Выбрать главу

Gubernator Fenton rozpoczął od poruszającej inwokacji, po której przystąpiliśmy do obszernej prezentacji członkom komisji swoich opinii na temat różnych wersji projektów poprawki. (Pan Charles Singleton w szczególnie wymowny sposób przedstawił pogląd, iż w poprawce winien się znaleźć warunek o powszechnym prawie wyborczym dla wszystkich obywateli, Murzynów i białych, kobiet i mężczyzn, co członkowie komisji zgodzili się wziąć pod rozwagę). Debata toczyła się do późnej nocy”.

Geneva spojrzała nad jego ramieniem w monitor.

– „W szczególnie wymowny sposób” – powtórzyła szeptem. – I chciał prawa głosu dla kobiet.

– Jest jeszcze jeden wpis – rzekł Cooper.

– „Dwudziesty piąty czerwca tysiąc osiemset sześćdziesiątego siódmego roku. Niepokojem napawa mnie wolny bieg spraw. Już rok temu przedstawiono stanom do ratyfikacji Czternastą Poprawkę i dwadzieścia dwa w stosownym czasie udzieliły jej aprobaty. Musi to uczynić jeszcze sześć, ale tam napotykamy zacięty opór.

Willard Fish, Charles Singleton i Elijah Walker podróżują po niezdecydowanych stanach i robią co w ich mocy, aby przekonać legislatorów do głosowania za przyjęciem poprawki. Jednakże na każdym kroku natrafiają na ignorancję ludzi, którzy nie potrafią pojąć ogromnej mądrości tego prawa – spotykają się także z pogardą, pogróżkami i gniewem. Tyle poświęceń, a tak daleko do osiągnięcia celu… Czyżby wygrana wojenna miała się okazać pyrrusowym zwycięstwem? Modlę się, by nie zaginęła w tym sprawa naszego ludu, nasze największe dzieło”. – Cooper uniósł wzrok znad ekranu. – To wszystko.

– Czyli Charles pracował z Douglassem i innymi nad Czternastą Poprawką – powiedziała Geneva. – Chyba byli przyjaciółmi.

Czy rzeczywiście? – zastanawiał się Rhyme. Może w artykule napisano prawdę i Singleton wkradł się do tego grona tylko po to, by zdobyć informacje o funduszu wyzwoleńców i go obrabować?

Mimo że Lincoln Rhyme w każdym śledztwie dążył tylko do odkrycia prawdy, w głębi duszy żywił nadzieję, że Charles Singleton nie popełnił przestępstwa.

Patrzył na tablicę dowodów, dostrzegając więcej znaków zapytania niż odpowiedzi.

– Geneva, mogłabyś zadzwonić do ciotki? Zapytaj, czy nie znalazła innych listów albo czegokolwiek innego o Charlesie.

Dziewczyna zadzwoniła do kobiety, która mieszkała z ciotką Lilly. Nikt nie odbierał, ale zostawiła wiadomość z prośbą o telefon pod numer Rhyme’a. Potem wykręciła inny numer. Jej oczy rozbłysły.

– Mama! Jesteście już w domu?

Dzięki Bogu, pomyślał Rhyme. Nareszcie wrócili jej rodzice. Ale po chwili twarz dziewczyny spochmurniała.- Nie… Co się stało?… Kiedy?

Rhyme odgadł, że jednak coś ich zatrzymało. Geneva poinformowała matkę o najnowszych wydarzeniach i uspokoiła ją, że jest bezpieczna i opiekuje się nią policja. Następnie przekazała słuchawkę Bellowi, który dość długo rozmawiał z jej matką, wyjaśniając sytuację. Na koniec Geneva pożegnała się z nią i ojcem i bez entuzjazmu odłożyła słuchawkę.

– Utknęli w Londynie – powiedział Bell. – Lot został odwołany i dzisiaj nie ma już żadnego połączenia. Wylecą jutro rano jak najwcześniej do Bostonu, a potem najbliższym samolotem tutaj.

Geneva wzruszyła ramionami, lecz Rhyme widział w jej oczach rozczarowanie.

– Lepiej będzie, jak wrócę do domu – powiedziała. – Mam dużo zadane.

Bell skontaktował się ze swoją brygadą specjalną i wujem Genevy. Podobno wszystko było w porządku.

– Nie pójdziesz jutro do szkoły?

Chwila wahania. Grymas. Czyżby szykowała się kolejna bitwa? Nagle odezwał się czyjś głos. To był Pulaski, nowy.

