Выбрать главу

— Jeżeli Unimeron został przesunięty, to dysfunkcja rzeczywistości tylko gdzieś się ukryła — stwierdził Renato Vella. — Jest tam, gdzie planeta.

— Tak, tylko co to takiego? — spytała Oski Katsura z niejakim zniecierpliwieniem. — Trudno ją jednoznacznie określić. To jakby połączenie swego rodzaju choroby psychicznej i systemu broni zaczepnej.

— Cholera! — zaklęła Ione, gdy równocześnie z Tranquillity dokonała wstrząsającego odkrycia. — Energetyczny wirus Latona.

Tranquillity, za pomocą procesorów wewnętrznej sieci telekomunikacyjnej, pozwoliło naukowcom zapoznać się z raportem doktora Gilmore’a. Lieria odbierała obrazy bezpośrednio w paśmie afinicznym.

— Mój Boże… — rzekł Parker. — Podobieństwo jest uderzające.

— Podobieństwo? Niech skonam! — na pół krzyknął Kempster. — To bydlę wróciło!

Dyrektor wzdrygnął się, zaskoczony wybuchem gniewu astronoma.

— Nie mamy pewności.

— Przykro mi, Parker, ale w żadnym razie nie mogę uznać tego za zbieg okoliczności — oświadczyła Ione.

— Podzielam twe zdanie — powiedziała Lieria.

— Należy bezzwłocznie powiadomić Konfederację, a szczególnie naczelnego admirała — stwierdziła Ione. — To nie podlega dyskusji. Dowództwo Sił Powietrznych musi zrozumieć, że nie mamy do czynienia z samym Latonem, ale z czymś bez porównania groźniejszym. Parker, pan będzie mnie reprezentował. Dzięki szerokiej wiedzy i autorytetowi uświadomi pan naczelnemu admirałowi, czego możemy oczekiwać po tej dysfunkcji rzeczywistości.

Przez chwilę wyglądał na zszokowanego, lecz w końcu tylko się pokłonił.

— Jak pani sobie życzy.

— Oski, pani przygotuje kopie nagrań Laymilów. Pozostali spiszą swoje przemyślenia, wszystko, co uznają za przydatne dla oficerów Floty. Tranquillity odwołało z patrolu czarnego jastrzębia, który za godzinę będzie gotów do lotu na Avon. Poproszę biuro Sił Powietrznych, żeby przydzieliło panu oficera do eskorty, Parker, więc lepiej niech pan zacznie się szykować do podróży. Nie ma czasu do stracenia.

— Tak, proszę pani.

— Ione Saldana, czy mogę prosić, żeby czarny jastrząb zabrał jednego z moich towarzyszy na Jobisa? — spytała Lieria. — Zaszły okoliczności o doniosłym znaczeniu, muszę poinformować o nich moją rasę.

— Tak, oczywiście. — Zaledwie wyraziła zgodę na prośbę Kiinta, Tranquillity przywołało na półkę cumowniczą drugiego uzbrojonego czarnego jastrzębia. Wszystkie rezydujące tu czarne jastrzębie trzeba będzie powołać do służby patrolowej, pomyślała przelotnie. Może nawet niezależnych przewoźników. Wtem pewna myśl przyszła jej do głowy. — Lierio, czy Kiintowie słyszeli kiedyś gwiezdną pieśń podniebnych przystani?

— Tak.

Twardy ton odpowiedzi powstrzymał Ione od zadawania dalszych pytań. Ale tylko na razie, obiecała sobie w duchu. Dość już mam tej ich tajemniczości i wyższości, którą mi tu wciskają.

— Kempster, jak pan myśli, czy ta czerwona mgła nad południowym kontynentem Unimerona miała jakiś związek z dysfunkcją rzeczywistości? Nikt jej nie widział na Lalonde.

— Chyba miała, sądząc po jej dziwnym wyglądzie — odparł naukowiec. — Nie wierzę, żeby coś takiego było naturalnym zjawiskiem przyrodniczym, w każdym razie nie na Unimeronie. To musiał być efekt uboczny ingerencji w esencję życia planety, z pewnością powiązany z dysfunkcją rzeczywistości. Co ty na to, chłopcze?

Renato Vella, odkąd ujrzał nagranie doktora Gilmore’a, milczał w głębokiej zadumie.

— Tak, to możliwe — stwierdził lakonicznie.

— Coś ci chodzi po głowie? — zapytał stary astronom, któremu wracała już poprzednia wesołość.

