Rozglądając się po korytarzu, zauważyła detektywa Bella, który stał z założonymi rękami niedaleko głównego wejścia. Nie widział jej. Geneva wmieszała się w tłum uczniów zmierzających na lekcje.
Nie poszła jednak do toalety. Dotarła do końca korytarza i pchnęła drzwi prowadzące na puste boisko, myśląc: Nikt na tym świecie nie zobaczy, jak płaczę.
Jest! Niecałe trzydzieści metrów od niego.
Serce Jaksa zabiło mocniej, kiedy ujrzał Geneve Settle stojącą samotnie na szkolnym boisku.
Król Graffiti był u wylotu alejki po drugiej stronie ulicy, gdzie czekał od godziny, mając nadzieję, że uda mu się ją zobaczyć. Spotkało go jednak większe szczęście, niż mógłby przypuszczać. Dziewczyna była sama. Jax spojrzał na ulicę. Przed szkołą stał nieoznakowany samochód policyjny z gliniarzem w środku, ale dość daleko od dziewczyny, a policjant nie patrzył w stronę boiska; nie mógłby zobaczyć Genevy, nawet gdyby się odwrócił. Wszystko mogło pójść łatwiej, niż się spodziewał.
Koniec stania, powiedział do siebie w duchu. Rusz tyłek.
Wyciągnął z kieszeni czarną bandanę i nasunął ją na afro. Ostrożnie ruszył naprzód, zatrzymując się obok samochodu dostawczego i lustrując boisko (bardzo przypominało mu spacerniak, choć oczywiście nie było tu drutu kolczastego ani wieżyczek strażniczych). Postanowił przejść na drugą stronę ulicy i schować się za ciężarówką Food Emporium zaparkowaną przy chodniku, której silnik pracował na jałowym biegu. Mógł się zbliżyć do dziewczyny na odległość jakichś ośmiu metrów, niezauważony przez dziewczynę ani gliniarza. Tyle na pewno wystarczy.
Dopóki dziewczyna miała spuszczoną głowę, mógł niepostrzeżenie pokonać ogradzający jezdnię łańcuch. Po tym, co się dzisiaj stało, pewnie miała pietra i na jego widok odwróciłaby się i uciekła, wzywając pomocy.
Powoli i ostrożnie.
Ale rusz się wreszcie. Możesz nie mieć drugiej takiej szansy.
Jax zaczął iść w kierunku dziewczyny, ostrożnie stawiając kroki, żeby mniej sprawna noga nie potrąciła szeleszczących liści i nie zdradziła jego nadejścia.
Rozdział 16
Czy to zawsze na tym polega?
Czy chłopcy zawsze czegoś od ciebie chcą?
Kevin chciał jej umysłu. Czy odczuwałaby taką samą wściekłość, gdyby miała figurę Lakeeshy, a on przystawiałby się do niej z powodu jej krągłości?
Nie, pomyślała ze złością. To było co innego. To było normalne. Psychologowie w szkole dużo mówili o gwałcie, o tym, jak mówić nie, co robić, kiedy chłopak staje się za bardzo natarczywy. I co zrobić potem, gdyby do tego doszło.
Ale nie powiedzieli ani słowa, co należy robić, kiedy ktoś chce zgwałcić twój umysł.
Niech to szlag, niech to szlag!
Zgrzytając zębami, ocierała łzy. Zapomnij o nim! Żałosny dupek. Test z matematyki – tylko to się teraz liczy.
d po dx x do potęgi n równa się…
Jakiś ruch z lewej. Geneva spojrzała w tę stronę i mrużąc oczy w słońcu, zobaczyła jakąś sylwetkę po drugiej stronie ulicy – mężczyzny z czarną bandaną na głowie, w ciemnozielonej kurtce, w cieniu kamienicy. Szedł w kierunku szkoły, ale zniknął za zaparkowaną dużą ciężarówką. W pierwszej chwili pomyślała w panice: przyszedł po nią człowiek z biblioteki. Ale nie, ten mężczyzna był czarny. Uspokojona zerknęła na tarczę swatcha. Trzeba wracać.
Tylko…
W rozpaczy pomyślała o spojrzeniach, jakie napotka. O wściekłych kumplach Kevina. O wystrojonych laskach, które będą się gapiły i śmiały.
Dowalić, dowalić suce…
Niech się śmieją. Kogo obchodzi, co myślą? Ważny jest tylko test.
d po dxx do potęgi n równa się n razy x do potęgi n minus jeden.
