Выбрать главу

Dariat znów zachichotał.

— Odwal się.

— Wstawaj!

— Nie.

— Jeszcze jeden słabeusz! Czy zawsze będą tylko słabeusze, do cholery? Jesteś jak twój pieprzony tatusiek.

Dariat zacisnął powieki. Pod powiekami również widział kolory.

— Nie jestem do niego podobny.

— Ależ jesteś. Słaby, niezaradny, aż żal patrzeć. Jak wy wszyscy. Czemu się nie sklonowałem, kiedy miałem okazję?

Partenogeneza rozwiązałaby sprawę. Przez dwieście lat tylko użeram się z pieprzonymi niedorajdami. Dwieście lat, cholera jasna!

— Odejdź! — Choć był już mocno narąbany, dobrze wiedział, że nie jest to wcale halucynacja. W tym było coś więcej. Coś dużo, dużo gorszego.

— Czy on ci robi krzywdę, kochanie? — zapytała Anastazja.

— Tak.

— Posadzę cię na wózku inwalidzkim, debilu, jeśli zaraz nie wstaniesz! Nogi ci z dupy powyrywam i zetrę ręce na miazgę.

Chciałbyś tego posmakować? Do końca życia pełzać jak ślimak?

Nie mogąc chodzić, podetrzeć się i samemu zjeść zupy?

— Przestań! — krzyknął Dariat.

— To wstawaj!

— Nie słuchaj go, kochanie. Wycisz umysł.

— Powiedz tej suce ode mnie, że już nie żyje!

— Proszę, dajcie mi święty spokój! Chcę być sam.

— Wstawaj!

Dariat spróbował się podnieść, lecz opadł w ramiona Anastazji.

— Teraz jesteś mój — rzekła z radością.

— To nieprawda. Jesteś mój. Na zawsze. Nigdy się nie rozstaniemy. Nie pozwolę na to.

Dziewczyna przesuwała dłonie po ubraniu Dariata, otwierając zatrzaski. Zasypała jego twarz gradem zimnych pocałunków.

— Przecież na to czekałeś. Tego zawsze chciałeś — szeptała mu do ucha. — Mnie.

Migające mu przed oczami kolorowe paski rozpływały się w mroku. Pod nim przesuwało się gorące ciało dziewczyny. Nareszcie się z nią pieprzył! Łzy pociekły mu po policzkach.

— O tak, kochany. Do środeczka. Pozbędziesz się go! Pozbędziesz się go z moją pomocą. Fruń do Cziri i niech Wenus tobą zawładnie. Bądź wolny.

— Zawsze mój.

Dariat czuł się okropnie po przebudzeniu. Rozebrany do naga, leżał w namiocie na kłującej trawie. Zza uchylonej płachty wpadały do wnętrza promienie jasnego porannego światła. Na jego nogach skropliła się rosa. Coś umarło i gniło mu w ustach: prawdopodobnie język. Obok spała Anastazja Rigel. Naga i piękna. Przytulona do niego.

W nocy! Była jego! Udało się!

Z trudem powstrzymał się od wybuchu radosnego śmiechu.

— Już ci lepiej?

Dariat krzyknął. Coś siedziało mu w głowie. Anstid. Bożek jednego z tych królestw.

Odwracając się gwałtownie, przygryzł do krwi dolną wargę.

— Zwariowałeś? Nie jestem dziwadlem z zaświatów. Nasłuchałeś się bujd i tyle. Religia to psychologiczny wózek dla umysłowych kalek. Spirytualizm jest dobry dla psychoparalityków. Pomyśl więc, czym jest ta twoja przyjaciółka.

— A coś ty za jeden?

Anastazja obudziła się, mrużąc oczy przed światłem. Przejechała dłonią po rozczochranych włosach i usiadła, mierząc go uważnym spojrzeniem.

— Jestem twoim praprzodkiem.

— Duchem zagubionym w pustce? — Strach wyglądał mu z oczu.

— Raz jeszcze wyjedziesz mi tu z mitologią, a naprawdę połamię ci nogi. Pomyśl logicznie. Jestem twoim praprzodkiem.

Kim więc mogę być?

Zaroiło mu się w myślach od informacji poznanych na kursach dydaktycznych historii.

— Rubrą? — Jeśli tak, to nie miał wcale powodów do zadowolenia.

— Oczywiście. A teraz przestań panikować, bo cały się trzęsiesz. Rzadko rozmawiam z osobami w twoim wieku. Wolałbym poczekać, aż skończysz szesnaście lat, ale nie pozwolę, żebyś wpadł w nałóg. Masz już nigdy nie wdychać tego świństwa! Zrozumiałeś?

