– Czekaj… – zaczął Lemuel, ale Isaac nie zamierzał go słuchać.
– Słuchajcie mnie, do cholery! – zagrzmiał. – Rozmawiałem z konstruktem! – Lemuel nie zaniknął ust, ale też nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Przez moment nikt się nie odzywał. – Dotarło? – przemówił wreszcie Isaac. – On jest inteligentny… jest świadomy! Coś mu się stało. Okazuje się, że plotki o K. I. są prawdą! Wystarczył wirus, drobna zmiana w programie. Chociaż konstrukt nie powiedział tego otwarcie, zrozumiałem, że tamten mechanik, który w nim grzebał, mógł mieć swój udział w tej przemianie. Tak czy inaczej, to przeklęte pudło potrafi teraz myśleć! Wszystko widział, był tam, kiedy ćma rzuciła się na Lublamaia. Do tego…
– Czekaj! – krzyknął znowu Lemuel. – On mówi?
– Nie! Musiał wydrapywać słowa w pleśni na ścianie, dlatego długo to trwało. Używał kolca, którym dawniej umiał jedynie zbierać śmieci… Gdyby nie konstrukt, nie wiedziałbym, że David jest zdrajcą! Wiecie, że chciał nawet wyprowadzić nas z laboratorium przed atakiem milicji?
– Dlaczego?
Isaac zapanował już nad sobą.
– Sam nie wiem. Nie potrafi wyjaśnić. Nie jest zbyt… rozmowny. – Lemuel uniósł głowę i spojrzał nad ramieniem uczonego, w stronę czerwono-czarnej, nieruchomej sylwetki konstruktu, drżącej w świetle kaganka. – Myślę jednak, że jednym z powodów, dla których chciał pomóc nam pozostać na wolności, jest to, że zamierzamy walczyć z ćmami. Nie wiem dlaczego, ale on też ma coś przeciwko nim. Chce, żeby wszystkie zdechły, i proponuje nam pomoc…
Lemuel wybuchnął nieprzyjemnym śmiechem.
– Cudownie! – zawołał drwiąco. – Odkurzacz został naszym sojusznikiem!
– Nie, cholerny durniu! – ryknął Isaac. – Nie rozumiesz?! On nie jest sam! – Słowo „sam” rozniosło się potężnym echem po cuchnących, kamiennych norach. Grimnebulin i Pigeon przez chwilę mierzyli się wzrokiem. Yagharek przezornie cofnął się o krok. – On nie jest sam – powtórzył miękko Isaac. Stojąca za nim Derkhan w milczeniu skinęła głową. – Przekazał nam wskazówki. Potrafi czytać i pisać. Dzięki znalezionej notatce zorientował się, że David nas wydał. Nie jest może wybitnym myślicielem, ale zapewnia, że jeśli jutro wieczorem pójdziemy do Griss Twist, spotkamy coś, co wyjaśni wszystko i spróbuje nam pomóc.
Kiedy echo powtórzyło słowa „nam pomóc”, Lemuel wolno pokręcił głową. Jego twarz przyjęła okrutny, cyniczny wyraz.
– Do diabła, Isaacu – mruknął cicho. – „My”? „Nam”? O kim ty właściwie mówisz? Ja nie mam nic wspólnego z tą sprawą. – Derkhan prychnęła pogardliwie i odwróciła się. Rozczarowany Isaac otworzył usta, lecz Lemuel mówił dalej: – Posłuchaj mnie uważnie. To, co zrobiłem, zrobiłem wyłącznie dla pieniędzy. Jestem biznesmenem. Dobrze płaciłeś, więc sprzedałem ci moje usługi. Dostałeś nawet co nieco za darmo, jeśli chodzi o Vermishanka. Musiałem to zrobić przez wzgląd na pana X. Poza tym mam do ciebie słabość, Zaac. Zawsze byłeś ze mną uczciwy. Tylko dlatego tu jestem. Przyniosłem jedzenie i pokażę wam drogę do wyjścia, ale wraz ze śmiercią Vermishanka twój kredyt się skończył. Nie wiem, co sobie zaplanowałeś, ale nie wezmę w tym udziału. Niby po jaką cholerę miałbym ścigać te pieprzone bestie? Zostawmy to milicji. Ja nic z tego nie mam, więc dlaczego miałbym ryzykować?
– Zostawmy to… komu?! – syknęła jadowicie Derkhan, ale Isaac nie pozwolił jej na nic więcej.
– W takim razie… – przemówił wolno. – Co teraz? Hmm? Wydaje ci się, że możesz wrócić? Lem, przyjacielu, w swoim barwnym życiu byłeś już pewnie wszystkim, ale z całą pewnością nie jesteś głupcem. Uważasz, że nikt cię nie widział? Że władza nie wie, kim jesteś? Człowieku, jesteś poszukiwany tak samo jak my!
Lemuel patrzył na niego obojętnie.
– Dzięki za troskę, Zaac – odparł z krzywym uśmiechem. – Ale coś ci powiem – dodał lodowato. – Możliwe, że tobie grunt osunął się spod nóg, lecz ja całe życie spędziłem na unikaniu stróżów prawa. Nie martw się, bracie. Będę bezpieczny. – W głosie Pigeona nie było jednak pewności.
„Dobrze wie, że mam rację. Po prostu na razie nie chce o tym myśleć” – ocenił Isaac i z niesmakiem pokręcił głową.
