Rhyme i Geneva wymienili uśmiech i kryminalistyk kazał automatowi zakończyć połączenie.
W tym momencie rozległ się dzwonek. Bell i Sachs natychmiast czujnie położyli ręce na broni, natomiast Sellitto, jak zauważył Rhyme, wciąż wyglądał na zalęknionego i choć spojrzał na swój pistolet, nie zamierzał po niego sięgać. Jego dłoń lekko pocierała policzek, jak gdyby ten gest miał wywołać dobrego dżinna, który ukoi jego znękane serce.
W drzwiach zjawił się Thom i powiedział do Bella:
– Przyszła jakaś pani Barton, ze szkoły. Przyniosła kopię taśmy wideo.
Dziewczyna miała przerażoną minę.
– Nie – szepnęła.
– Wprowadź ją – rzekł Rhyme.Do laboratorium wkroczyła wysoka Afroamerykanka ubrana w fioletową sukienkę. Bell przedstawił ją pozostałym. Powitała wszystkich skinieniem głowy, a Rhyme zauważył, że jak większość znanych mu psychologów nie zareagowała na widok wózka.
– Witaj, Geneva – powiedziała.
Dziewczyna skinęła głową z kamienną twarzą. Rhyme widział, że Geneva myśli o zagrożeniu, jakie stanowi dla niej ta kobieta: wieś w Alabamie albo rodzina zastępcza.
– Jak się czujesz? – ciągnęła Barton.
– Dziękuję, dobrze – odrzekła z szacunkiem zupełnie nie w swoim stylu.
– Na pewno mocno to przeżywasz – dodała kobieta.
– Bywało lepiej. – Geneva próbowała się roześmiać, ale zabrzmiało to bezbarwnie. Przelotnie spojrzała na psycholog, lecz zaraz odwróciła wzrok.
– Rozmawiałam o tym człowieku sprzed boiska z kilkunastoma osobami – mówiła Barton. – Tylko kilka przypomniało sobie, że kogoś tam wczoraj widziało. Nie potrafili go opisać poza tym, że był czarny, miał zieloną wojskową kurtkę i robocze buty.
– To coś nowego – rzekł Rhyme. – Buty. – Thorn zapisał informację na tablicy.
– A to jest taśma od naszej ochrony. – Podała kasetę VHS Cooperowi, który włożył ją do odtwarzacza.
Rhyme podjechał bliżej ekranu i zaczął pilnie oglądać zapis, czując, jak naprężają mu się mięśni szyi.
Taśma niewiele im mogła pomóc. Obiektyw kamery był skierowany przede wszystkim na boisko i nie obejmował chodników i ulic. Gdzieś w oddali widać było wprawdzie sylwetki przechodniów, ale żadnych szczegółów. Bez większej nadziei, że uda się wykorzystać taśmę, Rhyme polecił Cooperowi przesłać kasetę do laboratorium w Queens, by sprawdzili, czy da się cyfrowo powiększyć obraz. Technik wypełnił formularze ewidencyjne, zapakował kasetę i wezwał transport.
Bell podziękował psycholog za pomoc.
– Ależ naprawdę nie ma za co. – Barton zamilkła, spoglądając na dziewczynę. – Naprawdę powinnam porozmawiać z twoimi rodzicami, Geneva.
– Z rodzicami? Wolno pokiwała głową.
– Bo szczerze mówiąc… Rozmawiałam z uczniami i nauczycielami i większość z nich twierdzi, że rodzice nie bardzo interesują się twoją nauką. Właściwie nie spotkałam nikogo, kto by ich kiedykolwiek widział.
– Mam dobre stopnie.
– Och, wiem. Jesteśmy naprawdę zadowoleni z twojej pracy. Ale szkoła polega między innymi na współpracy dzieci i rodziców. Bardzo chciałabym z nimi porozmawiać. Możesz mi podać numer ich komórki?
Dziewczyna zastygła z przerażenia.
Zapadła ciężka cisza.
Przerwał ją Lincoln Rhyme.
– Powiem pani prawdę.
Geneva spuściła wzrok, zaciskając pięści.
– Właśnie przed chwilą rozmawiałem z jej ojcem – oświadczył Rhyme.
Głowy wszystkich obecnych odwróciły się w jego stronę.
– Wrócili z zagranicy?
– Nie i przez jakiś czas tam zostaną.
– Jak to?
– Poprosiłem ich, żeby na razie nie wracali.
– Poprosił pan? Dlaczego? – Kobieta zmarszczyła brwi.
