Выбрать главу

Potem zasalutował nam i rzekł, że służba z nami w tej bożej misji jednoczenia kraju była dla niego prawdziwym zaszczytem.

Nigdy nie słyszałem głośniejszego „hura” niż to, jakie po jego słowach wyrwało się z piersi chłopców 31. pułku.

Ukochana, słyszę już dobiegający z dala głos bębnów i huk cztero-i ośmiofuntowych pocisków z dział, co zapowiada początek bitwy. Gdyby miały to być ostatnie słowa, jakie dane mi jest przekazać Ci z tego brzegu Jordanu, wiedz, że kocham Ciebie i naszego syna ponad wszystko. Nie opuszczaj naszej farmy, powtarzaj, że nie jesteśmy właścicielami ziemi, tylko stróżami i odrzucaj każdą ofertę kupna. Pragnę, aby ziemię w nienaruszonym stanie odziedziczył nasz syn, a po nim jego potomstwo; rzemiosła i zawody są niepewne i zmienne, rynki finansowe bywają kapryśne, ale ziemia to najtrwalszy dar Boga – a dzięki farmie nasza rodzina zyska poważanie w oczach tych, którzy dziś nas nie szanują. Farma będzie zbawieniem dla naszych dzieci i następnych pokoleń. A teraz, najdroższa, znów muszę wziąć broń i spełnić wolę Boga, by bronić naszej wolności i ocalić nasz święty kraj.

Twój na wieki Charles 9 kwietnia 1865 r. Appomattox, Wirginia

Sachs uniosła wzrok.

– Uff. Napięcie sięga zenitu.

– Niekoniecznie – odrzekł Thom.

– Jak to?

– Przecież wiemy, że utrzymali pozycje.

– Skąd?

– Bo dziewiątego kwietnia Południe skapitulowało.

– Nie interesuje mnie teraz ABC historii Stanów Zjednoczonych – powiedział Rhyme. – Chcę się czegoś dowiedzieć o jego tajemnicy.

– Tu chyba coś jest – odparł Cooper, przeglądając drugi list. Włożył go do skanera.

Najdroższa Violet

Tęsknię za Tobą, kochana, i za naszym małym Joshuą. Pokrzepiła mnie wiadomość o tym, że Twoja siostra dzielnie zniosła chorobę po urodzeniu Twego siostrzeńca, i dziękuję Panu Jezusowi, że mogłaś być przy niej w tej trudnej godzinie. Uważam jednak, że najlepiej będzie, jeśli pozostaniesz jeszcze w Harrisburgu. Nastały czasy przełomowe, które, jak sądzę, niosą więcej zagrożeń niż wojna o secesję.

Tyle się wydarzyło w ciągu miesiąca Twojej nieobecności. Jakże zmieniło się moje życie prostego farmera i nauczyciela w porównaniu z obecną sytuacją! Zajmują mnie teraz sprawy trudne i niebezpieczne, a także – nie zawaham się rzec – decydujące dla pomyślności naszego ludu.

Dziś wieczorem ja i moi towarzysze znów spotykamy się w Gallows Heights, które pod każdym względem przypomina teraz oblężoną twierdzę. Dni wydają się ciągnąć bez końca, podróże do cna mnie wyczerpują. Moje życie to znojne godziny przemykania pod osłoną ciemności i unikania spotkania z ludźmi, którzy mają wobec nas złe zamiary, to nie tylko byli buntownicy, wiele osób z Północy także wrogo odnosi się do naszej sprawy. Często dostaję pogróżki, niektóre zawoalowane, inne całkiem wyraźne.

Dziś wczesnym rankiem znów zbudził mnie koszmar. Nie pamiętam obrazów, jakie nękały mnie we śnie, ale po przebudzeniu nie mogłem już usnąć. Czuwałem do świtu, rozmyślając o tym, jak trudno mi dźwigać tę tajemnicę. Tak bardzo pragnę podzielić się nią ze światem, lecz wiem, że nie wolno mi tego uczynić. Nie wątpię, że konsekwencje mogłyby być tragiczne.

Wybacz mi ponury ton. Tęsknię za Tobą i naszym synem i jestem okrutnie znużony. Może jutro odrodzi się nadzieja. Modlę się, aby tak było.

Kochający i szczerze Ci oddany Charles 3 maja 1867 r.

– No – zastanawiał się na głos Rhyme – faktycznie coś pisze o tajemnicy. Ale co to jest? Musi mieć coś wspólnego z tymi spotkaniami w Gallows Heights. „Pomyślność naszego ludu”. Pewnie prawa obywatelskie albo polityka. Wspominał coś w pierwszym liście… Cholera, co to w ogóle jest Gallows Heights?

