Выбрать главу

Profil zdarzenia przesłany do VICAP i NCIC.

Morderstwo w Amarillo w Teksasie, pięć lat temu. Podobny sposób działania – upozorowane miejsce zbrodni (inscenizacja rytualnego mordu, prawdziwy motyw nieznany).

Ofiarą był emerytowany strażnik więzienny.

Portret pamięciowy NS przesłany do więzienia w Teksasie.

Nierozpoznany.

Morderstwo w Ohio, trzy lata temu. Podobny sposób działania – upozorowane miejsce zbrodni (inscenizacja gwałtu, prawdziwy motyw to przypuszczalnie morderstwo na zlecenie). Brak akt.

PROFIL NS 109

Biały mężczyzna.

Wzrost 180 cm, waga 80 kg.

Głos zwyczajny.

Użył telefonu komórkowego, żeby podejść blisko ofiary.

Nosi trzyletnie lub starsze buty turystyczne Bass, rozmiar 11, jasnobrązowe. Prawa stopa lekko wykręcona na zewnątrz.

Zapach jaśminu.

Ciemne spodnie.

Kominiarka, ciemna.

Aby zabić swoje ofiary i uciec, atakuje niewinne osoby.

Najprawdopodobniej płatny morderca.

Przypuszczalnie były więzień z Amarillo, Teksas.

Mówi z południowym akcentem. Ma krótko ostrzyżone, jasnobrązowe włosy, brak zarostu.

Nierzucający się w oczy.

Widziany w ciemnym płaszczu przeciwdeszczowym.

Prawdopodobnie niepalący.

Robotnik budowlany, drogowy, komunalny?

Używa kropli murine.

Gwiżdże.

PROFIL ZLECENIODAWCY NS 109

Brak informacji.

PROFIL WSPÓLNIKA NS 109

Czarny mężczyzna.

Wiek: około czterdziestki.

Wzrost: 180 cm.

Mocnej budowy ciała.

Ubrany w zieloną kurtkę wojskową.

Były skazaniec.

Utyka.

Podobno uzbrojony.

Gładko ogolony.

Na głowie czarna bandana.

Oczekiwanie na dodatkowe zeznania świadków i taśmy z kamer wokół szkoły.

Brak czytelnego obrazu w zapisie wideo, taśma przesłana do analizy.

Stare buty robocze.

PROFIL CHARLESA SINGLETONA

Były niewolnik, przodek G. Settle. Żonaty, miał syna. Dostał od swojego pana sad w stanie Nowy Jork. Pracował także jako nauczyciel. Odegrał jakąś rolę w ruchu na rzecz praw obywatelskich.

W 1868 r. Charles rzekomo popełnił kradzież, o czym mówi artykuł na skradzionej mikrofiszce.

Podobno znał tajemnicę, być może związaną ze sprawą. Bał się, że jej ujawnienie wywoła tragedię.

Brał udział w spotkaniach w dzielnicy Nowego Jorku, Gallows Heights.

Zaangażowany w jakąś niebezpieczną działalność?

Pracował z Frederickiem Douglassem i innymi na rzecz ratyfikacji XIV Poprawki do Konstytucji.

Przestępstwo według relacji w „Coloreds’ Weekly Illustrated”:

Charles aresztowany przez det. Williama Simmsa za kradzież dużej kwoty z Funduszu Wyzwoleńców w Nowym Jorku. Włamał się do sejfu, widziany przez świadka krótko po zdarzeniu. ‘Niedaleko znaleziono jego narzędzia. Większą część pieniędzy odzyskano. Został skazany na pięć lat więzienia. Brak informacji o jego losach po wyroku skazującym. Przypuszczano, że uzyskał dostęp do funduszu dzięki powiązaniom z działaczami na rzecz praw obywatelskich.

Korespondencja Charlesa:

List 1, do żony: na temat rozruchów związanych z poborem w 1863 r., fala wrogości przeciw czarnym w stanie Nowy Jork, lincze, podpalenie. Nieruchomości należące do czarnych znalazły się w niebezpieczeństwie.

List 2, do żony: Charles bierze udział w bitwie pod Appomattox pod koniec wojny secesyjnej.

List 3, do żony: zaangażowany w ruch na rzecz praw obywatelskich. Wskutek swojej działalności dostaje pogróżki. Martwi się ukrywaną tajemnicą.

List 4, do żony: poszedł do „Potters’ Field” szukać „sprawiedliwości”. Próba zakończyła się katastrofą. Przyczyną jego rozpaczy jest tajemnica.

– Taa?

