieczorem wydaje mi się, że zaraz oszaleję. Lepiej będzie, jak opowiem ci wszystko od początku.

Zaczęło się jak zawsze. Nawet nie pamiętam dobrze, co rozpętało kłótnię. Może on chciał iść na wybrzeże, a ja mu zabroniłem. Czasami mnie o to pytał, nie wiem, z jakiego przeklętego powodu, może tylko po to, aby zrobić mi na złość, skoro w tamtych stronach mieszkają Elfy. W każdym razie zaczęliśmy się kłócić i wylaliśmy na siebie tyle jadu… Wypomnieliśmy sobie wszystko, napluliśmy na te piętnaście lat, jakie razem spędziliśmy. Potem on zamknął się w swoim pokoju, a ja w swoim, kartkując książki jedna po drugiej.

Przez tydzień nie odzywaliśmy się do siebie. Bogowie, jakim podłym jestem ojcem… Ale jak mogłem przypuszczać… W końcu on opuścił swój pokój i przyszedł do mnie. Był poważny, a ja pomyślałem, że dorósł, że na moich oczach stał się mężczyzną i że może wreszcie uda nam się porozumieć. On jednak powiedział, że ma mnie już dość, że pozostając w Nieznanych Krainach powoli umiera, i że jego matka, będąc w jego wieku, już jasno wiedziała, co ma zrobić ze swoim życiem. Powiedział mi, że odejdzie, jeszcze nie wie, dokąd, ale na pewno daleko ode mnie.

W tamtym momencie nie byłem w stanie znaleźć w sobie nawet jednego słowa miłości. W swojej głupiej dumie potrafiłem tylko próbować narzucić mu moją ojcowską wolę i krzyczałem, groziłem mu. Ido, bez niego jestem niczym, to dlatego tak zareagowałem.

Odszedł, zatrzaskując mi drzwi przed nosem. Od tamtej pory go nie widziałem. Szukałem go wszędzie. Te miesiące, w ciągu których nie miałeś ode mnie żadnych wiadomości, spędziłem na poszukiwaniu go po tych wszystkich przeklętych krainach. Doszedłem do Saaru. Ido, wiem, że on go przekroczył. Wrócił do ziemi swojej matki, do naszej ziemi. A jeżeli tak jest, już jest w innym świecie. Już mnie nie potrzebuje.

Zawróciłem i starałem się zaakceptować to, co się stało. Nie było to łatwe. Wiem, że jesteś jedyną osobą, która może mnie zrozumieć. Razem walczyliśmy przeciwko Tyranowi, ale na co się to zdało, Ido? Na cóż zdały się nasze cierpienia? Byłem pewien, że na dnie mojego bólu, a przede wszystkim bólu Nihal, coś będzie: szczęście, a przynajmniej spokój. A tu popatrz, do czego doszliśmy.

Od kiedy Nihal umarła, wszystko było ciemnością. Twoje listy zawsze donoszą mi tylko o wojnach i intrygach. A potem pojawił się ten Dohor, który tak bardzo przypomina Tyrana, Astera.

Nic z tego, co zrobiłem, nie doprowadziło do niczego dobrego. Podczas wojny z Asterem straciłem władzę w nodze, Tobie wybito oko. I na co? Krew przelana daremnie. Ale może Ty tak myślisz. Ty nigdy nie przestajesz walczyć i pewnie umrzesz z mieczem w dłoni. Ja natomiast czuję się taki zmęczony i stary…

Teraz już zrozumiałem decyzję Tarika i nie chcę znów narzucać mu mojej obecności; nie będę zatem go szukał. Przychodzi taki moment, że mężczyzna musi pogodzić się z porażką, i ja to zrobiłem. Mimo wszystko, jeśli kiedykolwiek go zobaczysz, powiedz mu, że zrozumiałem, niech przebaczy mi, że uczyniłem go nieszczęśliwym. To wszystko.

Nie mam Ci nic więcej do napisania. Sądzę, że jakiś czas poświęcę na rozmyślania, więc nie martw się, jeśli nie będę odpowiadał na Twoje listy. Ta nowa samotność jest dla mnie ciężarem, ale uważam, że może być też moim jedynym zbawieniem.

Pozdrów ode mnie Soanę. Na końcu listu przytaczam recepturę eliksiru, który mógłby się przydać w jej chorobie. Daj jej to do przeczytania, będzie wiedziała, co zrobić.

Dziękuję za wszystko, mój jedyny przyjacielu.

Sennar

Ido stał przed pałacem w Laodamei. Powietrze było chłodne, ranek przejrzysty. Doskonały początek lata. Trzymał ściśnięty w palcach list. Papier, na którym był spisany, pożółkł z upływu lat, a atrament wyblakł.

Z biegiem lat listy Sennara stawały się coraz bardziej melancholijne i refleksyjne, zwłaszcza po śmierci Nihal i na początku problemów z Tarikiem, a potem przychodziły coraz rzadziej. Szybko zaczęły się ograniczać jedynie do krótkich i pospiesznych pozdrowień. Ten, który ściskał w dłoni, był ostatnim prawdziwym listem, jaki otrzymał od czarodzieja.

Wraz z milczeniem Sennara znikał ostatni obraz świata, który kochał. Patrzył na siebie jak na jedyną ruinę, jaką zostawiły po sobie wojna i życie.

Były w tym liście myśli, które teraz rozumiał lepiej. Patrzył wokół siebie i widział tylko nowe twarze, które nic albo prawie nic dla niego nie znaczyły: jego towarzysze broni, zmieniający się prawie zawsze co rok czy dwa, członkowie Rady Wód, ich uczniowie. Z żadnym z nich nie był naprawdę związany. Był już osamotnionym wojownikiem, śmierć pogardziła nim podczas każdej z licznych bitew, w jakich brał udział, a wreszcie przypadła mu rola tego, który przeżył. Teraz on też czuł się samotny i stary.

Poranny wietrzyk sprawił, że otrząsnął się ze swoich rozmyślań. Złożył list z gorzkim uśmiechem na ustach. Wielokrotnie w przeszłości przyłapywał się na myśli, że oto dotarł do końcowego przystanku. Za każdym razem jednak wydarzało się coś nowego. Na przykład historia miłosna z Soaną, prawie czterdzieści lat temu. Może teraz też nastąpi coś, co wszystko odmieni.

Włożył list pod koszulę. Ten jeden raz zdradził swoje wojenne ubrania. Nie byłyby odpowiednie na tę podróż. Jako osoba poszukiwana musiał się maskować. Dlatego przebrał się za kupca. Sporo gnomów z Krainy Skał trudniło się handlem. Na wszelki wypadek miał też obszerny płaszcz, przykrywający jego krępe i krzepkie kształty, ze sporym kapturem, pod którym w razie potrzeby mógł schować swoją wyrazistą twarz.