Выбрать главу

Rozdział 22

Profesor Richard Taub Mathers był szczupły i wysoki, o skórze barwy mahoniu, przenikliwych oczach i intelekcie świadczącym o tym, że w jego życiorysie figuruje kilka doktoratów. Nosił krótkie afro i zachowywał się bardzo powściągliwie. Ubrany był jak profesor: miał muszkę i tweedową marynarkę, której brakowało tylko obowiązkowych zamszowych łat na łokciach.

Skinął Rhyme’owi głową, na moment zatrzymując wzrok na wózku, a potem uścisnął dłoń pozostałym obecnym.

Rhyme czasami wykładał kryminalistykę w miejscowych college’ach, głównie John Jay i Fordham; rzadko pojawiał się w murach tak szacownych uczelni jak Uniwersytet Columbia, ale pewien znajomy profesor z Uniwersytetu Waszyngtona w stolicy skontaktował go z Mathersem, który, jak się okazało, był w Mornigside Heights prawdziwą instytucją, profesorem na wydziale prawa. Uczył prawa karnego, konstytucyjnego i cywilnego, prowadził też seminaria magistranckie z różnych ezoterycznych dziedzin oraz wykładał kulturę i literaturę afroamerykańską na studiach licencjackich.

Mathers z uwagą słuchał relacji Rhyme’a o poznanej dotychczas historii Charlesa Singletona i ruchu na rzecz praw obywatelskich, jego tajemnicy i prawdopodobnie fałszywym oskarżeniu o kradzież. Potem kryminalistyk opowiedział o tym, co zdarzyło się Genevie w ciągu ostatnich dwóch dni.

Profesor oniemiał z zaskoczenia.

– Próbował cię zabić? – szepnął.

Geneva milczała. Patrząc mu w oczy, przytaknęła ruchem głowy.

Mathers rozpiął marynarkę i wyciągnął cienkie, wytworne okulary. Uważnie i bez pośpiechu przeczytał listy Charlesa. Kilka razy kiwał głową i uśmiechał się do siebie. Gdy skończył, uniósł głowę.

– Fascynujący człowiek. Wyzwoleniec, farmer, służył w Trzydziestym Pierwszym Pułku Kolorowych… i był pod Appomatox.

Jeszcze raz przeczytał listy, a Rhyme musiał się powstrzymać od uwagi, by się pospieszył. Wreszcie profesor zdjął okulary, dokładnie przetarł szkła i powiedział w zadumie:

– A więc miał swój udział w uchwaleniu Czternastej Poprawki? – Znów lekko się uśmiechnął. Był wyraźnie zaintrygowany. – To może być interesujące. To może być coś.

Ze wszystkich sił starając się zachować spokój, Rhyme spytał:

– Tak, a co dokładnie? Co jest interesujące?

– Oczywiście mówię o kontrowersji.

Gdyby Rhyme mógł się ruszać, złapałby go za klapy i wrzasnął mu w twarz, żeby się z łaski swojej pospieszył. Mógł jednak tylko zmarszczyć brwi.

– A jakiej kontrowersji?

– Co państwo powiedzą na odrobinę historii?

Rhyme westchnął. Sachs posłała mu ostrzegawcze spojrzenie, więc rzekł:

– Proszę mówić.

– Konstytucja Stanów Zjednoczonych jest dokumentem ustanawiającym amerykańską władzę – prezydenturę, Kongres i Sąd Najwyższy. Wciąż określa sposób, w jaki funkcjonuje państwo, i pozostaje nadrzędna wobec wszystkich stanowionych praw i przepisów.

Nasz kraj zawsze dążył do równowagi: chciał silnego rządu, który będzie nas bronił przed obcymi mocarstwami i regulował nasze życie, ale nie na tyle silnego, by zaczął stosować wobec nas ucisk. Kiedy założyciele państwa przeczytali konstytucję już po jej podpisaniu, zaczęli się obawiać, że jest zbyt potężna i może doprowadzić do powstania represyjnego reżimu. Dlatego postanowili ją skorygować – uchwalili dziesięć poprawek czyli Deklarację Praw. Najważniejszych jest osiem pierwszych. Dotyczą podstawowych praw chroniących obywateli przed nadużyciami ze strony rządu federalnego. Na przykład FBI nie może nikogo aresztować bez uzasadnionej przyczyny. Kongres nie może nikomu odebrać domu, nie wypłacając w zamian odszkodowania, żeby wybudować w tym miejscu autostradę międzystariową. Każdy ma prawo do uczciwego procesu i osądzenia przez bezstronną ławę przysięgłych. Nikt nie może być skazany na okrutną i sprzeczną ze zwyczajami karę i tak dalej. Czy zwrócili państwo uwagę na kluczowe słowo?