Jego wzrok powędrował do karty tarota z wizerunkiem Wisielca zawieszonego za stopę na szubienicy.

– Sprawdzę – powiedział Cooper i włączył Internet. Chwilę później poinformował ich: – Tak w dziewiętnastym wieku nazywała się dzielnica Manhattanu, na Upper West Side, położona wokół Bloomingdale Road i Osiemnastej. Bloomingdale zmieniła się w Boulevard, a potem w Broadway. – Popatrzył na nich spod uniesionych brwi. – Niedaleko stąd.

– „Gallows” z apostrofem?

– Bez. Przynajmniej w tych wynikach.

– Masz coś jeszcze?

Cooper wrócił do strony towarzystwa historycznego.

– Parę rzeczy. Jest mapa z tysiąc osiemset siedemdziesiątego drugiego roku. – Odwrócił monitor w stronę Rhyme’a, który zauważył, że dzielnica obejmowała całkiem spory obszar. Były w niej rozległe posiadłości dawnych nowojorskich magnatów i finansistów oraz setki mniejszych budynków mieszkalnych i domów.

– Hej, Lincoln, zobacz – rzekł Cooper, pokazując fragment mapy obok Central Parku. – Twoja chata. Wtedy było tu bagno.

– Ciekawe – mruknął z przekąsem Rhyme.

– Druga wzmianka jest w artykule „Timesa” z zeszłego miesiąca, o otwarciu nowego archiwum w Fundacji Sanforda – to ta stara rezydencja na Osiemdziesiątej Pierwszej.

Rhyme przypominał sobie duży wiktoriański budynek obok Hotelu Sanford – ponure i mroczne gmaszysko przypominające pobliski budynek Dakota, gdzie zastrzelono Johna Lennona.

– Na uroczystości przemówił szef fundacji, William Ashberry – ciągnął Cooper. – Wspomniał, jak bardzo zmieniła się Upper West Side od czasów, gdy dzielnica nazywała się Gallows Heights. Ale to wszystko. Nie ma tu żadnych konkretów.

Za dużo niepołączonych kropek, pomyślał Rhyme. W tym momencie komputer Coopera wydał sygnał oznaczający nadejście wiadomości. Technik przeczytał ją i spojrzał na zespół.

– Posłuchajcie. Chodzi o „Coloreds’ Weekly Illustrated”. Od kustosza z College’u Bookera T. Washingtona w Filadelfii. Ich biblioteka miała jedyny w kraju zbiór wszystkich numerów tego czasopisma i…

– Miała? – warknął Rhyme. – Jak to, kurwa, miała?

– W zeszłym tygodniu wybuchł pożar w pomieszczeniu, gdzie je przechowywano, i wszystkie zostały zniszczone.

– Co mówi raport z podpalenia? – zapytała Sachs.

– Nie brano pod uwagę podpalenia. Podobno pękła żarówka i jakieś papiery zajęły się ogniem. Nikt nie został poszkodowany.

– Akurat, niepodpalenie. Ktoś musiał podłożyć ogień. Dobra, czy kustosz ma jakieś sugestie, gdzie moglibyśmy…

– Właśnie miałem dokończyć.

– No to dokończ!

– Szkoła ma zwyczaj skanowania całej zawartości archiwum i zapisywania do plików pdf.

– Czyżbyś zamierzał zakomunikować dobrą wiadomość, Mel, czy tylko się z nami droczysz?

Cooper postukał klawiszami i wskazał na ekran.

– Voilà – „Colored’s Weekly Illustrated” z dwudziestego trzeciego lipca tysiąc osiemset sześćdziesiątego ósmego roku.

– Co ty powiesz. No to przeczytaj nam, Mel. Przede wszystkim: czy Singleton utonął w Hudsonie, czy nie?

Cooper wcisnął kilka klawiszy i po chwili wsunął na nos okulary, pochylił się i zaczął:

– A więc tak. Tytuł brzmi „Skandaclass="underline" zbrodnia wyzwoleńca. Charles Singleton, weteran wojny między stanami, w głośnym incydencie sprzeniewierza się sprawie naszego ludu” – Przechodząc do treści artykułu, czytał dalej: – „We wtorek czternastego lipca sąd kryminalny Nowego Jorku wydał nakaz aresztowania niejakiego Charlesa Singletona, wyzwoleńca i weterana wojny o secesję, pod zarzutem, jakoby ów podstępnie wykradł dużą kwotę w złocie i banknotach z Narodowego Funduszu Edukacji Wyzwoleńców na Manhattanie w Nowym Jorku.