Derkhan dopadła go szybko i mocno przycisnęła do mokrego podłoża. Nie bał się jej pistoletu, jego pole widzenia bez reszty wypełniła olbrzymia postać pająka, który spokojnie przyglądał się wydarzeniom. Derkhan łatwo pokonała opór jego słabnących mięśni, pociągnęła go z powrotem na miejsce i przytrzymała.
Isaac nie patrzył na nich. W wyciągniętych rękach wciąż trzymał hełm, który przygotował dla Tkacza.
– Musisz go włożyć – powiedział. – Zrób to natychmiast! Możemy pokonać je wszystkie… Powiedziałeś, że pomożesz nam naprawić sieć, więc… zrób to, proszę.
Deszcz bębnił o twardy pancerz Tkacza. Co sekundę jedna lub dwie krople skwierczały gwałtownie i zamieniały się w parę w zetknięciu z czarną płytą. Tkacz mówił bez przerwy, jak zawsze, i jak zawsze był to bełkot na granicy słyszalności, z którego Isaac, Derkhan i Yagharek nie rozumieli ani słowa.
Wreszcie pająk wyciągnął przed siebie swe ludzkie ręce i włożył hełm na segmentowaną głowę.
Isaac zacisnął powieki i westchnął z ulgą.
– Nie zdejmuj go! – syknął, otwierając oczy. – Zapnij pasek! Pająk wykonał polecenie ze zręcznością mistrza krawieckiego.
…BĘDZIESZ DRAŻNIŁ I ZWODZIŁ INTRUZÓW… mamrotał…A MYŚLI BĘDĄ SĄCZYĆ SIĘ PRZEZ OSTRY METAL I MIESZAĆ W BAGNISKU MOJEGO GNIEWU I BĘDĄ MOIM
LUSTREM i NIEZLICZONĄ LICZBĄ PĘKAJĄCYCH BĄBELKÓW FAL MÓZGOWYCH
A TY BĘDZIESZ TKAŁ SWÓJ PLAN BEZ KOŃCA BEZ KOŃCA NAPRZÓD MÓJ ZDOLNY MÓJ ZDOLNY CZŁOWIEKU…
Tkacz kontynuował senny, zawodzący monolog, znowu schodząc poniżej progu słyszalności. Kiedy Isaac zobaczył, że hełm tkwi na swoim miejscu i ostatni pasek został dopięty, jednym ruchem dźwigni otworzył zawory w hełmie Andreja. Sekwencja ruchów przełącznikami, którą wykonał sekundę później, uruchomiła pełną moc obliczeniową aparatury analitycznej i maszyny kryzysowej. Isaac cofnął się o kilka kroków.
Niezwykłe prądy popłynęły skomplikowanymi obwodami. Przez moment nic się nie działo, wydawało się, że nawet deszcz przestał padać.
Wreszcie na złączach urządzeń pojawiły się potężne iskry wyładowań we wszystkich kolorach tęczy.
Jeden z łuków świetlistej energii objął ciało Andreja, które w jednej chwili wyprężyło się i zesztywniało. Twarz starca zamarła w wyrazie zdumienia i bólu.
Isaac, Derkhan i Yagharek wpatrywali się w nią sparaliżowani strachem.
Potężne dawki energii opuszczały ogniwa i pędziły zawiłymi połączeniami, zasilając maszyny liczące, które pobierały instrukcje, analizowały je i wykonywały. Nieskończenie szybki dramat rozgrywał się w mikrokosmosie miedzianych drutów.
Hełm łącznika zaczął funkcjonować: przechwytywał emanację umysłu Andreja i wzmacniał ją, czyniąc z niej nieustający strumień fal i taumaturgonów. Impulsy pędziły po obwodach aparatury z prędkością światła i kierowały się ku odwróconemu stożkowi z metalu, który miał wysłać je bezgłośnie w eter.
Lecz ich tor ulegał zmianie.
Były ponownie przetwarzane, odczytywane i matematyzowane przez pracujące w niepojętym porządku lampy i przekaźniki maszyn liczących.
Nieskończenie krótką chwilę później do aparatury wpadły dwa nowe strumienie energii. Najpierw pojawiła się emanacja Tkacza, spotęgowana i przekierowana przez hełm, który pająk miał na głowie. Ułamek sekundy po niej zjawiła się wiązka energii wygenerowana przez Radę Konstruktów. Iskrząc na łączach, przemknęła po kablu z dalekiego wysypiska numer dwa w Griss Twist, w okamgnieniu pokonując labirynt ulic, i z impetem natarła na obwody wbudowane w hełm Andreja.
Isaac widział już raz, z jakim nieposkromionym apetytem ćmy lizały swymi wielkimi jęzorami ciało Tkacza. Widział, jak pożywiały się łapczywie, lecz ich głód wciąż pozostawał niezaspokojony.
Zrozumiał wtedy, że całe ciało wielkiego pająka emanowało falami mózgowymi, ale nie były one podobne do żadnych innych fal emitowanych przez umysły istot rozumnych. Bestie pochłaniały je żarłocznie, czuły smak… ale nie znajdowały w nich pokarmu.
Tkacz myślał bowiem nieustannie, kreując nieprzerwany i niezrozumiały strumień świadomości. W jego umyśle nie było warstw, nie było ego kontrolującego niższe funkcje, nie było kory systematyzującej pracę całości. Tkacz nie śnił w nocy, nie odbierał podszeptów podświadomości, nie używał mentalnego filtra, który oddzielał ważne informacje od śmieci. Sny i świadomość były dla niego jednością. Tkacz śnił o tym, że jest świadomy, a świadomość była jego snem; zanurzał się w nie kończącej się i niezgłębionej toni obrazów, pożądań, poznania i emocji.