Ruszając w kierunku wejścia, zastanawiała się, czy Kevina zawieszą. A może usuną ze szkoły. Miała nadzieję, że tak.
d po dx…
W tym momencie usłyszała odgłos kroków na ulicy. Zatrzymała się i odwróciła. Nie widziała wyraźnie, kto to jest, bo oślepiały ją promienie słońca. Czy to ten czarny mężczyzna w zielonej kurtce szedł w jej stronę?
Kroki ucichły. Geneva zawróciła w kierunku szkoły, odsuwając od siebie wszystkie inne myśli i koncentrując się na pochodnej funkcji potęgowej.
…równa się n razy x do potęgi n minus jeden.
I znów usłyszała kroki, tym razem szybsze. Ktoś pędził prosto na nią. Nic nie widziała. Kto to? Uniosła rękę, chroniąc oczy przed ostrym słońcem.
I usłyszała wołanie detektywa Bella:
– Geneva! Nie ruszaj się!
Biegł do niej, a towarzyszył mu ktoś jeszcze – posterunkowy Pulaski.
– Co się stało? Dlaczego wyszłaś ze szkoły?
– Chciałam…
Niedaleko zahamowały z piskiem opon trzy radiowozy. Detektyw Bell spojrzał w stronę ciężarówki, mrużąc oczy w słońcu.
– Pulaski! To on. Za nim, za nim!
Zobaczyli oddalającą się postać mężczyzny, którego przed chwilą ujrzała, tego w zielonej kurtce. Biegł alejką, lekko utykając.
– Idę. – Funkcjonariusz rzucił się w pogoń. Przecisnął się przez furtkę i zniknął w alejce, ruszając za mężczyzną. Po chwili na boisku pojawiło się sześciu policjantów, którzy otoczyli półkolem Geneve i detektywa.
– Co się dzieje? – spytała dziewczyna.
Popędzając ją w stronę radiowozów, Bell wyjaśnił, że właśnie dostali wiadomość od agenta FBI Dellraya, który pracował z panem Rhyme’em. Jeden z jego informatorów dowiedział się, że rano jakiś człowiek wypytywał o Geneve w Harlemie, próbując ustalić, do której szkoły chodzi i gdzie mieszka. Afroamerykanin ubrany w ciemnozieloną kurtkę wojskową. Kilka lat temu został aresztowany pod zarzutem morderstwa, a teraz był uzbrojony. Napastnik z muzeum był biały i mógł nie znać za dobrze Harlemu, dlatego pan Rhyme doszedł do wniosku, że postanowił skorzystać z pomocy wspólnika dobrze znającego dzielnicę.Kiedy detektyw Bell się o tym dowiedział, wszedł po nią do klasy i zobaczył, że wymknęła się tylnym wyjściem. Ale pilnowała jej Jonette Monroe, zakonspirowana policjantka, i wyszła za nią ze szkoły. To ona zawiadomiła policję, gdzie jest Geneva.
Detektyw oświadczył, że muszą natychmiast jechać do pana Rhyme’a.
– Ale mój test…
– Żadnych testów i żadnej szkoły, dopóki nie złapiemy tego faceta – odrzekł stanowczo Bell. – Bez gadania, idziemy.
Wściekła z powodu zdrady Kevina, wściekła, że została wciągnięta w tę okropną historię, skrzyżowała ręce na piersi.
– Muszę iść na test.
– Geneva, nie masz pojęcia, jaki umiem być uparty. Zamierzam utrzymać cię przy życiu i jeżeli trzeba cię będzie zanieść do samochodu, bądź pewna, że to zrobię. – Jego ciemne oczy, dotąd tak poczciwe, spoglądały na nią twardo i surowo.
– No dobrze – mruknęła.
Poszli w stronę samochodów, a detektyw cały czas się rozglądał, skupiając się na ocienionych punktach ulicy. Zauważyła, że trzyma rękę przy boku. Blisko broni. Po chwili dobiegł do nich jasnowłosy posterunkowy.
– Zgubiłem go – wydyszał, łapiąc oddech. – Przepraszam. Bell westchnął.
– Rysopis?
– Czarny, metr osiemdziesiąt wzrostu, mocno zbudowany. Utykał. Czarna chustka na głowie. Nie ma zarostu. Pod czterdziestkę.
– Geneva, widziałaś coś jeszcze? Ponuro pokręciła głową.
– Dobra, zabierajmy się stąd – powiedział Bell.
Geneva wsiadła na tylne siedzenie jego forda, a obok niej zajął miejsce jasnowłosy posterunkowy. Ze szkoły wybiegła psycholog, z którą wcześniej rozmawiali, pani Barton. Miała zaniepokojoną minę.
– Detektywie, o co chodzi?
– Musimy zabrać stąd Geneve. Zdaje się, że był tu jeden z ludzi, którzy chcą ją skrzywdzić. Może nawet jeszcze jest.