– Pierścień ma średnicę około sześćdziesięciu centymetrów – powiedział funkcjonariusz. – Obiekt w środku jest trójwymiarowy – to kula o średnicy około dwudziestu centymetrów.
– Jest blisko powierzchni?
– Płyta ma grubość około osiemnastu centymetrów, a przedmiot leży piętnaście, dwadzieścia centymetrów poniżej.
– Gdzie dokładnie?
Technik spojrzał na podłogę, po czym porównał ją z obrazem na ekranie. Następnie podszedł do miejsca tuż przy ścianie w głębi piwnicy, niedaleko wyjścia. Narysował kredą znak. Przedmiot spoczywał tuż pod ścianą. Niewiele brakowało, by trafili w niego budowniczy stawiający mury.
– Przypuszczam, że to była studnia albo zbiornik. Może komin.
– Co będzie potrzebne, żeby się przebić przez beton? – spytała inżyniera Yu Sachs.
– Moje pozwolenie – oświadczył właściciel. – Którego zresztą nie dostaniecie. Nie będziecie mi pruć podłogi.
– Proszę pana – powiedziała spokojnie Sachs. – To sprawa policji.
– Cokolwiek tam jest, należy do mnie.
– Nie chodzi o prawa własności. Ten przedmiot może być istotny dla prowadzonego śledztwa.
– W takim razie musi mi pani pokazać nakaz sądowy. Jestem prawnikiem. Nie będziecie mi pruć podłogi.
– To naprawdę ważna sprawa. Musimy się dowiedzieć, co to jest.
– Ważna? – spytał mężczyzna. – Dlaczego?
– Przedmiot ma związek z przestępstwem sprzed kilku lat.
– Kilku? – powtórzył, natychmiast odnajdując najsłabszy punkt jej argumentu. – To znaczy ilu? – Chyba był naprawdę dobrym prawnikiem.
Taki człowiek jest gotów wykorzystać każde kłamstwo przeciwko tobie, pomyślała.
– Stu czterdziestu – odrzekła. – Mniej więcej. Wybuchnął śmiechem
– Czyli nie mówimy o śledztwie, ale o programie Discovery. Nic z tego, nie pozwolę tu sobie wpakować młota pneumatycznego.
– Nie zechciałby pan wykazać odrobiny woli współpracy?
– Proszę przynieść nakaz. Nie zamierzam współpracować, dopóki nie zostanę zmuszony.
– Trudno wtedy mówić o woli współpracy, prawda? – odcięła się Sachs i zadzwoniła do Rhyme’a.
– Co jest? – spytał.
Przekazała mu wyniki badań rozpoznania.
– Stara kasetka w studni albo zbiorniku spalonego budynku. Nie można sobie wymarzyć lepszej skrytki. – Poprosił, by technicy przesłali mu e-mailem obrazy. Funkcjonariusze spełnili prośbę.
– Widzę to, Sachs – powiedział po chwili. – Nie mam jednak pojęcia, co widzę.
Poinformowała go o nieczułym na dobro wspólne obywatelu.
– Nie ustąpię – oznajmił prawnik, słysząc rozmowę. – Jestem gotów osobiście stawić się przed sędzią pokoju. Znam wszystkich. Jestem z nimi po imieniu.
Sachs usłyszała, jak Rhyme naradza się z Sellittem. Gdy odezwał się ponownie, nie był zadowolony.
– Lon spróbuje zdobyć nakaz, ale to potrwa. No i nie jest pewien, czy sędzia w ogóle podpisze papier w takiej sprawie.
– Nie mogę go po prostu przymknąć? – mruknęła i zakończyła rozmowę. Zwróciła się do właściciela: – Doprowadzimy panu podłogę do idealnego stanu.
– Mam lokatorów. Będą się skarżyć. I to ja będę musiał się przed nimi tłumaczyć. Nie wy. Was już nie będzie.
Sachs zniecierpliwiona machnęła ręką, zastanawiając się, czy może go aresztować pod zarzutem… pod jakimkolwiek zarzutem, a potem rozpruć tę cholerną podłogę. Jak długo trzeba będzie czekać na nakaz? Pewnie wieki, zważywszy na to, że sędziowie muszą mieć „niezbity argument”, by pozwolić policji wtargnąć do czyjegoś domu.
Znów zadzwonił jej telefon.
– Sachs? – odezwał się Rhyme. – Jest tam jeszcze ten inżynier?
– David? Stoi obok.
– Mam pytanie.
– Jakie?