Dla ciem jego emanacja była jak pianka na musującym trunku. Była pyszna i odurzająca, ale brakło w niej substancji, czynnika organizującego. Nie były to sny, którymi bestie pożywiały się zazwyczaj.
A teraz nadzwyczajny smak umysłu Tkacza płynął przewodami, przetwarzany przez skomplikowaną maszynerię.
Tuż za nim pojawił się nurt elementarnych cząstek wzbudzony syntetycznym mózgiem Rady Konstruktów.
Myśl olbrzymiej maszyny, zimna i absolutnie uporządkowana, była totalnym przeciwieństwem anarchicznego wiru, który tworzyły emanacje Tkacza. Koncepcje były w niej zredukowane do ciągu zmiennych, prostego „tak” i „nie”, wyrażonego układem zaworów parowego mechanizmu albo stanem elyktronowych lamp. Bezduszne szeregi zer i jedynek odarte były z wszelkich komplikacji towarzyszących zazwyczaj pragnieniom i namiętnościom. Istniała w nich jedynie przemożna chęć trwania i pomnażania własnej potęgi, pozbawiona jakiejkolwiek podszewki psychologicznej, stworzona przez istotę myślącą i – całkiem przypadkowo – nieskończenie okrutną.
Dla ciem był to pokarm niewidzialny; myśl bez podświadomości; mięso bez smaku i zapachu; puste kalorie bez wartości odżywczej, jak popiół.
Umysł Rady przelewał swą zawartość w aparaturę Isaaca. Przez moment miedzianymi przewodami płynęły z dalekiego wysypiska precyzyjne instrukcje – olbrzymi konstrukt usiłował wyssać dane z maszyny kryzysowej, aby przejąć nad nią kontrolę. Przerywacz włączony w obwód był na szczęście wystarczająco solidny, przepływ danych pozostał jednokierunkowy.
Sygnał nadany przez Radę został przetworzony przez maszyny analityczne.
Kiedy system zebrał dostateczną liczbę parametrów, zawory parowego mózgu zastukotały ze zdwojoną energią, przekazując skomplikowane instrukcje.
Siódma część sekundy wystarczyła, by wszczął się gwałtowny proces przetwarzania danych.
Maszyna zabrała się do analizowania kształtu pierwszego strumienia danych, nazwanego w programie „strumieniem x”, a będącym mentalną sygnaturą Andreja.
Po chwili w sieci rurek i przewodów jednocześnie pojawiły się dwa kolejne rozkazy. „Modeluj kształt strumienia” – brzmiał pierwszy z nich. Zespół maszyn rozpoczął analizę niezwykłej emanacji umysłu Tkacza. „Modeluj kształt strumienia z” – brzmiał drugi. Automaty w identyczny sposób zabrały się do pracy nad potężnymi, niesłychanie zagęszczonymi falami mechanicznego mózgu Rady Konstruktów.
Dwie linie równolegle realizowanych programów połączyło nowe polecenie: „Duplikuj kształt fali strumienia x za pomocą strumieni y i z”.
Sekwencja instrukcji, która umożliwiała wykonanie tego rozkazu, była niewiarygodnie skomplikowana. Jej przetworzenie było możliwe jedynie dzięki potężnym maszynom liczącym dostarczonym przez Radę Konstruktów oraz dzięki wybitym przez nią stosom kart perforowanych.
Matematyczno-analityczne mapy psychiki – uproszczone i niedoskonałe, skażone nieuniknionymi błędami – stały się wkrótce szablonami, które należało porównać.
Umysł Andreja – podobnie jak mózg każdego innego psychicznie zdrowego człowieka, vodyanoiego, khepri, kaktusa czy jakiejkolwiek innej rozumnej istoty – był dialektyczną, nieustannie pracującą jednością podświadomości i świadomości, był kanałem, w którym mieszały się marzenia i pragnienia, był nieustającym odtwarzaniem podszeptów instynktu przez racjonalne, myślące ego i na odwrót. Był szeregiem warstw świadomości, tworzących niestabilną, samoodnawiającą się całość.
Umysł Andreja nie przypominał ani zimnego, mechanicznego mózgu Rady, ani też poetyckiej, nieustannie rozmarzonej jaźni Tkacza.
Maszyny analityczne szybko zauważyły, że x nie jest równe y i nie jest równe z.
Lecz zaraz potem odkryły, że usystematyzowane, a zarazem wzbogacone o podświadomość; zdolne do racjonalnej kalkulacji, a zarazem impulsywne; skłonne do autoanalizy, a zarazem naładowane emocjonalnie x jest równe y plus z.
Taumaturgiczne mechanizmy wykonały następne polecenie: połączyły strumienie y i z. Stworzyły duplikat fal mózgowych strumienia x i skierowały go do nadajnika wyjściowego w hełmie Andreja.
Naładowane cząstki symbolizujące połączone emanacje Rady i Tkacza popłynęły wspólnym, mocnym strumieniem. Sny pająka i obliczenia konstruktu-olbrzyma zmieszały się, tak by stworzyć kopię podświadomości i świadomości, atrapę sprawnego, ludzkiego umysłu. Nowe składniki były znacznie potężniejsze niż emanacja umierającego Andreja. Niezmierzona moc dwóch genialnych umysłów popłynęła ku niebu przez tubę sterczącą z hełmu starca.