Выбрать главу

Tommy powinien być tutaj, pomyślała. Już od tylu godzin nie mogę go przytulić.

– Mamo! Chcesz filiżankę? – zawołała Lauren.

– Jest pyszna – dodała Karen.

Megan nie była pewna, jak zabrzmi jej głos, ale przełknęła ślinę i odparła:

– Jasne. Czemu nie?

W momencie kiedy Karen podawała matce czekoladę, zabrzęczał telefon.

– To nasza linia – uprzedziła Karen. – Ja odbiorę.

Podeszła do aparatu ściennego, przycisnęła guzik i podniosła słuchawkę.

– Halo – odezwała się. – Tu Lauren.

– A gdzie jest twoja równie piękna siostra? – zapytała Olivia Barrow bez żadnego wstępu.

Przez moment Lauren nie mogła złapać oddechu. Wiedziała, kto to jest, ale zmusiła się, żeby odpowiedzieć.

– Jest tu obok. Przepraszam, kto mówi?

Megan zobaczyła, że twarz córki nagle pobladła i upuściła filiżankę. Brzęk szkła/jednak zginął w nagłym zamęcie uczuć. Czekolada rozlała się na podłodze, nikt jednak nie zwrócił na to uwagi.

Karen wahała się przez chwilę, ręka z filiżanką zastygła w połowie drogi między stolikiem a ustami, po chwili szepnęła do Lauren: – Idę! – i rzuciła się do korytarza, chwytając słuchawkę z widełek.

– Kto mówi? – rzuciła ostro.

– Ach – odezwała Olivia. – Jakbym słyszała głos twojego ojca. Jego ton, jego modulację. Czy i pod innymi względami też jesteś do niego podobna?

Karen nie odpowiedziała, pokiwała tylko głową.

– Czego pani od nas chce? – zapytała Lauren. Ze wszystkich sił próbowała opanować drżenie głosu. Błędnym wzrokiem popatrzyła na matkę, potem na siostrę.

– Chciałam tylko usłyszeć wasze głosy – odparła Olivia. – Musiałam wiedzieć, jak brzmią.

Karen nie była w stanie dłużej kontrolować się.

– Masz ich oddać! – Była bliska krzyku. Jej głos był o oktawę wyższy niż zazwyczaj. – Chcemy, żeby tu byli. Chcemy, żeby tu byli.

Olivia roześmiała się.

– Wszystko w swoim czasie, dziecinko. W swoim czasie. Czyż nie tak powinna powiedzieć zła czarownica?

Słysząc siłę w donośnym żądaniu córki Megan poczuła, że ogarnia ją wściekłość. Odebrała słuchawkę z rąk Lauren.

– Jestem tutaj, do cholery.

– O, Megan, jak miło cię znowu słyszeć.

– O co chodzi, Olivio?

– No wiesz, minęło tyle czasu i tyle o tobie myślałam. Podobno zrobiła się z ciebie doskonała, podmiejska gospocha. Zawsze miałaś wypisane to na czole.

– O co ci chodzi, Olivio?

– Sporo czasu spędziłam na pogawędkach z twoim kochasiem, mogłaś pomyśleć, że cię ignoruję. Ale to taki sympatyczny facet. Wszystko, co robi, jest takie sympatyczne.

– Proszę, Olivio. Dlaczego robisz to wszystko?

– A ja myślałam, że macie w tej sprawie całkowitą jasność. Megan zamilkła na chwilę.

– Sądzisz, że mszcząc się poczujesz się lepiej? Że dręcząc nas odzyskasz te wszystkie lata? Naprawdę myślisz, że przywróci ci to spokój?

Słowa, które wyrwały jej się z gardła, zdumiały ją samą. Lauren cofnęła się nieco patrząc na matkę dziwnym wzrokiem. Krzyknęła cicho, zaciśniętą pięścią pogroziła w powietrzu, po czym rzuciła się do biblioteki na parterze, żeby podnieść słuchawkę stojącego tam telefonu. Pytania Megan zbiły Olivię z tropu, tak że odparła dopiero po chwili wahania:

– Może masz rację. Może zemsta jest głupim i nieadekwatnym sposobem na to… – nagle zachichotała -…ale z pewnością bije na głowę wszystkie pozostałe.

Zaśmiała się głośniej, a Megan tylko z trudem przełknęła ślinę. Przez długą chwilę narastała cisza, wreszcie przerwała ją Olivia.