– Podjąłem taką decyzję ze względu na bezpieczeństwo Genevy. Jak wyjaśni pani Roland Bell… – zerknął na detektywa, który z przekonaniem kiwnął głową, choć nie miał pojęcia, o co mu chodzi – podczas ustalania strategii ochrony czasem musimy separować od rodzin ludzi będących pod naszą opieką.
– Nie wiedziałam.
– W przeciwnym razie – ciągnął Rhyme, improwizując w natchnieniu – napastnik mógłby wykorzystać krewnych, żeby wywabić ofiarę z ukrycia.
Barton skinęła głową.
– To brzmi sensownie.
– Jak to się nazywa, Roland? – Rhyme znów spojrzał na detektywa, po czym sam sobie odpowiedział: – Procedura izolacji członków rodziny, prawda?
– Owszem – odparł Bell, potakująco kiwając głową. – To bardzo ważna technika.
– Dobrze, że się dowiedziałam – powiedziała psycholog. – Ale będzie cię pilnował wuj, tak?
– Nie – odezwał się Sellitto. – Wydaje się nam, że najlepiej będzie, jeśli Geneva zostanie tutaj.
– Jej wuj też podlega procedurze izolacji – dodał Bell. Zmyślony termin w ustach funkcjonariusza z południowym akcentem brzmiał bardzo wiarygodnie. – Chcemy, żeby na jakiś czas też się usunął w cień.
Rhyme odgadł z miny Barton, że we wszystko uwierzyła. Psycholog zwróciła się do Genevy:
– Kiedy już będzie po wszystkim, poproś ich, żeby do mnie zadzwonili. Wydaje się, że dobrze sobie radzisz, ale ta sytuacja na pewno odbije się na twojej psychice. Usiądziemy i omówimy najważniejsze problemy. – Z uśmiechem dodała: – Nie ma takiej usterki, której się nie da naprawić.Pewnie miała wypisaną tę sentencję na tabliczce na biurku albo kubku w gabinecie.
– Dobrze – odrzekła z rezerwą Geneva. – Zobaczymy. Po wyjściu Barton dziewczyna zwróciła się do Rhyme’a:
– Nie wiem, co powiedzieć. To, co pan zrobił, jest dla mnie bardzo ważne.
– Chodziło mi głównie o to – mruknął, zakłopotany jej wdzięcznością – żeby nam było wygodniej. Nie mogę dzwonić do urzędu opieki nad dziećmi albo szukać cię w rodzinach zastępczych za każdym razem, kiedy będziemy mieli jakieś pytanie związane ze sprawą.
Geneva wybuchnęła śmiechem.
– Może pan odstawiać szopki, jakie pan tylko chce – oświadczyła. – Ale dzięki.
Potem zaczęła się naradzać z Bellem w sprawie książek, ubrań i innych rzeczy, które chciała zabrać ze swojej sutereny przy Sto Osiemnastej Ulicy. Detektyw obiecał też, że wyciągnie od fałszywego wuja wszystkie pieniądze, jakie zapłaciła mu za oszustwo.
– Nic panu nie odda – powiedziała. – Nie zna go pan. Bell tylko się uśmiechnął i odrzekł życzliwym głosem:
– Och, odda. – Mówił to człowiek uzbrojony w dwa pistolety. Geneva zadzwoniła do Lakeeshy i poinformowała przyjaciółkę, że zostaje u Rhyme’a, po czym ruszyła za Thomem na górę do pokoju gościnnego.
– A jeżeli psycholog się dowie, Line? – zapytał Sellitto.
– O czym?
– No, że skłamałeś w sprawie rodziców Genevy i tej całej procedury. Cholera, jak to się nazywało? Alienacja rodziny?
– Procedura izolacji członków rodziny – przypomniał mu Bell.
– I co wtedy zrobi? – nasrożył się Rhyme. – Każe mi zostać po lekcjach? – Wskazał głową tablicę. – Możemy wrócić do pracy? Po ulicach krąży morderca. I ma wspólnika. I ktoś ich wynajął. Pamiętasz? Chciałbym poznać tych panów jeszcze w tym dziesięcioleciu.
Sachs podeszła do stołu i zaczęła układać teczki i kopie materiałów, które William Ashberry pozwolił jej wypożyczyć z biblioteki fundacji – „małego miejsca zbrodni”.
– To przede wszystkim rzeczy na temat Gallows Heights – mapy, rysunki, artykuły. I trochę o „Potters’ Field”.
Po kolei podawała dokumenty Cooperowi, który przykleił kilka rysnków i map Gallows Heights na tablicy. Rhyme zaczął je w skupieniu studiować, a Sachs streściła im, czego się dowiedziała o dawnej dzielnicy. Następnie podeszła do rysunku i pokazała piętrowy budynek.