Выбрать главу

Zaangażowany w jakąś niebezpieczną działalność?

Pracował z Frederickiem Douglassem i innymi na rzecz ratyfikacji XIV Poprawki do Konstytucji.

Przestępstwo według relacji w „Coloreds’ Weekly lllustrated”:

Charles aresztowany przez det. Williama Simmsa za kradzież dużej kwoty z Funduszu Wyzwoleńców w Nowym Jorku. Włamał się do sejfu, widziany przez świadka krótko po zdarzeniu. Niedaleko znaleziono jego narzędzia. Większą część pieniędzy odzyskano. Został skazany na pięć lat więzienia. Brak informacji o jego losach po wyroku skazującym. Przypuszczano, że uzyskał dostęp do funduszu dzięki powiązaniom z działaczami na rzecz praw obywatelskich.

Korespondencja Charlesa:

.List 1, do żony: na temat rozruchów związanych z poborem w 1863 r., fala wrogości przeciw czarnym w stanie Nowy Jork, lincze, podpalenie. Nieruchomości należące do czarnych znalazły się w niebezpieczeństwie.

List 2, do żony: Charles bierze udział w bitwie pod Appomattox pod koniec wojny secesyjnej.

List 3, do żony: zaangażowany w ruch na rzecz praw obywatelskich. Wskutek swojej działalności dostaje pogróżki. Martwi się ukrywaną tajemnicą.

List 4, do żony: poszedł do „Potters’ Field” szukać „sprawiedliwości”. Próba zakończyła się katastrofą. Przyczyną jego rozpaczy jest tajemnica.

Rozdział 34

Jax znów grał rolę bezdomnego, choć tym razem nie miał wózka sklepowego.

W tym momencie nie udawał psychola jak poprzednio. Król Graffiti odstawiał typowego weterana, użalającego się nad sobą i żebrzącego o parę groszy. Na oblepionym gumą do żucia chodniku leżała przed nim sfatygowana czapka Metsów, w której podzwaniało – niech was Bóg błogosławi – trzydzieści siedem centów.

Pieprzone skąpiradła.

Jax nie miał już na sobie oliwkowozielonej kurtki wojskowej ani szarej bluzy, tylko czarną koszulkę i powycieraną beżową kurtkę (wygrzebaną ze śmieci, jak przystało na bezdomnego). Siedział na ławce naprzeciw domu w Central Park West, ściskając w dłoni opakowaną w poplamiony brązowy papier puszkę. Powinno być w niej słodowe piwo, pomyślał z goryczą. Wolałby. Była to jednak mrożona herbata Arizona. Odchylony do tyłu wyglądał, jak gdyby się zastanawiał, jaką robotę warto by podłapać, ale także rozkoszował się chłodnym jesiennym dniem. Popijał słodki brzoskwiniowy napój i palił papierosa, wydmuchując dym w niewiarygodnie błękitne niebo.

Patrzył na zbliżającego się chłopaka ze szkoły Langstona Hughesa, który przed chwilą wyszedł z domu w Central Parku, gdzie poszedł zanieść torbę dla Genevy Settle. Nadal nie było widać nikogo, kto obserwowałby ulicę od wewnątrz budynku, co nie znaczyło, że nikogo tam nie ma. Poza tym na ulicy, tuż przy podjeździe dla wózków, stał radiowóz i nieoznakowany samochód policyjny. Jax czekał kawałek dalej, aż chłopak doręczy przesyłkę.

Chudy dzieciak klapnął na ławce obok niezupełnie bezdomnego krwawego Króla Graffiti.

– Hej.

– Dałeś jej torbę?

– Co to za koleś bez nóg? – Kto?

– Koleś z tego domu nie ma nóg. Albo i ma, ale są do kitu.

Jax nie wiedział, o czym dzieciak gada. Wolałby posłać tam kogoś bardziej rozgarniętego, ale pod szkołą Langstona Hughesa nie udało mu się znaleźć nikogo innego, kto miał jakikolwiek związek z Geneva Settle, podobno ją znała siostra chłopaka. – Dałeś jej torbę?

– No, dałem.

– Co powiedziała?

– Nie wiem. Coś tam. Że dziękuje czy coś.

– Uwierzyła ci?

– Najpierw jakby mnie nie poznała, a potem spoko. Jak powiedziałem o siostrze.

Dał chłopakowi kilka banknotów.

– Git… ej, jakbym miał sie jeszcze do czegoś przydać, to…

– Spadaj stąd.

Dzieciak wzruszył ramionami i podniósł się z ławki.

– Czekaj – powiedział Jax.

Chłopak zatrzymał się w pół kroku i odwrócił.

– Jaka była?

– Laska? Znaczy, jak wyglądała?