– Spytaj go, kto jest właścicielem alejek.
W tym wypadku odpowiedź brzmiała: miasto. Do prawnika należała tylko przestrzeń zajmowana przez budynek i wszystko w obrębie murów.
– Powiedz inżynierom, żeby sprowadzili jakiś sprzęt i wykopali tunel od zewnątrz – zarządził Rhyme. – Da się to zrobić?
Starając się, by nie słyszał jej właściciel, powtórzyła pytanie inżynierowi Yu, który odparł:
– Tak, możemy spróbować. Jeżeli tunel będzie wąski, nie naruszymy konstrukcji.
Wąski, pomyślała ofiara klaustrofobii. Tylko tego mi brakowało… Zamknęła telefon i powiedziała do inżyniera:
– Wobec tego będę potrzebowała… koparki, prawda? Jak szybko możemy ją tu sprowadzić?
– Za pół godziny.
Spojrzała na niego ze zbolałą miną.
– A dziesięć minut?
– Zobaczę, co się da zrobić.
Dwadzieścia minut później nadjechała miejska koparka i ustawiła się pod boczną ścianą budynku, bucząc ostrzegawczo przy cofaniu. Nie mogli już dłużej ukrywać podstępu. Właściciel wybiegł z kamienicy, machając rękami.
– Chcecie się dostać do środka od zewnątrz! Nie wolno wam tego robić. Cała nieruchomość, od nieba do samego jądra ziemi, należy do mnie. Tak mówi prawo.
– Drogi panie – rzekł uprzejmie miejski urzędnik. – Pod budynkiem znajduje się wpust do sieci komunalnej. Mamy prawo uzyskania dostępu do niego. Nie mam wątpliwości, że pan o tym wie.
– Ale ten cholerny wpust jest po drugiej stronie budynku.
– Nie sądzę.
– Widać go na monitorze, o tutaj. – Wskazał na ekran… który w tym momencie zgasł.
– Ojej – powiedział funkcjonariusz rozpoznania, chwilę wcześniej wyłączywszy komputer. – Ciągle się to diabelstwo psuje.
Właściciel posłał mu wściekłe spojrzenie, po czym oświadczył inżynierowi Yu:
– Tu, gdzie chcecie kopać, nie ma żadnego wpustu. Yu wzruszył ramionami.
– Jeżeli ktoś kwestionuje położenie wpustu kanalizacyjnego, to sam ma obowiązek uzyskania nakazu sądowego, żeby nas powstrzymać. Powinien pan zadzwonić do któregoś ze swoich znajomych sędziów. I wie pan co? Lepiej niech się pan pospieszy, bo zaraz zaczynamy.
– Ależ…
– Szybko! – krzyknął Yu.
– To prawda? – spytała go szeptem Sachs. – O tych wpustach?
– Nie wiem. Ale chyba uwierzył.
– Dzięki.
Koparka zabrała się do pracy. Nie trwało to długo. Dziesięć minut później, kierując się wskazówkami techników z rozpoznania, wykopano rów szerokości metra pięćdziesięciu i głębokości trzech metrów. Fundament kończył się dwa metry pod powierzchnią, a niżej widać było warstwę czarnej ziemi i szarej gliny. Sachs musiała zejść na dno wykopu i wygrzebać prostopadły do niego tunel długości około czterdziestu pięciu centymetrów, by dostać się do zbiornika czy studni. Nałożyła kombinezon z tyveku i kask z latarką. Połączyła się z Rhyme’em przez radio, nie wiedząc, czy na dnie rowu komórka będzie działać.
– Jestem gotowa – zameldowała mu.
Podeszła Gail Davis z oddziału K9 ze swoim Vegasem, który ciągnął smycz, skrobiąc łapą w krawędź wykopu.
– Coś tam jest – powiedziała policjantka.
Jak gdybym już nie miała pietra, pomyślała Sachs, widząc zaniepokojenie psa.
– Sachs, co to za hałasy?
– Jest tu Gail. Jej pies trochę się niepokoi. Chodzi mu o coś konkretnego? – zapytała koleżankę.
– Nie. Może czuć cokolwiek.Vegas warknął i dotknął łapą nogi Sachs. Davis opowiadała jej kiedyś, że briardy posiadły jeszcze jedną zdolność przydatną przy selekcji rannych na polu bitwy – sanitariusze używali psów, by ustalić, których można ocalić, a których nie. Sachs zastanawiała się, czy Vegas nie zaliczył jej właśnie do tej drugiej kategorii.