– Hej, J. T., tu Lincoln Rhyme z Nowego Jorku. – Rozmawiając z kimś, kto przedstawia się samymi inicjałami i mieszka w Teksasie – nie wspominając o jego akcencie – Rhyme miał nieprzepartą ochotę wtrącać wyrażenia w rodzaju „hej” i „siemasz”.

– Ach, co słychać? Trochę o panu poczytałem po naszej ostatniej pogawędce. Nie wiedziałem, że taki pan sławny.

– Och, jestem tylko byłym urzędnikiem – odrzekł Rhyme z fałszywą skromnością. – Nikim więcej. Pomógł wam portret, który wysłaliśmy?

– Niestety, detektywie Rhyme. Sęk w tym, że facet wygląda jak połowa białych, których stąd wypuściliśmy. Poza tym, jak w prawie każdym kryminale, mamy dużą rotację personelu. Nikt, kto by znał Charliego Tuckera, już nie pracuje.

– Zdobyliśmy trochę więcej informacji. Może uda się skrócić listę. Ma pan chwilę?

– Wal pan.

– Być może ma kłopoty z oczami. Używa kropli murine. Możliwe, że to jakiś niedawny uraz, ale być może pochodzi z czasów, kiedy u was siedział. I chyba ma nawyk gwizdania.

– Gwizdania? Jak na kobity czy coś?

– Nie. Gwiżdże melodie. Piosenki.

– Aha. Chwileczkę. – Odezwał się dopiero po pięciu niewiarygodnie długich minutach. – Przykro mi. Nikt nie pamięta nikogo konkretnego, kto by gwizdał albo miał problemy z oczami. Ale będziemy szukać.

Rhyme podziękował mu i się rozłączył. Sfrustrowany wpatrywał się w tablicę dowodów. Na początku dwudziestego wieku jeden z największych kryminalistyków w historii, Francuz Edmond Locard, sformułował zasadę przeniesienia, według której w każdym miejscu zbrodni między przestępcą a miejscem lub ofiarą dochodzi do przeniesienia dowodów, przynajmniej w mikroskopijnej skali. Celem detektywa kryminalistyka jest ich odnalezienie. Zasada Locarda nie dawała jednak gwarancji, że ustalenie tego związku doprowadzi śledczych do drzwi domu sprawcy.

Westchnął. Przecież wiedział, że szanse są niewielkie. Co mieli? Niewyraźny portret komputerowy, prawdopodobną chorobę oczu, przypuszczalny nawyk, urazę do jakiegoś strażnika.

Co jeszcze mogliby…

Rhyme zmarszczył brwi. Patrzył na dwunastą kartę z talii tarota. Karta Wisielca nie wiąże się z karą…

Może i nie, mimo to jest na niej człowiek wiszący na szubienicy.

Coś mu zaczęło świtać. Jeszcze raz spojrzał na tablicę. Zatrzymał spojrzenie na wpisach o pałce, elektrycznej pułapce na Elizabeth Street, trującym gazie, pociskach, które precyzyjnie utkwiły w sercu bibliotekarza, linczu Charliego Tuckera, włóknach ze śladami krwi…

– Niech to szlag! – ryknął.

– Lincoln? O co chodzi? – Zaniepokojony Cooper spojrzał na szefa.

– Polecenie, wybierz ponownie! – krzyknął Rhyme.

W odpowiedzi komputer wyświetlił na ekranie: „Nie zrozumiałem. Co mam zrobić?”.

– Wybierz numer ponownie.”Nie zrozumiałem”.

– Kurwa! Mel, Sachs… niech ktoś wciśnie ten guzik!

Cooper spełnił polecenie i po kilku minutach kryminalistyk znów rozmawiał z naczelnikiem z Amarillo.

– J. T., tu jeszcze raz Lincoln. – Tak?

– Dajmy spokój więźniom. Chcę, żebyście sprawdzili strażników.

– Strażników?

– Chodzi o dawnego człowieka z waszego personelu. Kto miał kłopoty z oczami. I gwizdał. I być może pracował przy celach śmierci w okresie, kiedy zamordowano Tuckera.

– W ogóle nie myśleliśmy o pracownikach. Pięć czy sześć lat temu nie było tu prawie nikogo z dzisiejszego personelu. Niech pan zaczeka. Popytam.

Na ten trop naprowadził Rhyme’a wizerunek Wisielca. Zastanowiła go broń i techniki, jakich używał NS 109. Były to metody egzekucji: cyjanowodór, prąd elektryczny, powieszenie, strzały w serce jak gdyby oddane przez pluton egzekucyjny. Do obezwładniania ofiar używał pałki, podobna była na wyposażeniu strażnika więziennego.