— Tak sobie tylko myślałem. Potrafili zbudować w kosmosie żywe konstrukcje, którymi zupełnie otoczyli swój świat, a jednak pokonała ich ta dysfunkcja rzeczywistości. Kosmiczne ostrowy tak się jej bały, że wolały popełnić samobójstwo, niż się poddać. Jak sądzicie, co się stanie z nami, jeśli przyjdzie nam z nią walczyć?

8

— Chryste, patrzcie na ten czerwony syf nad planetą! Nie pamiętam, żeby to było tu ostatnio. Chyba nawet błyszczy. No nie, to świństwo przykryło całe dorzecze Juliffe! — Joshua oderwał się od sygnałów napływających z sensorów statku i odwrócił do Melvyna Ducharme’a, który siedział obok w fotelu amortyzacyjnym.

— Nie patrz na mnie, ja jestem tylko prostym inżynierem. Znam się na silnikach, meteorologia to nie moja działka. Popytaj najemników. Każdy urodził się na jakiejś planecie.

Joshua zamyślił się. Stosunków między załogą a oddziałem zwiadowczym, który mieli na pokładzie, nie dało się nazwać dobrosąsiedzkimi. Obie strony zachowywały rezerwę, przy czym Kelly Tirrel pełniła funkcję łączniczki… o ile nie siedziała w klatce do uprawiania seksu. O tak, pomyślał z zadowoleniem, dziewczyna wywiązywała się ze swej części umowy.

— Macie jakieś pomysły? — zapytał głośno.

Reszta załogi, zebrana na mostku, oglądała obrazy, lecz nikt nie wyrwał się z żadną hipotezą.

W miarę jak zbliżali się do planety, Amarisk wchodził pełniej w ich pole widzenia. Światło dnia opromieniało już blisko połowę kontynentu. Z tej odległości, która mimo wszystko wynosiła jeszcze sto tysięcy kilometrów, większość dopływów Juliffe jawiła się w otuleniu niewyraźnej czerwonej mgiełki. Na pierwszy rzut oka wyglądało to tak, jakby woda lśniła ciemnym szkarłatem za sprawą jakiegoś osobliwego załamania się fal świetlnych. Ale kiedy sensory optyczne dalekiego zasięgu skupiły się na Lalonde, złudzenie szybko prysło. Ów niesamowity efekt powodowały tysiące długich, wąskich pasów chmur, które wisiały nad powierzchnią wód, lgnąc do rozwidlających się fantazyjnie koryt rzecznych z niepokojącą wręcz dokładnością. Aczkolwiek, co zauważył Joshua, pasy chmur były znacznie szersze niż same rzeki: w miejscu, gdzie powstawał pierwszy z nich, tuż przy ujściu Juliffe, czerwona mgła miała bez mała siedemdziesiąt kilometrów szerokości.

— Nie spotkałem się z czymś takim na żadnej planecie — wyznał Ashly zdecydowanie. — Dziwnie to wygląda, Joshua, i jeszcze na dodatek świeci. Widać, jak ciągnie się na zaciemnionej półkuli aż do samego wybrzeża.

— To krew — odezwał się Melvyn z powagą. — W rzece jest pełno krwi, która teraz zaczęła parować.

— Zatkaj się! — warknęła Sara, choć ten pomysł był dość zbieżny z jej własnymi przemyśleniami. — To wcale nie jest śmieszne.

— Mamy się tego bać? Jak myślicie? — spytał Dahybi. — Może to sprawka Latona?

— Pewnie ma z nim jakiś związek — przyznał z ociąganiem Joshua. — Ale nawet jeśli to jest wrogo do nas nastawione, nie zagrozi nam na taką odległość. Trzyma się wyłącznie dolnych warstw atmosfery. Co oznacza, że może dać się we znaki zwiadowcom.

Sara, powiedz im, żeby obejrzeli sobie te obrazki. — Kobiety pewnie nie obrażą.

Sara niechętnie poprosiła o kanał łączności z modułem C. Siedmiu najemnych zwiadowców, a wśród nich Kelly Tirrel, leżało tam w fotelach amortyzacyjnych, ponieważ „Lady Makbet” przyspieszała w kierunku Lalonde. Joshua uśmiechnął się pod nosem, gdy z kolumny AV popłynęła burkliwa odpowiedź.

Wtem komputer pokładowy powiadomił go o odebraniu kodowanego sygnału z „Gemala”.

— Wykryliśmy nad Amariskiem nieznane zjawisko atmosferyczne — wyjaśnił pedantycznie Terrance Smith.

— Chodzi o te czerwone chmury nad rzekami? — odparł Joshua. — Tak, i my je widzimy. Co mamy teraz robić?