Singleton wymknął się poszukującym go po całym mieście funkcjonariuszom i podejrzewano, że uciekł, prawdopodobnie do Pensylwanii, gdzie mieszkała siostra jego żony z rodziną.Jednakże rano szesnastego lipca, w czwartek, pewien konstabl zauważył podejrzanego, gdy zmierzał w stronę nabrzeża rzeki Hudson.
Konstabl ów wszczął alarm, po którym Singleton rzucił się do ucieczki. Policjant ruszył za nim w pościg.
Do obławy włączyło się wkrótce kilkudziesięciu stróżów prawa, a także irlandzkich handlarzy starzyzną i robotników, spełniających obywatelski obowiązek pojmania przestępcy (i zachęconych obietnicą pięciu dolarów w złocie dla tego, kto zatrzyma złoczyńcę). Droga ucieczki wiodła przez labirynt uliczek i zaułków pośród nędznych chałup nad rzeką.
Przy malowidłach na Dwudziestej Trzeciej Ulicy Singleton potknął się. Zbliżył się doń policjant konny i zdawało się, że wyzwoleniec wpadł w sidła. Odzyskał jednak równowagę, lecz zamiast przyznać się do niegodziwego czynu, jak postąpiłby człowiek odważny, tchórzliwie rzucił się do dalszej ucieczki.
Przez pewien czas uchodził pogoni. Ale jego pojmanie było tylko kwestią czasu. Pewien murzyński handlarz siedzący na werandzie ujrzał wyzwoleńca i zaczął go błagać w imię sprawiedliwości, by się zatrzymał. Twierdząc, że słyszał o zbrodni Singletona, oskarżył go o to, że okrywa hańbą wszystkich kolorowych w kraju. Obywatel ten, niejaki Walker Loakes, cisnął w Singletona cegłą, aby go przewrócić. Jednakże Singleton uchylił się przed pociskiem i zaklinając się, iż jest niewinny, uciekał dalej.
Wyzwoleniec, dzięki pracy w sadzie, odznaczał się siłą i wytrzymałością, biegł więc szybko jak błyskawica. Pan Loakes poinformował jednak policję o obecności wyzwoleńca i przy pomoście niedaleko Dwudziestej Ósmej Ulicy i biura portowego drogę uciekinierowi zastąpił drugi oddział pościgowy. Singleton przystanął i wyczerpany chwycił się tablicy Swiftsure Express Company. Człowiek, który od dwóch dni prowadził poszukiwania, detektyw kapitan William P. Simms, wezwał złodzieja do poddania się i wymierzył weń pistolet.
Czy też jednak rozpaczliwie szukając drogi ucieczki, czy w przekonaniu, że jego niecne czyny wyszły na jaw i pragnąc zakończyć życie, Singleton, według wszelkich relacji, zawahał się przez chwilę, a potem skoczył w nurt rzeki, wołając słowa, których nikt nie zdołał zrozumieć”.
– Do tego miejsca doszła Geneva, zanim została zaatakowana – przerwał mu Rhyme. – Zapomnij o wojnie secesyjnej, Sachs. Tu dopiero napięcie sięga zenitu. Czytaj dalej, Mel.
– „Stracono go z oczu i świadkowie byli pewni, że zginął. Trzej konstable zarekwirowali w przystani łódź i okrążyli pomost, upewniając się co do losu Murzyna.
Nareszcie znaleźli go, na wpół przytomnego po upadku i kurczowo przyciskającego do piersi kawałek drewna unoszącego się na fali, gdy ze smutkiem, który wielu uznało za udawany, wołał żonę i syna”.
– Przynajmniej przeżył – powiedziała Sachs. – Geneva się ucieszy.
– „Po opatrzeniu przez lekarza został zatrzymany i doprowadzony na proces, który odbył się w ostatni wtorek. W sądzie dowiedziono, że ukradł niewyobrażalną kwotę trzydziestu tysięcy dolarów w banknotach i złotych monetach”.
– Tak właśnie myślałem – rzekł Rhyme. – Że motywem jest zaginiony łup. Jaka jest dzisiejsza wartość?
Cooper zminimalizował okno z artykułem o Charlesie Singletonie i zaczął szukać w sieci, zapisując w notatniku cyfry. Wreszcie uniósł głowę znad swoich obliczeń.
– Blisko osiemset tysięcy. Rhyme chrząknął.
– „Niewyobrażalne”. Dobra, czytaj dalej.