— Tak.

— Przestań wokalizować. Skoncentruj się na myślach.

— Co tam mówisz, kochanie? — odezwała się Anastazja. — Wciąż masz odloty?

— Nie, to Rubra. On… Rozmawiamy ze sobą.

Owinęła się białym poncho, patrząc na niego z lękiem.

— Mam plany związane z tobą, chłopcze — rzekł Rubra.

— Wielkie plany. Zajmiesz miejsce w komitecie wykonawczym Magellanie Itg.

— Ja?

— Ty. Jeżeli nie pokpisz sprawy. Jeżeli będziesz mi posłuszny.

— Będę posłuszny.

— Cieszę się. Słuchaj, byłem pobłażliwy i pozwoliłem ci wyszumieć się z tą ładniutką Anastazją. Mogę zrozumieć, że ma ładne ciało, niezłe cycki i miłą buzię. Kiedyś i mnie ciągnęło do seksu. Ale dość tej zabawy. Włożysz ubranie i pożegnasz się z nią na dobre. Znajdziemy ci kogoś odpowiedniejszego.

— Nie mogę jej zostawić. Nie po tym… co stało się w nocy.

— Spójrz tylko na siebie, chłopcze. Barlożysz z nieopierzoną dzikuską na brudnym kocu w namiocie. Pozwoliłeś, żeby napaskudziła ci w głowie, i to na dwa sposoby. Czy tak ma się zachowywać przyszły zarządca Valiska?

— Nie.

— No, wreszcie trochę rozsądku.

Zaczął zbierać ubranie.

— Dokąd idziesz?

— Do domu.

— Bo on tak ci kazał?

— A co mnie tu trzyma?

Obrzuciła go bezradnym spojrzeniem, przyciskając do ciała białe poncho.

— Ja. Twoja przyjaciółka. Kochanka.

Pokręcił głową.

— Jestem człowiekiem — dodała. — On nim już być nie może.

— Zostaw ją. Nic ci po niej.

Dariat włożył buty. Przy wyjściu z namiotu zatrzymał się na chwilę.

— To Anstid — stwierdziła z żałością. — To on z tobą naprawdę rozmawia.

— Nie słuchaj tego bełkotu.

Dariat przemaszerował wolno przez wioskę. Starsi ludzie obracali ku niemu zdziwiony wzrok, kiedy mijał ich ogniska. Nie rozumieli, dlaczego ktoś miałby porzucać Anastazję.

— W tym sęk, chłopcze. Oni są bardzo zacofani. Nie wiedzą, jak wygląda prawdziwy świat. Kiedyś wezmę się w garść i zrobię z nimi porządek.

* * *

Odkąd Dariat poznał, kim jest i co mu przeznaczono, kursy dokształcające nabrały dla niego całkiem nowego znaczenia. Słuchał rad Rubry w kwestiach specjalizacji i stopni, jakie powinien uzyskać. Stał się posłuszny, choć nieco zdegustowany swą uległością.

Cóż mu jednak pozostało? Gwiezdny Most?

W zamian za ustępliwość Rubra nauczył go porozumiewać się z habitatem za pomocą więzi afinicznej. Dariat umiał teraz łączyć się z komórkami sensytywnymi, żeby dowiedzieć się, co gdzie się dzieje, umiał korzystać z ogromnej mocy obliczeniowej i nieprzebranych zasobów informacji.

Już na samym początku Rubra podsunął mu listę zastępczych dziewcząt, aby czym prędzej zatrzeć ostatnie ślady tęsknoty chłopca za Anastazją Rigel. Dariat czuł się jak duchpodglądacz, obserwując proponowane mu kandydatki za pośrednictwem komórek sensytywnych. Widywał je, jak rozmawiały w domu z przyjaciółmi czy kochały się z chłopakami — lub, w dwóch przypadkach, z dziewczynami, co było dość podniecające. Rubra nie przeszkadzał mu w długotrwałych obserwacjach. Przynajmniej nie musiał już płacić za fleksy z błękitnej awangardy.

Szczególnie przypadła mu do gustu Chilone: miła, starsza od niego o dziewięć miesięcy dziewczyna. Miała równie czarną karnację jak Anastazja, co najpierw przykuło jego uwagę, lecz do tego ciemne kasztanowate włosy. Ładna i nieśmiała, lubiła rozmawiać z koleżankami o seksie i chłopakach.

A mimo to wahał się przed spotkaniem, jakkolwiek znał jej rozkład zajęć, zainteresowania, kluby dzienne, do których uczęszczała, oraz dziesięć sposobów, żeby się z nią zapoznać.