– Nie rozumiesz logicznie, przyjacielu. Istnieje cholernie duża różnica między byciem cwaniaczkiem żyjącym na granicy prawa a byciem bandytą mordującym milicjantów… Nie rozumiesz? Oni nie znają i nie chcą znać pobudek, którymi się kierowałeś. Niestety, mój drogi, jesteś wplątany w tę sprawę i nie zmienisz tego. Dlatego musisz trzymać się z nami. Razem z nami musisz dociągnąć tę awanturę do końca. Ścigają cię, prawda? A ty uciekasz przed nimi. Dobrze wiesz, że lepiej jest zachować przewagę jednego ruchu, niż zawrócić i dać się złapać. – Lemuel bez słowa mierzył Isaaca gniewnym wzrokiem. Nie odpowiadał, ale i nie odchodził. Grimnebulin zbliżył się o krok. – Posłuchaj – powiedział cicho. – Ważne jest też to, że… potrzebujemy cię. – Isaac spojrzał z irytacją na Derkhan, która parsknęła lekceważąco, nie wierząc własnym uszom. – Do licha, Lem… Jesteś naszą szansą. Znasz wszystkich, potrafisz się wcisnąć w każdy układ… – Uczony bezradnie rozłożył ręce. – Ja nie potrafiłbym nawet stąd wyjść. Jedna z tych… istot mnie ściga; milicja nam nie pomoże, bo nie wie, jak je złapać, a w dodatku, choć może tego nie zauważyłeś, poluje także na nas… Tak czy inaczej, nie widzę takiego rozwiązania tej sytuacji, które nie skończyłoby się moją śmiercią, nawet jeśli jakimś cudem zdołamy wytłuc te ćmy. – Isaac czuł, że od własnych słów robi mu się zimno. Mówił więc szybko, starając się nie myśleć o ponurych perspektywach. – Jeżeli jednak przetrwam jeszcze jakiś czas, może coś wymyślę. Twoja sytuacja jest podobna, Lemuelu. W dodatku bez twojej pomocy Derkhan i ja na pewno zginiemy. – Pigeon mierzył go tak twardym wzrokiem, że poczuł dreszcz. „Nigdy nie zapominaj, z kim masz do czynienia” – pomyślał Isaac. „On nie jest twoim przyjacielem. Pamiętaj o tym zawsze i wszędzie”. – Sam wiesz, że jestem dobrym klientem – niespodziewanie odezwał się ponownie. – Jestem wypłacalny. Nie zamierzam udawać, że mam majątek na bankowym koncie. Mam trochę pieniędzy, może parę gwinei, i wszystkie są twoje, ale… Pomóż mi, Lemuelu, a wtedy cały będę twój. Będę dla ciebie pracował. Będę do ciebie należał. Będę twoim psem. Wykonam każdą robotę, którą mi zlecisz. Oddam wszystkie pieniądze, które zarobię. Oddam całe moje życie, ale błagam cię, Lemuelu, pomóż nam teraz.
Jedynym dźwiękiem, który przerywał ciszę, było kapanie brudnej wody. Wyraz twarzy Derkhan, stojącej za Isaakiem, mógłby stać się wzorcem pogardy i niesmaku. Nie potrzebujemy go, krzyczało jej spojrzenie, ale cierpliwie czekała na rozstrzygnięcie. Yagharek także stał bez ruchu. Od początku przysłuchiwał się rozmowie bez emocji: był związany z Isaakiem; bez niego nie miał dokąd pójść ani co robić.
Lemuel westchnął ciężko.
– Będę na bieżąco podliczał rachunki, rozumiemy się? Mówimy tu o bardzo poważnym zadłużeniu. Masz pojęcie, jaka jest dzienna stawka za tego rodzaju usługi? Jaki jest dodatek za niebezpieczną pracę?
– Wszystko jedno – odparł pospiesznie Isaac, starając się ukryć ulgę. – Tylko informuj mnie o wszystkim. Mów, ile ci jestem winien. I bądź spokojny, rozliczymy się.
Lemuel skinął głową, a Derkhan bardzo cicho i powoli wypuściła długo wstrzymywane w płucach powietrze.
Przez moment stali naprzeciwko siebie jak wyczerpani walką żołnierze, czekając wzajemnie na pierwszy ruch.
– Co teraz? – odezwał się w końcu Lemuel.
– Jutro wieczorem idziemy do Griss Twist – odparł Isaac. – Konstrukt obiecał pomoc, nie stać nas na odrzucenie jakiejkolwiek oferty. Spotkam się tam z wami.
– Czyżbyś się gdzieś wybierał? – spytała zaskoczona Derkhan.
– Muszę odnaleźć Lin – odrzekł Grimnebulin. – Wiem, że oni już jej szukają.
ROZDZIAŁ 36
Dochodziła północ. Czaszela stawała się pomału migalcem. Już tylko jedna noc dzieliła księżyc od ukazania się w pełni.
Nieliczni przechodnie w pobliżu wieży w Żmijowej Norze, w której mieszkała Lin, sprawiali wrażenie rozdrażnionych. Minął już dzień targowy i towarzysząca mu atmosfera życzliwości. Na rynku pozostały już tylko szkielety straganów; cienkie drewniane ramy odarte z płócien. Sterty gnijących produktów czekały na śmieciarzy, którzy mieli zgarnąć je na wozy i odstawić na wysypisko. Opuchnięty księżyc zalewał Żmijową Norę nieapetycznym blaskiem w kolorze rdzy. Wyglądał niechlujnie i złowrogo.
Isaac ostrożnie wspinał się po schodach wieży. Od paru dni nie widział się z Lin i nie dostał od niej żadnej wiadomości. Wyruszył w stronę jej domu, opłukawszy ciało wodą z pompy we Flyside, ale nadal śmierdział ściekami.