Nie, to go nie interesowało. Ale Jax nie bardzo wiedział, jak sformułować pytanie. Po chwili uznał, że nie będzie o nic pytać. Pokręcił głową.

– Możesz iść.

– Na razie.

Chłopak oddalił się rozkołysanym krokiem.

Jakiś głos podpowiadał Jaksowi, że powinien zostać na miejscu. Ale to byłoby głupie. Lepiej trzymać się z daleka od domu. Tak czy inaczej niedługo będzie wiedział, czy dziewczyna przejrzała zawartość torby.

Geneva siedziała wygodnie na łóżku i zamknąwszy oczy, zastanawiała się, dlaczego tak dobrze się czuje.

Przede wszystkim dlatego, że złapali mordercę. Ale to nie mógł być jedyny powód jej dobrego samopoczucia, ponieważ na wolności wciąż chodził człowiek, który go wynajął. No i ten z bronią spod szkoły – mężczyzna w wojskowej kurtce.

Powinna być przerażona i przygnębiona.

Ale nie była. Przepełniał ją spokój i dziwna euforia.

Dlaczego?

Nagle zrozumiała: bo wyjawiła swoją tajemnicę. Zrzuciła z serca ciężar, mówiąc prawdę o swoim samotnym mieszkaniu, o rodzicach. I nikogo nie zszokowało ani nie zbulwersowało jej kłamstwo. Pan Rhyme i Amelia nawet okazali jej życzliwość, tak samo detektyw Bell. Nie zaczęli panikować, nie wsypali jej przed psychologiem.

Cudowne uczucie. Ciężko było żyć z tajemnicą – pewnie tak jak Charlesowi (cokolwiek ukrywał). Gdyby były niewolnik wyjawił komuś swój sekret, może uniknąłby późniejszych cierpień? Z listu wynikało, że tak właśnie uważał.

Geneva zerknęła na torbę z książkami, które przysłały jej koleżanki ze szkoły. Ciekawość wzięła górę i dziewczyna postanowiła je przejrzeć. Postawiła torbę na łóżku. Tak jak mówił brat Ronelle, ważyła chyba z tonę.

Wyciągnęła książkę Laury Ingalls Wilder. Potem następną: widząc tytuł, głośno się roześmiała. Była to książka z serii o nastoletniej detektyw Nancy Drew. Co to za głupi numer? Zerknęła na pozostałych autorów: Judy Blume, Dr. Seuss, Pat McDonald. Książki dla dzieci i nastolatków. Wspaniali pisarze, znała wszystkich, ale czytała to wszystko wiele lat temu. O co chodzi? Czy Ronelle i jej koleżanki jej nie znały? Ostatnio czytała przecież powieści dla dorosłych: „Okruchy dnia” Kazuo Ishigury i „Kochankę Francuza” Johna Fowlesa. „Kto zje zielone jajka sadzone?” Dr. Seussa czytała dziesięć lat temu.

Może na dnie będzie coś lepszego. Sięgnęła w głąb torby.

Wzdrygnęła się, słysząc pukanie do drzwi.

– Proszę.

Wszedł Thom, niosąc na tacy pepsi i coś do przegryzienia.

– Pomyślałem, że będziesz miała ochotę na małe co nieco. – Otworzył napój i chciał nalać do szklanki, ale Geneva przecząco pokręciła głową.

– Może być z puszki – powiedziała. Chciała zachować wszystkie puste puszki, żeby wiedzieć, ile dokładnie będzie wynosił jej dług wobec pana Rhyme’a.

– I… zdrowa żywność. – Podał jej batonik KitKat i oboje wybuchnęli śmiechem.

– Może później. – Wszyscy starali się ją podtuczyć. Ale Geneva nie była przyzwyczajona do jedzenia. Jadło się przy stole z rodziną, a nie siedząc samotnie przy chybotliwym stoliku w suterenie, czytając książkę albo robiąc notatki do pracy o Hemingwayu.

Geneva sączyła pepsi, a Thom zabrał się do wypakowywania książek. Wyciągał je po kolei. Powieść S. C. Lewisa. Potem „Tajemniczy ogród”.

Wciąż nie było nic dla dorosłych.

– Na dnie jest jakaś wielka cegła – powiedział, wyciągając ją. Była to pierwsza z serii książek o Harrym Potterze. Geneva przeczytała ją, kiedy się tylko ukazała.

– Chcesz? – spytał Thom. Zawahała się przez chwilę.

– Pewnie.

Asystent Rhyme’a podał jej opasłe tomisko.

Pojawił się jakiś czterdziestokilkuletni mężczyzna uprawiający jogging w parku. Zerknął na Jaksa, bezdomnego weterana ubranego w wygrzebaną ze śmieci kurtkę, z ukrytym na kostce pistoletem i trzydziestoma siedmioma centami jałmużny w kieszeni.