– Pomyśl, że nie chodzi już tylko o ciebie. Gdyby ten facet w wojskowej kurtce podszedł blisko i zaczął strzelać, mógłby zranić albo zabić innych uczniów. Kiedy będziesz w tłumie ludzi w szkole albo na ulicy, może spróbować jeszcze raz.

Z jej miny Rhyme wywnioskował, że jego słowa poskutkowały. Może przypomniała sobie o śmierci doktora Barry’ego. Czyli zginął przeze mnie…

– Zgoda – powiedziała cicho. – Zostanę w domu. Bell skinął głową.

– Dzięki. – Posłał nowemu pełne wdzięczności spojrzenie. Detektyw i Pulaski wyszli razem z dziewczyną, a pozostali wrócili do analizy dowodów znalezionych w kryjówce podejrzanego.

Rhyme denerwował się, że jest ich tak niewiele. Na szkicu okolicy muzeum afroamerykańskiego, który Sachs znalazła pod łóżkiem, nie było żadnych odcisków palców. Sporządzono go na zwykłym papierze, takim, jaki można kupić w każdym sklepie Staple albo Office Depot. Tusz był tani i nie do wykrycia. Rysunek bardziej szczegółowo przedstawiał alejki i budynki po drugiej stronie ulicy niż samo muzeum; Rhyme przypuszczał, że miała to być mapa drogi ucieczki. Ale Sachs dokładnie sprawdziła te miejsca, a detektywi przesłuchali potencjalnych świadków w domu jubilerskim i innych budynkach uwzględnionych na planie.

Znów znaleźli bawełniane włókna – jak podejrzewali, fragmenty sznura.

Cooper sprawdził kawałek mapy w chromatografie, ale jedyną substancją w papierze był czysty węgiel.

– Węgiel drzewny z jakiegoś stoiska na festynie? – zastanawiał się.

– Być może – odrzekł Rhyme. – Albo na przykład ślad po spaleniu dowodów. Zapiszcie na tablicy. Może później znajdziemy jakiś trop.

Na mapie były także okruchy i plamy – jak się okazało, resztki jedzenia: jogurt, mielona ciecierzyca, czosnek i olej kukurydziany.

– Falafel – orzekł Thom, wytrawny kucharz i smakosz. – Z Bliskiego Wschodu. Często podawany z jogurtem. Bardzo pożywny, nawiasem mówiąc.

– I wyjątkowo popularny – dodał kwaśno Rhyme. – Na samym Manhattanie sprzedają go w blisko dwóch tysiącach miejsc, nie sądzicie? Do diabła, co jeszcze mamy?

W drodze powrotnej Sachs i Sellitto wstąpili do biura nieruchomości zarządzającego budynkiem przy Elizabeth Street i uzyskali informacje na temat najemcy mieszkania. Kobieta w biurze powiedziała im, że lokator zapłacił gotówką za trzy miesiące, a za następne dwa miesiące wpłacił kaucję, którą kazał jej zatrzymać. (Niestety, pieniądze zostały wydane i nie można ich było poddać analizie daktyloskopijnej). Najemca przedstawił się jako Billy Todd Hammil, wcześniej mieszkający na Florydzie. Portret pamięciowy odpowiadał rysopisowi lokatora, który podpisywał umowę, ale najemca nosił czapkę baseballową i okulary. Kobieta potwierdziła, że mówił z południowym akcentem.

W bazach danych znaleźli stu siedemdziesięciu trzech Billych Toddów Hammilów, którzy przebywali w kraju w ciągu ostatnich pięciu lat. Żaden z białych między trzydziestym piątym a pięćdziesiątym rokiem życia nie mieszkał w okolicach Nowego Jorku. Ci z Florydy byli albo starsi, albo mieli po dwadzieścia kilka lat. Czterech Billych Toddów było notowanych: trzej nadal siedzieli w więzieniu, a jeden zmarł sześć lat temu.

– Wyciągnął sobie nazwisko z kapelusza – mruknął Rhyme. Spojrzał na komputerowy portret pamięciowy.

Kim jesteś, NS 109? I gdzie jesteś?

– Mei, wyślij portret do J. T.

– Do kogo?

– Do naszego równiachy z Amarillo. – Ruchem głowy wskazał portret. – Ciągle skłaniam się ku teorii, że to może być więzień, który miał na pieńku z tym zlinczowanym strażnikiem.

– Jasne – powiedział Cooper. Gdy wysłał wiadomość, wziął próbkę płynu znalezionego przez Sachs w kryjówce sprawcy, ostrożnie otworzył pojemnik i umieścił ją w chromatografie.

Po krótkiej chwili na ekranie wyświetlił się wynik.