– Wyszłaś z tego bez szwanku, co? Twoje życie nie zostało naruszone. Bez kłopotów, bez zadrapań. Twoje życie nie zostało złamane, zwichnięte, rozbite czy okaleczone, prawda? Uciekłaś i wszystko uszło ci płazem, jak w dziecinnej zabawie. Tyle że to nie była zabawa, mam rację?

– Masz.

– A ja jestem jedyną osobą, która pozostała prawdziwa – ciągnęła Olivia. – Jedyną, która nigdy się nie zachwiała. A zobacz, co dzisiaj mamy. Rząd, który nie przestrzega praw. Naród, który pozwala ludziom obłąkanym i głodnym wałęsać się po ulicach. Zdobywanie pieniędzy stało się religią. A getta są tak samo straszne jak dwadzieścia lat temu. Zrobiliście kawał piekielnej roboty doprowadzając do takich zmian społecznych. Piekielnej roboty, Megan. A ty stałaś się jedną z tych zadowolonych z siebie, jak ja to nazywam, podmiejskich dziwek.

Megan chciała zaprotestować, ale się powstrzymała.

– Myślisz, że we mnie tkwi zło i występek – mówiła Olivia. – Ale to nieprawda. Nic się nie zmieniło, Megan, i nie zmieni. To co dla jednych jest zaangażowaniem, dla innych może być przestępstwem.

– Proszę – odezwała się Megan. – Zwróć ich nam.

– Więc wywalczcie ich sobie – odpowiedziała Olivia. – Jeśli macie dość odwagi. – A potem dodała: – Albo wykupcie ich. Ludzie teraz myślą w takich kategoriach, nieprawdaż? Wszystko ma swoją cenę. Zapłaćcie za nich. Na ile was stać?

– Tyle, ile trzeba.

Olivia nie odpowiedziała.

– Czego ty właściwie chcesz? – zapytała po chwili Megan.

– Już ci powiedziałam. Chciałam usłyszeć twój głos. I głosy bliźniaczek.

– Już usłyszałaś. Czego chcesz jeszcze?

– Przekazać krótką wiadomość.

– Więc przekaż ją mnie. Już pokazałaś, że potrafisz straszyć starców i dzieci. A moje córki zostaw w spokoju!

Zdumiała ją własna porywczość. Także Olivia wydała się zaskoczona.

Pozwoliła, by cisza w słuchawce trwała przez chwilę, po czym spokojnie i dobitnie odpowiedziała:

– Terror jest najsłuszniejszym przejawem gniewu. Potwierdza się to wciąż na nowo.

– Wobec starców i dzieci – powtórzyła Megan.

– A dlaczegóż nie miałoby ich to dotyczyć? – gwałtownie stwierdziła Olivia. – Czy rzeczywiście są tacy niewinni?

Megan milczała, lecz w próżnię tę wdarła się Karen.

– Są! Oni nigdy nie skrzywdzili nikogo!

– Karen! – krzyknęła Megan, która zdążyła zapomnieć, że słuchają ich obie dziewczynki. – Natychmiast wyłącz się! Ja…

– Nie, nie! Pozwól im zostać – zaprotestowała Olivia. – One też powinny to słyszeć. Czy Lauren też jest tutaj?

– Tak – odezwał się głos młodszej córki. Wydawał się nieco słabszy niż głos siostry. – Jestem tutaj.

Megan już miała się wtrącić, ale pohamowała się. Olivia głęboko zaczerpnęła powietrza i zadała pytanie:

– A jak Duncanowi idą sprawy?

– Zgodnie z planem – odparła Megan szybko.

– Świetnie. Zawsze najmądrzej jest trzymać się harmonogramu – powiedziała Olivia. – Nie ma wtedy miejsca na wpadki.

– Zrobi to, co do niego należy.

– Wiem. Przynajmniej sądzę, że zrobi. Ale musisz przyznać, że po moich doświadczeniach z Duncanem nie mogę mieć z góry co do tego pewności. – Roześmiała się gorzko. – Zwłaszcza jeśli w grę wchodzą banki.

– To znaczy?

– Wiesz dobrze, co mam na myśli. Już wcześniej nawalił. I zginęli ludzie. Znowu skrewił. I znowu zginęli ludzie. To przecież takie proste.

Megan usłyszała, że jedna z córek gwałtownie chwyta powietrze, ale nie bardzo wiedziała która. Zamknęła oczy i pokiwała głową.