Rhyme miał wrażenie, że profesor robi im kolokwium. Ale zanim ktoś zdążył się odezwać, Mathers ciągnął:

– „Federalny”. W Ameryce władzę mają dwa różne rządy: federalny w Waszyngtonie i stanowy w naszym rodzinnym stanie. Deklaracja Praw ogranicza wyłącznie prerogatywy rządu federalnego: Kongresu i agencji federalnych w rodzaju FBI i DE A. Deklaracja Praw nie daje nam prawie żadnej ochrony przed pogwałceniem praw ludzkich i obywatelskich przez rządy stanowe. A na nasze życie bardziej bezpośredni wpływ mają właśnie prawa stanowe – większość spraw związanych z działaniem policji, robotami publicznymi, nieruchomościami, samochodami, rodziną, testamentami, procesami cywilnymi podlega jurysdykcji władz stanowych.

Czy na razie wszystko jest zrozumiałe? Konstytucja i Deklaracja Praw chronią nas tylko przed Waszyngtonem, ale nie przed nadużyciami ze strony Nowego Jorku czy Oklahomy.

Rhyme skinął głową.

Profesor przysiadł na taborecie laboratoryjnym, niepewnie spoglądając na kamionkowe naczynie z jakąś zieloną mazią, po czym kontynuował:

– Wróćmy do lat sześćdziesiątych dziewiętnastego wieku. Broniące niewolnictwa Południe przegrywa wojnę secesyjną, więc uchwalamy Trzynastą Poprawkę, która zakazuje niewolnictwa. Kraj zostaje zjednoczony, przymusowa służba zostaje zabroniona prawem… powinna zapanować wolność i harmonia, zgadza się?

Parsknął cynicznym śmiechem.

– Otóż wcale się nie zgadza. Zakaz niewolnictwa nie wystarczył. Wobec czarnych było jeszcze więcej wrogości niż przed wojną – nawet na Północy – dlatego, że za ich uwolnienie oddało życie wielu młodych ludzi. Legislatury stanowe uchwaliły setki praw dyskryminujących czarnych. Nie mieli praw wyborczych, dostępu do urzędów, nie mogli posiadać nieruchomości, korzystać z obiektów publicznych, zeznawać w sądzie… Życie dla większości z nich było równie ciężkie jak w niewoli.

Proszę pamiętać, że to były prawa stanowe: Deklaracja Praw nie mogła ich zakazać. Tak więc Kongres uznał, że obywateli należy chronić przed rządami stanowymi. Aby to uczynić, zaproponowano Czternastą Poprawkę. – Mathers zerknął na komputer. – Pozwolą państwo, że skorzystam z Internetu?

– Proszę bardzo – odrzekł Rhyme.

Profesor wpisał hasło do wyszukiwarki AltaVista i po chwili znalazł jakiś tekst. Skopiował go do osobnego okna i wszyscy zobaczyli go na ekranach w laboratorium.

Żaden stan nie będzie stanowił prawa ani wymuszał posłuszeństwa dla jakiegokolwiek prawa, które by w jakikolwiek sposób ograniczało przywileje i swobody obywateli Stanów Zjednoczonych; żadnemu też stanowi nie wolno pozbawić jakiejkolwiek osoby życia, wolności lub własności inaczej niż w drodze właściwego przewodu sądowego; nie wolno mu też odmówić jakiejkolwiek osobie zamieszkałej na obszarze podlegającym jego jurysdykcji równej opieki prawnej.

– To część działu pierwszego poprawki – wyjaśnił. – Drastycznie ogranicza prawa stanu wobec swoich obywateli. Inna część, której tu nie umieściłem, zachęca stany do udzielenia czarnym – czarnym mężczyznom, ściśle mówiąc – prawa wyborczego. Czy na razie wszystko jest jasne? – zapytał nauczycielskim tonem.

– Nadążamy – przytaknęła Sachs.

– Każda poprawka do konstytucji musi być zaaprobowana przez Kongres w Waszyngtonie, a potem przez trzy czwarte stanów. Kongres przyjął Czternastą Poprawkę wiosną tysiąc osiemset sześćdziesiątego szóstego roku, po czym przedstawiono ją stanom do ratyfikacji. Dwa lata później została ratyfikowana przez wymaganą liczbę stanów. – Pokręcił głową. – Ale zaczęły krążyć pogłoski, że nie została uchwalona i ratyfikowana we właściwy sposób. To właśnie kontrowersja, o jakiej wspominałem.

Rhyme zmarszczył brwi.

– Naprawdę? Co takiego zrobiono przy uchwalaniu?