– „Stróż z budynku naprzeciw Funduszu Wyzwoleńców widział, jak Singleton dostaje się do biura przez tylne wejście i wychodzi po dwudziestu minutach, niosąc dwa duże worki. Gdy niedługo potem zjawił się wezwany przez policję dyrektor funduszu, stwierdzono, że sejf Exeter Strongbow został rozpruty za pomocą młotka i łomu, takich samych jak narzędzia należące do oskarżonego, które później znaleziono w pobliżu budynku.
Ponadto przedstawiono dowody na to, iż Singleton chwalił się, że kilkakrotnie spotkał się w dzielnicy Gallows Heights z tak znanymi luminarzami jak czcigodni Charles Sumner, Thaddeus Stevens i Frederick Douglass z synem Lewisem Douglassem, pod pozorem pomagania tym szlachetnym ludziom we wspieraniu praw naszego ludu w Kongresie”.
– Ach, to o tych spotkaniach Charles pisał w liście. Faktycznie, dotyczyły praw obywatelskich. A to pewnie ci towarzysze, o których wspomniał. Zdaje się, że poważni zawodnicy. Co dalej?
– „Zdaniem prokuratora motywem, jaki skłonił go do współpracy z tymi słynnymi osobistościami, nie była jednak chęć wsparcia sprawy Murzynów, lecz zdobycia wiedzy o funduszu oraz innych skarbcach, które mógłby ograbić”.
– Czyżby to miała być jego tajemnica? – zastanawiała się Sachs.
– „Podczas procesu Singleton nie skomentował przedstawionych mu zarzutów, złożył jedynie ogólnikowe oświadczenie, że jest niewinny i deklarował, iż kocha żonę i syna.
Kapitan Simms zdołał odzyskać większą część przywłaszczonych pieniędzy. Przypuszcza się, że pozostałe kilka tysięcy zostały ukryte, Murzyn odmówił jednakże wskazania miejsca, w którym je schował. Reszty skradzionej kwoty nie udało się odnaleźć, wyjąwszy sto dolarów w złocie, które Singleton miał przy sobie w chwili zatrzymania”.
– No i mamy hipotezę o ukrytym skarbie – mruknął Rhyme. – Niedobrze. Już zaczynało mi się podobać.
– „Oskarżonego bezzwłocznie skazano. Po ogłoszeniu wyroku sędzia nawoływał wyzwoleńca, aby zwrócił pozostałą część złupionej sumy, ten jednak uparcie odmawiał, powtarzając, że jest niewinny, i twierdząc, iż moneta, jaką u niego znaleziono, została mu podrzucona już po aresztowaniu. W związku z tym sędzia w swej mądrości nakazał konfiskatę oraz sprzedaż mienia przestępcy tytułem pokrycia strat, a jego samego skazał na pięć lat więzienia”. Cooper oderwał wzrok od ekranu.
– To wszystko.
– Dlaczego ktoś miałby uciekać się do morderstwa, żeby zachować w tajemnicy taki artykuł? – zapytała Sachs.
– Oto jest pytanie… – Rhyme zapatrzył się w sufit. – Dobrze, co wiemy o Charlesie? Był nauczycielem i weteranem wojny secesyjnej. Pracował na należącej do niego farmie na północy stanu. Aresztowano go i skazano za kradzież. Miał tajemnicę, której ujawnienie groziłoby strasznymi konsekwencjami. Chodził na poufne spotkania w Gallows Heights. Zaangażował się w ruch na rzecz praw obywatelskich i znał ważnych polityków i działaczy praw obywatelskich z tamtych czasów.
Rhyme podjechał do monitora, przyglądając się artykułowi. Nie dostrzegał żadnego związku między ówczesnymi wydarzeniami a sprawą NS 109.
Zadzwonił telefon Sellitta. Detektyw słuchał przez chwilę, potem uniósł brew.
– Dobra, dzięki. – Rozłączył się i spojrzał na Rhyme’a. – Bingo.
– Co „bingo”?
– Zespół w Little Italy znalazł sklepik na Mulberry Street – wyjaśnił Sellitto – tuż obok miejsca, gdzie był festyn z okazji Dnia Kolumba. Sprzedawczyni przypomniała sobie białego mężczyznę w średnim wieku, który kilka dni temu kupił wszystkie rzeczy z zestawu. Zapamiętała go przez czapkę.
– Nosił czapkę?
– Nie, kupił czapkę. Wełnianą. Zapamiętała go dlatego, że kiedy ją przymierzał, naciągnął ją sobie na twarz. Kobieta widziała to w lustrze. Myślała, że chce ją obrabować. Ale zaraz zdjął czapkę, włożył do koszyka, zapłacił za wszystko i wyszedł.
Prawdopodobnie był to brakujący przedmiot z paragonu za 5,95 dolara. Przymierzał czapkę, aby się upewnić, czy będzie dobra jako kominiarka.